poniedziałek, 24 lipca 2017

Biblioteczna rodzina cz.II

Nic nie usłyszała. Zastukała głośniej, ale dalej bez odzewu. Nacisnęła klamkę i zajrzała do środka. Kobieta smacznie spała. Nie chciała jej budzić, więc po cichu wycofała się i dołączyła do reszty.
                - Gdzie panna Cillian?
                - Śpi. Dobrze jej to zrobi.
                Usiadła obok męża i wzięła Charlene od Jenkinsa i zaczęła ją karmić. Panowała sielska atmosfera.  Rozmawiali o wszystkim i niczym. Carsen zdał relację z misji. Kiedy skończyli, przeszli tylnymi drzwiami do Aneksu.  Eve  zabrała kluczyki od swojego SUV-a i pojechała do miasta, aby załatwić wszystko, co zostało. Stone jadąc do bazy wpadł do jubilera po obrączki, a potem zabrał Jonesa. Panna młoda dołączyła do nich koło południa. Była zdenerwowana.
                Niepokoili się, że Księga Wycinków da o sobie znać, ale nic takiego nie działo się. Dostawa przyjechała na czas i zabrali się do pracy. Wszystko upchnęli w przedsionku Aneksu. Potem usiedli i planowali rozsadzenie 20 gości przy okrągłych stołach. Para młoda i świadkowie mieli usiąść przy długim stole. Zostało 18 osób i trzy stoły. Flynn, Jenkins mieli usiąść z rodzicami Cassandry i jej dwoma ciotkami.  Reszta jej rodziny i znajomych miała zasiąść przy dwóch kolejnych stołach.
                   Pod wieczór rozeszli się, aby przygotować na kolację z państwem Cillian. O siódmej zjawili się w niewielkiej restauracji w centrum Portland.  Czekali tam rodzice rudowłosej i ich znajomi, którzy mieli uczestniczyć w uroczystości. Atmosfera była sztywna i nieprzyjemna. Ezekiel nie przypadł do gustu małżonkom. Otwarcie okazywali mu wrogość i próbowali pokazać mu, że nie jest godny ich córki.
                   Flynn słysząc ataki na członka rodziny nie miał zamiary siedzieć biernie. Tym bardziej widząc, że Jones stracił pewność siebie, chociaż starał się tego nie okazać. Zbyt dobrze go znał, aby przeoczyć drobne zmiany.  Nie mógł za wiele zrobić, chociaż chciałby opowiedzieć o jego wyczynach.
                   W dał się w nimi w dyskusję, wykorzystując swoją rozległą wiedzę. Przy tym pokazywał swoją wyższość.  Kłócili się na temat legend związanych z Okrągłym Stołem.  Telefon Eve zadzwonił. Przeprosiła, mówiąc, że to pilna sprawa i odeszła od stolika. Wróciła kilka minut później. Jej twarz zdradzała zdenerwowanie i zwróciła się do Jenkinsa.
                   - Była awaria i jedną z sal zalewa woda. To dział z najstarszymi księgami.
                   Opiekun poderwał się z przerażeniem. Reszta zerwała się i ruszyli biegiem do wyjścia, zostawiając pieniądze za kolację.  Zatrzymali się na chodniku. Uśmiech Strażniczki był złośliwy. Wszyscy zdawali sobie, że był to fortel i podłapali go. To jej mąż zadzwonił. Nikt z nich nie zauważył, kiedy to zrobił. Wrócili do Aneksu, a Jacob przyniósł piwo.
                    Rozsiedli się przy stole i pili, śmiejąc się. Nikt nie skomentował zachowania rodziców młodszej z kobiet, aby nie dołować narzeczonych, a tym bardziej ich córki. Cassandra miała spuszczoną głowę.  Była rozżalona i wściekła. Zerknęła na Carsenów kłócących się o jakąś drobnostkę. Byli przy tym tacy zabawni. Uwielbiała ich obserwować. 
                   Zrozumiała jedną rzecz. Jej rodzice stali się jej obcy. Nie obchodziło jej, co myśleli. Liczyło się zdanie Carsenów, Jenkinsa, Stone'a i jej narzeczonego. To oni byli jej bliskimi. Im ufała i mogła się zwierzyć, czy liczyć na wsparcie. Uśmiechnęła się ciepło. Poczuła na sobie spojrzenie. Była to zatroskana Eve, która podeszła. 
                   -Wszystko w porządku?
                   Przytaknęła. Przytuliła się do Strażniczki
                   - Dziękuję za ratunek.
                   W tym samym czasie Flynn zainteresował się kipiącym ze wściekłości Ezekielem.
                   - Jak tam Jones?
                   Były złodziej nie odezwał się. Wstał i poszedł usiąść w połowie schodów. Wszyscy go obserwowali, a Carsen udał się za nim.
                   - Słuchaj, rozumiem, że zabolały cię słowa...
                   - Nie o to chodzi - warknął.  - Ale o Cassandrę. Jak oni mogli jej to zrobić?
                   Ruda kobieta wydostała się z ramion przyjaciółki i mentorki, podchodząc do schodów.
                   - Oni są mi obcy. Liczycie się tylko wy. Wy jesteście moją rodzina.
                   Jenkins, Eve i Stone zbliżyli się. Flynn i Ezekiel dołączyli do nich.  Przysiedli na stopniach i zaczęli omawiać niektóre swoje przygody. Potem zajęli się swoimi sprawami. Panna młoda i Opiekun stali niedaleko siebie.  Kobietę martwiła jedna sprawa z przeszłości. Niepewnie zapytała
                   - Nie masz mi za złe, że wychodzę za mąż.
                   Spojrzał na nią czule i złapał ją za ramiona. 
                   - Jesteś cudowną kobietą i zasługujesz na szczęście. Kochasz mnie i pana Jonesa, ale tylko on może dać ci szczęście... Ale będziecie mogli na mnie liczyć. Ale nie chcę kolejnego dziecko pod opiekę
                   Charlene podeszła do niego i przytuliła się do jego nóg, co wywołało śmiech. Schylił się i podniósł dziewczynkę. Mógł udawać, że ona go denerwuje, ale tak na prawdę skradła jego wiekowe serce. Owinęła go sobie wokół palca i robiła z nim to, co chciała. Uwielbiał jej towarzystwo, gdy pozostali chronili świat.         
                   Robiło się późno, a jutro był pełen emocji dzień, więc postanowili się rozejść. Państwo Carsen z córką i Cillian weszli do domu. Mężczyzna poszedł wykąpać i położyć swoją księżniczkę. Panie urządziły sobie domowe spa. Zrobiły sobie maseczki, wydepilowały ciało, wyregulowały sobie brwi. Śmiały się przy tym. Poszły spać koło jedenastej.
                   Rankiem wszyscy oprócz Cassandry stawili się w parku przy Aneksie. Tam czekało na nich trzech mężczyzn i dźwig. Rozstawili biały baldachim, a pod nim stoliki. Niedaleko ustawili podest do tańca. Sto metrów dalej rozłożyli czerwony dywan i krzesła. Na jego końcu ustawili portal z krzewów czerwonych róż. Kolorowymi bukietami ozdobili wszystko dookoła.  Pracowali w pocie czoła, śmiejąc się.
                   Kiedy skończyli, rozeszli się, aby przygotować się do ceremonii.  Państwo Carsen wzięli szybki prysznic i ubrali się elegancko. Eve dołączyła do panny młodej. Cassandra stała w salonie przyjaciół i drżała ze zdenerwowania. Gładziła materiał białej sukni ślubnej z satyny w kształcie litery A. Niemiała jeszcze upiętego welonu, ani uczesanych włosów
                   Strażniczka uśmiechnęła się na ten widok. Rozumiała kobietę. Złapała ją za rękę i usadziła na salonie.  Poszła do pokoju gościnnego i złapała szczotkę. Potem wróciła i zaczęła czesać jej rude włosy. Widziała jej drżenie, więc przerwała. Odwróciła Bibliotekarkę twarzą do siebie.
                   - Nie masz się czym denerwować.  On cię kocha i nie da skrzywdzić... Pamiętasz jak utknęliśmy w grze?...
                   Rudzielec przytaknął.
                   - To on nas uratował. Pamiętasz, jaki był zdenerwowany, kiedy tłumaczył co się dzieje i próbował nas przekonać, abyśmy mu zaufali? Uratował nas, poświęcając się.
                   Cassandra wyszeptała.
                   - Ufam mu.
                   - A kochasz?
                   - Tak.
                   - To najważniejsze...
                   Eve dotknęła jej lekko zaokrąglonego brzuszka, mówiąc spokojnie i zdecydowanie.
                   - Wiem, że pierwszy raz macie już za sobą...
                   Cillian zaczerwieniła się.
                   - Nie ma się czego wstydzić.  Każdy to robi...
                   Zamyśliła się
                   - No może oprócz Jenkinsa.
                   Wybuchnęły śmiechem.
                   - Nadal bywasz nieśmiała, więc jeśli będziesz bała się zbliżenia, albo nie będziesz chciała, to powiedz Ezekielowi. Musicie rozmawiać o wszystkim, co będzie wam przeszkadzać  w waszym związku, to musicie rozmawiać i mówić o tym, co wam nie pasuje.
                   Rudowłosa wtuliła się w blondynkę. Ta zaczęła ją głaskać po włosach. Flynn stała na progu i obserwował je.  Był szczęśliwy. Zatarł ręce.
                   - No dobrze. Czas nas goni.
                   Eve odwróciła kobietę i skończyła czesać jej wysoko umieszczonego koka. Wbiegła radosna Charlene wbiegła do pokoju i podbiegła do Casaandry.
                   - Ciocia. Wyglondas slicznie. Jak ksiezniczka.
                   Jej mama zwróciła się do niej.
                   - Przyniesiesz welon?
                   Dziecko przytaknęło. Wróciła po chwili z delikatnym materiałem i pudełkiem.
                   - A kolona?
                   - Też
                   Strażniczka upięła welon i wyjęła diadem z opakowania. Po chwili został umieszczony w uczesaniu. Flynn przyniósł lustro i ustawił pod jedną ze ścian. Pomógł wstać przyjaciółce i zaprowadził przed zwierciadło. Kobieta spojrzała i zaparło jej dech w piersiach. Uśmiechała się od ucha do ucha. Carsen zapytał.
                   - Gdzie przyjadą twoi rodzice?
                   - Na miejsce.
                   Eve poprawiła swój strój . Miała na sobie zieloną, prawie turkusową, marszczoną, dopasowaną i do kolana sukienkę. Przypominała tą, którą miała na ich pierwszej misji w Pałacu Buckingham.  Jej córeczka miała w tym samym kolorze strój, tylko że dół był tiulowy i szeroki. Wyszli przed budynek, gdzie stał stary zabytkowy, czarny Bentley ozdobiony białymi różami. Oczy panny młodej zaszkliły się.
                   - To dla mnie?
                   Jej głos zdradzało radość.
                   - Tak.
                   Flynn był dumny ze swojej niespodzianki. Nawet jego żona o tym nie wiedziała. Cassandra  uśmiechnęła się od ucha do ucha i uścisnęła go.
                   - Dziękuję.
                   Złapała małą i wsiadły na tylną kanapę. Państwo Carsen zasiedli z przodu. Bibliotekarz odpalił silnik i jechali na miejsce zaślubin.  Dojechali bez problemu. Opiekun czekał na nich i pomógł wysiąść Bibliotekarce.  Wzruszył się, widząc ją w bieli.        
                   - Gratulacje panno Cillian. Niechaj los wam sprzyja.
                   Podał jej ramię i zaprowadził do Aneksu, przy którym zatrzymali się. Ledwie zniknęli, a do małżonków podszedł Jones. Był zdenerwowany.
                   - Hej. Już jesteście? Goście się schodzą. A gdzie?...
                   Carsenowie roześmiali się. Eve zwróciła się do niego.
                   - Z Jenkinsem. Ukrył ją przed tobą. Nie powinieneś ją widzieć przed ślubem. Taka jest tradycja. Chodź stary.
                   Oboje ruszyli, aby sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Flynn wszedł do budynku. kiedy wszedł do sali, zobaczył Cassandrę siedzącą przy stole nad Księgą Wycinków.  Zbliżył się do niej po cichu.
                   - Pracujesz w dniu ślubu?
                   Podskoczyła na dźwięk jego głosu. Złapała się za miejsce, gdzie mieści się serce.
                   - Przestraszyłeś mnie
                   - Chcesz spotkać się z rodzicami.
                   Pokręciła przecząco głową. Spojrzała na niego z ogromną pewnością siebie i czułością.
                   - Moja rodzina jest cały czas przy mnie... Przeglądam wycinki z początków naszej współpracy.
                   Przysunął sobie krzesło i usiadł obok niej. Zerknęła na niego, ale potem spuściła głowę..
                   - Cieszę się, że wtedy pod pałacem przeżyłeś...
                   Jej głos był pełen smutku i radości oraz wstydu
                   - Byłeś gotowy poświęcić się dla mnie. Umrzeć za zdrajcę, osobę niegodną zaufania...
                   Zamurowało Flynna. Chciał jej przerwać.
                   - Oddać mi resztę magii z Excalibura... Cieszę się, że nie przyjęłam jej i przeżyłeś... Cieszę się, że udało się nam znaleźć na pokonanie Apofisa. Że Baird kazała nam coś wymyśleć ... Eve nie pora...
                   Złapał ją za usta. W pierwszej chwili chciał z nią poważnie porozmawiać, ale uznał, że to nie jest na to pora.
                   - Dzisiaj jest twój ślub. Złe wspomnienia zostaw za sobą. Ciesz się dzisiejszym dniem...
                   Był wzruszony
                   - Pamiętaj, że jesteś wielką Bibliotekarką i dobrą kobietą.  Jesteś najważniejsza dla Ezekiela i ważna dla nas. Jesteś członkiem naszej rodziny.
                   Obdarzył ją ciepłym uśmiechem. Wyciągnął kieszonkowy zegarek. Wstał i skłonił się nisko, a następnie wyciągnął w jej stronę prawą rękę.
                   - Już czas madame.
                   Podała mu swoją i przy jego pomocy poderwała się, śmiejąc się. Oparła się na jego ramieniu. Szli razem. Przed wrotami ciekała Eve z bukietami. Podała pannie młodej ten z czerwonych róż, a sama miała z białych.  Obok niej stała córka z koszykiem kwiatowych płatków.  Ruszyli do miejsca ceremonii, gdzie czekali już goście.
                   Cassandra kurczowo trzymała się przyjaciela. Stanęli na końcu dywanu i czekali na sygnał. Zobaczyła narzeczonego we fraku i była bliska omdleniu.  Carsen objął ją i uścisnął mocno.
                   - Spokojnie. Jestem tutaj.
                   Puścił ją, a kiedy znowu oparła się na jego ramieniu, robił wszystko, aby nie upadła. Ustawili się. Kiedy rozległ się Marsz Mendelsona Charlene ruszyła, rozsypując płatki. Za nią kroczyła jej matka, która doszła do końca i stanęła po przeciwnej stronie niż drużba Stone.  Wtedy to zaczęła iść wraz e swoim wsparciem. Jones nie mógł się doczekać. Kiedy ją zobaczył, zachwycił się. Była bardzo piękna.  Promieniała. Jenkins nachylił się do stronę pana młodego.
                   - Weź głęboki wdech. Nie uciekła. Do tego wygląda cudnie.
                   - Jak nigdy.
                   Kiedy zbliżyli się, Carsen poddał rękę kobiety przyjacielowi.
                   - Dbaj o nią, bo to skarb.
                   Ezekiel kiwnął głową. Flynn usiadł na swoim miejscu, obok rodziców Cillian. Rycerz udzielił im ślubu, a potem rozpoczął się przyjęcie. Wszyscy składali młodym życzenia. Ich biblioteczna rodzina podeszła razem i wyściskali państwa Jones. Cieszyli się ich szczęściem. Goście nie bawili się dobrze oprócz pary młodej, światków, Jenkinsa i Carsena. Nie obchodziło ich to.
                   Cassandra nie miała czasu usiąść, bo ciągle tańczyła ze świeżo poślubionym mężem, opiekunem, mentorem czy kolegą.  Stone i Jones w wolnych chwilach dyskutowali o nowym życiu młodszego z mężczyzn. Carsenom udało się parę razy zatańczyć ze sobą. Po kilku godzinach Flynn odwiózł nowożeńców na lotnisko. Ci jeszcze nie wiedzieli gdzie lecą. Po dotarciu do portu lotniczego przekazał im bilety. Miesiąc miodowy mieli spędzić w Paryżu. Byli zachwyceni.
                   Carsen powrócił na przyjęcie. Goście już się rozeszli, jego bliscy zbierali meble, a dywan leżał zwinięty. Wnieśli wszystko do przedsionka, oprócz namiotu, podestu do tańca i kwiecistego portalu. Potem siedli sobie w Aneksie z kieliszkiem win. Flynn wcześniej w mieszkaniu wewnątrz Biblioteki ułożył do snu swoją księżniczkę. Rozsiadł się wygodnie przy swoim biurku. Nogi zarzucił na blat.
                   - I jak? - spytał Stone.
                   - Byli zachwyceni...
                   Nie dokończył, ponieważ Księga Wycinków dała o sobie znać. Jacob cieszył się, mając dosyć tego, co się ostatnio działo, chociaż cieszył się szczęściem nowożeńców.
                   - Nareszcie.
                   Twarz najstarszego Bibliotekarza rozpromieniła się. Był zachwycony i nie krył radości. Podbiegł do Księgi i powiedział.
                   - Ludzie znikają w małej miejscowości w Irlandii Północnej.
                   Najpierw sprawdzili linie geomancyjne i próbowali zidentyfikować artefakt, który mógł doprowadzić znikania mieszkańców. Następnie wykalibrowano Tylne Drzwi i dwójka  Bibliotekarzy ze Strażniczką ruszyli w teren, zostawiając Charlene z Jenkinsem. Podczas nieobecności rodziców nie raz zajmował się dziewczynką. Sprawiało mu to dużo przyjemności. Wrócili po trzech dniach. Wrócili po trzech dniach z artefaktem.
                    Po tygodniu i kolejnej sprawie musieli skontaktować się z nowożeńcami i poprosić byłego złodzieja. Ci chętnie przerwali urlop i zostali sprowadzeni do Aneksu. Cassandra została na miejscu, a reszta udała się na włam do Białego Domu. Prezydent przez przypadek wszedł w posiadanie niebezpiecznego i magicznego przedmiotu, który powinien zniknąć. Jedynie Jones mógł dokonać tak zuchwałej kradzieży.

                   Młodzi małżonkowie powrócili do hotelu, gdzie spędzili jeszcze sześć dni.  Razem w stolicy Francji spędzili ponad dwa tygodnie. Z lotniska odebrali ich wszyscy, a potem pojechali do ich mieszkania. Zjedli razem obiad i Jonesowie opowiedzieli, co widzieli i co robili.  Nie wspominali tylko o figlach łóżkowych, chociaż ostrożnych ze względu na ciążę.

środa, 12 lipca 2017

Biblioteczna rodzina cz. I



Biblioteka - magiczne miejsce, gdzie przechowuje się magiczne artefakty (np. Włócznia Przeznaczenia, Arka Przymierza, Korona Króla Arthura, Jabłko Niezgody) Istnieje w przestrzeni międzywymiarowej, ale jest zakotwiczona w Portland Oregonie, a kiedyś wejście znajdowało się w Nowym Yorku w Bibliotece Miejskiej. Jest dobrze zaopatrzona w książki, które przydają się podczas szukania artefaktów i walki ze złem. Istnieje od stuleci.
Bibliotekarz - pracuje w magicznej Bibliotece. Jego zadaniem jest chronienie świata przed złem i magią i poszukiwanie magicznych artefaktów.
Księga Wycinków -  księga, która pokazuje artykuły mówiące o wydarzeniach, gdzie wystąpiła magia.
Aneks - Niezależny interfejs Biblioteki, gdzie dozorcą jest Jenkins. W nim jest dostęp do wszystkich książek, ale nie artefaktów

Bohaterowie:
Flynn Carsen -  wieloletni Bibliotekarz, mąż pułkownik Eve Baird Carsen,  przyjaciel Jenkinsa,   Cassandry i Ezekiela Jonesa i Jacoba Stone. Posiada 22 stopnie akademickie, spędzając 16 lat             na studiach. Jest najdłużej żyjącym na swojej posadzie. Żona jest jego Strażniczką.



Pułkownik Eve Baird Carsen - Strażniczka w Bibliotece. Jej zadaniem jest chronić Bibliotekarzy,  których też jest przyjaciółką, tak jak Jenkinsa. Jest żoną Flynna., a wcześniej służyła w NATO i walczyła z terrorystami. Zdobyte w wojsku umiejętności przydają się jej w nowej pracy





Jenkins/ Galahad - Obecnie opiekun/ dozorca Aneksu do którego zakotwiczono Bibliotekę.  Był  rycerzem Okrągłego Stołu i jest nieśmiertelny. Stulecia spędził w miejscu swojej pracy. Z czasem zaprzyjaźnił się z Bibliotekarzami i Strażniczką. Udziela im informacji, kiedy są na misjach. jest wsparciem merytorycznym.





Cassandra Cilliam Jones - Jedna z trzech nowych Bibliotekarzy, przyjaciółka Jenkinsa , Eve i Flynna, Jacoba,  narzeczona/ żona Ezekiela. Przed przybyciem do Biblioteki była dozorcą w szpitalu. Była inteligenta i miała guz mózgu, który został usunięty operacyjnie już pracując z przyjaciółmi. Ma nadprzyrodzoną umiejętność liczenia. Może wszystko policzyć, a nawet przekazać myśli



Ezekiel Jones - Jeden z trzech nowych Bibliotekarzy,  przyjaciel Jenkinsa, Eve i Flynna, Jake'a.  Przed    przyjęciu pracy był dobrze znanym  i świetnym złodziejem. Jest  narzeczonym/ mężem Cassandry.



Jacob Stone - Jeden z trzech nowych Bibliotekarzy, przyjaciel Eve i Flynna, Jenkinsa, Cassandry i         Ezekiela. Wcześniej pracował na platformie wiertniczej blisko swojego rodzinnego domu. Studiował historię i sztukę. Na początku prace naukowe pisał pod pseudonimem.



Cal/ Excalibur - legendarny miecz króla Arthura, przyjaciel Flynna. Na początku nie przepadali za sobą.Przebywa w Bibliotece. Lata i komunikuje się z ludźmi. Rany zadane tym mieczem nie goją się.  Nazwę Cal wymyślił Carsen. Szkolił przyjaciela w szermierce. Razem pojedynkują się.




Charlene Carsen - dwuletnia córka Eve i Flynna Carsen


Biblioteczna rodzina


                Flynn Carsen wszedł do swojego drugiego mieszkania. Jego prawdziwy dom znajdował się w Bibliotece.  Starał się być cicho, aby nie budzić swojej żony Eve i córka Charlene. Były prawie całym jego światem. Uśmiechał się mimo zmęczenia. Zdjął buty i szedł na palcach. Zdjął starą, wysłużoną torbę. Nagle usłyszał głos swojego małego skarbu.  
Rzucił tobołek na ziemię i pędem pobiegł do pokoju dziecinnego. Był przerażony. Jego dwu i pół letnia córeczka siedziała przerażona na swoim łóżeczku. Stanął w drzwiach i spytał słodkim głosem, próbując ukryć strach. 
- Co się stało kwiatuszku? 
                   - Potwól pod lozkiem 
                   Odetchnął z ulgą. To mogła być wina historii, które jej opowiadał na dobranoc. 
                   - Potwór? Zaraz sprawdzimy. 
                   Na jego usta powrócił uśmiech i to od ucha do ucha. Zaczął skradać się, wywołując rozbawienie u dziewczynki. Przyklęknął na dywanie, a potem zaczął iść na czworaka. 
                   - Potworze? Chcesz skrzywdzić mieszkankę tego pokoju? Nie pozwolę. Jestem  jej rycerzem.             Jestem Bibliotekarzem. 
                   Zerknął na Charlene. 
                   - Nie masz broni? 
                   Wstał z ziemi i uważnie się rozejrzał. Przy szafie stał drewniany Excalibur, który został zrobiony przez Jenkinsa i Stone’a.   
                   - Ha. Jest tutaj mój przyjaciel. 
                   Szybko go złapał i kucnął przy nogach i sprawnie podniósł kołdrę i zajrzał pod ramę. Ścisnął mocniej rękojeść i zaatakował nieistniejącego przeciwnika. Włożył w to dużo energii i zainteresowania 
                   - A masz. Zostaw moją córkę. 
                   Dziewczynka śmiała się coraz głośniej. Podszedł do niej i zaczął ją gilgotać nachylając się . Uspokoili się dopiero po dłuższym czasie. Kiedy skończył, wyprostował się i wypią pierś.  
                   - Załatwiłem go. Jesteś bezpieczna. 
                   - Dzienkuje tatusiu 
                   Przykrył ją i pocałował w czoło. 
                   - Śpij dobrze słoneczko.  
                   O framugę stała oparta jego szczęśliwa żona. Podszedł do niej, uśmiechając się łobuzersko. Po chwili wyszli zostawiając swoją pociechę. Złapał Eve w pasie i przyciągnął do siebie a następnie złożył na jej miękkich ustach namiętny pocałunek. Zaparło jej dech w piersiach. Oddała go namiętnie. Kiedy oderwali się od siebie, spojrzeli sobie głęboko w oczy.  
                   - Witaj Bibliotekarzu. Wróciłeś żywy
                   - Witaj Strażniczko. 
                   - Jak minął ci dzień.?
                   - Uratowałem tylko świat.   
                   Powiedział to tak naturalnie i swobodnie. Tak jak zawsze i za to go kochała. 
                   - A wy? 
                   Westchnęła. 
                   - Księga nie dała o sobie znać, więc mieliśmy spokój. Tylko uziemiliśmy Cassandrę. 
                   Puścił ją z objęć, podszedł do torby i podniósł ją. Jego wargi uniosły się do góry. 
                   - Powiedziała wam o ciąży. 
                   - Ta... 
                   Urwała. Zastanowiło ą skąd o tym wie.  Zmarszczyła brwi. 
                   - Skąd wiesz? 
                   - Od jakiegoś czasu spędza ranki w łazience. Raz przy mnie odrzuciła ją kawa. Na szczęście rzadko kto ją pija w Aneksie. Pamiętasz ,jak sama byłaś w ciąży? Umiem łączyć fakty. Który to miesiąc? 
                   Udał się aby zrobić coś do jedzenia, a ona  do salonu. Usiadła wygodnie na kanapie. Krzyknęła do męża. 
                   - Trzeci. 
                   Wyjrzał z kuchni. Na jego twarzy malowało się zaskoczenie. 
                   - Trzeci? 
                   - Podobno wie od tygodnia. 
                   Wrócił do odgrzewania obiadu. Nałożył sobie, a po chwili zastanowienia wyciągnął drugi talerz. Wiedział, że już jadła, ale miał nadzieję, że  jeszcze trochę podzióbie. Wziął jeszcze sztućce i zaniósł do salonu.  
                   - Pewnie jest zdenerwowana. 
                   Przytaknęła. Usiadł przy ukochanej na kanapie. Uwielbiał wraca na łono rodziny. Nie tak dawno to praca była całym jego życiem. Teraz czas dzielił między dwie najważniejsze rzeczy. Najbliższych i Bibliotekę. Cieszył się, łącząc je ze sobą. Ku zadowoleniu reszty nie ukrywali przed Charlene istnienia magii. Przyprowadzali ją do Biblioteki, a wszyscy odgrywali ważne role w życiu dziecka.  
Pomyśleć, że jutro bierze ślub. 
Kobieta czuła niepokój w sercu. Martwiła się o przyjaciółkę, ale ta nie chciała nic jej powiedzieć. Była bardziej wycofana niż zwykle. 
                   - Porozmawiaj z Cassandrą. Strasznie denerwuje się przed ślubem. 
                   - Lepiej na nią nie naciskać.  
                   Miała nadzieję, że pomoże jej. Była lekko zła. 
                   - To chociaż  zajdź do niej. 
                   Zaskoczyła go. 
                   - Jest u nas? 
                   Pokiwała głową. Wiedziała, że mało czasu poświęcił na spanie podczas misji.  
                   - Jesteś przepracowany. Nie odpowiedział. Uważał, że Eve przesadza. Czuł się doskonale. Mógł zapomnieć przy takim skoku adrenaliny, który przydarzył mu się godzinę wcześniej. Skończył jeść i udał się przed drzwi pokoju gościnnego. Zapukał delikatnie.                                                                                                                                                                                                  - Cassandra? Śpisz?
                Drzwi otworzyły się, a w nich stanęła blada młoda kobieta. Obdarzył ją ciepłym uśmiechem.
                   - Jesteś głodna? Zostało jeszcze trochę makaronu i sosu. A może mamy lody.
                Udawał obojętność, ale uważnie obserwował  przyjaciółkę.  Rozpromieniła się. Uścisnęła go radośnie.
                - Lody.
                Miała na sobie tylko cienką, kremową koszulę nocą.  Ruszyła do salonu. Pokiwał głową i wszedł do sypialni i złapał wiszący na krześle jasnozielony sweter. Przeszedł do kuchni, rzucając po drodze kobiecie nakrycie. Wyjął z zamrażalki dwa opakowania lodów i trzy łyżeczki.
                    Dołączył do pań, które siedziały na kanapie. Usadowił się między nie i podał im pudełka. Swoją łyżeczkę zanurzał w opakowaniu trzymanym przez żonę, przy tym przybliżając się do niej. Cassandra obserwowała ich uważnie. Uważała ich za cudowną parę i cieszyła się ich szczęściem. Uwielbiała na nich patrzeć. Miała nadzieję, że jej małżeństwo będzie wyglądać podobnie.
                Nie spała ze zdenerwowania. Zastanawiała się czy wszystko pójdzie dobrze podczas ceremonii. Bała się katastrofy, albo ucieczki pana młodego, byłego złodzieja i dobrego Bibliotekarza. Mogła się potknąć, sukienka zostać zniszczona, ktoś rozchorować. Miewała mdłości, które mogły utrudnić jej cieszenie się z wesela.
                - Denerwowaliście się przed ślubem?
                Carsenowie spojrzeli na siebie. Pułkownik wróciła wspomnieniami do dnia własnego wesela i nocy przed. Nadal pamiętała tamtą wściekłość na Flynna.
                - Pewnie jak pamiętasz, dwa dni wcześniej on...
                Wskazała małżonka.
                -  On ruszył na samotną misję ratowania świata. Zbliżała się godzina ceremonii, a go nie było.  Wtedy byłam wkurzona i chciałam zabić...
                Teraz to ją cała sytuacja bawiła.
                - Nawet przez chwilę bałam się, że coś mu się stało.
                Nie patrzyła na winowajcę.  Carsen spojrzał na podopieczną
                - A jak wieczór panieński?
                - Zrobiliśmy piżama party - odparła podekscytowana Cillian. - Oglądaliśmy komedie romantyczne, jadłyśmy słodycze, piliśmy wino, zrobiliśmy sobie spa i inne babskie sprawy. A jak kawalerski?
                - Bawiliśmy się w londyńskim klubie nocnym.
                -I?
                Pułkownik zainteresowała się. Od trzech dni ciekawiła się skąd na marynarce jej Bibliotekarza. Podejrzewała, że była tam striptizerka i kręciła się koło jej małżonka. Poczuła ukłucie zazdrości.
                - Powiesz coś jeszcze?
                - Jenkins pił z nami, a Jonesowi i Stone'owi po większej ilości alkoholu rozwiązują się języki.
                - A co mówili? - zaciekawiła się Cassandra.
                - Nic ciekawego.  Jones jest strasznie szczęśliwy. Może coś obejrzymy?
                Próbował zmienić temat.
                - Tak - ucieszyła się przyszła panna młoda. - Może " Jak w niebie"? Uwielbiam ten film.
                - A mamy go?
                Eve wstała z kanapy i unieruchomiła DVD. Usadowiła się obok męża i wtuliła w jego ramię Flynna.  Cieszyli się swoi towarzystwem i komedią i lodami.  Tego potrzebowali. Spokojnego wieczoru po szalonych dniach. Uwielbiali swoją pracę, swoje życie. Codziennie ratowali świat, a w piątki dwa razy.  Czasem lubili sobie odpocząć.
                Rudzielec płakał jak za każdym razem.  Mężczyzna wyciągnął bawełnianą, białą chusteczką. i podał kobiecie. Uwielbiał swój cały zespół. Nawet Ezekiela Jonesa, chociaż głośno nie przyznawał się. Cały czas oboje mówili, że się nie lubią, ale dawno to już nie była prawda. Nawet ufali sobie. Byli sobie bliscy.
                Ocalili go przed śmiercią. Nie chciał umierać, ale wtedy wydawało mu się to jedynym rozwiązaniem. Musieli pokonać Apofisa, a Oko Ra było jedyną deską ratunku. Nie mógłby odebrać nikomu życia. Jednak do końca miał nadzieję, że nie będzie musiał tego robić.
                Otrząsnął się z ponurych myśli, aby zobaczyć, jak dziewczyny szlochają. Może i Eve była twarda i niebezpieczna, ale tylko z wierzchu. W środku była delikatna i krucha.  Ich rudej Bibliotekarce kleiły się oczy. Flynn zerwał się z kanapy i zwrócił się do nich, zacierając ręce.
                - Czas spać.
                Cillian zakłopotała się. Spojrzała na mężczyznę z niepewnością i strachem
                - Chciałam cię o coś spytać... Czy możesz... Czy możesz odprowadzić mnie do ołtarza podczas ceremonii?
                Był zaskoczony, ale i dumny z prośby.
                - A twój ojciec?
                Spuściła wzrok, wbijając go w podłogę.
                - Jesteście mi bliżsi. Z wami się bawię się świetnie, a w razie czego mogę na was liczyć... Byliście przy mnie, gdy usuwali guza... Po wszystkim próbowaliście przekonać mnie, że bez daru też mogę być Bibliotekarkę... Najważniejsze czym mnie obdarzyliście to zaufanie...
                Spojrzała na Carsena.
                - Jestem wam wdzięczna za możliwość wejścia w świat magii... To wy jesteście moją rodziną
                Wzruszył się. Otworzył szeroko ramiona.
                - Chodź tutaj.
                Podniosła się i wpadła w jego objęcia.  Pułkownik obserwowała ich z przyjemnością i dumą. Jej mąż nadal miał kłopoty ze współpracą, ale było o wiele lepiej niż na początku. Cieszyła się, że wszyscy dotarli. Nie wiedziała skąd, ale od samego początku przeczuwała,  że w razie niebezpieczeństwa Ezekiel  Jones ich nie porzuci.
                 Mógł tak mówić, ale znalazł wreszcie swoją przystań. Po przygodzie w grze i rozprawieniem się z Prospero zauważyła, jak spogląda na Cassandrę, ale potrzebował dużo czasu, aby odważyć się, aby jej to powiedzieć. Tym bardziej widząc jej zakochanie w Jenkinsie. Podejrzewała, ze jej mąż wylał na niego kubeł zimnej wody, chociaż nie przyznał się do tego. Ucieszyła sie, gdy powiadomili, że są razem.
                Bibliotekarze oderwali się od siebie i Cassandra udała się do swojego pokoju. Flynn nadal był wzruszony. Eve podeszła do niego i wtuliła się w jego ramiona.  Mężczyźnie zebrało się na amory i nachylił się nad szyją kobiety i zaczął ją tam delikatnie całować. Uwielbiała to. Poddała się chwili i dała się odprowadzić so sypialni. Zaczęli się namiętnie całować i oddawać cielesnym  rozkoszom.
                Ranek nastał zbyt szybko. Pierwsza wstała Eve. Zegar wskazywał siódmą. Spała tylko trzy godziny, ale była wypoczęta. Postanowiła wziąć szybki prysznic, a następnie wzięła się za przygotowanie śniadania, kiedy przydreptała jej mała księżniczka. Posadziła dziewczynkę przed telewizorem z włączoną jej ulubionymi zabawkami.
                Szykując naleśniki, rozmyślała. Kochała swoją biblioteczną rodzinę. Zawsze wystarczała jej praca. A ty nagle na jej drodze stanął Bibliotekarz, a później dostała białą kopertę. Gdyby nie była skrupulatna w raporcie i gdyby nieznajomy nie zaintrygowałby pewnie dalej byłaby w NATO zupełnie sama i to jak palec. Liczyłyby się kolejne misje. Wracałaby do pustego domu i pustej lodówki. Gdyby umarła, to by nikt po niej nie zapłakał.
                Na szczęście po zawieszeniu i otrzymaniu koperty udała się na rozmowę kwalifikacyjną. Uwierzyła Flynnowi, że to Biblioteka ją wybrała. Generał nie wskazała jej przez przypadek na  uśpionego agenta. To Biblioteka wszystko zorganizowała, wiedząc, co się wydarzy i że wybiera osoby, które coś łączy, chociaż oni na początku mogą tego nie zauważyć.
                Flynn kiedyś opowiedział, że podczas rozmowy kwalifikacyjnej książką odsłaniającą wejście była  autorstwa Williama Szekspira. Wtedy to wydawało się  takie banalne. Każdy znał jego utwory i Judson go sprawdzał.  Teraz to mogło być zupełnie inaczej.  Ten wiedział, że Carsen i jego Strażniczka są gdzieś w Bibliotece zamienieni w posąg, chociaż nigdy tego nie zdradził. On sam musiał do wszystkiego dojść.
                Nie ważne jak źle było, nie żałowała decyzji. Robiła wszystko, aby stworzyć zgrany zespół. Nie było lekko.  Stone lubił Cillian, ale jej nie ufał i potrzebował czasu, aby lepiej ją poznać. To dlatego wysyłała ich razem.  Jones uważał, że jak się znudzi, to ich opuści i nie chciał się angażować.  Z czasem złamał się Carsen wiele lat pracował sam i miał kłopoty ze współpracą. Wolał działać sam bez planu. Zmuszała go do pracy w grupie.
                Najdłużej Jenkins przekonywał się do trzech młodych Bibliotekarzy i Strażniczki. Nie dziwiła mu się. Wpadli do jego samotni, gdzie spędził stulecia i nie chcieli się wynieść. Miał nadzieje, iż zginął podczas misji. Czasem w jej głowie szumiały jego ostre słowa, kiedy myślał, że zdradziła ich. Zabolały ją. Miał rację. Złamałaby im serca, gdyby to nie była sztuczka zaplanowana z ukochanym. Miała wrażenie, że patrzył na nią z obrzydzeniem i wściekłością.
                Kiedy został uwolniony z rąk DOSA i wrócił do Biblioteki, spotykając ją, złapał za gardło z dużą siłą. Nie mogła złapać tchu i miała wrażenie, że zaraz umrze. Dlatego wyjawiła cały plan, a przynajmniej myślała, że nim jest. Jedynie Cassandra za nią się wstawiła.  Nie dziwiła się, dlaczego jej nie uwierzyli i nie ufali. Zadała im ogromny cios. 
                Poczuła przerażenie na myśl, że wtedy Flynn mógł się poświęcić dla ratowania świata i zniknąć z jej życia. Nie przeżyłaby tego. Nawet jeśli przez długi czas go nie widziała, zostawała tej tęsknota i strach o niego. Łzy popłynęły po jej policzku. Po chwili otarła je ręką. Usłyszała za sobą.
                - Pułkowniku.
                Odwróciła się gwałtownie, będąc gotową do walki. Kiedy zobaczyła siwego mężczyznę, opuściła gardę. Przed nią stał opiekun Aneksu, trzymający jej księżniczkę. Odetchnęła z ulgą.
                - Jenkins? Ale mnie przestraszyłeś. Co cię sprowadza do naszego mieszkania?
                Jego wargi uniosły się przyjaźnie.
                - Brakuje nam jeszcze kilka rzeczy.
                Zaciekawiła się.
                - Czego?
                - Trzeba odebrać dekorację, przyjadą stoliki, krzesła. Trzeba zadzwonić do firmy cateringowej i cukierni, aby upewnić się, że pamiętają, na którą mają przybyć.
                Był podekscytowany.  Tak, jak przed kilkoma laty, kiedy do ona wychodziła za mąż. Uśmiechnęła się czule.
                - Czy wszystkie formalności są już dopełnione? Twoje pozwolenie jest nadal ważne?
                - Oczywiście. Kto odbierze obrączki?
                Zastanowiła się.
                - Drużba. Najpierw ma zajechać do cukierni. Ja zajmę się cateringiem.  Jones pomoże nam rozładować i przenieść do korytarza. Wszystko rozstawimy z rana.
                Była pełna optymizmu.
                - Damy radę.
                - Jak zawsze.
                Za dawnym rycerzem stał Flynn, który postanowił się wtrącić.
                - Wystarczy potraktować to, jako kolejną trudną misję. Jedną z najważniejszych.
                - Ciekawe panie Carsen.
                -  Mamy wszystko pod kontrolą. Zostaniesz na śniadaniu.
                Opiekun skłonił się.
                - Z miłą chęcią.
                Dziewczynka pisnęła z radości. Panowie wycofali się do salonu, aby nie przeszkadzać. Wyjrzała z kuchni i przez chwilę obserwowała, jak cała trójka bawi się na dywanie. Uwielbiała takie obrazki. Wróciła do smażenia naleśniki. Kiedy skończyła, krzyknęła czule.
                - Kochanie.
                Po chwili Bibliotekarz znowu przyszedł
                - Co się stało.
                - Weź sztućce i talerze.
                Wyciągnął wszystko dla pięciu osób i zaniósł do salonu, a potem wrócił po szklanki i sok. Kiedy zaniosła jedzenie, poszła obudzić przyjaciółkę. Delikatnie zapukała.
                - Cassandra?
                Nic nie usłyszała. Zastukała głośniej, ale dalej bez odzewu. Nacisnęła klamkę i zajrzała do środka. Kobieta smacznie spała. Nie chciała jej budzić, więc po cichu wycofała się i dołączyła do reszty.