Mężczyzna zaczął się cofać ale nie odpuszczała. Zbliżała się do niego, szła za nim pewnie.
-Flynnie Carsen czy naprawdę sądzisz, że Bibliotekarze mogą znaczyć cokolwiek bez ciebie?
Położyła nacisk na słowo bez aby dotarło do niego.
-Że Ezekiel od tak odszedłby i wrócił do złodziejstwa? Że Stone zostawiłby Bibliotekę bo dla ciebie miejsce były najważniejsze? Że Cassandra po tym jak wygrała walkę z guzem poddałaby się? Że Jenkins zamknąłby się w laboratorium i odciąłby się od wszystkich dla swojej samotni...
Zamyśliła się na chwilę.
-Chociaż...
-Zawsze narzeka na to, że zniszczyliśmy jego spokój w dniu kiedy zjawiliśmy się w Aneksie - rzucił Flynn.
Eve uśmiechnęła się.
-Na początku miał nas dosyć ale zdaje mi się, że teraz to już tylko przekora. A pozostali nie odeszliby tak.
-To jest... było tak realne...
-Bo to są twoje lęki Flynn. Coś czego się boisz. Nie rzeczywistość.
Eve zrobiła coś, czego nie spodziewał się koszmar. Podeszła do ukochanego i dotknęła łagodnie i czule jego twarzy.
-Teraz ja mówię, a ty słuchasz. Nie odeszłam. Nigdzie się nie wybieram. Nie zamierzam zostawić cię samego z twoimi demonami.
Flynn desperacko chwycił jej nadgarstki, jakby bał się, że zniknie.
-A jeśli jesteś tylko halucynacją?
Eve uśmiechnęła się i odpowiedziała tak, jak tylko ona potrafiła.
-W takim razie jestem najtwardszą, najbardziej arogancką halucynacją w historii Biblioteki i zamierzam wyrwać się z tego koszmaru.
Nagle obie obrączki ta na palcu Eve i ta w dłoni Flynna zaczęły ponownie lśnić. Spojrzał na tą trzymaną i patrzył na symbol NATO a w środku na grawer EVE & FLYNN bez dad, bez granic. Spojrzał na obrączkę na palcu Strażniczki widząc symbol Biblioteki. Wpatrywał się w nie jakby byłby cudem. Koszmar drżał, zaczynał reagować na prawdę. Eve odezwała się miękko.
- Czy myślisz, że gdyby to było realne to twój największy przyjaciel, Biblioteka by cię atakowała? Zniszczyłaby cię? Widzę jak wyglądasz, ona cię niszczy ale czy to prawdziwa Biblioteka?
Flynn nie odpowiedział, bo nie mógł. Patrzył na obrączki intensywnie. Całe otoczenie coraz mocniej migało. Labirynt, półki artefakty i ściany zaczęły tracić ostrość, jakby otaczający świat nie wiedział, czy istniał. Flynn
-One nie są prawdziwe.
Eve odpowiedziała cicho.
-A może one są jedyna prawdą, jaką masz tu ze sobą.
Flynn zacisnął powieki. Robił Wdech i wydech i tak jeszcze kilka razy. Powiedział słowa, które trzymał w sobie od początku koszmaru.
' -Bałem się..
Eve mu nie przerwała, pozwoliła mu mówić coraz szybciej, jakby w końcu zabrakło mu sił aby dalej udawać silnego.
-Bałem się każdego dnia. Nie o siebie, ale o was. O ciebie. o to, że gdy popełnię błąd zginiesz. Albo odejdziesz. Albo po prostu przestaniesz mnie potrzebować.
Koszmar reagował na ból. Wiatr rozdzierał przestrzeń. światło migotało a podłoga pękała. Eve stała niewzruszona, jakby była kotwicą. Zaśmiał się gorzko patrząc na nią.
-I pomyślałem, że jeśli znajdę sposób, żeby już nigdy nie stracić nikogo to wszystko w końcu będzie dobrze.
-I otworzyłeś pułapkę.
Flynn pokiwał głową patrząc jak założyła ręce na klatce piersiowej. Flynn kiwał głową a ręce mu drżały.
-I teraz nie mogę stąd wyjść. Każdy dzień czuję coraz bardziej. Że to moja kara. Że na to zasługuję.
Eve zdecydowanie pokręciła głową.
-Nie zasługujesz na samotność Flynnie Carsen.
Koszmar zaczął krzyczeć bezgłośnie. Echo bólu, furii, trzask półek, a sufit się rozciągał się jak nocne niebo. Patrzył w górę przerażony.
-Księga nie chce abyś tu była. Ona wie, że możesz mnie obudzić.
Eva podeszła bliżej , tak blisko, że ich czoła ponownie się styknęły, dzięki czemu mogła głębiej patrzyć w oczy mężczyzny przed sobą. Jej głos zdradzał złość ale jednocześnie był czuły.
-To nie ona. to ty. To twoje lęki walczą aby cię zatrzymać.
Flynn zaczął płakać, nie gwałtownie, tylko cicho, jak człowiek, który w realnym świecie nigdy sobie na to nie pozwalał.
-Nie umiem już odróżnić co jest prawdziwe ani czy... Czy ja w ogóle jeszcze istnieję?
Eve objęła go nie romantycznie, tylko tak, jak kogoś kto emocjonalnie tonie.
-Istniejesz. Czuję cię. Słyszę cię. Walczę o ciebie. Jak zawsze.
Flynn złapał ją desperacko za ramię.
-A jeśli znikniesz?
-To mnie trzymaj.
Przyciągnął ją bliżej i wtulił twarz w jej klatkę piersiową, a Eve splotła ręce na jego plecach i wtedy wydarzyło się coś potężnego. Świat pękał. Fałszywa Biblioteka rozpadała się jak szło. Przez kilka sekund było widać przebłysk realnego świata. Mogli zobaczyć Cassandrę, Stone'a, Ezekiela i Jenkinsa czuwających przy łóżku Flynna, który widział ich przez szczelinę w koszmarze. Eve szeptała mu do ucha.
-Spójrz. Oni nigdzie nie odeszli. Walczą o ciebie, czuwają.
Patrzył na twarz Cassandry w łzach, Ezekiela ściskającego jego rękę, Stone'a stojącego jak strażnik z bólem w oczach i jenkins wyprostowany jak generał czuwał. Flynn spojrzał na Eve
-Oni są przy mnie?
-Zawsze byli.
Koszmar wrzeszczał. Nie miał zamiaru się poddawać bo Księga miała zamiar pożywić się umysłem Bibliotekarza i od razu Strażniczki. Szczelina zaczęła się zamykać. Flynn musiał zdecydować czy wrócić do nich czy pozwolić aby koszmar go pochłonął. Drżał, wahał się. Latami trzymał lęki bliżej niż ludzi. Eve złapała go za podbródek i znowu zmusiła aby patrzył w jej oczy i powiedziała zdanie, które łamało koszmar.
-Przyjmowanie pomocy nie czyni cię słabszym. Czyni cię częścią rodziny.
Mężczyzna w końcu wypowiedział słowa, których nigdy nie potrafił wypowiedzieć na jawie.
-Eve. Ja nie chcę być sam.
Świat eksplodował światłem, które wypełniło całe pomieszczenie wypełniło się blaskiem. To nie było jeszcze wybudzenie, jeszcze nie. To był dopiero moment, w którym Flynn po raz pierwszy chciał wrócić. Księga nadal nie chciała się poddać. Wiedziała, że przegrywała i musiała mocniej zaatakować. Koszmar musiał zaatakować fizycznie, ostentacyjnie, brutalnie bo już nie miał władzy nad mężczyzną.
Ściany pękły a z nich zaczęła wypływać woda o dużej sile i zalewała podłogę. Woda zmieniała się w cienie kiedy zbliżała się do pary. Cienie stawały się ogromnymi dłońmi, które złapały oboje i zaczęły odciągać ich od siebie. Flynn walczył, ale wyglądał jak człowiek po miesiącach wyczerpania, osłabiony i wykończony. Wciągano go w ciemność.
-Nie... Nie zabierajcie jej. Nie zabierajcie...
Koszmar nie miał głosu, ale ryczał wściekłością. Eve była pierwszym w życiu intruzem, któremu prawie udało się pokonać Zakazaną Księgę Snów. Ona nie została przywołana przez lęki, mimo że je posiadała ale dzieliła się nimi chociażby z Jenkinsem. Ona weszła tutaj z wyboru i nie poddawała się. Nie dawała się stłamsić. Księga nie mogła pokonać Eve i to dla niej było nie do zniesienia.
Flynn krzyczał jej imię próbując się wyrwać. Ona walczyła jak żołnierz, ale siła koszmaru była nieludzka. Nagle cienie znalazły coś w jej sercu, czego nie mogły do tej pory wykorzystać. Zaczynają szeptać jej najgłębszy lęk związany .
-On znów wybierze Bibliotekę, nie ciebie. Nie jesteś dla niego priorytetem. Nigdy nie będziesz.
Na twarzy Eve pojawiła się mikrosekunda zawahania. Flynn to widział i bał się, że ją straci. Właśnie na ten moment był tym, na który Księga czekała, kiedy we dwoje wierzyli, że mogli przestać być dla siebie ważni nawzajem. Cienie obciągały ich coraz dalej od siebie. Wszystko wskazywało, że jednak przegrali.
Flynn krzyczał, ale słowa tonęły w ciemności. Eve nagle się zatrzymała. Przestała się szarpać. jej twarz zmieniła się. Nie na zlękniona, ale zdecydowaną. Światło błyszczało w jej oczach i przemówiła do koszmaru głosem, który nie niósł kapitulacji
-Myślisz, że nie wiem o tym? Że nie wiem, kogo kocham? Za co go kocham? Wiem, że zawsze wybierze Bibliotekę, a ja będę wtedy u jego boku. Nie oszukuję się, że go zmienię. I wiem czego, ty się boisz.
Cienie zadrgały. Eve przechyliła głowę gotowa do uderzenia, tam gdzie bolało.
-Ty nie boisz się Flynna. Że ci ucieknie. Boisz się nas. Wiesz, że razem jesteśmy niepokonani. Bibliotekarz i Strażniczka.
W tamtej sekundzie wyrwała się cieniom, rzuciła się na Flynna w ostatniej desperackiej próbie. Złapała jego twarz w swoje silne dłonie i przyciągnęła ją do siebie bez wahania. Po chwili pocałowała go. Ppocałunek nie hollywoodzki, nie ładny. pocałunek desperacji i przysięgi. Pocałunek kobiety, która nie pozwoli ukochanemu zginąć w ciemności. Choć Flynn był przez ułamek sekundy zaskoczony, natychmiast odpowiedział. nie z namiętności, ale z potrzeby, z miłości, której pragnął.
Cienie wrzeszczały, naprawdę wrzeszczały. Ich piskliwe i donośne głosy roztrzaskały szklane gabloty i kryształowe żyrandole. Szkło rozpryskiwało się dookoła. Koszmar trafił spójność bo prawdziwa miłość nie była lękiem, była prawdą. Posadzka się kruszyła, ściany Biblioteki blakły, księgi zamieniały się w pył a powietrze drżało od cichego nieludzkiego pomruku. Cienie wybuchły popiołem i światłem. Dźwięk zniknął jak po strzale. Zapadła kompletna cisza.
Pocałunek trwał, aż koszmar przestał istnieć. Kiedy wreszcie odrywają się od siebie, a wszystko dookoła było jasnością, niemal białą. Pustka, cisza, spokój. Flynn stał samodzielnie, jego plecy wyprostowane a oddech był równy. Eve stała rozluźniona z uśmiechem na twarzy. Patrzyła ukochanemu w oczy i spokojnym ale czułym głosem zapytała.
-Wrócisz ze mną?
Nie musiał się zastanawiać. Jego odpowiedź była prosta i najtrudniejsza, jaką kiedykolwiek wypowiedział.
-Tak.
Pierwszy raz od początku koszmaru sam wziął jej dłoń bez lęku. Stali w pustce, kiedy pojawiły się przed nimi wielkie drzwi z jasnego światła, jedyna droga ucieczki. Eve trzymała Flynna za dłoń tak mocno, jakby trzymała go na krawędzi klifu. Spojrzał na blondynkę i zapytał cicho, z przerażeniem.
-Przejdziemy przez portal razem prawda?
Kobieta spuściła wzrok.
-Flynn... Nie mogę iść z tobą.
Powietrze wokół mężczyzny zamarło.
-Co? Nie, nie nie. Eve, nie zostawiaj mnie. Nie po tym wszystkim.
Kobieta waczyła ze łzami
-Gdybyśmy oboje przeszli utknęłabym tutaj. Dostałam się przez portal. A ty musisz się obudzić. To twój sen, twój koszmar. Gdybym była tutaj to już bym nie wróciła.
Dotknęła czule jego policzka i patrzyli sobie w oczy.
-Wiesz dlaczego jesteś tutaj więziony? Bo nie chcesz dopuścić do siebie jednego uczucia. Jednej prawdy.
Flynn oddychał nierówno, jakby coś go dusiło.
-Boję się... Boję się stracić was. Boję się was zawieść. Boję się, że kiedyś naprawdę odejdziecie.
To był pierwszy raz, kiedy wypowiedział to na głos. Z jego oczu spływały znowu łzy ale nie histeryczne, ani paniczne. Po prostu ludzkie.
Eve odezwała się cicho ale z dumą.
-I właśnie dlatego muszę iść pierwsza. Bo dopóki ja tu jestem nie uwierzysz, że potrafisz walczyć z tym strachem sam.
Drzwi z jasnego światła pulsowały mocniej. Czas uciekał.
Mężczyzna spojrzał rozpaczliwie.
-A jeśli koszmar wróci, kiedy odejdziesz?
Uniosła jego dłoń i przyłożyła ją do swojego serca.
-To nie księga trzymała cię przy życiu. Nie misje. Ludzie. A ludzi nie traci się przez strach Traci się przez zamknięcie się przed nimi.
On drżał. Wreszcie zrozumiał.
-Kocham ich wszystkich. I ciebie. Ciebie najbardziej. Dlatego bałem się zostać sam.
Kobieta uśmiechnęła się łagodnie. Nie triumfalnie, lecz z ulgą.
-Powiedz to jeszcze raz. Dla siebie. Nie dla mnie.
Flynn zbliżył czoło do jej czoła szepcząc spokojnie, jak wyrok i jak wyzwolenie.
-Boje się bo was kocham. A kochać znaczy móc cierpieć. I jestem gotów. Nie uciekam.
Świat zadrżał. Księga już na dobre straciła nad nim władzę Patrzył, jak ona puściła jego rękę ale nie aby go odepchnąć, ale aby dać mu wolność.
-To jest przebudzenie. Musisz się obudzić.
Patrzył, jak odsuwała się i przeszła przez portal i zniknęła. Stał tam sam. Pierwszy raz naprawdę sam ale nie bał się już tego uczucia. Świat koszmaru gasł i nastąpiło przebudzenie.
Eve wyszła z portalu. Niewielkie ciepłe światło świec uderzyło ją w oczy. Pod butami czuła zimną posadzkę Biblioteki, realną, stałą, spokojną w porównaniu z chaosem koszmaru. Poczuła się bezpiecznie i w domu. Kiedy jej oczy przyzwyczaiły się do światła rozejrzała się dookoła.
Pierwsze, co zauważyła, to spojrzenie Stone,a, Ezekiela, Jenkinsa i Cassandry stojących przy łóżku Flynna. Ich oczy były mokre. To nie były zwykłe łzy smutku, to były łzy strachu, bezradności, bólu po tym, jak mieli wgląd w jego najgłębsze lęki. Czuła, jakby jej serce stanęło na moment. Ona widziała tylko efekt koszmaru, chaos, labirynt, Bibliotekę, która groziła Flynnowi i widziała go złamanego.
Oni widzieli to, co przeżywał. Jego rosnącą samotność, rozpacz kiedy został porzucony, rozpacz, pęknięcia jego duszy, które koszmar mu fundował. Stone odwrócił się w jej stronę bez słów. Jego oczy mówiły wszystko: "Był wielokrotnie na krawędzi. Widzieliśmy, jak prawie się poddał". Ezekiel spoglądał na kamienną posadzkę, a po chwili wstał i uderzył pięścią w blat stołu w geście furii, którego Eve nigdy u niego nie widziała. Cassandra ocierała policzki. jej głos drżał, kiedy w końcu odezwała się.
-Nigdy nie myślała, że może być aż tak samotny. Że bał się nas aż tak i że nikt nie mógłby go uratować.
Eve powoli podeszła do łóżka Flynna. Patrzyła, jak jego ciało wciąż spoczywało w bezruchu. Jeszcze nie odzyskał świadomości, ale jej serce wiedziało jedno, on już walczył. W koszmarze przyznał się przed samym sobą, czego się bał. Wierzyła, że to był pierwszy krok do powrotu. Stone odezwał się szeptem, jakby mówił do siebie.
- A myślałem, że on nie miał żadnych lęków. Pokazał nam, co to znaczy być naprawdę sam. Coś czego, nigdy byśmy mu nie zrobili.
Ezekiel próbuje zapanować nad gniewem i troską jednocześnie.
-A my... my jesteśmy cały czas tutaj. Na wypadek gdyby nie dał rady sam. Nie mogliśmy go zostawić. Nie mogliśmy. Nie chcieliśmy nawet.
Eve widziała, że oni wszyscy bardzo przeżyli koszmar Flynna. Podeszła jeszcze bliżej do łóżka, położyła dłoń na jego ramieniu. Jej oczy błyszczały od emocji, ale nie od strachu, od ulgi i determinacji.
-Flynn... Możesz się obudzić. Widziałam cię. Widziałam, jak walczysz. I nie musisz być sam.
Cisza w sali były niemal fizyczna. Każdy w pokoju wstrzymywał oddech. Każdy czuł wagę momentu, bo wiedzieli, że Flynnowi nie groziło tylko fizyczne przebudzenie, groziło mu również przebudzenie emocjonalne. Eve patrzyła na zespół i w ich oczach widziała jedno przesłanie "Teraz wszystko zależy od niego".