Sala Biblioteki była pogrążona w półmroku, jakby sama instytucja próbowała nie budzić tego, co się działo. Eve weszła jako pierwsza do sali, zaniepokojona. Flynn nie wrócił z czytelni przez cały dzień, co ją nie dziwiło. Za nią szli Cassandra, Ezekiel, Jake i Jenkins zaciekawieni co wciągnęło tym razem Carsena. Kiedy skręcili za ostatnia półkę zamarli.
Na kamiennej posadzce leżał nieruchomy Flynn z twarzą mokrą od łez w śnie. Obok niego leżała otwarta księga w czarnej skórzanej okładce pokrytej nieznanym symbolem, który blado pulsował. Przerażona Eve rzuciła się w stronę ukochanego Bibliotekarza i w sekundę była przy nim.
-Flynn. Flynn, obudź się. Słyszysz? Flynn?
Nic. Jego ciało oddychało, ale głęboko, nienaturalnie, jakby był w innej rzeczywistości. Eve trzęsła go za ramię błagalnie, bez cienia dumy.
-Proszę…nie rób mi tego…nie znikaj teraz..
Cassandra podeszła do księgi chcąc zobaczyć co czytał Carsen bo może tam kryła się tajemnica jego stanu. Zwykle ciekawa nagle stała się przerażona. Z jej twarzy zniknął kolor. Szepnęłas.
-O nie… nie, nie,nie…
Jake podbiegł do niej.
-Co to jest?
Cassandra nie patrzyła na niego. Nie mogła oderwać oczu od księgi.
-Zakazana Księga Snów. Jenkins nam mówił kiedyś o niej… w tym starym katalogu… To artefakt zbudowany z koszmarów. Ona się nimi karmi.
Ezekiel spróbował żartem rozładować napięcie ale głos mu się łamał ze strachu.
-Ale przecież to tylko sny prawda? Co one mogą zrobić?
Cassandra potrząsnęła głową szybko i ostro.
-To nie są zwykłe sny. One pokazują największe lęki tych, którzy jej dotknął i zamyka ich w środku tak długo aż wyniszcza. Wyniszcza własnymi lękami uwięzionego.
Wiedziała, że Flynn jest uwięziony w swoim najgorszym koszmarze i to się tam działo brał za realny świat. Tego, czego nie wiedziała to, że w koszmarze Flynn został porzucony przez Eve a reszta uważała, że bez niemu wszystkim lepiej bez niego.
-A jak długo Flynn może tam być?
Cassandra wydała krótki, bezdźwięczny śmiech prawie historyczny.
-Może spać przez kilka godzin czy minut ale tam czas płynie inaczej. Jego umysł mógł spędzić tam godziny… albo miesiące.
Eve zacisnęła zęby, przyciągając Flynna do siebie. Jej głos był twardy ale wiedzieli, że w środku panikowała.
-Musimy go stamtąd wyciągać. Natychmiast.
Jenkins zwykle opanowany patrzył na księgę z autentycznym strachem takim, jakiego nigdy nie widzieli.
-To nie jest takie proste. Jeśli obudzimy go na siłę umysł może…
Zawahał się.
-Może nie wrócić.
Eve zamarła. W jej oczach tlił się strach w najczystszej postaci.
Cassandra zamknęła księgę ostrożnie, jakby dotykała tykającej bomby.
-Księga wypuszcza tylko wtedy, kiedy jego umysł sam pokona koszmar. Ale jeśli koszmar stanie się zbyt silny.. księga zatrzyma go na zawsze.
Eve patrzyła na Flynna z miłością jak zawsze gdy mieli nieliczne chwile dla siebie.
-Nie pozwolę mu tam być samemu. Nikt nie walczy z własnymi demonami samotnie.
Ezekiel i Jake zamarli, wiedząc, co to oznacza. Stone spojrzał na Baird.
-Eve … Wejście do magicznego koszmaru to nie żart. Jeśli wejdziesz, księga zamknie też ciebie.
-To mnie nie obchodzi.
Jenkins spojrzał na Baird.
-Jeśli ty wpadniesz w pułapkę księgi, stracimy was oboje. Jeśli pan Carsen przegra i podda się i księga go zatrzyma stracimy was oboje.
Eve nie spuszczała wzroku z Flynna, gładząc jego policzek a po chwili rzuciła zdanie, które nie pozostawiło wątpliwości co do jej zamiarów.
` -Nie stracicie go. Bo ja znajdę go, nawet w piekle. Od tego jest Strażniczka prawda?
Cassandra wciągnęła powietrze nie z paniki, ale z decyzji.
-To musi być ktoś, kogo kocha. Komu naprawdę ufa. Kto przypomni mu, że ma dla kogo żyć.
Jake bardzo powoli kiwa głową.
-To jesteś ty Eve. … i tylko ty.
Ezekiel patrzył z powagą.
-A jeśli zobaczy cię w koszmarze i może nie wiedzieć, że jesteś prawdziwa i może cię tam nienawidzić?
Eve zacisnęła szczękę i miała łzy w oczach ale żadnego strachu w głosie,
-To nieważne. Będę walczyć o niego nawet wtedy, kiedy on nie będzie walczył o mnie.
Jenkins podszedł do Cassandry i ustawił dłoń nad księgą i zaczął szeptać zaklęcia. Symbol zaświecił się, rysując portal do koszmaru Flynna Carsena. Jenkins spojrzał na Eve.
-Pani pułkownik kiedy pani tam wejdzie proszę pamiętać, że jego koszmar będzie próbował udowodnić, że jest pani mu obojętna. Będzie próbował panią wyeliminować bo wykryje, że jest pani zagrożeniem wobec jego planów. Proszę nie wierzyć w nic, co powie. I co gorsza w nic co pani poczuje. To nie jego słowa będą. Wszystko może być pułapką. Proszę pamiętać o tym, że liczy się to co pani czuje tutaj i proszę zdać się na instynkt Strażniczki.
Eve wzięła głęboki, drżący oddech. Spojrzała ostatni raz na Flynna, złamanego, śpiącego i samotnego nie wiedząc że wchodzi w świat gdzie złamała mu serce.
-Flynn. Przysięgam, że wrócimy razem.
Wskoczyła po chwili do portalu, który przeniósł ją do najgorszego koszmaru Flynna Carsena nie wiedząc co tam spotka. Mężczyzna dalej leżał na kamiennej podłodze głównej sali Biblioteki, otoczony przez księgi, artefakty i przyjaciół, którzy nie wiedzą, co robić. Cassandra, Jake, Ezekiel i Jenkins patrzyli na Flynna, martwiąc się, że zostawienie go na tej posadzce może mu jeszcze bardziej go osłabić. Jake odezwał się pierwszy.
-Nie możemy go tak zostawić Jeśli się przebudzi w połowie koszmaru nie wiadomo co się stanie.
Cassandra przytaknęła.
-Trzeba go przenieść. Jego ciało potrzebuje bezpieczeństwa, nawet jeśli umysł jest daleko.
Stone i Jones podnieśli Flynna z delikatnością, podpierając go między sobą. Jego ciało było ciężkie i wiotkie, jakby ktoś albo coś wyjęło z niego całą siłę życiową. Ezekiel wskazał na księgę trzymaną przez Cassandrę.
-A co z tym? Czy możemy w ogóle zajrzeć co się dzieje w jego głowie? Żeby wiedzieć czy Eve daje radę.
Jenkins, który stał trochę z boku, patrząc na księgę. Jego spojrzenie było poważne.
-Można. Trwający koszmar można "czytać" w Zakazanej Księdze Snów. Ale ostrzegam to nic przyjemnego. Księga pokazuje wszystko, co umysł przeżywała, a wszystko przeżywa najbardziej intensywni, w najgorszym wydaniu i nigdy nie wiadomo, czy koszmar nie spróbuje przestraszyć obserwatorów.
Doszli do pokoju Flynna. Ezekiel oraz Jake położyli go na łóżku. Jenkins przyciągnął stolik nocny i przyniósł drewnianą, rzeźbioną dawną podstawkę pod książkę. Cassandra zaciskała ręce na krawędzi księgi Jej oczy błyszczały od napięcia i strachu.
-Nie możemy pozwolić aby utonął. Eve walczy, a my musimy być tu gotowi na wszystko.
Jake spojrzał na nią, kiedy odkładała księgę na podstawkę.
-Gotowi do czego? Nie możemy wejść fizycznie bo to zbyt ryzykowne więc co możemy zrobić?
Jenkins podszedł z pozostałymi do księgi aby czytać koszmar.
-Obserwować. Rozumieć. A kiedy się pojawi moment, w którym jego umysł będzie potrzebował wskazówki, jeden z was będzie mógł spróbować podsunąć mu impuls, żeby Eve mogła go znaleźć i przywrócić świadomość.
Zapadła cisza. Wszystko co słyszeli, to pulsujące światło księgi i powolne, głębokie oddechy Flynna. Każdy z Bibliotekarzy i Opiekun Aneksu zdawali sobie sprawę, że Eve nie miała dużo czasu, bo koszmar mógł go całkowicie pochłonąć, zanim zdąży dotrzeć.
Eve trzymała się głównej alejki Biblioteki w koszmarze a jej dłonie drżały ale determinacja nie gasła od chwili kiedy wskoczyła do tego świata. Zamiast znaleźć Flynna wśród półek i artefaktów Biblioteka ciągle się przed nią zmieniała. Korytarze, które znała na pamięć skręcały w niemożliwe kierunki. Pułki przesuwały się same, układały się w nowe labirynty. Księgi leciały z półek, tworząc ściany. Eve szeptała.
-Flynn?... Gdzie jesteś?
Każdy zakręt prowadził ją z powrotem do miejsca, w którym zaczęła. Eve biegała, ale stopniowo zaczynała tracić orientację. Nie wiedziała, że księga w świecie realnym pulsowała jasnym światłem, tworząc kolejne iluzje korytarzy, których nie ma.
-Nie… Nie mogę go znaleźć.
W oddali słyszała echo własnego głosu, jakby Biblioteka odbijała jej słowa tysiące razy. Każdy dźwięk stawał się zniekształcony, każdy cień wyglądał jak Flynn. Eve szeptała do siebie szlochając.
-Muszę go znaleźć… muszę.
Księga pulsowała coraz bardziej ku przerażeniu przyjaciół w świecie realnym a świat wokół Eve zaczynał się deformować. Pułki wydłużały się w nieskończoność, schody prowadziły do nikąd, drzwi pojawiały się i znikały w ułamkach sekundy.
-Flynn nie zostawiaj mnie.
Nie było żadnej odpowiedzi. Koszmar dział się w jego głowie ale zaczął mieć wpływ nie tylko na niego ale i na nią. Przesuwa całą Bibliotekę aby utrudnić jej drogę, jakby koszmar wiedział, że ona jest dla niego zagrożeniem. Jakby wiedział, że ona może uratować Flynna i wyrwać z jego szponów. Eve mówiła do siebie z desperacją.
-To nie jest prawdziwe… To nie jest prawdziwe…
Każdy zakręt przynosił nowe złudzenia: Widziała Flynna stojącego w świetle, ale gdy biegła do niego znikał, a w jego miejscu stał ktoś inny, uśmiechnięty, twierdzący że Biblioteka jest szczęśliwa bez niej, bez Flynna. Korytarze prowadziły ją w koło. Biblioteka żyła bardziej akywnie, niż w realnym świecie, była bardziej złośliwa. W końcu Eve przysiadła na chwilę, ciężko oddychając.
-Flynn?... Słyszysz mnie? Muszę cię znaleźć. Muszę ci przypomnieć kim jesteś.
Ezekiel, Jake, Cassandra i Jenkisn widzieli jak księga migotała mocniej, a Eve dostrzegła cień Flynna w końcu nierealnego korytarza. Był daleko, wykrzywiony przez koszmar, ale obecny.
-Tam jesteś. Już cię nie stracę.
Poderwała się i ruszyła za nim biegiem ale to nie był prawdziwy Flynn Carsen. Ten nadal znajdował się w świecie stworzonym przez Zakazaną Księgę Snów. Siedział załamany w głównej sali na schodach po kolejnej misji. Biblioteka była teraz dziwnie spokojna, niemal sterylna, ale pozbawiona życia, które kiedyś znał.
Eve odeszła miesiąc wcześniej a on nadal nie potrafił się pogodzić z jej odejściem. Ciągle widywał ją przy drzwiach do labiryntu, iluzji i jak znikała w świetle. Widział sylwetkę oddalającą się coraz bardziej. Nie było słów ani spojrzeń, które mogłyby go uspokoić. Biegł za nią za każdym razem.
-Eve! Poczekaj! Nie zostawiaj mnie!
Znikała za każdym razem, a on myślał, że to jego mózg podrzucił mu obraz utraconej ukochanej. Koszmar zaczął pulsować a świat na nagle stał się zimny i pusty. Z korytarza wyłonił się Ezekiel Jones z uśmiechem, którego Flynn nigdy nie widział. Nie był już Bibliotekarzem ani sprzymierzeńcem. Wyglądał jak złodziej z dawnych dni, z błyskiem swobody i lekkości w oczach.
-No cóż Flynn… Chyba czas odejść. Ta cała sprawa z biblioteką, Eve, misjami…
Ezekiel zawahał się na chwilę.
-Nudzi mnie to. Wolę znowu być tylko złodziejem.
Flynn spojrzał na Ezekiela zamierając, drżąc, próbując zrozumieć.
-Co ty mówisz? Nie możesz… Nie możesz po prostu odejść! Biblioteka cię wybrała.
Ezekiel machnął ręką, jakby odsuwał niewygodny problem.
-Mogę. I chcę. Bo w tej “idealnej drużynie” i świecie pełnym misji…Ja nigdy nie byłem naprawdę szczęśliwy. Zawsze czułem się jak w klatce.
Flynn rozpaczliwie przemówił.
-Ale razem mieliśmy to wszystko… Razem moglibyśmy uratować Bibliotekę, świat…
Ezekiel uśmiechnął się zimno.
-Nie Flynn. Teraz mogę robić to, co chcę. A ty? Ty zostajesz sam.
Ezekiel zniknął w świetle podobnym do tego, w którym odeszła Eve. Flynn został w sali zupełnie sam. Cassandra i Jake wyruszyli na misję i odrzucili jego towarzystwo. powiedzieli, że sami sobie poradzą, że muszą nauczyć się pracować bez Strażniczki. Flynn został zupełnie sam w miejscu, które wyglądało jak Biblioteka ale było puste i obce.
Ściany pulsowały światłem Zakazanej Księgi Snów.
Książki ponownie zaczęły się unosić i tym razem zmieniając się w fragmenty wspomnień Flynna. Każda pokazywała kogoś odchodzącego, każda wskazywała, że wszyscy opuszczają go jeden po drugim: ojciec, jego pierwsza dziewczyna i pierwsza Strażniczka Nicole Noone, Emily Davenport, Simone Renoir, dwie jeszcze inne dziewczyny, jego matka Judson, Charlene a teraz Eve Baird i Ezekiel Jones. Flynn wyszeptał łamiącym się głosem.
-Nie… Nie może być prawdziwe… Nikt nie odchodzi… Nie wszyscy…
Echo odpowiedzi było zimne i obojętne. Każdy korytarz, każde skrzyżowanie prowadziło do kolejnego opuszczonego a w głowie miał chaos. Eve odeszła, Ezekiel odszedł a reszta Bibliotekarzy i Jenkins unikali go i patrzyli na niego jakby był zbędny.
Koszmar zmieniał się dynamicznie, dopasowując się do jego najgorszych lęków w tym samotności, poczucia, że jest ciężarem i przekonaniem, że nawet ci, których kocha w końcu odchodzą. Flynn upadł na kolana pośrodku sali. Jego własny głos odbijał się w pustych korytarzach.
-Dlaczego nikt nie zostaje? … Dlaczego?
W głosie było słychać ogromny ból i cierpienie.
Światło księgi pulsowało silniej, jakby odpowiadała.
-Bo świat jest lepszy bez ciebie.
Dla Flynna upłynęło kilka dni. Błądził po Bibliotece, która w jego koszmarze była zmieniona i bardziej skomplikowana niż zwykle. Każdy korytarz coraz bardziej pulsował niepokojem, każda półka tworzyła nowe labirynty. Zobaczył Cassandrę idącą w jego kierunku. Wyglądała na słabą, była blada, ledwo utrzymywała się na nogach. Jej twarz była inna.
Jej śmiertelny guz w realnym świecie został usunięty operacyjnie i wróciła do zdrowia a w jego koszmarze przybierała śmiertelne kształty. Flynn płacząc podbiegł do nią.
-Cassandra! Co się z tobą dzieje?!
Cassandra uśmiechnęła się smutno powoli podchodząc do balustrady. Byli w jednym z wysokich balkonów w sali olbrzymich artefaktów. Opierała się o barierkę patrząc w dół a znajdowali się na wysokości dwunastego piętra. Przed nią nią była otchłań. Szeptała.
-Flynn… Nie mogę dłużej…
-Nie! To nieprawda! Nie możesz tak mówić! To niemożliwe! Jesteś po operacji… Wszystko jest dobrze.
Cassandra odwróciła się, a w jej oczach było widać spokój i rezygnację, który dla Flynna był całkowicie niepojęty.
-Chyba nie usunęli całości i on wrócił. Odebrałam właśnie wyniki. Nie mogę już walczyć. Nie mogę patrzeć, jak ty, Jenkins i Jake, jak wszyscy cierpicie przeze mnie.
Flynn chwycił ją za ręce drżąc
-Nie pozwolę ci odejść. Przysięgam. Nie pozwolę. Nie zostawiaj mnie..
Cassandra uśmiechnęła się delikatnie, prawie matczyno i odsunęła jego ręce.
Flynn… Musisz to zrozumieć. Nie chodzi o ciebie. Chodzi o mnie. Moje cierpienie… Nie mogę być ciężarem dla świata.
Flynn krzyknął niemal rozdzierając Bibliotekę swoim głosem.
-Masz przed sobą długie życie pełne przygód. To nie jest prawda! To nie jest prawdziwe!
Dla niego to było prawdziwe. Nie miał jeszcze świadomości, że to jego koszmar. Każdy szczegół, bladość jej skóry, drżenie rąk, cichy szept działało jak strzał w serce. Cassandra powróciła do balustrady. Ponownie spojrzała w dół.
-Przepraszam Flynn… Muszę odejść sama. Mówiłam, że sama zdecyduje kiedy odejść.
Flynn rzucił się w jej stronę, ale przeskoczyła balustradę i leciała w dół krzycząc.
-Kocham cię Flynn jak ojca, Nie zapomnij.
Usłyszał huk upadającego ciała i pękających kości. Upadł na kolana, łapiąc powietrze jak rybka wyciągnięta z wody. Szeptał zrozpaczony.
-Nie… nie… Cassandra!
Biblioteka drżała, pułki się poruszały się same, echo jej krzyków odbijały się w korytarzach. Flynn stracił kolejną osobę ale tym razem i świat stracił wielką Bibliotekarkę. Nie miał odwagi spojrzeć przez barierkę na jej ciało.
-To moja wina. Gdyby nie oddawała resztki mocy Cala aby mnie ratować to by żyła. Wyleczyłaby swojego guza i miałaby przyszłość.
Płakał rozpaczliwie.
-To moja wina, moja wina… moja wina.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz