piątek, 30 stycznia 2015

Inne zakończenie trzeciego sezonu Sherlocka


Dla:
Von Julii,
oraz Cleo

Inne zakończenie trzeciego sezonu Sherlock'a

            Sherlock ruszył na misję z której nie ma powrotu. Wiedział o tym, żegnając się z państwem Watson. Obawiał się, że John źle by to przyjął, gdyby powiedział mu prawdę. Nikt oprócz jego brata nie wiedział, że nie wróci. Niedawno młodszy z Holmesów powrócił z martwych, po samobójczym skoku z dachu szpitala świętego Bartłomieja.  Nie chciał ranić swoich przyjaciół, dlatego nikomu nie powiedział prawdy. I tak miał szczęście, że nie trafił do więzienia.  Wolał umrzeć.
            Mycroft skopiował telefon brata, aby przesyłać krótkie wiadomości po jego śmierci, aby podtrzymywać, iż wszystko jest w porządku. Na początku nie chciał pomóc, uważał iż nie tak powinni to załatwić, ale detektyw był uparty.  Po długiej dyskusji przystał na cały plan.
            Sherlock siedział w samolocie i ostatni raz spoglądał na swoją  ojczyznę. Postanowił, że nie chce drastycznie znikać z życia przyjaciół jak ostatnio. Pamiętał ich ból, oraz smutek i reakcje na jego powrót. Nie był takim socjopatą, za jakiego się uważał. Zależało mu na ludziach wokół niego
            Odzywał się do Johna raz na tydzień, albo raz na dwa tygodnie. Na odległość konsultował sprawy dla Lestrade'a.  Raz na jakiś czas pytał panią Hudson o jej samopoczucie i o to, co dzieje się w Londynie. Nie zapominał o Molly. Jedynie wymieniał służbowe wiadomości do Mycrofta. Brakowało mu wszystkich bliskich ludzi, ale trzymał się dzielnie.
            Gdy podczas zadania został zdemaskowany, wyciągną kartę SIM z smartfona, połamał ją i połkną.  Gdy bandyci próbowali zabrać mu telefon, zrzucił go i nadepną. Nie opierał się podczas gdy krępowali go. Wiedział, że nie miał szans na ucieczkę. Przeanalizował wszystkie ewentualności.  Rzucili go na podłogę i wpakowali mu kulkę w łeb.  Gdy kulka przechodziła przez umysł wybitnego człowieka, ten uśmiechał się. Śmierć była wybawieniem.
            W tym samym czasie Mycroft siedział nad papierami rządowymi. Gdy otrzymał wiadomość o śmierci Sherlocka ukrył twarz w dłoniach i zaczął szlochać. Anthea odwołała wszystkie spotkania i zabrała szefa do domu. Gdy dotarli, spytał.
            - Czy postąpiłem dobrze zabijając go? Przecież wiedziałem, że nie wróci żywy.
            - Tak sir. Nie miał pan wyjścia.
            - Odpowiedz szczerze, nie zwolnię cię za to.
            - Nie postąpiłabym jak pan. Ale pański brat mógł wybrać więzienie...  Tam też by zginął.  Przecież prowadząc sprawy, naraził się  wielu przestępcom.
            - Sprowadź jego ciało. Za wszelką cenę.
            - Tak sir... Najszczersze kondolencje z powodu straty.
            - Wykup poprzednie miejsce na cmentarzu.
            Kobieta wyszła. Wyjął rodzinny album i oglądał zdjęcia. Był zrozpaczony. Przez pięć dni nie opuścił domu, pogrążył się w rozpaczy. Siedział w fotelu i spoglądał  na fotografię brata z dzieciństwa. Siódmego dnia odbył się pogrzeb Sherlocka Holmesa. W ostatniej drodze towarzyszył mu tylko brat.
                        Minęło parę miesięcy. Na Baker Street zebrali się przyjaciele, aby porozmawiać. Opowiadali o tym co u nich się dzieje. Nagle Molly spytała.
            - Kiedy ostatni raz odzywał się do was Sherlock?
            - Gdy Sherly  obchodziła roczek - odparła Mary.  - Pewnie Mycroft przypomina mu o wszystkich rocznicach. Przecież ciągle pracuje w tej Wschodniej Europie. Rozumiem czemu nie dzwoni, tylko pisze Z tego co mówiliście, zawsze wolał wysyłać krótkie wiadomości.
            -Od tamtej pory nie odezwał się- odparł John. Nie rozumiem, czemu nie odezwał się od miesiąca.  kilka miesięcy temu przestał opisywać ciekawe zbrodnie na jakie trafił, czy informacje, które zdobył.
            - Też otrzymuję zdawkowe SMS-y. Nie konsultuje już spraw na odległość, ciekawe zbrodnie nie przyciągają jego uwagi. Ale przecież to dawny Sherlock. Robi, to co chce. Jest sam, więc mógł trochę zdziczeć.
            -Greg- krzyknął John. - Nie przesadzaj. Pewnie nie ma czasu.
            - Niech wraca jak najszybciej - odparła pani Hudson, która martwiła się o swojego chłopca.
            - Niech pani się nie martwi- odezwał się John. - Przecież to Sherlock, wywinie się z każdej draki.
            Na tym skończyli rozmowę, dopili kawę i rozeszli się. Nikt nie przykładał większej wagi do dziwnego zachowania detektywa. Jedynie martwili się o niego. Zastanawiali się, czy uda mu się funkcjonować w cywilizowanym Londynie, po tak długiej nieobecności.
             W nocy Mary nie mogła spać. Coś nie dawało jej spokoju. Wyjęła telefon męża i zaczęła przeglądać wiadomości. Słowa Lestrade'a zastanowiły kobietę. Nie znała Sherlocka z  czasów, przed jego spektakularnym samobójstwem, ale czuła, iż cos jest nie tak. Przeczytała wszystkie SMS-y od jedynego na świecie detektywa konsultanta. Zauwarzyła, że nagle zmieniły swój ton. Przemyślała też sprawę nagłego wyjazd mężczyzny i to po tym, jak zabił człowieka.  nagle zrozumiała co się dzieje.
            Sięgneła po swoją komurkę i wysłała na numer detektywa wiadomość o treści " Spotkajmy się jutro w twoim klubie. Wiem co robisz. Mary".  Po chwili otrzymała odpowiedź. " Przyjdź gdy John pójdzie do pracy. Zatrudniłem dla Sherly opiekunkę. Spokojnie, to wykwalifikowana osoba." Odłożyła komórkę i wróciła do łóżka.
            Rankiem przyrządziła mężowi śniadanie i wyprawiła go do pracy. Ledwie John odjechał, pojawił się czarny samochód, z którego wysiadła elegancka, czterdziestoletnia kobieta. Przedstawiła się jako niania i poszła zająć się dzieckiem. Za nią ruszyła Anthea, która zainstalowała w domu kamery. Mary wzięła torebkę i wsiadła do samochodu, wraz z asystentką Holmesa.
            Przed klubem czekał na  nią Mycroft. Szybko wysiadła i podeszła do mężczyzny. Weszli do środka i udali się do pokoju, gdzie mogli spokojnie porozmawiać. Gdy usiadł w fotelu, spytała.
            - Jak długo chciałeś utrzymać śmierć Sherlocka w tajemnicy?
            - Nie wiem. Tak długo jak by się dało... Sherlock mnie o to prosił... Wiedział jak ich zmieniła jego śmierć. Nie chciał znowu ich zranić.  Wiedział, że nie wróci, ale wolał to od więzienia.
            Mężczyzna zaczął  płakać. Mary podeszła do niego i uścisnęła go.
            - Wszystko będzie dobrze. Ale chyba oni zasługują na prawdę.
            - Nie, chcę spełnić ostatnią wolę brata.
            - Wszystko się ułoży. Pomogę ci, ponieważ nie najlepiej to ci idzie. Wszyscy zauważyliśmy, że coś zmieniło się w wiadomościach.
            - Ale znów będziesz okłamywała Johna... Nie mogę pozwolić ci ryzykować małżeństwa.
            -Sherlock mnie uratował zabijając tego drania, więc  pomogę ci spełnić jego ostatnią wolę, oraz pozbierać się po stracie... Nie chciałam wtedy zabić Sherlocka.
            - Wiem, dlatego jeszcze żyjesz... Czyj był pomysł z imieniem?
            - Mój. Musiałam tylko przekonać Johna
             Uśmiechnął się. Mary wyszła z klubu i pojechała do domu. Opiekunka wyszła, a pani Watson odnalazła wszystkie kamery i usunęła je.  Przygotowywała SMS-y, które Holmes wysyłał do przyjaciół brata.
            Dwa tygodnie później nagle zjawiła się Anthea, która była zdenerwowana i powiedziała.
            - Pan Holmes załamał się.  Potrzebuje pomocy.
            Pani Watson złapała kurtkę, ubrała córkę i pojechała do posiadłości Holmesa.  Zostawiła córkę w pokoju dziecinnym, przygotowanym specjalnie dla Sherly. Następnie poszła do salonu. Zobaczyła Mycrofta na kanapie, kompletnie pijanego. Zdenerwowała się.
            - Coś ty ze sobą zrobił?
            Wybełkotał dwa niezrozumiałe słowa.
            - Zrobię ci kawę.
            Anthea zaprowadziła go do kuchni. Zaparzyła dzbanek kawy i wróciła do salonu. Nalała mężczyźnie pierwszą filiżankę i wlała mu do gardła. Trochę go to otrzeźwiło. Następne pił sam. Przy czwartej filiżance spytała.
            - Co ty robisz?
            - Dłużej już nie mogę... Kocha... Kochałem brata... choć nie potrafię tego okazywać... Zależało mi na nim.
            - Ale on tego nie widział... Dla niego wszystko robiłem z innych pobudek... Aby chronić dobre imię rodziny... Nie mogę uwierzyć, że go już nie ma.
            - To nie tak. Na pewno wiedział, że go kochałeś.
            - Powiedziałem mu, że jego śmierć, złamałaby mi serce... Nie sądziłem, że niedługo sam wyślę go na śmierć.
            Zaczął płakać. Ukrył twarz w dłoniach. Nie lubił okazywać swojej słabości, ale miał to gdzieś po śmierci młodszego braciszka.
            -Kiedy jadłeś?
            - Nie wiem.
            -We wtorek- powiedziała asystentka
            -A jest piątek. Chcesz się wykończyć? Przygotuję ci coś.
            - Nie trzeba...
            - Nie ma mowy. Musisz zadbać za siebie, jeśli chcesz utrzymać wszystko w tajemnicy.
            Zamyśliła się i wpadła na pomysł jak przekonać go do jedzenia.
            - Sherlock nie byłby zadowolony, gdybyś go zawiódł, ponieważ przestałeś o siebie dbać. Wściekłby się, gdybyś kolejny raz nie zrobił tego, o co cię poprosił.
            Poszła do kuchni i po zajrzeniu do lodówki, zabrała się do robienia tostów. W tym samym czasie Mycroft sięgną po rodzinny album i zaczął przeglądać zdjęcia. Gdy Mary przyniosła tosty, wszystkie zjadł. Potem spytał.
            - Pomożesz mi uporządkować mieszkanie Sherlocka?
            -Oczywiście.
            Następnego dnia pojechali na Baker Street. Towarzyszyła im Sherly.  Akurat pani Hudson wybrała się na spotkanie klubu gospodyń. Dziewczynka bawiła się czaszką i pustymi probówkami, gdy wujek i mamusia robili porządki.
            Gdy John wrócił z pracy, nie zastał swoich kobiet w domu. Zmartwił się.Nagle zjawił się jego kolega z pracy. Gdy usiedli razem w salonie, opowiedział o tym co widział. Zrobił to, ponieważ lubił Watsona, ale bał się o tym powiedzieć. Ręce mu się trzęsły.
            -Muszę ci coś powiedzieć... Chyba twoja żona ma romans i chce odejść od ciebie. Widziałem ją na Baker Street. Wysiadała z czarnego, eleganckiego samochodu. Za nią wysiadł jakiś nadziany koleś. Był elegancko ubrany.  Weszli do tego samego budynku. Wyglądali jakby byli blisko.
            Nagle doktora olśniło.
            - Była z nimi roczna dziewczynka?
            - Tak.
            - A facet miał parasol.
            - Widziałeś pod który numer weszli?
            - Oczywiście. Pod 221b.
            - To Mycroft. Ciekawe co chce od Mary. Może coś się stało Sherlockowi. Pojadę tam.
            Wyszedł z domu i pojechał na Baker Street. Gdy znalazł się w swoim dawnym mieszkaniu., staną na progu salonu, ale nie wszedł do środka. Zobaczył Mary i Mycrofta pakujących jakieś dokumenty do pudeł. Rozmawiali.
            - Nie wiem, czy powinienem ruszać te papiery.
            - Tylko je chowamy.
            - Chcę je zabezpieczyć. Nie chcę, aby się zniszczyły. Śledztwa były całym życiem Sherlocka. Wszystko trwało dłużej, niż przypuszczałem.
            - Ile dawałeś mu czasu?
            - Pół roku. Nie rozumiem dlaczego w takim razie nie udało mu się.
            - Chcesz opowiedzieć jak to się stało?
            Holmes zignorował pytanie kobiety. Nie był gotowy, a by opowiedzieć jak zginął jego brat.
            - Nie wiem, czy mogę stąd coś zabrać.
            - Teraz to należy do ciebie.
            - Nie do końca. Sherlock zostawił testament. Ale do jego śmierci musi pozostać zamknięty... A powinienem pozamykać jego sprawy...
            Rozpłakał się. Mary położyła rękę na jego ramieniu i pozwoliła ujść jego emocjom.  Ciszę przerywał tylko śmiech bawiącej się dziewczynki. Po chwili otrząsną się i powrócił do przerwanej rozmowy.
            - Pochowałem go w tym samym miejscu. Nie chciałem jego śmierci... Wtedy, w święta prosiłem, aby nie przyjmował tej misji... A on nas uśpił i pojechał załatwić sprawę z  Magnussenem. Siedząc w tym cholernym helikopterze, prosiłem go, aby nie strzelał.
            - To moja wina. Gdybym nie była żoną Johna, nie zastrzeliłby Magnussena.
            - Dawny Sherlock nie stanąłby w obronie kogokolwiek. Nawet nie rozumiał mojej troski. Wszystko zmieniło się, gdy poznał Johna... Powinienem coś zrobić, zamiast tu siedzieć. Powinienem uratować Sherlocka.
            -Teraz już nic nie możesz zrobić, już jest za późno.
            Watson stał w szoku. Zrozumiał, że jego przyjaciel nie żyje. Nogi się pod nim ugieły. Po chwili spytał dla pewności
            - Sherlock nie żyje?
            - John - odezwali się jednocześnie.
            - Pytałem się, czy Sherlock nie żyje.
            - Tak - odparła Mary.
            -Od kiedy?
            - Od czterech miesięcy, czternastu dni...
            Mycroft spojrzał na zegarek
            -...   pięciu godzin, oraz czterdziestu trzech sekund.
            - A ty od kiedy wiesz?
            - Od dwóch tygodni. Po naszym spotkaniu z przyjaciółmi coś mi się nie zgadzało. Sprawdziłam  twoje SMS-y od Sherlocka. Wtedy zrozumiałam, że wiadomości pisały dwie osoby.
            -To nie prawda.
            Wybiegł z mieszkania. Biegł przed siebie, nie patrzył dokąd się kieruje.  Nie chciał uwierzyć, że jego socjopatyczny przyjaciel nie żyje. Po pół godziny zwolnił i spacerował, próbując zrozumieć to, co usłyszał. Gdy tak włóczył się przez parę godzin, natkną się na Lestrade'a.
            - Cześć John. Co tutaj robisz o tak późnej porze?
            - Mycroft cię przysłał? - oburzył się doktor.
            - Nie. Nie widziałem go od wyjazdu Sherlocka. A co?
            - Podsłuchałem jak mówił z Mary, że on nie żyje.
            - Sherlock?
            - Tak. I to od kilku miesięcy.
            Był wściekły.
            - Przecież jest na misji. Brat nie wysłałby go na pewną śmierć. Wskakuj do auta. Pojedziemy na piwo.
Watson wsiadł do pojazdu i pojechali do baru.  Gdy pili drugie piwo, lekarz analizował swoją ostatnią rozmowę z przyjacielem. Nagle powiedział do Grega.
            - On wiedział, że nie wróci i próbował mi to powiedzieć.
            Inspektor był zdezorientowany.
            - To nie może być prawda. Może ten idiota szykuje nam swoje kolejne przedstawienie?
            - Nie. Gdyby kolega mi nie powiedział, że widział Mycrofta i Mary na Baker Street, nigdy bym się o niczym nie dowiedział.  Dlaczego Mycroft nam nic nie powiedział i wciągną w to Mary? Ona sama się zorientowała jaka jest prawda. Dlaczego my nie zauważyliśmy prawdy.
            - Podejrzewam, że był to pomysł naszego socjopaty. Widział, co z tobą zrobiła jego domniemana śmierć, I nie chciał, abyś znowu przez to przechodził po tak krótkim czasie.
            - Więc kazał utrzymywać bratu, że żyje. To głupie.
            - Zgadza się, ale to przecież Sherlock... Nie mogę uwierzyć, że to naprawdę koniec. Że więcej nie zobaczę go...
            Watson wrócił do domu późno w nocy. Zastał żonę śpiącą w fotelu. przeniósł ją do łóżka.  Próbował przypomnieć sobie szczęśliwe chwile z przyjacielem.
            Śmierć Sherlocka Holmesa znów wstrząsnęła jego przyjaciółmi i załamała ich, ale tym razem trzymali się razem. Na mocy testamentu detektywa, każdy otrzymał jakąś jego rzecz, wspomniał w nim też o Mary. Starszego z Holmesów dziwiło, iż brat umieścił go w testamencie.
            Mijały lata. Nikt nie zapomniał o mistrzu wkurzania swoją inteligencją i o ciętym języku.  Mary i Johnowi urodził się syn, który został nazwany Greg Sherlock Watson. Wszyscy wspominali  detektywa.
            Gdy umarła pani Hudson, swoje mieszkanie zapisała Watsonowi. John z Gregiem i Mycroftem utworzył w nim muzeum Sherlocka Holmesa. Ich mieszkanie wyglądało jak za dawnych czasów, wszędzie panował bałagan  W części pani Hudson przedstawiono zbrodnie, które rozwiązał detektyw.  Piwnicę poświęcono walce z Moriarty'm.

            Mieszkańcom Londynu podobało się muzeum, które leczyło rany jego bliskich. Baker Street często było oblegane fanami jedynego na świecie detektywa doradczego.

niedziela, 25 stycznia 2015

Ślub

Ślub
            Marsz weselny rozbrzmiał  w ogrodzie pisarza w Hamtons. Panna młoda prowadzona przez ojca, podążała do altanki, gdzie czekał  ukochany z drużbą i pastorem.  Mijała rzędy krzeseł, gdzie siedzieli życzący im szczęścia goście. Kobieta była szczęśliwa, iż po mimo tylu przeciwności losu wreszcie staną na ślubnym kobiercu.  Teraz będą razem i nic ich nie rozdzieli. Cieszyła się , iż Alexis i Marta polubiły ją i przyjęły do rodziny, a jej ojciec zaakceptował  Ricka. 
            Ich droga do szczęścia  była długa i wyboista. Ona, policjantka uwięziona w sprawie zabójstwa matki. On, pisarz po dwóch rozwodach, uwielbiający kobiety. Ich pierwsze spotkanie było ekscytujące. Beckett przyciągnęła jego uwagę, ale nie przepadała za Castlem. Z czasem zaprzyjaźnili się, a nawet pokochali.  Ale nad nią wisiała sprawa Johanny, do tego nie wierzyła, iż ktoś taki jak Castle może się zmienić.  On bał się wyznać  jej swoje uczucia. Cierpieli, patrząc, jak ta druga osoba umawia się z kimś innym. Ale nie potrafili się do tego przyznać. Oboje narażali się dla siebie.
            Wszystko zmieniło się przez ciąg różnych wypadków, zakończonych postrzałem Kate. Wtedy Rick wyznał jej miłość.  Tylko, że później policjantka udawała, że tego nie pamięta. Pisarz dowiedział się o oszustwie partnerki. Był wściekły i postanowił zerwać z Beckett. Ale gdy Kate wisiała nad ulicą, zrozumiała że nie chce żyć bez Castle'a. Jeszcze tego wieczoru pojechała do pisarza i powiedziała mu o tym.
             Zostali parą, ale ukrywali się przed rodziną i przyjaciółmi. Potem Castle był podejrzany o morderstwo, a jakiś czas później Beckett o mało nie wyleciała w powietrze. Dostała propozycję pracy w Waszyngtonie, oraz zaręczyli się. Pisarz, jak to on wplatał się w śledztwo federalne i o mało nie umarł od trucizny. Została wyrzucona i nie mogła wrócić na posterunek. Fanka Ricka, która wzięła zakładników, aby ten dowiódł jej niewinności. Gdy jeden z zakładników próbował unieszkodliwić porywaczkę, broń wypaliła. Trafiła Castle'a w kamizelkę.  Rozwiązanie sprawy zabójstwa Johanny i  aresztowanie senatora Brackena było zwieńczeniem ich drogi.
            Do tego przygotowania ślubne. Wybieranie miejsca, gdzie miała odbyć się uroczystość, daty, miejsce podróży poślubnej. Do tego suknia ślubna i stroje.  Trzeba było wyznaczyć druhnę i drużbę. Beckett nie miała z tym problemu. Castle też nie, ale Esposito i Ryan walczyli o względy pisarza. Zostali pokonani przez jego córkę Alexis.
            Największe zamieszanie trwało w ciągu ostatnich paru dni.  Gdy okazało się, że Kate ma męża i wyruszyła, aby unieważnić małżeństwo zawarte wiele lat wcześniej. Uprowadzenie jej męża przez mafioza, wynajęte zbiry, szantażowanie pastora, wściekła barmanka, dziewczyna Rogana. Do tego  musieli przenieść przyjęcie do Hamtons, a suknia uległa zniszczeniu.
            Wszystko dobre, co dobrze się kończy. Rogan podpisał papiery, Alexis i Martha zorganizowały przyjęcie, a Lanie przywiozła suknię matki Kate, Rick zawiózł papiery do urzędu, aby uzyskać zgodę na ślub. Wszystko szło dobrze. Pan młody szybko załatwił formalności. Panna młoda wyglądała cudownie w sukni i kolczykach od Marthy.  Gościom podobał się ogród.
            Kate Beckett sunęła delikatnie po czerwonym dywanie. Gdy stanęła w altanie Jim zwrócił się do Ricka.
            -Oddaje ci  mój najcenniejszy skarb. Dbaj o nią. Jest delikatna jak kwiat, chodź udaje twardą jak głaz.
            Oboje uśmiechnęli się. Jim zawsze martwił się o swoją córkę. Po śmierci żony, tylko ona mu pozostała. Ucałowała ojca w policzek i stanęła obok swojego obrońcy, oraz dziecka w skórze dorosłego. Spojrzała mu głęboko w oczy.  Widziała w nich miłość i zaufanie.
            Pastor uśmiechnął się. Dawno nie widział tak szczęśliwych ludzi.  Gdy składali sobie przysięgę przyjaciele pisarza wypuścili gołębie. Wszyscy klaskali. Gdy szli po dywanie jako państwo Castle goście rzucali płatkami białych róż. Kate rzuciła bukiet, który złapała Lanie.
Wszyscy podeszli i złożyli im życzenia.
            Gdy stanęli na drewnianym podwyższeniu Rick skłonił się i poprowadził ukochaną podczas ich pierwszego tańca.  Po chwili dołączyły do nich inne pary. Bawili się przez parę godzin, oraz zjedli uroczysty obiad. Po pokrojeniu tortu ruszyli na lotnisko, aby wyjechac w podróż poślubną.
            Nikt nie wyobrażał sobie, że mogłoby być inaczej.  Że ktoś mógłby zepchnąć samochód pana młodego, jadącego na ślub, że panna młoda będzie patrzeć na płonący wrak. Wszystko skończył się dobrze. Nic nie mogło zakłócić im spokojnego wypoczynku. Byli tylko oni i szczęście. Koszmar Katherine Houghton Beckett Castle nie spełnił się. Leżała wtulona w objęcia Richarda Edgara Castle'a, obrączka lśniła na jej palcu i uśmiechała się do wspomnień, oraz ich wspólnej przyszłości.


środa, 14 stycznia 2015

Wielki dzień

W sobote, 17 stycznia 2015 roku odbędzie się moja studniówka. Nie mogę się doczekać tego dnia. Będe tańczyć Poloneza.|Do niczego nie mam głowy.  Na rozszeżonym polskim rozmawialismy o studniówce. Temat numer jeden to nasze kreacje, oraz fryzury. Nie  wierzę, że to już w sobotę. Sukienka od listopada czeka w szagie, buty kupiłam w grudniu. Uczę się tańczyć.  Podwiązka leży na biurku. Pożyczyłam biżuterie. Jestem umówiona do fryzjera. Mam lakier do paznokci. Błyszczyk i cienie czekają. O czymś zapomniałam? Jestem taka szczęśliwa. Nie mogę się doczekać. Chciałam się z wami podzielić tym ważnym dla mnie wydarzeniem. Prawie o niczym innym nie myślę. Wszystko dogadane, Zostało tylko czekać. Mam nadzieje, że będzie tak cudnie, jak w moich marzniach.  Mój pierwszy, poważny bal. A jak wy wspominacie waszą studniówkę? Nie panuję nad tym, co piszę z teo wszystkiego, więc wybaczcie.

środa, 31 grudnia 2014

Zniszczenie nadziei i jej powrót, oraz odzyskane szczęście

 Chciałabym wszystkim życzyć Szczęśliwego Nowego Roku, aby 2015 był spełnieniem waszych marzeń.
 Przepraszam za opóźnienie, ale brakowało mi czasu


Kapitan zniknęła, a Kate zabrała się do swojej pracy. W porze lanchu zjawił się kurier i przyniósł list dla Beckett. Policjantka odebrała przesyłkę i rozdarła kopertę.
                Ze środka, oprócz  listu wypadły dwa długopisy. Poznała je. Przeczytała wiadomość.
Detektyw Beckett
To nie koniec.  Mam jeszcze ochotę podręczyć was.
 Wasz ból, jest miodem dla uszu.
Cieszę się waszą tragedią.
Nasycę się, gdy Was zniszczę

                Kate wraz z Rickiem, znaleźli taki długopis w gabinecie Kelly  Nieman.  Były to pendrive'y. Umieściła jeden z nich w komputerze. Na nim znajdował się plik dźwiękowy. Kliknęła na niego. Z głośników poleciał marsz żałobny. Stała w szoku. Nie rozumiała. Javier podbiegł do komputera przyjaciółki i wyłączył nagranie. Kevin podszedł do kobiety i położył rękę na jej ramieniu. Trzęsła się.
                Esposito podłączył drugiego pendrive'a. Tam też znajdował się plik dźwiękowy.  Nacisną na niego.  Tym razem usłyszeli marsz weselny. Przebijały się odgłosy wybuchu i płonącego samochodu, oraz niewyraźny krzyk mężczyzny.
                Beckett  zatkała sobie uszy.  Wszyscy obecni na posterunku, spojrzeli w ich stronę. Kapitan znowu wyjrzała z gabinetu.
                - Co to, znowu za hałasy.
                - Ktoś to przysłał Beckett- odparł Kevin.
                - Zabierzcie ją do socjalnego.
                Esposito zabrał kobietę.  W socjalnym zapytał.
                - Wszystko w porządku?
                - Nie. Pamiętasz sobowtórów?
                - Oczywiście. Nigdy tego nie zapomnę.
                - W gabinecie doktor Niemam znaleźliśmy  taki długopis. Zapisana na ni była melodia.
                Zaczęła płakać.
                -Już dobrze. Wszystko będzie dobrze...  Tory zbada nagranie.
                Usiadła i patrzyła się w ścianę. Javier zrobił jej mocnej kawy. Po paru minutach zjawił się Ryan i poinformował, że Tory zajęła się analizą. Gates kazała zabrać policjantkę do domu. Espo odwiózł ją do mieszkania. Kevin i Victoria obserwowali badanie nagrania. Technik opowiadała, co znalazła.
                - W marsz weselny zostało wklejone nagranie pożaru i wybuchu, oraz krzyk mężczyzny. Wyizoluję to, oraz wzmocnię dźwięk, może wtedy uda rozpoznać  się krzyczącego.
                Podkręciła wyizolowany dźwięk i opuściła. Nie było wątpliwości, do kogo należał głos . Były to ostatnie chwile życia Richarda Castle'a.
                - Cholera- wyrwało się  Kevinowi.
                - Tylko dlaczego ktoś to przysłał?-  spyta kapitan.
                Nikt nie znał odpowiedzi. Gdy Esposito wrócił, powtórzył, to co usłyszał od szefowej. Teraz wiedzieli, że zabójstwo sobowtórów Lanie i Javiera,  kradzież akt Taysona, oraz zabójstwo Castle'a są powiązane ze sobą. Zaniesiono kopertę i długopisy do laboratorium. Znaleziono odciski Jerry'ego Taysona. Zaszokowało to detektywów. Gdy przekazali wiadomości Gates, usłyszeli.
                - To nie możliwe, przecież pan Castle go zastrzelił.
                - Beckett po drodze wspomniała, że Castle  nie wierzył w śmierć Taysona. Jest wściekła na siebie, że nie uwierzyła mu.
                Victoria zdenerwowała się. Zdjeła okulary i położyła je na biurku. Oparła się pięściami o blat.
                - Macie odnaleźć tego Taysona  żywego, lub martwego. Odnajdziecie też tą lekarkę chirurgi estetycznej. Muszą zapłacić za swoje czyny. Nikt nie będzie zagrażał, olbo odbierał życia moim ludziom... Nie przepadałam za panem Castlem, ale należał do naszego zespołu. Zrozumieliście mnie?
                -Tak jest sir- odpowiedzieli jednocześnie.
                - Załatwię przejęcie śledztwa przez nas.
                Detektywi opuścili gabinet kobiety.
                W tym samym czasie Beckett przypomniała sobie motel i jak ludzie senatora próbowali ją zabić. Gdyby wtedy umarła, nie musiałaby teraz cierpieć. Sięgnęła po swoją broń i przyłożyła ją do skroni. Nie chciała cierpieć. Nie chciała czuć tego strasznego bólu, który rozdziera jej klatkę piersiową. Miała dosyć. Zastanawiała się, czy nacisnąć spust.  Krzyk ukochanego, zniszczył ziarno nadziei w jej sercu. Nagle rozległo się pukanie. Przestraszona kobieta odłożyła broń i otworzyła drzwi. Na progu stała Alexis. Młoda kobieta weszła do środka i spytała.
                - Czy możesz mi pomóc Kate?
                - Co się dzieje?
                - Chcę, abyś pomogła mi uporządkować rzeczy taty. Nie chcę ich wyrzucać, ale niektóre trzeba zabezpieczyć...
                Wzrok dziewczyny spoczął na broni, leżącej na stoliku. Policjantka szybko schowała pistolet pod gazetę. Dziewczyna zrozumiała, jakiej tragedii zapobiegła, przychodząc tutaj.  Zdenerwowała się i zaczęła krzyczeć.
                - Co ty chcesz zrobić? Zaprzepaścić wszystkie starania taty o twoje bezpieczeństwo i życie?  Chcesz zastrzelić się Wiesz, że oddałby życie za ciebie. Wiele razy ryzykował dla ciebie. I chcesz to zaprzepaścić?... on by tego nie chciał. Musisz żyć dla taty.
Pani detektyw zrozumiała, że to co planowała, było nieodpowiedzialne. Zaczęła się wstydzić swoj chwili słabości, Poczuła skruchę. Wiedziała, że córka pisarza ma rację. Złożyła przysięgę.
                - Przysięgam Alexis, że nigdy więcej nie spróbuję odebrać sobie życia. To był głupi pomysł. Dorwę Taysona. Przepraszam... kiedy chcesz robić porządki?
                - Od razu.
                - Dobrze. I tak dzisiaj nie mogę wrócić na posterunek.
                Obie pojechały do mieszkania Castle'a. Dziewczyna wysłała do Irlandczyka  krótką wiadomość. " Kate chciała popełnić samobójstwo. Martwię się o nią. Mam ją na oku."  Gdy Ryan odczytał wiadomość przestraszył się. Pobiegł do partnera i pokazał mu sms-a. Esposito przestraszył się. Postanowili dyskretnie obserwować przyjaciółkę.
                  Minęły dwa tygodnie. Gates zorganizowała przekazanie sprawy wypadku Richarda Castle'a, dwunastemu posterunkowi w Nowym Jorku. Beckett, Esposito i Ryan trafili na ślad doktor Nieman. Udało sie ją aresztować. Przesłuchiwano Kelly przez wiele godzin, ale bez skutku. Kpina w głosie aresztowanej dawała pani detektyw do myślenia. Odżyła nadzieją, iż ukochany żyje.  Zastanawiała się nad sensem pozostania w Nowym Jorku przez Taysona.  Jej serce znowu biło jak dawniej i miłość prowadziła do celu, gdzie czekało na zakochanych szczęście. Niecierpliwiła się,  nie wiedząc, gdzie jej pisarz. Ale nikomu nie zdradziła, tego co czuje.. Wiedziała, że nie uwierzą jej, ale to rozumiała. Skupiła się na śledztwie, aby odzyskać swoje szczęście.
                 FBI ustaliło, iż aresztowana często jeździła , tą samą drogą, ale nigdy nie opuściła miasta. Dzięki bilingom zawęzili teren opuszczonych magazynu i fabryki, oddalonych od ciebie 60 kilometrów. Dowództwo nad  operacją sprawowała policja, chodź agenci nie poddali sie bez walki.
                 Pierwsza grupa pod kierownictwem Gates i Beckett wybrała się do  magazynu, a ekipa pod dowództwem Esposita i Ryana do fabryki. Towarzyszyło im FBI. Do obu miejsc weszli o ósmej,  równo o ósmej. Wszystkie pomieszczenia przeszukiwano ostrożnie. Wszyscy chcieli dorwać go żywego. Zespół pań niczego nie znalazł. Zespół chłopców po wejściu do głównej hali, zobaczył związanego mężczyznę, leżącego na ziemi, na środku.
                 Nad nim pochylał się Jerry i celował w głowę. Potrójny znęcał się nad policjantami, wyrywając im brutalnie przyjaciela. Teraz chciał wrobić w morderstwo detektywa Rayana. Według jego informacji kozioł ofiarny wieczór miał spędzić w domu, a żona z córką pojechały do rodziny.  Opuścił broń. Straszył swoją ofiarę, która do tej pory mu pomagała.  Wokuł preparował dowody winy Kevina. Zemsta miała dosięgnąć, tych  co po niego przyszli, gdy dowiedzieli się kim jest 3XK, oraz ich bliskich i przyjaciół.
                Na znak Esposita wkroczono do akcji. Gdy Tayson zorientował się w sytuacji, postanowił zabić policjanta. Wymierzył w niego i zaczął naciskać spust.  Esposito i Ryan strzelili do niego jednocześnie. Oboje trafili w okolicę serca. Jerry upadł na ziemię. Podbiegli do niego. Śmiał się szyderczo.
                -Spóźniliście się o kilka minut.  On nie żyje. Chciałem zadać wam straszny ból i udało się... Wygrałem.
Skonał po tych słowach. Kubańczyk rozkazał uwolnić zakładnika i przeszukać magazyn. Chłopcy postanowili też się rozejrzeć. Dotarli do szczelnie zamkniętych drzwi, oklejonych taśmą pakową, przy których położono ręczniki. Był to dziwny widok, więc wyważyli drzwi.
                 W pomieszczeniu unosił się dziwny zapach, chodź ledwo wyczuwalny. Pod ścianą leżał mężczyzna. Detektywi po chwili domyślili się, że w pomieszczeniu znajduje się gaz i wyciągnęli mężczyznę ze środka i wynieśli na zewnątrz.  Posadzili go na betonie i oparli się o budynek.  Na ich szczęście więzień psychopaty sam oddychał Patrzyli się na niego. Po chwili obu wyrwał się cichy jęk.
                Przed nimi leżał Richard Castle. Nie mogli uwierzyć, że widzą pisarzyka. Byli w szoku. Gdy po paru minutach podjechała karetka, przenieśli Ricka do jej wnętrza. Stali przy drzwiach i patrzyli po sobie. Nie wiedzieli, co sie dzieje wokół nich.  Mieli nadzieje, że nic mu nie będzie, Jego twarz była posiniaczona, dłonie pokryte strupami i opuchnięte. Nie byli pewni, czy to naprawdę Castle. Z rozmyśleń wyrwał ich dźwięk krótkofalówki.
                - Detektywie Esposito, odbiór. Co tam się dzieje?
                - Znaleźliśmy go sir. Musieliśmy go zastrzelić. Uprowadził policjanta...
                Zastanawiał się, czy nie powiedzieć kogo znaleźli, ale postanowił zataić tę informację.
                - Agenci, wraz z policja przeszukują magazyn.
                - Przyjedziemy do was.
                Kevin miał mętlik. W głowie huczało mu, że Castle nie żyje, ponieważ zginął w dniu ślubu. Choć z drugiej strony widział go w karetce. Nie wiedział już, co ma myśleć. Po chwili odezwał się do n partnera.
                - Myślisz, że to naprawdę on? A może widzimy, to co chcemy?
                - Nie wiem. Widzimy Castle'a, ale też pamiętamy zwęglone zwłoki w jego aucie, oraz badania uzębienia, które potwierdziły tożsamość. Logika i rozsądek  podpowiadają, że go już pochowaliśmy. Ale Beckett wierzyła, że on żyje. Nawet mam wrażenie, że znowu wierzy, od kiedy aresztowaliśmy tą  parszywą lekarkę.
                Kubańczyk podszedł do ratownika i spytał.
                -Jak on się czuje?
                - Obrażenia nie są poważne.   A jeśli chodzi o zatrucie gazem, to panowie uratowaliście mu życie. Podejrzewam, że nie powinien mieć z tego powodu żadnych problemów zdrowotnych. Jest niedożywiony i odwodniony. Jest przytomny, ale musieliśmy podać mu środki uspokajające. Ciągle mówi o jakieś pani detektyw.
                Przyjaciele weszli do karetki, podeszli do mężczyzny, który ucieszył się na ich widok.
                - Esposito, Ryan.
                -  Castle- odparli jednocześnie. Oboje uśmiechnęli się. Ich wątpliwości rozwiały się
                - Hej chłopaki. Jak miło was widzieć. Gdzie Beckett?
                - Jedzie- odparł Irlandczyk
                - Nic jej nie zrobił?
                - Nie licząc tego, że złamał jej serce, to nie. Jak się czujesz?
                - Znośnie. Beckett mnie zabije, za niepokazanie się na ślubie.
                -Nie przesadzaj- odparł Javier. - Ne można zabić kogoś, kto nie żyje.
                - Upozorował moją śmierć?
                - Wysadził twoje auto z ciałem. Karta dentystyczna potwierdziła, że to ty siedziałeś w samochodzie.
                - Alexis? Martha? Beckett?
                - Nic im nie jest. Chodź ciężko przeżyły twoją śmierć... Chodź Beckett odkryła, że żyjesz.
                -Jak?
                Detektywi zamyślili się, a po chwili Ryan odpowiedział
                - Twoje uszkodzone kolano. Szukała ciebie od miesięcy. Nie przeszkadzało jej, że nie wierzymy.
                Pisarzowi zrobiło sie głupio na myśl, co przeszła jego rodzina, oraz  na myśl o narażaniu się Kate. Chciał coś powiedzieć, ale Javier mu nie pozwolił.
                - Spokojnie, odpoczywaj. Później skończymy tą rozmowę.
                Javier i Kevin opuścili karetkę. Dostrzegli na drodze radiowóz pędzący w ich stronę.  gdy się zatrzymał, wysiadły z niego Kate i Victoria. Pani detektyw podbiegła do przyjaciół i spytała.
                - Znaleźliście coś?
                Esposito wziął ją za rękę i zaprowadził do karetki. Gdy kobieta zobaczyła narzeczonego, jej serce zalała fala radości. Stęskniła się za szalonym pisarzykiem. Rzuciła się na szyję ukochanego i płakała. Ten podniósł się i objął policjantkę.
                - Wiedziałam, wiedziałam
                Prawą dłonią dotknęła policzka Ricka. Z jej oczu nadal spływały kryształowe łzy szczęścia.
                -Wróciłeś kochanie.
                - Przykro mi przez to, co się stało. Przepraszam, że nie stawiłem się na ślubie.
                - Nie przejmuj sie tym Jeszcze zdążymy zostać zniewoleni związkiem małżeńskim.
                -Hej, to moja kwestia
                Oboje wybuchneli śmiechem. Gdy się uspokoili kobieta wyszeptała.
                - Najważniejsze, że żyjesz.
                - Tez się stęskniłem
                Namiętnie pocałował narzeczoną. Gdy oderwał się od jej słodkich ust, otarł swoją dłonią jej łzy.
                - Nie płacz Beckett. nie chciałem tego.
                - Wiem kochanie.
                Całą scenę obserwują chłopaki i G,. A pan ates. Pani kapitan uśmiecha sie i mówi.
                -  Rozumiem, że stęskniliście się za sobą ale trzeba zabezpieczyć miejsce przestępstwa. A pan jedzie do szpitala.
                - Nie ma mowy. Muszę zobaczyć się z Alexis i matką.
                Wyciągnęła w stronę pisarza palek wskazujący.
                - Jeśli chce pan powrócić na posterunek, to pojedzie pan do szpitala. Był pn przetrzymywany. To dla pańskiego dobra. Detektyw Beckett- zwróciła się do Kate, opuszczając rękę.
                -Tak, sir?
                -Pojedzie pani z panem Castlem, aby dopilnować narzeczonego.
                Podszedł do nich ratownik i spytał.
                 -Można zabrać pacjenta?
                - Oczywiście. Ale z wami pojedzie mój detektyw, aby sprawować ochronę, nad przetrzymywanym.
                - Dobrze.
                Gdy karetka odjechała, podeszli do drugiego zespołu ratunkowego, który opatrywał rannego funkcjonariusza. Kevin zadał pytanie uprowadzonemu policjantowi.
                -Dlaczego Tayson chciał cię zabić?
                - Pomagałem Taysonowi zdobyć dowody, które miały obciążyć detektywa Ryana. Gdy stałem się bezużyteczny, postanowił mnie zabić.. Pracował z jakoąć kobietą, która namawiała go na operację plastyczną.  kogoś przetrzymują, ale nie wiem kogo.
                - Dlaczego dla niego pracujesz?- spytał Javier.
                - Dla pieniędzy.
                - W takim razie muszę cię aresztować. Jaki jest stan pacjenta?
                Ratownik przyjrzał sie Kubańczykowi i odparł.
                -  Dobry, Posiada tylko posiniaczone nadgarstki i kostki u nóg, oraz małe rozcięcie na policzku.
                Irlandczyk dokonał aresztowania. Był wściekły z powodu zaistniałej sytuacji. Gdyby dzisiaj nie zrobili tego nalotu, to wieczorem siedziałby w celi za zabójstwo.  Jego partner powiadomił o wszystkim Gates i powrócili do swoich czynności, oraz obejrzał ich ratownik, ponieważ nawdychali się gazu, oraz przeżyli szok.
                Dopiero po trzech godzinach byli wolni. Esposito i Ryan pojechali do Alexis i Marthy, aby powiadomić je o znalezieniu sprawcy. Gdy weszli do mieszkania, panie życzliwie ich przywitały.
                - Co was sprowadza?- spytała aktorka. - Coś mi się zdaje, że to będzie oficjalna wizyta.
                -Tak- odparł Kevin. - Złapaliśmy Jerry'ego Taysona, mordercę  Castle'a.
                Obie panie westchnęły z ulgą.
                - Co się wydarzyło - spytała Alexis. - Dlaczego tata zginął?
                - To Tayson zepchnął samochód twojego ojca z  drogi - odparł Javier. - Nie udało mu się wpakować go do więzienia, więc postanowił zabić.
                Panie usiadły na kanapie. Były w szoku. Na początku nie skojarzyły nazwiska sprawcy, z próbą wrobienia pisarza w morderstwo. Straciły bliską osobę, ponieważ Rick zorientował się, kto naprawdę jest potrójnym mordercą.  Esposito nie mógł patrzeć na ich cierpienie, ale to Ryanowi wyrwała się prawda.
                - Castle żyje.
                - Co?- spytała Martha.
                - Znaleźliśmy Castle'a żywego. To nie jego ciało znaleźliśmy w samochodzie.
                Martha i Alexis ucieszyły się, ściskały się i płakały z radości.
                -Nic mu nie jest?- spytała Alexis.
                - Prawdopodobnie jest tylko wycieńczony- odparł Kevin. - Ale na wszelki wypadek został zabrany do szpitala. Zabierzemy was.
                Panie Zabrały płaszcze i pojechały do szpitala. Gdy wbiegli do holu, Javier podszedł do dyżurki i spytał.
                -  Gdzie leży Richard Castle?
                Pielęgniarka sprawdziła i wskazała im kierunek. Pobiegli do sali pisarza. Przed drzwiami stała roztrzęsiona Beckett. Panie objęły policjantkę. i we trzy płakały. Po chwili wyszedł do nich lekarz. i spytał.
                -Kto jest z rodziny pana Castle'a?
                - Wszyscy - odparła pani Rodgers. - Co z moim synem?
                - Wykonaliśmy podstawowe badania. Nie ma poważnych obrażeń. Jest odwodniony i niedożywiony. Musimy poczekać na resztę wyników, ale nie ma się czym martwić. Podajemy płyny, aby uzupełnić elektrolity, oraz minerały. Wszystko powinno być dobrze.
                - Czy możemy go zobaczyć?
                -Ale proszę wchodzić pojedynczo.
                Lekarz oddalił się. Wszystkim spadł kamień z serca, gdy doktor zapewnił ich, iż Rickowi nic nie groziło.  Alexis weszła jako pierwsza. Ojciec siedział  na łóżku i patrzył na drzwi. Gdy w nich stanęła córka, chciał coś powiedzieć, ale dziewczyna wpadła mu w ramiona.
                -Tatusiu
                Objął ją i przytulił. Nie mógł znieść jej łez. Wiedział, że to on jest za nie odpowiedzialny. Pogłaskał ją po główce. Strasznie stęsknił się za córeczką. Jego matka nie mogła się doczekać ujrzenia syna, weszła po cichu do sali. Castle uśmiechnął się do niej. Podeszła do łóżka i złapała syna za rękę. Dopiero teraz mogła odetchnąć z ulgą.  Była blada, trudno dostrzec w niej rezolutną i pełną życia Marthą Rodgers. Wiele razy bała się o syna, ale jego śmierć mocno wstrząsnęła kobietą. Nie zawsze to okazywała, ale bardzo kochała syna. Jej matczyną troskę było można dostrzec, gdy stała przy łóżku szpitalnym swojego dziecka.   Gdy Alexis wysunęła się z objęć ojca, przytuliła Ricka wypowiadając tylko jedne słowo.
                -Skarbie.
                Nie raz bała się o syna. Ciągle narażał się na kłopoty, pracując z policjantami. Całe szczęście, że ma Beckett. Uśmiechnęła się do swoich myśli. Posiedziały przy nim z godzinkę. Gdy zasnął, wyszły na korytarz, ale nie opuściły szpitala. Co godzinę ktoś inny wchodził do pokoju pisarza, aby z nim posiedzieć.
                 Pod wieczór zjawiła się Lanie, którą powiadomił Javier. Od razu przeprosiła przyjaciółkę, że jej nie uwierzyła, czym zawstydziła chłopaków. Było jej głupio. Kate znalazła dowody, iż jej narzeczony żyje, a oni uznali ją za szaloną. Gdy weszła do pokoju pisarza, spytała.
                - Jak się masz?
                - Bywało gorzej.
                Uśmiechnęła się, słysząc odpowiedź.
                - Należą ci się przeprosiny. Za to, że cię nie szukaliśmy.
                -Chociaż mogłem liczyć na Beckett. Jak one to zniosły?
                - Źle. Załamały się.  Alexis opuściła sporo zajęć, Martha pozostawiła szkolę w rękach nauczycieli, a Kate...
                - Co z nią?
                -  Gdy odkryła, że żyjesz, próbowała nas do tego przekonać. Nie wierzyliśmy jej. Niedawno otrzymała nagrania z marszem weselnym, a w nim nagranie z twoim krzykiem, oraz marszem żałobnym.
                -Wiem. Tayson puścił mi to, przed wysłaniem. Miał nadzieję zranić tym Beckett.
                -I mu się udało... Ale po aresztowaniu Kelly, nadzieja powróciła.
                -Czegoś mi nie mówisz Lanie. Nie oszczędzaj mnie.
                Nie wiedziała co powiedzieć. Pamiętała wściekłość na panią detektyw, gdy dowiedziała się, że ta chciała się zastrzelić. Ale czuła obawy, przed powiedzeniem tego Castle'owi.  Nie chciała, aby czuł się winny.
                -To nic takiego. Teraz będzie tylko lepiej, ale nie myśl, że wymigasz się od ślubu.
                - Nie mam zamiaru. Wszyscy nadal są?
                - Tak. Będziemy przez całą noc czuwać przy tobie.
                - Nie ma mowy.
                - Nie masz wyboru. nie protestuj. Chcemy się upewnić, że wszystko będzie dobrze. Jeśli nie będziesz spał, zaaplikuję ci lek nasenny.
                Uśmiechnął się. Strasznie brakowało mu codzienności, a wiedział, że teraz nie będzie mógł na to liczyć. Jęknął.
                - Co się dzieje?
                - Teraz będę pod stałą obserwacją. Mam przechlapane
                - Zgadzam się. Przyzwyczaj się do tego, bo szybko ci nie odpuszczą.
                Noc minęła spokojnie. Nad ranem odesłano Marthę i Alexis do mieszkania, aby się przespały. Wróciły pięć godzin później. Reszta co jakiś czas przysypiała na krzesłach. W południe Castle'a wypisano do domu, ale przez tydzień dostał zakaz opuszczania swojego apartamentu. Skupił się na pisaniu, albo grał na konsoli. Beckett normalnie chodziła do pracy.  Wieczory spędzali razem
                Przyjaciele i rodzina spiskowali na plecami narzeczonych. Zamawiali kwiaty, wstążki, sprawdzali swoje kreacje, ozdabiali ogród. Jednym słowem, szykowali uroczystość zaślubin.  Chcieli zrobić niespodziankę Katherine  i  Richardowi. 
                W piątek Alexis zaproponowała wspólny wyjazd do Hamptons.  Wszystkim spodobał się ten pomysł. Wyjechali w sobotę, wczesnym rankiem. Po dojechaniu na miejsce, zobaczyli  Jima, Javiera, Kevina, oraz Lanie i Victoria. Panie zabrały Beckett, a panowie Castle'a.  W pokoju gościnnym czekała suknia ślubna matki pani detektyw. W sypialni pisarza czekał najlepszy garnitur. Kate i Rick opuścili przyjaciół, aby spotkać się na korytarzu. Castle spytał.
                - Katherine Houghton Beckett, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną i to jeszcze dzisiejszego dnia  
                - Tak.
                W ogrodzie odbyła się piękna ceremonia zaślubin najpiękniejszej pary w całej historii tego miejsca.  Na uroczystości byli tylko przyjaciele, którzy wszystko zorganizowali za plecami zainteresowanych. Cieszyli się z szczęścia przyjaciół. Wszyscy twierdzili, iż para młoda tworzy piękną parę.  Bawili się do białego rana, tańcując bosso na trawie. Wczesnym popołudniem goście pozostawili nowożeńców samych, aby mogli nacieszyć się swoim szczęściem.
                Państwo Castle stawili się punktualnie, w poniedziałek na posterunku. Wszystko pozornie wyglądało jak dawniej. Ale tak nie było. Richard był trzymany z daleka od niebezpiecznych sytuacji, nieuczestniczył  w pościgach, czy aresztowaniach. Cały czas był obserwowany przez żonę, oraz przyjaciół, a nawet czasem przez panią kapitan. Gdy nie wracał do domu na czas, to matka i córka od razu wydzwaniały. Czuł się przez wszystkich osaczony. Wiedział, że się martwią, ale uważał, iż przesadzają.
                Wytrzymał dwa miesiące. Próbował rozmawiać, ale bez skutku. Jedynie Lanie traktowała go jak dawniej, za co był jej wdzięczny. Nie potrafił żartować w tak napiętej sytuacji, a o wyjściu do baru nie było mowy.
                Pewnego dnia zebrał wszystkich i zagroził, że jeśli nie zaczną traktować go poważnie to oszaleje i wyjedzie na długo. Na początku groźba nie przyniosła skutku, ale gdy  wyciągnął walizki i zostawił otworzoną stronę biura podróży, potraktowali go poważnie.  
                Powoli wszystko wracało do normy. Alexis i Martha powróciły do swoich obowiązków. Zespól detektyw Castle pracował jak dawniej, pisarz czuł się doskonale, nawet zaczął żartować. Pracował nad nową powieścią o Nikki Heat, gdzie ukazał całą sytuację. 
                Rok później. Rick stał przed białą tablicą i tworzył kolejną, szaloną teorię. Już nie pamiętał strachu, troski o najbliższych, ani bólu. Cieszył się swoim małżeństwem, a za osiem miesięcy znowu zostanie ojcem. Nie mogło być lepiej.  Gdy zdradził Kate swoje wnioski na temat sprawcy, ta pokiwała głową. Zaproponowała mu przesłuchanie chłopaka ofiary, zamiast uganiania się za kosmitą.  Detektywi z posterunku, lanie i Gates zakładali się, kiedy Castle wkurzy swoją żonę tak, aby  nawrzeszczała na niego. Wiedzieli, że hormony buzują w ciele pani detektyw podczas ciąży, a wszyscy chcieli  zobaczyć jej wybuch.


KONIEC

środa, 24 grudnia 2014

Wesołych Świąt

Wesołych, rodzinnych i radosnych 
Świąt Bożego Narodzenia, 
wielu smakołyków na stole,
 wspaniałych prezentów,
śpiewania kolęd,
ładnej pogody
i uśmiechów na twarzy, 
oraz błogosławieństwa bożego
życzy:
Sherii Castle


piątek, 12 grudnia 2014

I rok

Według pierwszego wpisu, dziś mija rok od kiedy się pojawił mój blog. Przyznam, że miałam chwile zwątpienia i chciałam zrezygnować. Nie tworzę opowiadań dla tego, że muszę. Piszę, je, ponieważ uwielbiam to robić. Patrzeć na ulubionych bohaterów moim okiem. Jest to coś cudownego. Cieszę się, że mogę się z kimś podzielić swoją twórczością. Pod koniec stycznia minie sześć lat od kąt zaczęłam pisać. Jak do tamtego roku wszystko lądowało w szufladzie, albo koszu. Teraz nabrałam odwagi i ujawniam je internautom. Nadal nie wiem, czy dobrze robię, ale wiem że nie przestanę. Gdyby nie Cleo, pewnie bym zniknęła. Ale Ona nie pozwoliła mi na to i z czasem zyskałam wiarę w moje opowiadania. Marzę  o własnej książce i wiem że kiedyś to się stanie. Na razie przede mną matura i na tym muszę się skupić. Dziękuję wszystkim, że czytanie moje dzieła i zostawiacie po sobie ślad, komentarz. Wiem, że czasem ciężko mnie zrozumieć, ale tego nie zmienię, ponieważ to jestem ja.
Dziękuję Cleo za wszystko, oraz tym co czytają tego bloga.

niedziela, 7 grudnia 2014

Poszukiwania

Gdy Beckett znalazła się w samochodzie, postanowiła sprawdzić motel, gdzie kiedyś mieszkał Tayson. Właściciel motelu wpuścił ją bez problemu. Ale nic tam nie znalazła. Powróciła do swojego mieszkania.  W tym samym czasie Alexis rozmawiała z Marthą. 
                -... Cieszyłam się, kiedy tata oświadczył się Kate. Wreszcie znalazł  tą jedyną, która go kochała.
                -Tak. To dobra kobieta i umiała go okiełzać.
                -Pamiętasz jak pojechał do Waszyngtonu, ponieważ nie mógł doczekać się Kate?
                -A po powrocie zjawili się agenci i zabrali go?
                - Tak- odparła dziewczyna. - Jak zwykle podążając za sensacją, wpakował się w kłopoty.
                -A nie chcąc nas martwić, nie powiedział nam, że  umiera.  Nie rozumieliśmy jego zachowania.
                -Na szczęście Kate zdobyła antidotum.
                -Dzięki temu zdobyła dla taty jeszcze trochę czasu. Jeszcze trochę pobył z nami...
                Alexis rozpłakała się. Jej ojciec wiele razy narażał się dla pracy z policją, ale zawsze  wychodził obronną ręką. Tylko, że  nie szukając kłopotów stracił życie, jadąc na własny ślub. Tęskniła za ojcem. Ciszyła się z każdej chwili spędzonej z tatą. Zerwała się i pobiegła do swojego pokoju. Czuła się jak mała dziewczynka, ale tym razem tatuś nie przyjdzie pocieszyć.
                 Po mimo wszystko był najwspanialszym ojcem.  Zawsze mogła na nim polegać.  Wyprowadziła się z domu, ale często wpadała. Chyba że po kłótni z Pi.  Ale wystarczyło słowo i zjawiał się, aby  chronić swoje dziecko. Gdy powróciła  do domu, tata cieszył się z tego. A teraz go zabrakło. W mieszkaniu było dziwnie cicho. Nikt w gabinecie nie stukał w klawiaturę, albo nie oglądał  wiadomości. Nikt  nie przechadzał się w szlafroku, czekając na telefon z posterunku.
                Beckett od śmierci ukochanego ani razu nie zjawiła się w jego mieszkaniu.  Zbyt wiele tam się zdarzyło. Teraz wiedziała, że może jeszcze się wydarzyć. Nie mogła czekać tych paru dni. Przecież Castle'owi może  grozić niebezpieczeństwo. Przeszukiwała w sieci strony klinik chirurgii plastycznej. Szukała wspólniczki Taysona. Chciała go namierzyć przez Kelly Nieman, która stworzyła sobowtóra Lanie i Javiera.
 Po dwóch godzinach poszukiwań, nie wiedziała co dalej. Spojrzała na okno.  Po śmierci mamy nie mogła uwierzyć, że jej nie  ma. Ale nie czuła, że żyje. Wiedziała, co mówi jej serce i postanowiła go posłuchać. Tylko nie wiedziała, co robić. Miała związane ręce. Całą noc spędziła, przeglądając ogłoszenia w internecie, które dotyczyły sobowtórów. 
                Rankiem pojechała do kawiarni, z której Castle przywoził jej kawę. po dziecięciu minutach wyszła z kubkiem ulubionego napoju.  Jak ona kochała tego idiotę, dziecko w ciele dorosłego, zadufanego w sobie pisarza. Ale pod tym wszystkim krył się wrażliwy i  czuły mężczyzna, który oddałby życie za najbliższych. Gdzieś w tej dżungli czekał na ratunek, a nikt nie chciał ruszyć z pomocą. Spojrzała w niebo i roniąc łzę powiedziała.
                -Trzymaj się kochanie.  Idę po ciebie.
                Wsiadła do samochodu i objechała wszystkie noclegownie i miejsca, gdzie przesiadują bezdomni. Nagle dotarło do niej, iż Tayson mógł zmienić wygląd przy pomocy doktor Nieman. W takim razie listy gończe nic nie dadzą. Nikt go nie ścigał. Choć przez to mógł czuć się pewnie i nie zmienić wyglądu.  Zbyt pewnym siebie  przestępcom osuwa się grunt spod nóg. Liczyła na jego błąd. Powróciła do siebie i powróciła do akt sprawy.
                Na 12 posterunku, późnym wieczorem rozmawiali chłopcy.
                -Martwi mnie zachowanie Beckett- powiedział Javier.
                -Kto by parę lat temu przypuszczał, że będzie tak rozpaczała po śmierci Castle'a?... Mnie też go brakuje.
                -I mnie... Od dziś nie dajemy Beckett żadnych akt i nie udzielamy informacji. Szukając mordercy matki o mało nie zginęła.
                Oboje spojrzeli na biurko Kate.
                -Dziwnie tu cicho- odparł Kevin.
                Ja. Castle'a nie rzuca swoich teorii, a Beckett nie denerwuje się na niego. Wszystko się zmieniło. Jak  myślisz, kto zabił Castle'a?
                -Może nasz dobry znajomy, senator Wiliam Bracken mści się z więzienia .
                -Ale on wie do czego jest zdolna Beckett i tym razem nie ryzykowałby- stwierdził Kubańczyk.   - Wie, że nie odpuściłaby mu odebrania kolejnej, ważnej osoby. Zrobiłaby wszystko, aby się zemścić. Nie ryzykowałby.
                -Masz rację. Więc kto?
                -Nie wiem.
                -A panowie jeszcze tutaj?
                Do ich biurek podeszła Victoria.
                -Idźcie do domu. Musicie odpocząć.
                Kobieta ruszyła w stronę windy. Po chwili odwróciła się.
                -Jutro chcę poznać wyniki waszego śledztwa w sprawie pana Castle'a.
                Detektywów zamurowało. Dopiero gdy Gates zniknęła w windzie, Esposito wyrwało się.
                -Cholera. Skąd ona wie?
                -Za bardzo się z tym nie kryjemy.
                -Albo zbyt dobrze nas zna. Tylko, że nic nie wiemy. Wiemy, że Castle został zepchnięty z drogi. Lakier pochodzi ze skradzionego auta.
                Walną pięścią w biurko. Powiedział ze wściekłością.
                -Morderca Castle'a chodzi po wolności, a my nic nie możemy zrobić.
                -Dorwiemy go. Czekaj, pamiętasz sprawę zabójstwa hakera, który nie miał dostępu do komputera. Może tu tkwi powiązanie?
                -Sprawdzę. A ty jedź do domu. Żona i córka czekają na ciebie.
                -Zostanę z tobą Javie.
                -Jedź. Dam sobie radę.  A ty masz rodzinę. Jak widzisz, nie wolno marnować czasu, ponieważ nie wiadomo ile go nam zostało.
Ryan zebrał się i ruszył ku windzie. Nagle odwrócił się i spojrzał na przyjaciela..
                -Nie warto czekać na krok drugiej osoby, ponieważ później może być za późno.
                Odwrócił się i wsiadł do windy.  Kubańczyk wyciągnął notes i analizował swoje zapiski. Po paru minutach na piętrze rozległ się dzwonek i stukot damskich pantofli. Po chwili stanęła przy biurku mężczyzny.
                -Javier?
                -Tak?
                Esposito podniósł głowę znad akt. Zobaczył nad sobą Lanie.
                -Jadę do Kate. Martwię się o nią. Nie powinna być sama.
                -Masz rację, ale wiesz jaka bywa. Małe szanse, że cię wpuściła.
                -Muszę spróbować.
                Nie zmieniła zdania. Pół godziny później stała pod drzwiami przyjaciółki. Dzwoniła, ale nikt nie otwierał. Następnie waliła z pięści, ale też bez rezultatu. Z jednego z mieszkań wychyliła się starsza kobieta.
                -Ona pani nie otworzy. Ostatnio stała się nieprzyjemna. Bez przerwy chodzi po mieszkaniu.
                 Kobieta powróciła do mieszkania. Nie wyglądała na wścibska sąsiadkę, raczej jak ktoś, kto  martwi się.  Dalej dobijała się do mieszkania policjantki.
                -Wiem, że tam jesteś Kate... Otwórz, bo zadzwonię do chłopaków.
                Beckett siedziała nadal przy laptopie. i czytała artykuły  o przestępstwach sprzed kilku tygodni, ale nigdzie nie znalazła śladu udziału Taysona. Ignorowała  dobijanie się przyjaciółki, ale gdy ta zagroziła wezwaniem posiłków otworzyła drzwi.  Parish wpada do środka i zaczęła krzyczeć.
-Od wczoraj nie odbierasz telefonów. Martwimy się o ciebie. Wygłaszasz, ze Castle żyje i przestajesz dawać znaki życia. Co chcesz w ten sposób osiągnąć?
                -Nie mogę liczyć  na was, to muszę sama go odnaleźć.
                -Castle nie żyje.
                -Żyje i odnajdę go.
                -Kate- głos Lanie złagodniał.- Wiem, że bardzo g kochasz, ale musisz pozwolić mu odejść. Nie możesz żyć przeszłością. Nie musisz o nim zapominać, tylko nauczyć się żyć bez niego.
                -Mam go zostawić w łapach Taysona? Nigdy.
                -Może i Tayson stoi za zabójstwem  Castle'a, ale to nie oznacza iż...
                -Daj spokój.  Nie warto czekać, aż wszystko się ułoży, albo przestaniemy się  bać. Szczęście trzeba chwytać, kiedy się zjawi. My za długo zwlekaliśmy, nie to ja za długo zwlekałam. Nie popełnij mojego błędu Lanie. Nie mogę go stracić. Dopiero co odkrywamy swoje szczęście. Jesteśmy najszczęśliwsi, gdy mamy siebie u boku.
                Na kilka minut zapadło milczenie. Pani patolog zbliżyła się do przyjaciółki. Ta nagle wybuchła.
                -Wynoś się.
                Parish spojrzała na policjantkę współczująco.
                -Nie zrób głupstwa Kate. I pamiętaj, że zawsze możesz na nas liczyć.
                -Wynoś się.
                Lekarka wyszła i pojechała na posterunek. Esposito nadal był w pracy. Gdy detektyw zobaczył kobietę, spytał.
                -No i co?
                -Kiepsko.  Ma pewne podejrzenia.
                -Tak?
                -Podejrzewa Jerry'ego Taysona.
                -Tayson nie żyje.
                -Ale to  do Taysona pasuje. Pewnie to on kazał Kelly ukraść akta i posłużyć się naszymi sobowtórami. Kto inny by się do tego posunął.
                -Nie wiem Lanie.
                -Ale się dowiemy.
                Patrzyła na kubańczyka. Nagle pomyślała o Kate i jej słowach, zanim opuściła jej mieszkanie. "Nie warto czekać, aż wszystko się ułoży, albo przestaniemy się  bać. Szczęście trzeba chwytać, kiedy się zjawi. My za długo zwlekaliśmy, nie to ja za długo zwlekałam. Nie popełnij mojego błędu Lanie." Spojrzała na Esposita i powiedziała.
                -Życie jest zbyt krótkie, aby nie ryzykować. Patrz, co się stało z naszymi przyjaciółmi. Zwlekali ze swoim szczęściem i co się stało? Przez to chcę ci powiedzieć coś ważnego. Kocham się Javi.
                -A ja ciebie Lanie.  I chcę spędzić z tobą resztę życia.
                Pocałowali się namiętnie. Zabrali swoje rzeczy i pojechali do  mieszkania Parish. Przegadali całą noc. Wyznali sobie skrywane pragnienia, opowiadali co czuli, gdy się rozstali. Nie zapominali o tych, co nie mogą być szczęśliwi.
                Beckett wróciła do pracy, nie nadała się wysłać na urlop zdrowotny. Chłopcy cały czas mieli ją na oku. Nie wspominała więcej, że Castle żyje. Starała się normalnie funkcjonować, ale w każdej wolnej chwili szukała Ricka. 
                Minęły trzy miesiące. Alexis wróciła n studia, nadal dużo czasu spędzała w mieszkaniu z babcią. Martha zostawiła szkołę aktorską nauczycielkom, a sama zaszyła się w apartamencie. Kate nie zrobiła  żadnego postępu w swoim  śledztwie. Nadal nie miała żadnego śladu.  Nadzieja, że jej narzeczony żyje, dawała sił, aby wykonywać codzienne obowiązki. Frustrował ja brak śladów po Taysonie. Chciała  dopaść drania i odbić zakładnika.
                Pewnego wieczory wyciągnęła Alexis i Marthę.  Poszły do kluby w stylu lat siedemdziesiątych. Usiadły w kącie i patrzyły na parkiet. Nagle aktorka zwróciła się do niedoszłej synowej.
                - Pamiętam jak urządzaliśmy na posterunku przedstawienie. Miałaś wtedy kłopoty przez Ricka, kochanie.
                -Bez przesady. Pozwoliłam tylko przerobić komisariat na lata siedemdziesiąte i Gates się zezłościła. Ale nadal pracuję.
                -A co tam w pracy?
                -Normalnie.
                Głos policjantce się załamał.  Urwały rozmowę, dla nich nadal ciężko było mówić o najbliżej osobie, której już nie ma. Posiedziały dwie godziny i pojechały do Old Haund, aby się upić. Koło północy rozstały się.
                Beckett po powrocie do mieszkania znowu powróciła do analizowania wszystkich dowodów.  Zasnęła przy stole.  Jej piękna główka opadła na akta. Obudziła się o ósmej rano. Zaspała. Szybko zerwała się, wzięła zimny prysznic, ubrała się i pojechała na posterunek. Przez to wszystko zapomniała pierścionka matki i swojego zaręczynowego. Wpadła zdyszana na dwunasty i wjechała  na swoje piętro, a potem podeszła do swojego biurka. Chłopcy na nią spojrzeli. Nigdy się nie spóźniała, chyba że miała kłopoty. Z gabinetu wyjrzała Gates i odezwała się srogim tonem.
                -Spóźniła się pani, detektyw Beckett.
                -Przepraszam, sir, to więcej się nie powtórzy.

                Kapitan zniknęła, a Kate zabrała się do swojej pracy. W porze lunchu zjawił się kurier i przyniósł list dla Beckett. Policjantka odebrała przesyłkę i rozdarła kopertę.