piątek, 27 marca 2026

Koszmar Flynna Carsena część 6

     Mężczyzna zaczął się cofać ale nie odpuszczała. Zbliżała się do niego, szła za nim pewnie.

    -Flynnie Carsen czy naprawdę sądzisz, że Bibliotekarze mogą znaczyć cokolwiek bez ciebie?

    Położyła nacisk na słowo bez aby dotarło do niego.

    -Że Ezekiel od tak odszedłby i wrócił do złodziejstwa? Że Stone zostawiłby Bibliotekę bo dla ciebie miejsce były najważniejsze? Że Cassandra po tym jak wygrała walkę z guzem poddałaby się? Że Jenkins zamknąłby się w laboratorium i odciąłby się od wszystkich dla swojej samotni...

    Zamyśliła się na chwilę.

    -Chociaż...

    -Zawsze narzeka na to, że zniszczyliśmy jego spokój w dniu kiedy zjawiliśmy się w Aneksie - rzucił Flynn.

    Eve uśmiechnęła się.

    -Na początku miał nas dosyć ale zdaje mi się, że teraz to już tylko przekora. A pozostali nie odeszliby tak.

    -To jest... było tak realne...

    -Bo to są twoje lęki Flynn. Coś czego się boisz. Nie rzeczywistość.

    Eve zrobiła coś, czego nie spodziewał się koszmar. Podeszła do ukochanego i dotknęła łagodnie i czule jego twarzy.

    -Teraz ja mówię, a ty słuchasz. Nie odeszłam. Nigdzie się nie wybieram. Nie zamierzam zostawić cię samego z twoimi demonami.

    Flynn desperacko chwycił jej nadgarstki, jakby bał się, że zniknie.

    -A jeśli jesteś tylko halucynacją?

    Eve uśmiechnęła się i odpowiedziała tak, jak tylko ona potrafiła.

    -W takim razie jestem najtwardszą, najbardziej arogancką halucynacją w historii Biblioteki i zamierzam wyrwać się z tego koszmaru.

    Nagle obie obrączki ta na palcu Eve i ta w dłoni Flynna zaczęły ponownie lśnić. Spojrzał na tą trzymaną i patrzył na symbol NATO a w środku na grawer EVE & FLYNN bez dad, bez granic. Spojrzał na obrączkę na palcu Strażniczki widząc symbol Biblioteki. Wpatrywał się w nie jakby byłby cudem. Koszmar drżał, zaczynał reagować na prawdę. Eve odezwała się miękko.

    - Czy myślisz, że gdyby to było realne to twój największy przyjaciel, Biblioteka by cię atakowała? Zniszczyłaby cię? Widzę jak wyglądasz, ona cię niszczy ale czy to prawdziwa Biblioteka?

    Flynn nie odpowiedział, bo nie mógł. Patrzył na obrączki intensywnie. Całe otoczenie coraz mocniej migało. Labirynt, półki artefakty i ściany zaczęły tracić ostrość, jakby otaczający świat nie wiedział, czy istniał. Flynn

    -One nie są prawdziwe.

    Eve odpowiedziała cicho.

    -A może one są jedyna prawdą, jaką masz tu ze sobą.

    Flynn zacisnął powieki. Robił Wdech i wydech i tak jeszcze kilka razy. Powiedział słowa, które trzymał w sobie od początku koszmaru.

'    -Bałem się..

    Eve mu nie przerwała, pozwoliła mu mówić coraz szybciej, jakby w końcu zabrakło mu sił aby dalej udawać silnego.

    -Bałem się każdego dnia. Nie o siebie, ale o was. O ciebie. o to, że gdy popełnię błąd zginiesz. Albo odejdziesz. Albo po prostu przestaniesz mnie potrzebować.

    Koszmar reagował na ból. Wiatr rozdzierał przestrzeń. światło migotało a podłoga pękała. Eve stała niewzruszona, jakby była kotwicą. Zaśmiał się gorzko patrząc na nią.

    -I pomyślałem, że jeśli znajdę sposób, żeby już nigdy nie stracić nikogo to wszystko w końcu będzie dobrze.

    -I otworzyłeś pułapkę.

    Flynn pokiwał głową patrząc jak założyła ręce na klatce piersiowej. Flynn kiwał głową a ręce mu drżały.

    -I teraz nie mogę stąd wyjść. Każdy dzień czuję coraz bardziej. Że to moja kara. Że na to zasługuję.

    Eve zdecydowanie pokręciła głową.

    -Nie zasługujesz na samotność Flynnie Carsen.

    Koszmar zaczął krzyczeć bezgłośnie. Echo bólu, furii, trzask półek, a sufit się rozciągał się jak nocne niebo. Patrzył w górę przerażony.

    -Księga nie chce abyś tu była. Ona wie, że możesz mnie obudzić.

    Eva podeszła bliżej , tak blisko, że ich czoła ponownie się styknęły, dzięki czemu mogła głębiej patrzyć w oczy mężczyzny przed sobą. Jej głos zdradzał złość ale jednocześnie był czuły.

    -To nie ona. to ty. To twoje lęki walczą aby cię zatrzymać.

    Flynn zaczął płakać, nie gwałtownie, tylko cicho, jak człowiek, który w realnym świecie nigdy sobie na to nie pozwalał.

    -Nie umiem już odróżnić co jest prawdziwe ani czy... Czy ja w ogóle jeszcze istnieję?

    Eve objęła go nie romantycznie, tylko tak, jak kogoś kto emocjonalnie tonie.

    -Istniejesz. Czuję cię. Słyszę cię. Walczę o ciebie. Jak zawsze.

    Flynn złapał ją desperacko za ramię.

    -A jeśli znikniesz?

    -To mnie trzymaj.

    Przyciągnął ją bliżej i wtulił twarz w jej klatkę piersiową, a Eve splotła ręce na jego plecach i wtedy wydarzyło się coś potężnego. Świat pękał. Fałszywa Biblioteka rozpadała się jak szło. Przez kilka sekund było widać przebłysk realnego świata. Mogli zobaczyć Cassandrę, Stone'a, Ezekiela i Jenkinsa czuwających przy łóżku Flynna, który widział ich przez szczelinę w koszmarze. Eve szeptała mu do ucha.

    -Spójrz. Oni nigdzie nie odeszli. Walczą o ciebie, czuwają.

    Patrzył na twarz Cassandry w łzach, Ezekiela ściskającego jego rękę, Stone'a stojącego jak strażnik z bólem w oczach i jenkins wyprostowany jak generał czuwał. Flynn spojrzał na Eve

    -Oni są przy mnie?

    -Zawsze byli.

    Koszmar wrzeszczał. Nie miał zamiaru się poddawać bo Księga miała zamiar pożywić się umysłem Bibliotekarza i od razu Strażniczki. Szczelina zaczęła się zamykać. Flynn musiał zdecydować czy wrócić do nich czy pozwolić aby koszmar go pochłonął. Drżał, wahał się. Latami trzymał lęki bliżej niż ludzi. Eve złapała go za podbródek i znowu zmusiła aby patrzył w jej oczy i powiedziała zdanie, które łamało koszmar.

    -Przyjmowanie pomocy nie czyni cię słabszym. Czyni cię częścią rodziny.

    Mężczyzna w końcu wypowiedział słowa, których nigdy nie potrafił wypowiedzieć na jawie.

    -Eve. Ja nie chcę być sam.

    Świat eksplodował światłem, które wypełniło całe pomieszczenie wypełniło się blaskiem. To nie było jeszcze wybudzenie, jeszcze nie. To był dopiero moment, w którym Flynn po raz pierwszy chciał wrócić. Księga nadal nie chciała się poddać. Wiedziała, że przegrywała i musiała mocniej zaatakować. Koszmar musiał zaatakować fizycznie, ostentacyjnie, brutalnie bo już nie miał władzy nad mężczyzną.

    Ściany pękły a z nich zaczęła wypływać woda o dużej sile i zalewała podłogę. Woda zmieniała się w cienie kiedy zbliżała się do pary. Cienie stawały się ogromnymi dłońmi, które złapały oboje i zaczęły odciągać ich od siebie. Flynn walczył, ale wyglądał jak człowiek po miesiącach wyczerpania, osłabiony i wykończony. Wciągano go w ciemność.

    -Nie... Nie zabierajcie jej. Nie zabierajcie...

    Koszmar nie miał głosu, ale ryczał wściekłością. Eve była pierwszym w życiu intruzem, któremu prawie udało się pokonać Zakazaną Księgę Snów. Ona nie została przywołana przez lęki, mimo że je posiadała ale dzieliła się nimi chociażby z Jenkinsem. Ona weszła tutaj z wyboru i nie poddawała się. Nie dawała się stłamsić. Księga nie mogła pokonać Eve i to dla niej było nie do zniesienia.

    Flynn krzyczał jej imię próbując się wyrwać. Ona walczyła jak żołnierz, ale siła koszmaru była nieludzka. Nagle cienie znalazły coś w jej sercu, czego nie mogły do tej pory wykorzystać. Zaczynają szeptać jej najgłębszy lęk związany .

    -On znów wybierze Bibliotekę, nie ciebie. Nie jesteś dla niego priorytetem. Nigdy nie będziesz.

    Na twarzy Eve pojawiła się mikrosekunda zawahania. Flynn to widział i bał się, że ją straci. Właśnie na ten moment był tym, na który Księga czekała, kiedy we dwoje wierzyli, że mogli przestać być dla siebie ważni nawzajem. Cienie obciągały ich coraz dalej od siebie. Wszystko wskazywało, że jednak przegrali.

    Flynn krzyczał, ale słowa tonęły w ciemności. Eve nagle się zatrzymała. Przestała się szarpać. jej twarz zmieniła się. Nie na zlękniona, ale zdecydowaną. Światło błyszczało w jej oczach i przemówiła do koszmaru głosem, który nie niósł kapitulacji

    -Myślisz, że nie wiem o tym? Że nie wiem, kogo kocham? Za co go kocham? Wiem, że zawsze wybierze Bibliotekę, a ja będę wtedy u jego boku. Nie oszukuję się, że go zmienię. I wiem czego, ty się boisz.

    Cienie zadrgały. Eve przechyliła głowę gotowa do uderzenia, tam gdzie bolało.

    -Ty nie boisz się Flynna. Że ci ucieknie. Boisz się nas. Wiesz, że razem jesteśmy niepokonani. Bibliotekarz i Strażniczka.

    W tamtej sekundzie wyrwała się cieniom, rzuciła się na Flynna w ostatniej desperackiej próbie. Złapała jego twarz w swoje silne dłonie i przyciągnęła ją do siebie bez wahania. Po chwili pocałowała go. Ppocałunek nie hollywoodzki, nie ładny. pocałunek desperacji i przysięgi. Pocałunek kobiety, która nie pozwoli ukochanemu zginąć w ciemności. Choć Flynn był przez ułamek sekundy zaskoczony, natychmiast odpowiedział. nie z namiętności, ale z potrzeby, z miłości, której pragnął.

    Cienie wrzeszczały, naprawdę wrzeszczały. Ich piskliwe i donośne głosy roztrzaskały szklane gabloty i kryształowe żyrandole. Szkło rozpryskiwało się dookoła. Koszmar trafił spójność bo prawdziwa miłość nie była lękiem, była prawdą. Posadzka się kruszyła, ściany Biblioteki blakły, księgi zamieniały się w pył a powietrze drżało od cichego nieludzkiego pomruku. Cienie wybuchły popiołem i światłem. Dźwięk zniknął jak po strzale. Zapadła kompletna cisza.

    Pocałunek trwał, aż koszmar przestał istnieć. Kiedy wreszcie odrywają się od siebie, a wszystko dookoła było jasnością, niemal białą. Pustka, cisza, spokój. Flynn stał samodzielnie, jego plecy wyprostowane a oddech był równy. Eve stała rozluźniona z uśmiechem na twarzy. Patrzyła ukochanemu w oczy i spokojnym ale czułym głosem zapytała.

    -Wrócisz ze mną?

    Nie musiał się zastanawiać. Jego odpowiedź była prosta i najtrudniejsza, jaką kiedykolwiek wypowiedział.

    -Tak.

    Pierwszy raz od początku koszmaru sam wziął jej dłoń bez lęku. Stali w pustce, kiedy pojawiły się przed nimi wielkie drzwi z jasnego światła, jedyna droga ucieczki. Eve trzymała Flynna za dłoń tak mocno, jakby trzymała go na krawędzi klifu. Spojrzał na blondynkę i zapytał cicho, z przerażeniem.

    -Przejdziemy przez portal razem prawda?

    Kobieta spuściła wzrok.

    -Flynn... Nie mogę iść z tobą.

    Powietrze wokół mężczyzny zamarło.

    -Co? Nie, nie nie. Eve, nie zostawiaj mnie. Nie po tym wszystkim.

    Kobieta waczyła ze łzami

    -Gdybyśmy oboje przeszli utknęłabym tutaj. Dostałam się przez portal. A ty musisz się obudzić. To twój sen, twój koszmar. Gdybym była tutaj to już bym nie wróciła.

    Dotknęła czule jego policzka i patrzyli sobie w oczy.

    -Wiesz dlaczego jesteś tutaj więziony? Bo nie chcesz dopuścić do siebie jednego uczucia. Jednej prawdy.

    Flynn oddychał nierówno, jakby coś go dusiło.

    -Boję się... Boję się stracić was. Boję się was zawieść. Boję się, że kiedyś naprawdę odejdziecie.

    To był pierwszy raz, kiedy wypowiedział to na głos. Z jego oczu spływały znowu łzy ale nie histeryczne, ani paniczne. Po prostu ludzkie.

    Eve odezwała się cicho ale z dumą.

    -I właśnie dlatego muszę iść pierwsza. Bo dopóki ja tu jestem nie uwierzysz, że potrafisz walczyć z tym strachem sam.

    Drzwi z jasnego światła pulsowały mocniej. Czas uciekał.

    Mężczyzna spojrzał rozpaczliwie.

    -A jeśli koszmar wróci, kiedy odejdziesz?

    Uniosła jego dłoń i przyłożyła ją do swojego serca.

    -To nie księga trzymała cię przy życiu. Nie misje. Ludzie. A ludzi nie traci się przez strach Traci się przez zamknięcie się przed nimi.

    On drżał. Wreszcie zrozumiał.

    -Kocham ich wszystkich. I ciebie. Ciebie najbardziej. Dlatego bałem się zostać sam.

    Kobieta uśmiechnęła się łagodnie. Nie triumfalnie, lecz z ulgą.

    -Powiedz to jeszcze raz. Dla siebie. Nie dla mnie.

    Flynn zbliżył czoło do jej czoła szepcząc spokojnie, jak wyrok i jak wyzwolenie.

    -Boje się bo was kocham. A kochać znaczy móc cierpieć. I jestem gotów. Nie uciekam.

    Świat zadrżał. Księga już na dobre straciła nad nim władzę Patrzył, jak ona puściła jego rękę ale nie aby go odepchnąć, ale aby dać mu wolność.

    -To jest przebudzenie. Musisz się obudzić.

    Patrzył, jak odsuwała się i przeszła przez portal i zniknęła. Stał tam sam. Pierwszy raz naprawdę sam ale nie bał się już tego uczucia. Świat koszmaru gasł i nastąpiło przebudzenie.

    Eve wyszła z portalu. Niewielkie ciepłe światło świec uderzyło ją w oczy. Pod butami czuła zimną posadzkę Biblioteki, realną, stałą, spokojną w porównaniu z chaosem koszmaru. Poczuła się bezpiecznie i w domu. Kiedy jej oczy przyzwyczaiły się do światła rozejrzała się dookoła.

    Pierwsze, co zauważyła, to spojrzenie Stone,a, Ezekiela, Jenkinsa i Cassandry stojących przy łóżku Flynna. Ich oczy były mokre. To nie były zwykłe łzy smutku, to były łzy strachu, bezradności, bólu po tym, jak mieli wgląd w jego najgłębsze lęki. Czuła, jakby jej serce stanęło na moment. Ona widziała tylko efekt koszmaru, chaos, labirynt, Bibliotekę, która groziła Flynnowi i widziała go złamanego.

    Oni widzieli to, co przeżywał. Jego rosnącą samotność, rozpacz kiedy został porzucony, rozpacz, pęknięcia jego duszy, które koszmar mu fundował. Stone odwrócił się w jej stronę bez słów. Jego oczy mówiły wszystko: "Był wielokrotnie na krawędzi. Widzieliśmy, jak prawie się poddał". Ezekiel spoglądał na kamienną posadzkę, a po chwili wstał i uderzył pięścią w blat stołu w geście furii, którego Eve nigdy u niego nie widziała. Cassandra ocierała policzki. jej głos drżał, kiedy w końcu odezwała się.

    -Nigdy nie myślała, że może być aż tak samotny. Że bał się nas aż tak i że nikt nie mógłby go uratować.

    Eve powoli podeszła do łóżka Flynna. Patrzyła, jak jego ciało wciąż spoczywało w bezruchu. Jeszcze nie odzyskał świadomości, ale jej serce wiedziało jedno, on już walczył. W koszmarze przyznał się przed samym sobą, czego się bał. Wierzyła, że to był pierwszy krok do powrotu. Stone odezwał się szeptem, jakby mówił do siebie.

    - A myślałem, że on nie miał żadnych lęków. Pokazał nam, co to znaczy być naprawdę sam. Coś czego, nigdy byśmy mu nie zrobili.

    Ezekiel próbuje zapanować nad gniewem i troską jednocześnie.

    -A my... my jesteśmy cały czas tutaj. Na wypadek gdyby nie dał rady sam. Nie mogliśmy go zostawić. Nie mogliśmy. Nie chcieliśmy nawet.

    Eve widziała, że oni wszyscy bardzo przeżyli koszmar Flynna. Podeszła jeszcze bliżej do łóżka, położyła dłoń na jego ramieniu. Jej oczy błyszczały od emocji, ale nie od strachu, od ulgi i determinacji.

    -Flynn... Możesz się obudzić. Widziałam cię. Widziałam, jak walczysz. I nie musisz być sam.

    Cisza w sali były niemal fizyczna. Każdy w pokoju wstrzymywał oddech. Każdy czuł wagę momentu, bo wiedzieli, że Flynnowi nie groziło tylko fizyczne przebudzenie, groziło mu również przebudzenie emocjonalne. Eve patrzyła na zespół i w ich oczach widziała jedno przesłanie "Teraz wszystko zależy od niego".


wtorek, 10 marca 2026

Koszmar Flynna Carsena część 5

     Nagle coś poczuła w prawej kieszeni swojej kurtki, mimo, że wcześniej była pusta. Miała wrażenie, że w jej okolicy czuła znajomą, pewną dłoń. Nie wiedziała, co się działo. Spojrzała w dół ale niczego nie widziała. Strach wzrósł. Bała się sięgnąć do kieszeni ale zrobiła to.

    Zaskoczona wyciągnęła z niej dwie obrączki. Złoto lśniło inaczej niż reszta rzeczy w koszmarze, bardziej realnie. Na jednej był symbol Biblioteki czyli drzewo wiedzy a na drugiej symbol NATO czyli okrąg a w nim róża kompasowa. Był też grawer "Flynn & Eve Nie jedna historia ale jedno życie. Eve zassała powietrze, jakby ktoś uderzył ją prosto w serce.

    -To niemożliwe- szepnęła. -Niemożliwe.

     Koszmar od razu próbował odebrać jej nadzieję, Znowu światło migało, podłoga zaczęła drżeć. Głosy wracały, warczały pełne jadu.

    -Flynn wybrał odejście. Nigdy nie jesteś i nie byłaś najważniejsza. Biblioteka zniszczyła ci życie.

    Eve zamknęła oczy, ściskając obrączki w dłoni nagle usłyszała  w głowie cos innego. Jakby głos Biblioteki, który nie był ludzki, nie mówił słowami, tylko czymś głębszym, jak intuicja, wspomnienia, które uderzyły nagle. Jakby ktoś chciał jej przypomnieć dlaczego walczyła i dlaczego nie mogła się poddać. Jej głowę zalało wspomnienie ciepłego światła portalu.

    Przypomniała sobie pierwszy pocałunek z Flynnem, kłótnie o ryzyko które kończyły się śmiechem albo jej irytacją a potem zrozumienie Flynna. Wróciło do niej wspomnienie, gdy jej Bibliotekarz siedział obok niej na schodach. Wtulał się w nią i patrzył na pracujących przy stole Cassandrę, Srone'a i Jonesa.

    -Nie boję się świata, dopóki idę przez niego z tobą.

    Jeszcze jedno wspomnienie się obudziło, ostrzejsze, bardziej wyraźne. Było to po trudnej misji, kiedy Eve prawie straciła życie. Prawie spadła z klifu po ataku ninja. Wszyscy zamarli z przerażenia i pobiegli jej na ratunek. Flynn złapał ją gdy zwisała z klifu i wciągnął ją. Po powrocie wszyscy obserwowali ją z ulgą i sprawdzali czy była obok. Kiedy drzwi aneksu się zamknęły za młodymi Bibliotekarzami i ona oraz Flynn zostali sami.

    -Może to nigdy nie będzie łatwe - powiedział obejmując ją. - Ale każdy świat, w którym nie jesteś obok jest gorszy.

    Koszmar spróbował zagłuszyć ją ostatni raz, głośniej, desperacko.

    -Pozwól mu odejść. Wróć do swojego świata. Nie możesz go ocalić.

    Eve odpowiedziała pewnie, głośno jak rozkaz na polu bitwy

    -On jest moim światem.

    Założyła obrączkę z symbolem Biblioteki na palec a obrączka z symbolem NATO rozgrzała się w jej dłoni, jakby reagowały na jej decyzję i stawały się tarczą. Pokój eksplodował ciepłym światłem. Koszmar cofał się, jakby coś wyrwało mu siłę. Eve nie musiała krzyczeć. Powiedziałam cicho, ale tak, że drżał od tego cały koszmar.

    -Flynn Carsen nie jest sam. I nie pozwolę, żebyś go miał. Biblioteka też nie pozwoli.

    Pod jej stopami pojawił się złoty, świetlisty ślad magicznego kompasu. Wskazywał drogę do jednego z korytarzy. Eve zdjęła nieśmiertelniki i założyła na ten sam łańcuszek drugą obrączkę prawdopodobnie przeznaczoną dla Flynna jako talizman.

    -Trzymaj się Flynn. Idę.

    Ruszyła pewnym krokiem przed siebie, a koszmar cofał się przed nią jak pobite zwierzę. Pierwszy raz to on się kogoś bał. Stone słuchając jak Jenkins czytał to, co przeżywa Eve nie zapanował nad słowami.

    -Co do cholery?

    Cassandra roześmiała się.

    -Biblioteka pomaga Eve. Widzi, że jest niezłomna i go nie zostawi ale toczy nierówną walkę.

    -Tak jak stwierdziliśmy już kiedyś Biblioteka chroni Strażniczkę -odparł Jenkins dumny z pułkownik Eve Baird.

    Cała czwórka poczuła nadzieję, że Flynn zostanie niedługo uratowany. Byli zmęczeni bo czuwali przy Flynnie od czterech dni śpiąc na zmianę i niewiele ale wszyscy skupili się na księdze bo chcieli zobaczyć jak Eve ratuje Flynna. Strażniczka szła dalej prowadząca przez magiczny kompas. Koszmarny świat zgasł do szarzyzny. Stare, biblioteczne lampy ledwie się jarzyły, rzucając ostry cień na podłogę.

    Wbiegła do sali prowadzona przez światło kompasu z obrączki. Zobaczyła Flynna pod ścianą obok wysokiego regału a kolana podciągnięte pod brodę a jego oczy były puste. Był nieogolony, zmęczony a ubrania podarte, jakby miesiącami nie spał, nie jadł tylko przetrwał. Eve oddychała tak gwałtownie, że aż bolało. To co zobaczyła przeraziło ją. Obawiała się, że przybyła za późno a po jej policzkach popłynęły łzy.

    Zrobiła krok, a potem drugi. Podchodziła do niego spokojnie nie chcąc go przestraszyć. Musiał ją usłyszeć i podniósł głowę. Patrzył na nią, nie mrugał, nie mówił nic. Eve poczuła ulgę ale i strach jednocześnie. Podeszła bliżej niepewnie.

    -Flynn.

    Flynn wciąż patrzył na nią bardzo uważnie. Jak ktoś, kto bał się poruszyć, bo jeśli zrobiłby choć jeden ruch obraz przed nim zniknie.

    -Nie powinnaś - odpowiedział cicho. -Nie przychodź, gdy... Gdy jest już źle.

    Eve nie rozumiała jego słów. Klęknęła przy nim, wyciągnęła dłoń i dotknęła jego policzka, ale on zabrał gwałtownie głowę, jakby jej dotyk go oparzył.

    -Nie rób tego - odparł cicho. -Jeśli cię dotknę, rozpłyniesz się. Już tak było. Już to widziałem w swojej głowie. Nie mam sił Eve. nie chcę już tego. Nie chce nadziei, która się rozpływa.

    Po policzkach kobiety spłynęły łzy. Czuła, że koszmar szarpał jego percepcją, wpychał mu do głowy przekonaniem że był sam. Znęcał się nad nim od kilku dni i jak widziała wygrywał.

    -Flynn, to ja. To naprawdę ja. Nie halucynacja.

    Uśmiechnął się.

    -Tak samo mówiły poprzednie halucynacje - szepnął. -Wszystkie... Wszystkie miały twój głos i twój zapach... I ból w mojej klatce piersiowej.

    Przycisnął dłoń do klatki piersiowej.

    -Za każdym razem mam nadzieję, że wróciłaś ale to tylko sen.

    -Flynn- kobieta powiedziała twardo, z autorytetem. -Dotknij mnie. Zobacz.

    Jego twarz wykrzywiła się w rozpaczy.

    -Eve ja wiem, że żyjesz lepiej beze mnie. Widziałem.

    Spuścił wzrok.

    -Masz swoje życie. Jesteś szczęśliwa. Masz... Masz przyszłość. Nie musisz wracać do tego bałaganu, do niebezpieczeństwa. Do mnie.

    Eve łamało to serce. Nigdy tak krytycznie nie wypowiadał się o życiu w Bibliotece. Chwyciła jego twarz w swoje dłonie i zmusiła go, aby spojrzał w jej oczy.

    -Nie ma szczęścia bez ciebie.

    To zdanie przeszło przez niego jak cios, jakby nie mógł uwierzyć, że ktoś mógłby go tak kochać. Pokręcił głową.

    -To nie prawda. to kolejny trik mojego mózgu - jego głos był chropowaty, desperacki. -Halucynacje pokazują mi rzeczy, które tak pragnę. A potem rozpływa się. Świat odbiera mi to. Zostaję za każdym razem coraz bardziej pusty, złamany.

    -Flynn- Eve złagodniała, choć jej oczy błyszczały gniewem skierowanym nie na niego, lecz na koszmar, który go niszczył.

    Wyciągnęła prawą dłoń z obrączką z symbolem Biblioteki na palcu.

    -Powiedz mi jak mógłby twój mózg wymyślić to? Jak twoja halucynacja mogłaby to mieć?

    Flynn zamarł. Patrzył na obrączkę, jakby była czymś świętym, nie do pojęcia.

    - T...tego nien ma... Nie powinniśmy mieć... jeszcze.

    Jego oddech się urywał.

    -Ja marzyłem... Tylko marzyłem...

    Ewe powoli wyciągnęła łańcuszek spod koszuli i zdjęła z niego drugą obrączkę, jego obrączkę. Czule złapała jego prawą dłoń i otworzyła ją kładąc obrączkę na niej. Flynn zamarł ponownie. jego palce drżały tak, że prawie upuszcza pierścień. Łzy wypełniły mu oczy ale zaciska mocno powieki, nie pozwalając im spaść.

    -Nie mogę... - wyszeptał. -Nie będę mógł znieść, jeśli znikniesz znowu. Nie umiem znowu zostać sam. Nie mam sił.

    Eve pochyliła się jeszcze bliżej w stronę Flynna, jej czoło dotknęło jego czoła.

    -Flynn. Nie odchodzę. Nie zostawię cię. Nigdy.

    Jego ciało drżało. Nie z bólu, nie ze strachu tylko z nagromadzonego, dławiącego wstydu i ulgi.

    -Ale czemu? - zapytał po chwili. -Świat jest dla ciebie lepszy beze mnie.

    Eve odpowiedziała pewnie i spokojnie, jak wtedy gdy składała obietnicę Bibliotece.

-Świat jest dla mnie lepszy z tobą.

    Flynn oddychał głęboko i rzadko, jakby wynurzył się spod lodu po bardzo długim czasie. po kilkunastu minutach jednym palcem dotknął policzka ukochanej. Ku jego zaskoczeniu nie zniknęła. Wypuścił powietrze z piersi z dźwiękiem, który był jednocześnie śmiechem i łkaniem. Koszmar wokół nich zaczął trzeszczeć, a światło z obrączki niszczył go. Pęknięcia rozchodziły się po ścianach jak błyskawice. Flynn nie widział tego, bo patrzył tylko na swoją ukochaną. Wyszeptał.

    -Jesteś prawdziwa.

    Eve uśmiechnęła się przez łzy.

    -I wyciągnę cię stąd do domu.

    Flynn zacisnął dłoń na swojej obrączce, jak na kotwicy a koszmar ryczał, wiedząc, że przegrywał ale jeszcze się nie rozpadał. Eve trzymała Flynna przy sobie. Jedną ręką gładziła jego policzek a drugą trzymała na niego dłoni z pierścionkiem i zacisnęła ją. Flynn próbował oddychać normalnie, równo ale głos mu się łamał. Słowa, które po chwili wypowiedział bolały go bardziej, niż cokolwiek innego.

    -Eve- zaczął cicho, patrząc nagle gdzieś obok nie mając odwagi spojrzeć jej w oczy. -Tu już nikogo nie ma.

    Eve wstała ale nie puściła jego dłoni.

    -Co masz na myśli?- zapytała delikatnie, chodź w środku była zaniepokojona.

    Flynn wciągnął powietrze. Każde wypowiedziane słowo było jego wewnętrzną walką. Przyznawał się do tego, że zawiódł. Nadal obwiniał się za wydarzenie, o którym mówił.

    -Cassandra...- zatrzymał się, przełknął ślinę, jego głos zrobił się chropowaty. - rak wrócił. Nie zauważyłem. Byłem zajęty misjami. Nie byłem przy niej, kiedy się dowiedziała. Zostawiłem ją samą. Powiedziała, że nie będzie umierała powoli. Jej krew nie schodzi z kamiennej posadzki. Nadal przypomina mi, że zawiodłem.

    Eve zamarła. Wiedziała, że to nieprawda, że to koszmar musiał mu pokazać ale dla niego było realne. Zaczynała rozumieć dlaczego znalazła go w takim stanie.

    - Stone odszedł po jej śmierci. Miał dość tego, że misje są dla mnie najważniejsze. Że dopiero teraz was zauważyłem. Że muszę być sam. Że zabiłem Cassandrę. Że muszę znaleźć swoją drogę sam. Że ma mnie dosyć.

    Eve czuła, jak jej serce pękało. Stone nigdy by nie powiedział czegoś takiego.

    -A Ezekiel. Zawsze powtarzał, że jest tylko na chwilę, że jak się znudzi to odejdzie. Zaczął czuć się, jak w klatce. Woli być złodziejem. Nigdy nie był szczęśliwy w Bibliotece. Myślałem, że jak ja znalazł tutaj dom, ale chyba tylko ja to zrobiłem. Jenkins miał też mnie dość. Postanowił ponownie zamknąć się w swoim laboratorium i kazał mi się odwalić.

    Eve zakryła usta dłońmi. Odczuwała w klatce piersiowej, jakby ktoś mocno uderzył ją w nią. Od początku wiedziała, że to nie fakty. To się nie wydarzyło w realnym świecie. to były lęki Flynna. To czego najbardziej się bał, ale nikomu nie powiedział.

    -Flynn

    Próbowała lekko dotknąć jego dłoni. On zabrał swoją rękę, jakby sam kontakt go parzył.

    -Ty też odeszłaś Eve. Byłaś pierwsza. Wybrałaś siebie zamiast nas. jesteś przekonana, że gdybym miał wybierać kogo ratować to wybrałbym Bibliotekę. Że nie chcesz marnować nas mnie czasu. Naprawdę wróciłaś? Czy już mi odbiło i ciągle widzę tylko halucynację ale chcę wierzyć, że możesz jeszcze mnie wybrać? Jestem już wykończony, ale ciągle wierzę Eve nigdy to się nie stanie. Skreśliłaś mnie. Jesteś halucynacją.

    -Flynn, nie jestem halucynacją - odpowiada przez łzy. - Wybieram ciebie.

    Mężczyzna uśmiechnął się boleśnie.

    -Pewnie. A teraz powiesz mi, że mnie kochasz, tak jak wszystkie inne halucynacje.

    Kolejny raz Eve zamarła. Zaczęła rozumieć koszmar, który zniszczył jej ukochanego, który nadal nie wiedział, że to koszmar.

    Światło było przygaszone w pokoju Flynna w realnym świetle. Przy łóżku paliła się jedna lampka i kilka świec przy łóżku. Do tej pory wyglądający jak śpiący Flynn leżał blady, z twarzą napiętą, jakby miał ogromny ciężar na piersiach. Wokół niego wyczerpani gromadzili się Cassandra, Ezekiel, Stone i Jenkins. Niewiele spali, a jak już to na zmianę. Nie zostawili go samego.

    Tego wieczoru nikt nic nie mówił dla uspokojenia. Wszyscy widzieli za dużo. Na otwartej księdze, leżącej na drewnianej podstawce obrazy koszmaru przewijały się dalej jak wizje. Nie słowa, lecz emocje, przebłyski, strzępy scen, głównie tych co zniszczyły Flynna. Ujawniała lęki śniącego .Pierwszą osobę, która nie wytrzymała ciszy była Cassandra. Jej głos drżał.

    -On myśli, że mogłabym... że mogłabym... zrobić to?

    Ezekiel położył dłoń na jej ramieniu, ale sam zbladł. Pierwszy raz od dawna nie miał żartu na podorędziu.

    -To nie ty Cass. To... To jego strach, który wykorzystuje Księga. On boi się, że mógłby cię stracić.

    Cassandra wpatrywała się w Flynna, a jej oczy zaszkliły.

    -A nigdy nawet nie dał po sobie poznać, że boi się o mnie ani o kogokolwiek.

    Ezekiel objął kobietę po przyjacielsku.

    -On serio myśli, że mnie nie obchodzi, czy on żyje czy nie. Co siedzi w jego głowie?

    Cisza mówiła więcej niż słowa. Stone patrzył w księgę najdłużej, wpatrzony na obrazy, które pokazywała. Siebie jako profesora, który odciął się od Biblioteki, od zespołu, od Flynna,

    -To nieprawda- odparł przez zaciśnięte zęby. Nigdy nie zostawię Biblioteki. nigdy nie zostawię was.

    Blada Cassandra spojrzała na Stone'a a łzy nadal płynęły po jej policzkach. Stone dodał ciszej, bardziej do siebie niż do innych.

    -Flynn nie ma pojęcia ile dla nas znaczy.

    Jenkins stał do tej pory z tyłu, nieruchomy, ze splecionymi rękoma, jak rzeźba z marmuru. Jego twarz zdradzała coś, czego nigdy nie pokazywał, szok. Wpatrywał się w scenę, gdy zamykał się w laboratorium, odcinał się od Flynna i zostawiał go samego. Kiedyś może i pragnąłby odciąć się od Bibliotekarzy ale po tylu wspólnych latach i tym co przeżyli, nie zrobiłby czegoś takiego panu Carsenowi. Cassandra z wahaniem.

    -Czy to naprawdę twoja największa obawa Flynn?

    Jenkins nie odpowiedział jej ale zwrócił się do Flynna.

    -Nigdy nie odwróciłbym się od ciebie panie Carsen. Nawet gdybym musiał cię przekląć, unieruchomić, zamknąć nigdy nie przestałbym próbować cię uratować.

    Ezekiel szepnął.

    -On tego nie wie Jenkins. Wiele razy słyszał, jaki narzekasz, że masz nas dosyć, że pozbyłbyś się nas z Aneksu.

    -Bo nie okazywałem tego.

    Kamienna fasada rycerza Okrągłego Stołu opadła. Jenkins klęknął obok łóżka Flynna. Pierwszy raz w życiu widzieli go klęczącym przed kimkolwiek.

    -Flynn Carsen... jesteś moim przyjacielem. Nigdy bym cię nie zostawił.

    Cassandra spojrzała na niego. Była wściekła.

    -On tego nie słyszy. On tam umiera w przekonaniu, że nie jesteśmy jego rodziną.

    Stone uderzył pięścią w stół. Nigdy nie był tak emocjonalny.

    -Musimy go wydostać. Musimy dać mu coś co złamie ten koszmar.

    Zdesperowany Ezekiel ścisnął ramię Flynna tak mocno, aż zbielały mu kłykcie.

    -Obudź się Flynn. Do jasnej cholery. Obudź się stary.

    Wściekły Stone odciągnął Jonesa od Flynna.

    -Co do cholery wyprawiasz.

    -Musimy go obudzić. Bo jeśli naprawdę uwierzy, że jest sam to uzna, że nie ma do czego wracać.

    Jenkins wstał i spojrzał kolejno na obu mężczyzn.

    -Pułkownik Baird jest w środku. Jeśli ktoś może mu przywrócić wiarę to ona.

    Zmęczona i wykończona Cassandra otarła łzy.

    -Więc musimy wytrzymać i ufać, że ona go sprowadzi.

    Nagle Księga przewróciła swoje strony szybko, jakby coś zmieniało się w koszmarze. Wszyscy wstrzymali oddech.

    Eve w koszmarze dalej stała przed Flynnem, który wstał już spod ściany i podszedł do stołu, gdzie leżały stosy raportów z misji. Flynn przygarbiony z oczami podkrążonymi, nadal wyglądający jak wrak człowieka. Mężczyzna ignorował ją od jakiegoś czasu co irytowało Strażniczkę.

    -Flynn Carsen jesteś kompletnym idiotą.

    Spojrzał w stronę głosu i zobaczył jak Eve patrzyła na niego z rękami na biodrach w typowej dla siebie pozie zaraz cię zbesztam. Zamarł i patrzył na nią jakby była widmem.

    -Myślisz, że naprawdę dam sobie wmówić, że jesteś prawdziwa?- zapytał zmęczony Flynn. - Jestem tak zmęczony samotnością i mój mózg mnie nienawidzi. Torturuje mnie bo tęsknię za tobą.

    Eve była wkurzona bo Flynn zachowywał się, jak zacięta płyta. Wyciągnęła palec w jego stronę.

    -Nie. To nie twój mózg Flynn Carsen. To ty robisz sobie krzywdę.

    Flynn pokręcił głową i zaczął się odsuwać.

    -Eve odeszła... Chciała normalnego życia. I je ma. W końcu jest szczęśliwa.

    Eve mrużyła oczy jak drapieżnik przed skokiem.

    -Wiesz co doprowadza mnie do szału bardziej niż jakikolwiek artefakt, mag, demom, pułapka czy twoja lekkomyślność? To, że naprawdę wierzysz, że jestem szczęśliwa bez ciebie.

    Flynn drżał, ale odmawiał spojrzenia na ukochaną. złapał dłońmi za zdrową głowę.

    -Nie możesz mnie tak karać. Nie możesz mnie dręczyć.

Wściekła Eve podeszła do Flynna i zabrała jego dłonie z głowy i złapała go za podbródek. Zmusiła go, aby patrzył na nią.

    -Flynn. Co ci powiedział Jenkins na temat Zakazanej Księgi Snów?

    Flynn milczał.

    Eve puściła jego podbródek i uderzyła dłonią mocno w stół, aż kurz się podniósł.

    -Powiedział ci, żebyś jej nie dotykał. Ale ty musiałeś ją otworzyć, bo jesteś Flynn Carsen, człowiek który ma ten mózg Einsteina, serce bohatera i zero instynktu samozachowawczego.

    Flynn zacisnął powieki, jego kąciki ust, pierwszy raz kiedy wydawało  się, że koszmar Flynna pękał.

    -Chciałem ją zbadać . Obejrzeć i dowiedzieć się...

    Zamilkł a Eve patrzyła na niego wściekła.

    -Mów Flynn.

    -Chciałem tylko znaleźć sposób, żeby was chronić. Żeby nigdy was nie stracić.

    Eve zamilkła na kilka sekund zaskoczona jego logiką. Jej złość nie zniknęła, ale jej źródłem był ból, nie gniew.

    -Flynn. Otworzyłeś najniebezpieczniejszą księgę w całej Bibliotece, żeby nas chronić, a jak się skończyło? To ty nas wszystkich zostawiłeś.

    Flynn spojrzał jej głęboko w oczy.

    -Posłuchaj mnie genialny Bibliotekarzu. Otworzyłeś najniebezpieczniejszą księgę zapewne przekonany, że niczego się nie boisz, że nie masz żadnych lęków. Że księga cię nie pochłonie. Że jesteś niezniszczalny.