W koszmarze Biblioteka przestała się zmieniać chaotycznie, przestała migotać, rzucać obrazy, głośno wirować. Nagle stało się idealnie cicho. To właśnie cisza była najstraszniejsza. Flynn stał na środku wielkiej sali katalogowej, ale półki były puste. Nie było Eve, Stone’a, Ezekiela, Cassandry, Jenkinsa.
Nawet książki nie szeleściły, magiczne artefakty nie brzęczały, portale nie drgały. Biblioteka żyła ale nic się w niej nie działo. Flynn odwrócił się gwałtownie, jakby kogoś usłyszał, ale to było tylko echo jego oddechu. Przechodził przez salę, jedna po drugiej. Sala mieczy była pusta, sala antycznych map również. Czytelnia pusta, tak samo jak i jego własny pokój. Kolejne sale, które odwiedzał również, laboratorium Jenkinsa zamknięte.
Nie było nikogo, nie było kroków ani rozmów, nie było zaczepnych spojrzeń Ezekiela, wykładów Stone’a, entuzjazmu Cassandry, opiekuńczości Eve ani cichej obecności Jenkinsa. Tylko on i cisza. Flynn stał przy długim stole konferencyjnym, przy którym kiedyś omawiali misje. Krzesła były rozstawione, tak jakby ktoś niedawno z nich wstał, ale każde od dawna było puste. Flynn dotykał oparcia krzesła, na którym zwykle siedziała Eve. Było zimne. Flynn cicho i drżąco wołał w pustkę.
-Halo?... Ktokolwiek?..
Jego głos odbijał się echem po całej sali i szybko milkną. Nawet echo wydawało się za krótkie i za słabe. biblioteka zawsze pełna życia, stała się światem bez ludzi. Flynn usiadł powoli na jednym z krzesłem. Szeptał do siebie niż do kogoś
-Przed ich odejściem zapomniałem, jak to jest być sam.
To nie był ból złamanego serca. Był to ból powrotu do starego Flynna, samotnego, którego nikt nie potrzebował i który nikogo nie potrzebował nikogo. Ale tym razem było inaczej.
-Nie chcę wracać do tego…
Jego ręce drżały, serce przyspieszyło. Nie ze strachu, lecz z uświadomienia. Przyzwyczaił się do ludzi, przyzwyczaił się do ciepła, przyzwyczaił się do więzi i przyzwyczaił się do miłości. Koszmar Zakazanej Księgi Snów zabrał mu wszystko. zostawiając go z pustką większą niż kiedykolwiek wcześniej. Koszmar tym razem nie krzyczał, nie atakował obrazami, krwią czy pożegnaniami. Ciszą i to właśnie Flynna łamało najbardziej.
Bibliotekarz Flynn Carsen robi to, co najlepiej potrafi. Rzuca się w wir pracy, jakby każda kolejna misja mogła zapełnić pustkę. Na biurku pojawiało się coraz więcej raportów, coraz więcej wykonanych zadań a na notatkach tylko jego pismo. Coraz rzadziej spał, a kawa stygła na biurku. Nikogo więcej nie było. Flynn wchodził do sali, rozglądał się. Krzesła dalej stały, jakby ktoś miał wrócić, ale nikt nie wracał.
Po kolejnej długiej misji zmęczony wrócił do Biblioteki. Zaniósł nowy artefakt do gabloty. Wyciągnął notes, aby coś zapisać. Słyszał za sobą kroki i głośny kobiecy śmiech. Odwrócił się i zobaczył w wejściu stojącą Cassandrę machającą do niego notesem. Uśmiechała się do niego podekscytowana ubrana w pastelowy, delikatny zielony sweter i różową, dopasowaną sukienkę w kwiatki a jej rude włosy opadały na ramiona.
-Flynn! Słyszysz mnie? Myślę, że znalazłam wzór!
Flynn zamarł słysząc jej głos a serce podskoczyło mu do gardła.
-Mówiłam ci, że prawdopodobieństwo interferencji pola całkowicie zmienia równanie..
Nagle jej głos się urwał a Flynn mrugnął i nikogo nie było. Cassandra zniknęła. Przez długą chwilę nie ruszał się z miejsca, jakby bał się zrobić krok i rozproszyć resztki jej obecności. Flynn upuścił długopis na podłogę. Podniósł go powoli, jakby próbował zatrzymać coś, co już zniknęło.
-Nie istniejesz- szepnął. -Ja wiem, że cię nie ma.
Zrzucił to na przemęczenie. Parę dni później postanowił przeprowadzić trening fizyczny. Był w sali ćwiczeń gdzie stał worek treningowy, w który walił sfrustrowany. Słychać było odgłosy tłuczonych kości i urwanych przekleństw. Po nieprzespanej nocy to była jedyna metoda, żeby wyrzucić z siebie zbyt natrętne myśli. Nagle usłyszał gniewny głos Stone’a, gdy uderzał pięściami w wore.
-Carsen. Na miłość boską. Prawa ręka, szeroki zamach. Po tylu latach dalej tego nie potrafisz?
Odwrócił się w stronę głosu. Jacob stał tuż obok z założonymi rękoma z tym swoim spojrzeniem “Czy ty naprawdę robisz to źle?” Praktyki w walce nabrał w bójkach barowych w Teksasie.
-Jacob?
-Co? - prychnął Stone. -Nie przestawaj. Masz trenować, a nie rozczulać się nad sobą jak…
Flynn odwrócił się na chwile a gdy znowu spojrzał ale sala była pusta. Jedynym dźwiękiem było echo jego ciężkiego oddechu. Łzy popłynęły po jego policzkach. Upadł na kolana.
-Jestem tutaj sam… To tylko stres, to tylko stres..
Wrócił do treningu. Minęły dwa tygodnie i Flynn, który wrócił z kolejnej miażdżącej misji. BNa stole głównej sali Aneksu rozłożył artefakty i próbował je analizować. Nagle w korytarzu prowadzącym do wyjścia z Aneksu usłyszał zgrzyt bramy i kłótnię Stone’a z Eve, tak głośną, jak dawniej.
-Przestań rzucać wyzwanie Jonesowi. To nie jest wyścig na zdobywanie artefaktów.
-A może jest Eve? Daj spokój. To tylko zabawa. Nie udawał, że nie lubisz tego dodatkowego napięcia. My z Jonesem tak.
-To nie jest zabawa…
Flynn podniósł głowę i nasłuchiwał. Głos Eve i Stone’a były takie żywe, tak bliskie aż szczypały go łzy.
-Eve?
-Flynn? -zabrzmiał głos Baird w odpowiedzi ale był już zniekształcony jak rozstrojone radio. Flynn rusza w ich kierunku ale kłótnia urwała się po tym jak wszedł do korytarza. Doszedł do bramy i nikogo nie było. Tylko on i odbicie metalicznego światła. Wrócił rozczarowany. Usiadł przy stole i oparł dłonie o stół i patrzył na podłogę dopóki drżenie ciała nie odpowiadało Tym razem nie powiedział, że to tylko halucynacja.
Mijały kolejne tygodnie i wrócił z misji w zakrwawionym, rozdartym ubraniem a adrenalina krążyła w żyłach. Rzucił swoją zniszczoną materiałową torbę na stół i w pomieszczeniu socjalnym zaparzył kawę. Usiadł za swoim biurkiem i wyciągnął swoje zapiski z misji, które miały służyć przyszłym Bibliotekarzom.
Ściągnął zakrwawione rękawiczki i sięgnął po porzuconą apteczkę i zagryzając zęby opatrzył ranę na klatce piersiowej. Na szczęście nie była zbyt głęboka. . Zapisywał szczegóły misji i wszelkie możliwe informacje o artefaktach, które miały posłużyć kolejnym pokoleniom Bibliotekarzy.
Od kiedy pojawiła się czwórka jego byłych przyjaciół przy szczegółach misji zapisywał Flynn Carsen, Cassandra Cillian, Jacob Stone i Ezekiel Jones w zależności kto dokładnie brał udział w misji bo nie zawsze wszyscy razem. Od miesięcy zapisywał tylko Flynn Carsen. Wziął łyk kawy, która zdążyła wystygnąć.
-Pracujmy dalej- mruknął, chodź był sam.
Po wielu dniach bez odpoczynku i wielu hektolitrów kawy szedł główną salą z artefaktami. Nagle zamarł. Na dole schodów prowadzących kiedyś do windy a obecnie do wejścia do Biblioteki stała blondynka około pięćdziesięciu lat z krótkimi włosami i brązowymi, plastikowymi oprawkami okularów. Była ubrana jak zawsze elegancko. Miała na sobie brązową garsonkę ze spodniami i białą koszulą. Jak zawsze wyprostowana ale i spokojna, jak w dni, gdy jej nie wkurzył.
-Flynn…- odezwała się tym tonem, który jak zawsze brzmiał jak pewność i pocieszenie. Kobieta w średnim wieku ale tak naprawdę o wiele, o wiele stuleci starsza niż mógłby kiedyś myśleć. Gdy był na granicy zawsze umiała nakierować go na właściwe tory.- Biblioteka zawsze znajdzie drogę.
Flynn zaczął biec w jej stronę z desperacją, której nie rozumiał.
-Charlene! Nie odchodź! Nie zostawiaj mnie znowu…
Postać rozpadła się jak świetlisty pył zanim dobiegł. Usiadł na schodach drżąc i płacząc bezgłośnie siedząc na zimnym kamieniu posadzki oddychając jak ktoś tonący.
-Nie potrafię być już sam.
To był moment, kiedy coś zaczęło pękać i Flynn to zobaczył. W realnym świecie Jenkins zamarł przy ostatniej scenie widząc Charlene. Spojrzał na Cassandrę, Jonesa i Stone’a. Wszyscy zauważyli, że ten koszmar był inny.
-To nie koszmar - odezwała się pierwsza Cassandra. -to chyba nie księga.
Jenkins uśmiechnął się.
-Nie. to Biblioteka. Chce dać mu nadzieję. Próbuje walczyć z Księgą.
Stone pokręcił głową zmartwiony.
-Ale czy nie za późno? Zobacz. Nie rozumie przekazu.
Jones nerwowo chodził po pomieszczeniu przerażony tym co widział. Cassandra płakała patrząc na spokojne ciało. Flynn nie wyglądał, jak ktoś kto przeżywał swój największy koszmar. Gdyby nie widzieli dzięki księdze co się działo nie wiedzieliby jaki koszmar dział się w jego głowie.
-Księga to sprytny przeciwnik.
-Sprytny?- warknął wściekły Stone. - Księga zabija Flynna a ty mówisz, że to sprytny przeciwnik?
-Panie Stone proszę się uspokoić. proszę zauważyć, że gdybyśmy nie wiedzieli czym jest Zakazana Księga Snów nie wiedzielibyśmy patrząc na pana Carsena, że coś się dzieje. Musimy ufać, że pułkownik Baird dotrze na czas.
-A jeśli już ich straciliśmy?- zapytał przerażony Jones. - Jeśli koszmar już pochłonął Flynna a Eve została uwięziona?
Cassandra spojrzała na niego srogo. Była zła na złodzieja.
-Nie waż się tak Mówić Ezekiel. - Nie waż się.
Wykorzystując swój dar próbowała obliczyć prawdopodobieństwo, że oboje wyjdą z tego cało ale ma za mało danych albo były przerażające. Krzyczała płacząc.
-Nie, nie, nie…
Wszyscy bardzo przeżywali to, co widzieli i jak cierpiał ich przyjaciel. Ezekiel uklęknął przy niej i złapał Cassandrę za dłonie aby przestała liczyć.
-Cass. Spokojnie. Flynn jeszcze się nie rozpadł kompletnie a Eve nie podda się. Oni nie podlegają statystykom. Wiesz o tym. Inaczej już dawno Flynn byłby martwy. A Baird? Strażniczki ginął albo znikają szybko chroniąc Bibliotekarza. A Eve ma czterech i nadal żyje.
Stone i Jenkins milczeli. Mieli nadzieję, że Jones nie mylił się i Eve ocali i jego i siebie. Spojrzeli na siebie i wrócili do oglądania koszmaru Flynna. Nie mogli oglądać tego, co działo się z Eve bo to nie ona była ofiarą Księgi. Jenkins postanowił sprawdzić jedną z teorii i wypowiedział nad księgą zaklęcie, które pomogło zlokalizować pułkownik Baird. kartki przewróciły się prawie na końcu Uśmiechnął się.
-Jest… Mam Eve.
-Dotarła do Flynna- zapytała z nadzieją Cassandra a Jenkins czytał stronę uważnie ale jego mina nadal nie zdradzała żadnych emocji a po chwili pokręcił głową.
-Nie. Ona krąży. Te korytarze i dla niej zmieniają się, jak labirynt. Nie może go znaleźć. Księga ją od niego oddziela.
Znali Eve i wiedzieli, że nikogo nie zostawiłaby nikogo w tarapatach, dla nich też weszłaby w najgorsze niebezpieczeństwo, a dla Flynna poszłaby prosto w ogień. Dlatego koszmar nie dopuszczał jej do niego. Księga wiedziała, że jest słabością Bibliotekarza. Ezekiel wstał z kolan wściekły i uderzył pięścią w ścianę tak mocno, że z jego kostek pociekła krew.
-Nic nie możemy zrobić? Mamy dalej po prostu patrzeć, jak ona ich zabiera? A może wystarczy ją spalić.
Jenkins spojrzał zimno na Jonesa rozumiejąc uczucia młodego mężczyzny.
-Nie. Spalenie lub zniszczenie księgi pochłonie ich. Pan Carsen jest na granicy. Jeśli pozostanie tam zbyt długo może nie wrócić ale póki pułkownik Baird walczy musimy mieć nadzieję.
Zapadła długa cisza. W koszmarze Flynn Carsen rozpadał się z samotności a w realnym świecie wszyscy byli obok niego a on tego nie wiedział. Nie wiedział, że w jego koszmarze, w sferze której nie widział jego Strażniczka brnęła do niego. Pułkownik Eve Baird biegła, drapała, kopała, otwierała drzwi, próbowała wszystkiego aby do niego dotrzeć ale bez skutku. Każdy korytarz prowadził z powrotem do początku.
Świat zaczął ją prowokować i na ścianach fałszywej Biblioteki. Widziała na nich Flynna samotnego przy stole, patrzącego na pusty kubek. Wyglądał jakby zrezygnował, co powodowało, że jej serce krwawiło. Wściekła Eve zrywała je z ściany, rozdzierała i rzucała na podłogę. Koszmar jednak produkował kolejne i kolejne.
Flynn piszący samotnie raporty. Flynn patrzący na miejsce, gdzie powinna siedzieć Cassandra. Flynn czekający na powrót Stone’a, który nigdy nie przychodził. Flynn płaczący siedząc na schodach czy przy biurku. Flynn siedzący w sali treningowej z kurtką Eve i wąchający jej zapach. Flynn rozbity.
-Nie!- krzyknęła Eve , jakby ktoś ją ranił. -Flynn. Ja tu jestem. Nie jesteś sam. Słyszysz mnie! Nigdy nie byłeś sam!
Odpowiadała jej tylko pustka. Biblioteka w koszmarze żywiła się rozpaczą. Eve robiła jednak krok dalej i dalej. Każdy był mocniejszy niż wcześniejszy.
-Będę krzyczeć aż do końca świata, jeśli trzeba - syczała. -Flynnie Carsenie znajdę cię , choćbyś sam już w siebie nie wierzył.
Korytarz zaczął się kruszyć. Koszmar wiedział, że napotkał przeciwnika, który nie zrezygnuje. W rzeczywistości jej odwaga napełniała ich przyjaciół nadzieją. Ezekiel krzyknął.
-Ona walczy! Wbrew magi! To cholerna Eve.
Cassandra otarła łzy.
-Ona będzie walczyć dopóki nie umrze.
Stone pierwszy raz powiedział nie agresywnie, tylko złamanym głosem.
-Tak samo on. Dlatego jeszcze się nie rozpadł.
Jenkins był w głębi serca przerażony ale starał się tego nie zdradzać tylko na zewnątrz zachować spokój.
-Oboje spłoną jeśli nie znajdą się na czas.
Wszyscy jak na komendę spojrzeli na Flynna czując to samo. Jeśli nie znajdą się Biblioteka straci ich oboje. Eve biegła dalej w koszmarze w ciemnym korytarzu archiwum. Raz widziała Flynna kilka metrów przed sobą a potem znikał. Słyszała jego głos.
-Nie trzeba było… Nie wracaj…
Wiedziała, że to nie był prawdziwy Flynn. nagle pojawiła się przed nią Cassandra, ale inna niż z świata realnego. Była blada, zapłakana a jej włosy były posklejane krwią.
-To wszystko przez niego- szeptała Bibliotekarka. - I przez ciebie. Mogłaś go powstrzymać.
Ewa drżała. Wiedziała, że to fałsz, ale jej serce reagowało szybciej niż logika. Ruszyła dalej i przed nią pojawił Stone. Stał przed nią z założonymi rękoma.
-On już nie chce wrócić Eve. Daj mu odejść. Po co walczysz?
Sekundę później zmaterializował się Ezekiel śmiejący się jak nigdy w niebogłosy.
-To, jak go kochasz pociągnie cię na dno i nas wszystkich. Nikogo nie ocalisz, wiesz? Na końcu i tak zostaniesz sama.
Eve krzyczy aby się zamknął. Wiedziała, że to nie było prawdziwe. To nie byli jej przyjaciele. Obrazy nagle rozpadły się jak szkło a cała trójka zniknęła. Z ciemności było słychać głos Flynna, zimny, pozbawiony emocji.
-Nie chcę cię tu. Odejść jest łatwiej.
-Niezła próba. Nie pozbędziesz się mnie.
Wiedziała natychmiast, że to nie był Flynn. To był koszmar mówiący jego głosem, bo znał jej słabość. Drżała ale odpowiedziała przez zęby.
-Nie obchodzi mnie czego chcesz. Jesteś koszmarem. Przyszłam po Flynna i zabiorę go do domu.
-Zabieram go a twoja przyszłość już jest przypieczętowana. On jest mój.
Koszmar uderzył w nią najmocniej pokazując jej przyszłość bez niego.
Zobaczyła puste łóżko, nadchodzącą żałobę, kolejne rocznice śmierci, zamkniętą Bibliotekę zapieczętowaną magicznymi plombami a ona sama płacząca na podłodze z wyrwanym sercem i sama. Jej ciało drżało ale nie z bólu ale z czystej pierwotnej paniki. To był moment, w którym koszmar próbował ją złamać. Jeśli ona pęknie księga ją pochłonie a Flynn nigdy nie wróci. Nie mogła się poddać.
Ruszyła przed siebie. Panowała cisza. Zbyt gęsta, nienaturalna. W tym świecie cisza nigdy nic dobrego nie zapowiadała. Szła przez korytarz Biblioteki ale robiło się coraz dziwniej. kamienne ściany oddychały, światło migotało jak przy burzy a jej kroki rozbrzmiewały z opóźnieniem, jakby echo nie chciało nadążyć.
-Flynn- szeptała. - Gdzie jesteś do cholery.
Usłyszała kroki za swoimi plecami. Nie odwróciła się. Instynkt mówił, aby szła przed siebie. Głos, który usłyszała zatrzymał ją w miejscu.
-Dlaczego właściwie tu przyszłaś?
Odwróciła się i zobaczyła Cassandrę stojącą kilka metrów przed nią ale ponownie nie była jej Cassandrą. Tym razem koszmar przedstawiał ją z podkrążonymi oczami, siniakami na nadgarstkach i ze wzrokiem osoby, która się poddała.
-On nas zostawił Eve. Sam wybrał odejście. Ty powinnaś wrócić do nas.
Eva zacisnęła pięści z wściekłości.
-To nie jest prawda.
Głos Cassandry stał się bardziej pęknięty, desperacki.
-Mówi, że masz go puścić. A ty nie umiesz. Przez ciebie nie wróci.
Poczuła ukłucie. To było znakomite uderzenie. Zrobiła krok w tył zanim zdała sobie sprawę, Że koszmar to widział i naciskał mocniej.
Korytarz zmienił się nagle i gwałtownie. Za jej plecami rozległ się ciężki hałas. Odwróciła się i zobaczyła salę treningową, gdzie Znowu zobaczyła Stone’a rozbijającego manekina na drzazgi. Z jego czoła kapał pot a w jego ruchach była wściekłość. Odwrócił się i zobaczył Eve.
-Nie masz prawa tutaj być.
-Muszę znaleźć Flynna.
-Ty?- rozległ się jego śmiech bez cienia radości. -Ty go wciągnęłaś w tą misję. Zostawiłaś go samego z niebezpiecznym artefaktem znając jego ciekawość. Ty. Każdy z nas by go ochronił. Tylko ty zawiodłaś.
Słowa były ostrzejsze od jakiegokolwiek noża. Eve wciągnęła powietrze, czując jak żołądek ściskał się z bólu.
-Nie wiesz co mówisz.
-Przez ciebie już go nie ma- odparł Stone tym razem szeptem. - A my wszyscy zapłacimy za twoje ambicje.
Znowu pojawił się Ezekiel. Oparł się nonszalancko o framugę drzwi ale jego oczy były zimne jak stal.
-Wiesz najgorsze? Zawsze uważał, że nie jesteś warta ryzyka.
Cassandra, Stone, Ezekiel stanęli w jednej linii, patrząc na nią z rozczarowanie,, nienawiścią i żalem.
-Oddaj go Eve. Nie walcz.
Eve walczyła ze sobą. Wiedziała, że to nie jest prawdziwe ale nawet fałszywe twarze przyjaciół i ich słowa uderzały. Nim zdążyła odpowiedzieć świat rozpadł się jak szkło. Zapadła nagła ciemność. Nagle na środku pomieszczenia pojawiło się światło oświetlające stojącą tam kanapę, na której siedzieli ona i Flynn.
Patrzyła na siebie i Flynna wtulonych w siebie i trzymających się ręce. Ta scena wyglądała realnie, zbyt realnie. Eve ruszyła w ich kierunku w szoku jak zahipnotyzowana. Dotknęła jego ramienia a scena się zmieniła. Fałszywa Eve zniknęła a Flynn spojrzał na nią a jego twarz stała się pusta, pozbawiona emocji a oczy stały się matowe.
-Przestań mnie szukać.
Eve zamarła.
-Nie wrócę Eve. Nie chcę być dla ciebie ciężarem. To lepsze dla wszystkich.
Eve pokręciła przecząco głową.
-Nie.. Nie mów tak. To nie ty. To koszmar mówi twoim głosem ponownie.
Flynn uśmiechnął się blado.
- Może. A może to jest prawdziwe. Może wiem, że beze mnie będzie ci łatwiej.
Eve opadła na kolana. To nie zraniło ją fizycznie. Pękała, bo koszmar raz po raz uderzał w jej największe lęki, że Flynn nie chciał, aby go znaleźć, że aby przeżyć musi przestać walczyć i pozwolić mu odejść, że miałaby wrócić sama do świata realnego, że jego powrót zniszczy wszystkich. Świat wokół niej się rozpadał, znikał jak mgła.
-Poddaj się Eve Baird- mówił Flynn głosem, który brzmiał jak pożegnanie. -Wróć tam, gdzie jesteś bezpieczna. Pozwól mi odejść.
Wyczuwała, że łamała się psychicznie mimo wiedzy, że to Zakazana Księga Snów a nie jej biblioteczna rodzina. jeszcze chwila a koszmar pochłonąłby ją i Flynn zostałby uwięziony na zawsze. Ledwo oddychała, a serce waliło jak szalone. Jedna łza spłynęła na ziemię i właśnie wtedy koszmar postanowił po raz kolejny zadać ostateczny cios.
Światło zgasło i usłyszała kopnięcie zamykających się drzwi i odgłos jej własnego złamanego głosu, błagalnego.
-Zostawcie mnie… Nie mogę.
Koszmar chciał, żeby usłyszała swoje złamanie, żeby uwierzyła, że to już koniec. Eve niemal to zrobiła . Niemal się złamała. Prawie, prawie się poddała. nagle jej dłoń powędrowała na jej szyję i zacisnęła się na czymś zimnym i metalowym.
To były jej wojskowy śmiertelnik, prawdziwe śmiertelnik z czasów NATO. Jedyny element, którego koszmar nie mógł zmanipulować. Eve powoli otworzyła oczy, jak żołnierz, który przypomniał sobie kim był.
-Próbujesz mnie zniszczyć bo się mnie boisz.
Koszmar zadrżał a ściany pulsowały. Eve wstała trzęsąc się, ze ściśniętym gardłem ale pewnie.
-Nie poddam się. Bo on nie jest sam, a ja nie zostawiam swojego żołnierza na polu walki. Nigdy.
Zapadła cisza. Koszmar pierwszy raz zadrżał ze strachu. Pułkownik Eve Baird przetrwała moment złamania i zaczął się jej marsz po Flynna Carsena. Koszmar nie miał nad nią władzy. Stała chwiejnie a koszmar nadal drżał wokół niej gotowy zaatakować ją na nowo, gdy tylko pokazałaby słabość. Musiała walczyć mimo że skóra na karku ściągnięta , oddech szarpany i tętno biło za szybko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz