Nagle coś poczuła w prawej kieszeni swojej kurtki, mimo, że wcześniej była pusta. Miała wrażenie, że w jej okolicy czuła znajomą, pewną dłoń. Nie wiedziała, co się działo. Spojrzała w dół ale niczego nie widziała. Strach wzrósł. Bała się sięgnąć do kieszeni ale zrobiła to.
Zaskoczona wyciągnęła z niej dwie obrączki. Złoto lśniło inaczej niż reszta rzeczy w koszmarze, bardziej realnie. Na jednej był symbol Biblioteki czyli drzewo wiedzy a na drugiej symbol NATO czyli okrąg a w nim róża kompasowa. Był też grawer "Flynn & Eve Nie jedna historia ale jedno życie. Eve zassała powietrze, jakby ktoś uderzył ją prosto w serce.
-To niemożliwe- szepnęła. -Niemożliwe.
Koszmar od razu próbował odebrać jej nadzieję, Znowu światło migało, podłoga zaczęła drżeć. Głosy wracały, warczały pełne jadu.
-Flynn wybrał odejście. Nigdy nie jesteś i nie byłaś najważniejsza. Biblioteka zniszczyła ci życie.
Eve zamknęła oczy, ściskając obrączki w dłoni nagle usłyszała w głowie cos innego. Jakby głos Biblioteki, który nie był ludzki, nie mówił słowami, tylko czymś głębszym, jak intuicja, wspomnienia, które uderzyły nagle. Jakby ktoś chciał jej przypomnieć dlaczego walczyła i dlaczego nie mogła się poddać. Jej głowę zalało wspomnienie ciepłego światła portalu.
Przypomniała sobie pierwszy pocałunek z Flynnem, kłótnie o ryzyko które kończyły się śmiechem albo jej irytacją a potem zrozumienie Flynna. Wróciło do niej wspomnienie, gdy jej Bibliotekarz siedział obok niej na schodach. Wtulał się w nią i patrzył na pracujących przy stole Cassandrę, Srone'a i Jonesa.
-Nie boję się świata, dopóki idę przez niego z tobą.
Jeszcze jedno wspomnienie się obudziło, ostrzejsze, bardziej wyraźne. Było to po trudnej misji, kiedy Eve prawie straciła życie. Prawie spadła z klifu po ataku ninja. Wszyscy zamarli z przerażenia i pobiegli jej na ratunek. Flynn złapał ją gdy zwisała z klifu i wciągnął ją. Po powrocie wszyscy obserwowali ją z ulgą i sprawdzali czy była obok. Kiedy drzwi aneksu się zamknęły za młodymi Bibliotekarzami i ona oraz Flynn zostali sami.
-Może to nigdy nie będzie łatwe - powiedział obejmując ją. - Ale każdy świat, w którym nie jesteś obok jest gorszy.
Koszmar spróbował zagłuszyć ją ostatni raz, głośniej, desperacko.
-Pozwól mu odejść. Wróć do swojego świata. Nie możesz go ocalić.
Eve odpowiedziała pewnie, głośno jak rozkaz na polu bitwy
-On jest moim światem.
Założyła obrączkę z symbolem Biblioteki na palec a obrączka z symbolem NATO rozgrzała się w jej dłoni, jakby reagowały na jej decyzję i stawały się tarczą. Pokój eksplodował ciepłym światłem. Koszmar cofał się, jakby coś wyrwało mu siłę. Eve nie musiała krzyczeć. Powiedziałam cicho, ale tak, że drżał od tego cały koszmar.
-Flynn Carsen nie jest sam. I nie pozwolę, żebyś go miał. Biblioteka też nie pozwoli.
Pod jej stopami pojawił się złoty, świetlisty ślad magicznego kompasu. Wskazywał drogę do jednego z korytarzy. Eve zdjęła nieśmiertelniki i założyła na ten sam łańcuszek drugą obrączkę prawdopodobnie przeznaczoną dla Flynna jako talizman.
-Trzymaj się Flynn. Idę.
Ruszyła pewnym krokiem przed siebie, a koszmar cofał się przed nią jak pobite zwierzę. Pierwszy raz to on się kogoś bał. Stone słuchając jak Jenkins czytał to, co przeżywa Eve nie zapanował nad słowami.
-Co do cholery?
Cassandra roześmiała się.
-Biblioteka pomaga Eve. Widzi, że jest niezłomna i go nie zostawi ale toczy nierówną walkę.
-Tak jak stwierdziliśmy już kiedyś Biblioteka chroni Strażniczkę -odparł Jenkins dumny z pułkownik Eve Baird.
Cała czwórka poczuła nadzieję, że Flynn zostanie niedługo uratowany. Byli zmęczeni bo czuwali przy Flynnie od czterech dni śpiąc na zmianę i niewiele ale wszyscy skupili się na księdze bo chcieli zobaczyć jak Eve ratuje Flynna. Strażniczka szła dalej prowadząca przez magiczny kompas. Koszmarny świat zgasł do szarzyzny. Stare, biblioteczne lampy ledwie się jarzyły, rzucając ostry cień na podłogę.
Wbiegła do sali prowadzona przez światło kompasu z obrączki. Zobaczyła Flynna pod ścianą obok wysokiego regału a kolana podciągnięte pod brodę a jego oczy były puste. Był nieogolony, zmęczony a ubrania podarte, jakby miesiącami nie spał, nie jadł tylko przetrwał. Eve oddychała tak gwałtownie, że aż bolało. To co zobaczyła przeraziło ją. Obawiała się, że przybyła za późno a po jej policzkach popłynęły łzy.
Zrobiła krok, a potem drugi. Podchodziła do niego spokojnie nie chcąc go przestraszyć. Musiał ją usłyszeć i podniósł głowę. Patrzył na nią, nie mrugał, nie mówił nic. Eve poczuła ulgę ale i strach jednocześnie. Podeszła bliżej niepewnie.
-Flynn.
Flynn wciąż patrzył na nią bardzo uważnie. Jak ktoś, kto bał się poruszyć, bo jeśli zrobiłby choć jeden ruch obraz przed nim zniknie.
-Nie powinnaś - odpowiedział cicho. -Nie przychodź, gdy... Gdy jest już źle.
Eve nie rozumiała jego słów. Klęknęła przy nim, wyciągnęła dłoń i dotknęła jego policzka, ale on zabrał gwałtownie głowę, jakby jej dotyk go oparzył.
-Nie rób tego - odparł cicho. -Jeśli cię dotknę, rozpłyniesz się. Już tak było. Już to widziałem w swojej głowie. Nie mam sił Eve. nie chcę już tego. Nie chce nadziei, która się rozpływa.
Po policzkach kobiety spłynęły łzy. Czuła, że koszmar szarpał jego percepcją, wpychał mu do głowy przekonaniem że był sam. Znęcał się nad nim od kilku dni i jak widziała wygrywał.
-Flynn, to ja. To naprawdę ja. Nie halucynacja.
Uśmiechnął się.
-Tak samo mówiły poprzednie halucynacje - szepnął. -Wszystkie... Wszystkie miały twój głos i twój zapach... I ból w mojej klatce piersiowej.
Przycisnął dłoń do klatki piersiowej.
-Za każdym razem mam nadzieję, że wróciłaś ale to tylko sen.
-Flynn- kobieta powiedziała twardo, z autorytetem. -Dotknij mnie. Zobacz.
Jego twarz wykrzywiła się w rozpaczy.
-Eve ja wiem, że żyjesz lepiej beze mnie. Widziałem.
Spuścił wzrok.
-Masz swoje życie. Jesteś szczęśliwa. Masz... Masz przyszłość. Nie musisz wracać do tego bałaganu, do niebezpieczeństwa. Do mnie.
Eve łamało to serce. Nigdy tak krytycznie nie wypowiadał się o życiu w Bibliotece. Chwyciła jego twarz w swoje dłonie i zmusiła go, aby spojrzał w jej oczy.
-Nie ma szczęścia bez ciebie.
To zdanie przeszło przez niego jak cios, jakby nie mógł uwierzyć, że ktoś mógłby go tak kochać. Pokręcił głową.
-To nie prawda. to kolejny trik mojego mózgu - jego głos był chropowaty, desperacki. -Halucynacje pokazują mi rzeczy, które tak pragnę. A potem rozpływa się. Świat odbiera mi to. Zostaję za każdym razem coraz bardziej pusty, złamany.
-Flynn- Eve złagodniała, choć jej oczy błyszczały gniewem skierowanym nie na niego, lecz na koszmar, który go niszczył.
Wyciągnęła prawą dłoń z obrączką z symbolem Biblioteki na palcu.
-Powiedz mi jak mógłby twój mózg wymyślić to? Jak twoja halucynacja mogłaby to mieć?
Flynn zamarł. Patrzył na obrączkę, jakby była czymś świętym, nie do pojęcia.
- T...tego nien ma... Nie powinniśmy mieć... jeszcze.
Jego oddech się urywał.
-Ja marzyłem... Tylko marzyłem...
Ewe powoli wyciągnęła łańcuszek spod koszuli i zdjęła z niego drugą obrączkę, jego obrączkę. Czule złapała jego prawą dłoń i otworzyła ją kładąc obrączkę na niej. Flynn zamarł ponownie. jego palce drżały tak, że prawie upuszcza pierścień. Łzy wypełniły mu oczy ale zaciska mocno powieki, nie pozwalając im spaść.
-Nie mogę... - wyszeptał. -Nie będę mógł znieść, jeśli znikniesz znowu. Nie umiem znowu zostać sam. Nie mam sił.
Eve pochyliła się jeszcze bliżej w stronę Flynna, jej czoło dotknęło jego czoła.
-Flynn. Nie odchodzę. Nie zostawię cię. Nigdy.
Jego ciało drżało. Nie z bólu, nie ze strachu tylko z nagromadzonego, dławiącego wstydu i ulgi.
-Ale czemu? - zapytał po chwili. -Świat jest dla ciebie lepszy beze mnie.
Eve odpowiedziała pewnie i spokojnie, jak wtedy gdy składała obietnicę Bibliotece.
-Świat jest dla mnie lepszy z tobą.
Flynn oddychał głęboko i rzadko, jakby wynurzył się spod lodu po bardzo długim czasie. po kilkunastu minutach jednym palcem dotknął policzka ukochanej. Ku jego zaskoczeniu nie zniknęła. Wypuścił powietrze z piersi z dźwiękiem, który był jednocześnie śmiechem i łkaniem. Koszmar wokół nich zaczął trzeszczeć, a światło z obrączki niszczył go. Pęknięcia rozchodziły się po ścianach jak błyskawice. Flynn nie widział tego, bo patrzył tylko na swoją ukochaną. Wyszeptał.
-Jesteś prawdziwa.
Eve uśmiechnęła się przez łzy.
-I wyciągnę cię stąd do domu.
Flynn zacisnął dłoń na swojej obrączce, jak na kotwicy a koszmar ryczał, wiedząc, że przegrywał ale jeszcze się nie rozpadał. Eve trzymała Flynna przy sobie. Jedną ręką gładziła jego policzek a drugą trzymała na niego dłoni z pierścionkiem i zacisnęła ją. Flynn próbował oddychać normalnie, równo ale głos mu się łamał. Słowa, które po chwili wypowiedział bolały go bardziej, niż cokolwiek innego.
-Eve- zaczął cicho, patrząc nagle gdzieś obok nie mając odwagi spojrzeć jej w oczy. -Tu już nikogo nie ma.
Eve wstała ale nie puściła jego dłoni.
-Co masz na myśli?- zapytała delikatnie, chodź w środku była zaniepokojona.
Flynn wciągnął powietrze. Każde wypowiedziane słowo było jego wewnętrzną walką. Przyznawał się do tego, że zawiódł. Nadal obwiniał się za wydarzenie, o którym mówił.
-Cassandra...- zatrzymał się, przełknął ślinę, jego głos zrobił się chropowaty. - rak wrócił. Nie zauważyłem. Byłem zajęty misjami. Nie byłem przy niej, kiedy się dowiedziała. Zostawiłem ją samą. Powiedziała, że nie będzie umierała powoli. Jej krew nie schodzi z kamiennej posadzki. Nadal przypomina mi, że zawiodłem.
Eve zamarła. Wiedziała, że to nieprawda, że to koszmar musiał mu pokazać ale dla niego było realne. Zaczynała rozumieć dlaczego znalazła go w takim stanie.
- Stone odszedł po jej śmierci. Miał dość tego, że misje są dla mnie najważniejsze. Że dopiero teraz was zauważyłem. Że muszę być sam. Że zabiłem Cassandrę. Że muszę znaleźć swoją drogę sam. Że ma mnie dosyć.
Eve czuła, jak jej serce pękało. Stone nigdy by nie powiedział czegoś takiego.
-A Ezekiel. Zawsze powtarzał, że jest tylko na chwilę, że jak się znudzi to odejdzie. Zaczął czuć się, jak w klatce. Woli być złodziejem. Nigdy nie był szczęśliwy w Bibliotece. Myślałem, że jak ja znalazł tutaj dom, ale chyba tylko ja to zrobiłem. Jenkins miał też mnie dość. Postanowił ponownie zamknąć się w swoim laboratorium i kazał mi się odwalić.
Eve zakryła usta dłońmi. Odczuwała w klatce piersiowej, jakby ktoś mocno uderzył ją w nią. Od początku wiedziała, że to nie fakty. To się nie wydarzyło w realnym świecie. to były lęki Flynna. To czego najbardziej się bał, ale nikomu nie powiedział.
-Flynn
Próbowała lekko dotknąć jego dłoni. On zabrał swoją rękę, jakby sam kontakt go parzył.
-Ty też odeszłaś Eve. Byłaś pierwsza. Wybrałaś siebie zamiast nas. jesteś przekonana, że gdybym miał wybierać kogo ratować to wybrałbym Bibliotekę. Że nie chcesz marnować nas mnie czasu. Naprawdę wróciłaś? Czy już mi odbiło i ciągle widzę tylko halucynację ale chcę wierzyć, że możesz jeszcze mnie wybrać? Jestem już wykończony, ale ciągle wierzę Eve nigdy to się nie stanie. Skreśliłaś mnie. Jesteś halucynacją.
-Flynn, nie jestem halucynacją - odpowiada przez łzy. - Wybieram ciebie.
Mężczyzna uśmiechnął się boleśnie.
-Pewnie. A teraz powiesz mi, że mnie kochasz, tak jak wszystkie inne halucynacje.
Kolejny raz Eve zamarła. Zaczęła rozumieć koszmar, który zniszczył jej ukochanego, który nadal nie wiedział, że to koszmar.
Światło było przygaszone w pokoju Flynna w realnym świetle. Przy łóżku paliła się jedna lampka i kilka świec przy łóżku. Do tej pory wyglądający jak śpiący Flynn leżał blady, z twarzą napiętą, jakby miał ogromny ciężar na piersiach. Wokół niego wyczerpani gromadzili się Cassandra, Ezekiel, Stone i Jenkins. Niewiele spali, a jak już to na zmianę. Nie zostawili go samego.
Tego wieczoru nikt nic nie mówił dla uspokojenia. Wszyscy widzieli za dużo. Na otwartej księdze, leżącej na drewnianej podstawce obrazy koszmaru przewijały się dalej jak wizje. Nie słowa, lecz emocje, przebłyski, strzępy scen, głównie tych co zniszczyły Flynna. Ujawniała lęki śniącego .Pierwszą osobę, która nie wytrzymała ciszy była Cassandra. Jej głos drżał.
-On myśli, że mogłabym... że mogłabym... zrobić to?
Ezekiel położył dłoń na jej ramieniu, ale sam zbladł. Pierwszy raz od dawna nie miał żartu na podorędziu.
-To nie ty Cass. To... To jego strach, który wykorzystuje Księga. On boi się, że mógłby cię stracić.
Cassandra wpatrywała się w Flynna, a jej oczy zaszkliły.
-A nigdy nawet nie dał po sobie poznać, że boi się o mnie ani o kogokolwiek.
Ezekiel objął kobietę po przyjacielsku.
-On serio myśli, że mnie nie obchodzi, czy on żyje czy nie. Co siedzi w jego głowie?
Cisza mówiła więcej niż słowa. Stone patrzył w księgę najdłużej, wpatrzony na obrazy, które pokazywała. Siebie jako profesora, który odciął się od Biblioteki, od zespołu, od Flynna,
-To nieprawda- odparł przez zaciśnięte zęby. Nigdy nie zostawię Biblioteki. nigdy nie zostawię was.
Blada Cassandra spojrzała na Stone'a a łzy nadal płynęły po jej policzkach. Stone dodał ciszej, bardziej do siebie niż do innych.
-Flynn nie ma pojęcia ile dla nas znaczy.
Jenkins stał do tej pory z tyłu, nieruchomy, ze splecionymi rękoma, jak rzeźba z marmuru. Jego twarz zdradzała coś, czego nigdy nie pokazywał, szok. Wpatrywał się w scenę, gdy zamykał się w laboratorium, odcinał się od Flynna i zostawiał go samego. Kiedyś może i pragnąłby odciąć się od Bibliotekarzy ale po tylu wspólnych latach i tym co przeżyli, nie zrobiłby czegoś takiego panu Carsenowi. Cassandra z wahaniem.
-Czy to naprawdę twoja największa obawa Flynn?
Jenkins nie odpowiedział jej ale zwrócił się do Flynna.
-Nigdy nie odwróciłbym się od ciebie panie Carsen. Nawet gdybym musiał cię przekląć, unieruchomić, zamknąć nigdy nie przestałbym próbować cię uratować.
Ezekiel szepnął.
-On tego nie wie Jenkins. Wiele razy słyszał, jaki narzekasz, że masz nas dosyć, że pozbyłbyś się nas z Aneksu.
-Bo nie okazywałem tego.
Kamienna fasada rycerza Okrągłego Stołu opadła. Jenkins klęknął obok łóżka Flynna. Pierwszy raz w życiu widzieli go klęczącym przed kimkolwiek.
-Flynn Carsen... jesteś moim przyjacielem. Nigdy bym cię nie zostawił.
Cassandra spojrzała na niego. Była wściekła.
-On tego nie słyszy. On tam umiera w przekonaniu, że nie jesteśmy jego rodziną.
Stone uderzył pięścią w stół. Nigdy nie był tak emocjonalny.
-Musimy go wydostać. Musimy dać mu coś co złamie ten koszmar.
Zdesperowany Ezekiel ścisnął ramię Flynna tak mocno, aż zbielały mu kłykcie.
-Obudź się Flynn. Do jasnej cholery. Obudź się stary.
Wściekły Stone odciągnął Jonesa od Flynna.
-Co do cholery wyprawiasz.
-Musimy go obudzić. Bo jeśli naprawdę uwierzy, że jest sam to uzna, że nie ma do czego wracać.
Jenkins wstał i spojrzał kolejno na obu mężczyzn.
-Pułkownik Baird jest w środku. Jeśli ktoś może mu przywrócić wiarę to ona.
Zmęczona i wykończona Cassandra otarła łzy.
-Więc musimy wytrzymać i ufać, że ona go sprowadzi.
Nagle Księga przewróciła swoje strony szybko, jakby coś zmieniało się w koszmarze. Wszyscy wstrzymali oddech.
Eve w koszmarze dalej stała przed Flynnem, który wstał już spod ściany i podszedł do stołu, gdzie leżały stosy raportów z misji. Flynn przygarbiony z oczami podkrążonymi, nadal wyglądający jak wrak człowieka. Mężczyzna ignorował ją od jakiegoś czasu co irytowało Strażniczkę.
-Flynn Carsen jesteś kompletnym idiotą.
Spojrzał w stronę głosu i zobaczył jak Eve patrzyła na niego z rękami na biodrach w typowej dla siebie pozie zaraz cię zbesztam. Zamarł i patrzył na nią jakby była widmem.
-Myślisz, że naprawdę dam sobie wmówić, że jesteś prawdziwa?- zapytał zmęczony Flynn. - Jestem tak zmęczony samotnością i mój mózg mnie nienawidzi. Torturuje mnie bo tęsknię za tobą.
Eve była wkurzona bo Flynn zachowywał się, jak zacięta płyta. Wyciągnęła palec w jego stronę.
-Nie. To nie twój mózg Flynn Carsen. To ty robisz sobie krzywdę.
Flynn pokręcił głową i zaczął się odsuwać.
-Eve odeszła... Chciała normalnego życia. I je ma. W końcu jest szczęśliwa.
Eve mrużyła oczy jak drapieżnik przed skokiem.
-Wiesz co doprowadza mnie do szału bardziej niż jakikolwiek artefakt, mag, demom, pułapka czy twoja lekkomyślność? To, że naprawdę wierzysz, że jestem szczęśliwa bez ciebie.
Flynn drżał, ale odmawiał spojrzenia na ukochaną. złapał dłońmi za zdrową głowę.
-Nie możesz mnie tak karać. Nie możesz mnie dręczyć.
Wściekła Eve podeszła do Flynna i zabrała jego dłonie z głowy i złapała go za podbródek. Zmusiła go, aby patrzył na nią.
-Flynn. Co ci powiedział Jenkins na temat Zakazanej Księgi Snów?
Flynn milczał.
Eve puściła jego podbródek i uderzyła dłonią mocno w stół, aż kurz się podniósł.
-Powiedział ci, żebyś jej nie dotykał. Ale ty musiałeś ją otworzyć, bo jesteś Flynn Carsen, człowiek który ma ten mózg Einsteina, serce bohatera i zero instynktu samozachowawczego.
Flynn zacisnął powieki, jego kąciki ust, pierwszy raz kiedy wydawało się, że koszmar Flynna pękał.
-Chciałem ją zbadać . Obejrzeć i dowiedzieć się...
Zamilkł a Eve patrzyła na niego wściekła.
-Mów Flynn.
-Chciałem tylko znaleźć sposób, żeby was chronić. Żeby nigdy was nie stracić.
Eve zamilkła na kilka sekund zaskoczona jego logiką. Jej złość nie zniknęła, ale jej źródłem był ból, nie gniew.
-Flynn. Otworzyłeś najniebezpieczniejszą księgę w całej Bibliotece, żeby nas chronić, a jak się skończyło? To ty nas wszystkich zostawiłeś.
Flynn spojrzał jej głęboko w oczy.
-Posłuchaj mnie genialny Bibliotekarzu. Otworzyłeś najniebezpieczniejszą księgę zapewne przekonany, że niczego się nie boisz, że nie masz żadnych lęków. Że księga cię nie pochłonie. Że jesteś niezniszczalny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz