piątek, 12 czerwca 2015

Dziesięcioletnia nieobecność cz. VII

Aktorka poszła pod prysznic odświeżyć się. Gdy wyszła z łazienki, zastała Parkera i Jacka  robiących kolację dla najmłodszych, którzy w salonie oglądali kreskówki.  Stanęła przy framudze i patrzyła. Rozmyślała jak będzie wyglądać ich życie bez niej.  Jej mąż będzie musiał poświęcić więcej czasu dzieciom, które zostaną bez matki.  Wiedziała, że załamie się, ale ze nie zaniedba ich pociech. Do tego będzie miał wsparcie przyjaciół, którzy nie pozwolą mu zaniedbać swoich obowiązków. Nie miała złudzeń, że przeżyje. Chciała przerwać leczenie, ale wszystkim zależało, aby walczyła.  Dlatego nie miała zamiaru poddać się, chociaż jej zdaniem i tak jej los był przesądzony. Nagle usłyszała koło siebie ukochany głos.
            - O czym myślisz Bones?
            - O niczym.
            Przyjrzał się.
            - Widzę, że nad czymś rozmyślasz. Zdradź mi to.
            - Zastanawiam się, jak będzie wyglądać wasze życie po mojej śmierci.
            Zdenerwował się.
            - Nie umrzesz Bones. Wiem, że wiara cię nie przekona. Więc postaram się być logiczny.  Jesteś silną kobietą,  masz silny organizm. Dobrze przeszłaś pierwszą chemię.
            Przyjrzała mu się uważnie.
            - Masz rację, ale...
            -Nie ma ale.
            Chciała coś powiedzieć, gdy z kuchni wychylił się Parker i krzyknął.
            - Kolacja gotowa.
            Złapał żonę za rękę i pociągnął do kuchni. Pomogli młodemu Booth'owi rozłożyć jedzenie na talerze i zanieśli je do salonu. Christine i Hank szybko spałaszowali posiłek i Caroline położyła dzieci do spania.  Dorośli zasiedli przed telewizorem. i obejrzeli kilka odcinków serialu "Kości". Wszyscy znali je dobrze, ale to co innego, gdy odtwórczyni roli, a zarazem bohaterka serialu siedzi obok i komentuje to co się dzieje.  Koło drugiej nad ranem poszli spać. Małżeństwo ulokowało się w sypialni, a gospodarz w salonie, na kanapie.  Koło szóstej do mieszkania weszła Lanie Brown, dziewczyna Parker. Zostawiła płaszcz i walizkę przy wejściu, przeszła przez salon i weszła do sypialni. Gdy zobaczyła w łóżku swojego chłopaka obcą kobietę, zdenerwowała się. Caroline przebudziła się i wyciągnęła się obok męża, który smacznie spał. Spojrzała na intruza i spytała.
            - Co pani tutaj robi?
            Brown była coraz bardziej poirytowana.
            - A pani w mieszkaniu mojego chłopaka?
            - Nocuję. Ale radzę odpowiedzieć, zanim wezwę policję.
            Aktorka podniosła się z łóżka i sięgnęła po koc, którym starannie się okryła. Kiwnęła na kobietę i opuściły sypialnię. W salonie nikogo nie było. Na kanapie leżała rozwalona pościel. Usiadła na wolnym skrawku mebla.
            - Więc jest pani dziewczyną Parkera?
            - Tak odparła dumnie Lanie.
            - Miło mi panią poznać.  Parker to bardzo miły młodzieniec. Podejrzewam, że tak jak ojciec jest dżentelmenem i zajdzie wysoko w FBI.
            Caroline była zadowolona, że może spotkać partnerkę syna ukochanego. Pomyślała, że ktoś pomoże Parkerowi, gdy jej już zabraknie. Nie rozumiała tylko poirytowania kobiety. Gdy miała już odezwać się, gdy wszedł młodszy z Boothów. Był radosny.
            - Witaj Bones...
            Dopiero po chwili dostrzegł gościa.
            - Cześć Lanie. Co tutaj robisz?
            Wściekła się i zaczęła krzyczeć.
            - Co ja tutaj robię? Ty mnie o to pytasz? A co ona tutaj robi? Sprowadziłeś sobie jakąś dziwkę?
            - Wypraszam sobie - odparła Moris i ruszyła do kuchni. Parker srogo spojrzał kobietę i krzyknął w stronę kuchni, ponieważ drżał o macochę.
            - Wszystko w porządku Bones?
            - Tak szukam torebki.
            - Wisi przy drzwiach. Może lepiej będzie jak udasz się do szpitala?
            - Nie trzeba. Nic mi nie jest.
            Spojrzał na Brown ze złością.
            - Musisz wygadywać takie głupoty? Nawet nie wiesz, co tutaj się dzieje.
            -Broń się - krzyknęła kobieta. - Jesteś kłamcą jak wszyscy faceci.
            Parker zdenerwował się Przecież nie byli sami w mieszkaniu.
            - Możesz ciszej. Obok śpią dzieci
            To jeszcze bardziej rozwścieczyło kobietę.
            - Dzieci? Jeszcze ty są dzieci? No to jeszcze lepiej.
            Z pokoju wychyliła się Christine. Podeszła do brata i spytała.
            - Co się dzieje?
            Parker zapanował nad wzburzeniem i przemówił łagodnym głosem.
            - Wiem, że krzyczymy, ale wszystko jest w porządku.
            Dziewczynka nie dała się zwieść, przestraszyła się, myśląc, że chodzi o jej rodzicielkę.
            - Coś z mamą?
            Uśmiechnął się.
            - Nie Nic jej nie jest. Weź torebkę i zanieś mamie. A ja skończę rozmowę.
            Christine zdjęła z wieszaka torebkę i zaniosła ją mamie. Gdy zniknęła, mężczyzna powrócił do przerwanej dyskusji.
            - Zrozum, że to nie jest tak jak myślisz. Daj mi to wyjaśnić.
            - Pewnie masz świetną wymówkę.
             Nie chciała słuchać jego tłumaczeń. zanim zdążyć odezwać się, opuściła jego mieszkanie. Parker czuł się zobowiązany wytłumaczyć się przed żoną ojca.
            - Przeprasza za to. Jest mi strasznie głupio...
            - Nic się nie stało. Małe nieporozumienie, które sobie wyjaśnicie. Dobrze, że nie zbudziła twojego ojca. Od dawna tak dobrze nie spał. Daj jej czas Zrobię śniadanie. Co chcesz?
            - Ja zrobię. Jesteście moimi gośćmi. Naleśniki?
            Przytaknęła. Jej mąż robił świetne śniadania, teraz mogła sprawdzić jak gotuje jego pierworodny. Mężczyzna zwrócił się do siostry.
            - A ty co zjesz królewno?
            - Jeśli robisz takie dobre naleśniki jak tata, to chętnie zjem.
            Uśmiechnął się do niej i wyjął potrzebne produkty, oraz patelnię.
            - Czas na popis króla naleśników.
            Kobieta uśmiechnęła się i zabrała córkę do salonu, gdzie włączyła jej bajkę. Następnie wróciła do sypialni. Pół godziny później z  dziecięcego pokoju wychylił się Hank i wszedł do kuchni, gdy Parker skończył rozprowadzać kolejną porcję ciasta po patelni. Chłopiec poparzył na mężczyznę i spytał.
            - Co robisz?
            -Śniadanie a'la  Booth.
            Chłopiec przytulił się do nóg starszego brata.
            - Cieszę się, że możemy w końcu cię poznać. Rodzice opowiadali nam o tobie.
            Parker wziął go na ręce i mocno przycisnął do siebie. był szczęśliwy, ze maluchy wiedzą kim jest. Państwo Moris opuścili sypialnię i poczuli zapach spalenizny. Pobiegli szybko do kuchni. Zobaczyli jak Parker wyrzuca coś do śmietnika.
            - Co się stało?
            - To nic takiego tato. Rozmawiałem z Hankiem i zagadałem się. Ale sytuacja opanowana.
            Zasiedli do posiłku. Wszyscy chwalili młodego mężczyznę, który czuł się wspaniale obserwując rodzinę. Następnie pozmywał i pojechał do pracy. Państwo Moris z dziećmi pojechali do Russa i Maxa.

            Spędzili dwa tygodnie na spotkaniach z rodziną i przyjaciółmi.  Następnie dyrektor FBI wysłał detektywa Jacka Morisa ( agenta specjalnego Seeley'a Bootha) na szkolenie. Caroline wraz z pociechami nadal mieszkała u Parkera, chociaż rozpoczęła poszukiwania przytulnego domku. Szykowała się na kolejną chemioterapię. Lanie Brown nie pojawiła się więcej w mieszkaniu chłopaka, który próbował się jej wytłumaczyć.

piątek, 29 maja 2015

Dziesięcioletnia nieobecność cz. VI

Gdy wszyscy  zjechali się do domu artystki i entomologa, Max podszedł do Cam i spytał.
            - Wiesz o chorobie mojej córki.
             Kobieta zmieszała się, ale zdecydowała, że nie będzie kłamać. Tym bardziej, że widziała ból w oczach mężczyzny.
            - Tak. Powiedziała nam, gdy namawialiśmy ją do powrotu.
            Głos się jej załamał.
            - Nie chce mi się w to wierzyć.  A ty skąd wiesz?
            -  Od jej córki. Jest tak mądra jak mama.
            Poklepała go po ramieniu.
            - Będziemy ich wspierać, W czasie leczenia będziemy zajmować się dziećmi, podtrzymywać ich na duchu, czy wylewać przysłowiowe wiadro zimnej wody im na głowy.
            - Dziękuję.
            - Od tego są przyjaciele...
            Nie zauważyli, że koło nich stała lekko wstawiona Angela.
            - Brenn jest chora?
            - Angela- krzyknęła Cam, a po chwili odparła spokojniejszym głosem- Nie wiedziałam, że tutaj jesteś.
            - Brenn jest chora?
            Pani patolog zaniemówiła. Wiedziała, że artystka  narobi paniki.
            - Ma raka.
            -Nie, nie
            Krzyknęła nie zwracając uwagi, że w jej domu jest pełno ludzi. Nie chciała do siebie dopuścić, że przyjaciółka, którą dopiero odzyskała, miała umrzeć. Saroyan próbowała zapanować nad sytuacją.
            - Nie możesz się załamać. Jesteśmy im potrzebni. Jak wtedy, gdy Booth poszedł pod nóż i stracił pamięć.  A nawet bardziej.
            Artystka spojrzała smutno na przyjaciółkę, która ściskała swoje dzieci. Nagle aktorka straciła przytomność.  Wszyscy oprócz Cam, oraz Morisa  odsunęli się, aby nie zabierać kobiecie tlenu. Patolog spytała jej męża, który był przerażony.
            - Gdzie ma lekki?
            - W torebce. Ratuj ją Cam.
            - Przynieś je.
            Mężczyzna pobiegł po torebkę żony, a Hodgins wyprowadził dzieci. Patolog przyniosła z łazienki  sole trzeźwiące  i ocuciła Caroline, a następnie podała jej tabletki i nalała z karafki trochę wody. Lekko ręce jej drżały.
            - W porządku?
            Moris uśmiechnęła się, była zażenowana stratą przytomności. Nie chciała przestraszyć przyjaciół i okazywać słabości.
            - Tak. To tylko przemęczenie. Za dużo emocji jak na tak krótki czas.
            Cam była zmartwiona.
            - Jutro pojedziesz do lekarza.
            Caroline chciała zaprotestować.
            - Bez dyskusji. Sama cię zawiozę.
            - Nic mi nie jest.
            - Wolałabym jednak, aby lekarz cię zbadał.
            Moris straciła panowanie nad sobą i krzyknęła.
            - Chcesz od niego  usłyszeć, że umieram?
            Wszyscy nagle zamilkli. Parker spytał.
            - Jak to umierasz?
            Moris nie chciała kłamać. Wiedziała, że i tak wszyscy poznają prawdę. Wzięła się w garść i powiedziała ze spokojem.
            - Mam raka.
            Młodzieniec przytulił  się do niej jak bezbronny chłopiec.
            - Nie trać nadziei
            Uśmiechnęła się, ale nie chciała dawać fałszywych nadziei.
            -  Lekarze nie dają mi szansy.
            - Szansa zawsze istnieje. Jesteś tutaj potrzebna. I ty dobrze o tym wiesz. Nie możesz się poddać i nas zostawić. Rozumiesz? Musisz walczyć.
            -  Zgadzam się z Parkerem - odezwał się Keenan, wchodząc do pokoju. - Musisz walczyć córeczko. Masz ogromną rodzinę, która będzie cię wspierać.
            Wszyscy przytaknęli. Caroline zawstydziła się słowami bliskich.  Zrozumiała też, że z mężem nie są sami. Przez te dziesięć lat nauczyła się okazywać emocje, ale czasem nadal było jej trudno okazać to co czuje. Postanowiła zakończyć całą rozmowę.
            - Czas odpocząć. Jedziemy do hotelu. Idę po dzieci.
            Młody Booth spytał z nadzieja w głosie.
            - Zostaniecie u mnie? Mieszkam w dawnym mieszkaniu taty. Dzieci dostaną mój stary pokój, a wy sypialnię. Ja prześpię się na kanapie.
            - Nie mogę się na to zgodzić.
            - Młodzieńcowi zrzedła mina.
            - Zrób to dla mnie Bones. Proszę.
            Zrobił słodkie oczy, które zaskoczyły kobietę. Jej własne dzieci używali ocząt szczeniąt przeciwko niej. Teraz wiedziała, że odziedziczyły to w genach po ojcu. Nie umiała odmówić synowi męża.
            - Niech ci będzie.
            Angela obserwowała przyjaciółkę. Była wściekła na los, za to co spotkało tą silną kobietę.  Podbiegła do niej i uścisnęła ją.
            - Nie waż się umierać, bo inaczej chłopcy się twoimi zwłokami. A wiesz ile znają metod na oczyszczenie kości. Do tego Booth będzie się temu przyglądał.  Zmusimy go to tego.
            Aktorka uśmiechnęła się, a pozostali spojrzeli po sobie.  Wszyscy wiedzieli, że na trzeźwo mogła też rzucić takie zdanie. Parker nagle spytał.
            - Kto z was nie pił? Ja piłem.
            - Ja też - odparł Moris.
            - Całe szczęście, że jestem rozsądniejsza - powiedziała Caroline.
            - Jaki tu rozsądek? - spytał jej mąż. - Nie możesz pić, ponieważ bierzesz leki.
            - Nie zaczynaj. Kluczyki
            Mężczyzna uśmiechnął się i oddał kluczyki. Nie lubił jak jego ukochana prowadziła, ponieważ bał się, że spowoduje wypadek. Miała prawojazdy, ale gdy jeździli razem tylko on prowadził. Nie miał wyjścia, ponieważ pił alkohol. Angela spytała.
            - Wpadniesz jutro do instytutu?
            - Nie -odparł Max. - Jutro cały dzień spędzi z nami.

            Państwo Moris i młodszy agent Booth pożegnali się i wyszli. Pojechali do  mieszkania Parkera. Aktorka poszła pod prysznic odświeżyć się. Gdy wyszła z łazienki, zastała Parkera i Jacka  robiących kolację dla najmłodszych, którzy w salonie oglądali kreskówki.  Stanęła przy framudze i patrzyła. Rozmyślała jak będzie wyglądać ich życie bez niej.  Jej mąż będzie musiał poświęcić więcej czasu dzieciom, które zostaną bez matki.  Wiedziała, że załamie się, ale ze nie zaniedba ich pociech. Do tego będzie miał wsparcie przyjaciół, którzy nie pozwolą mu zaniedbać swoich obowiązków. Nie miała złudzeń, że przeżyje. Chciała przerwać leczenie, ale wszystkim zależało, aby walczyła.  Dlatego nie miała zamiaru poddać się, chociaż jej zdaniem i tak jej los był przesądzony

niedziela, 17 maja 2015

Dziesięciotetnia nieobecność cz. V

Gdy weszli, młodzieniec zobaczył wszystkich przyjaciół. Po środku stał jego ojciec, w towarzystwie Bones. Rzucił się w stronę ukochanego taty i wpadł mu w ramiona, mówiąc.
            - Tatusiu.
            Znów był małym chłopcem, cieszącym się ze spotkania z ojcem. Moris był szczęśliwy, trzymając w ramionach swoją pociechę.  Stęsknił się za synem, którego nie widział od dziesięciu lat.  Pamiętał wszystkie chwile z nim spędzone. Obawiał się dzisiejszego spotkania. Raczej spodziewał się, że jego "mały" mężczyzna go nie pozna, albo wścieknie się za brak wiadomości przez tyle lat.  Bał się, że nie zrozumie.
            Gdy młodzieniec wtulił się w jego ramiona, wszystkie obawy zniknęły. Wróciły wspomnienia związane z synem.  Uśmiechną się. Żałował, że nie widział jak dorasta.  Trochę sie bał, ponieważ jego pociecha wybrała niebezpieczny zawód. Sam wiele razy mało nie zginał podczas akcji. Był też dumny z syna.
            - Parker. Aleś ty wyrósł chłopcze.
            - Dziękuję. To naprawdę ty?
            -Tak.
            Oboje zaczęli płakać. Pani Moris uśmiechała się radośnie, patrząc na męża i jego syna.   Angela trzymała za rękę dwa szkraby.  Gdy panowie przestali płakać, Parker  uścisną żonę ojca, nie wiedząc że to jego macocha.
            - Wspaniale cię widzieć Bones.
            -Ciebie też.
            Uważnie mu się przyjrzała.
            - Z wyglądu przypominasz ojca.
            - Według zezulców z  charakteru też... Kocham was.
            Nie mógł do końca uwierzyć w to co widział. Moris zwrócił się do swojego pierworodnego,
            - Chcę ci przedstawić moją rodzinę.  Bones jest moja żoną i mamy dwójkę dzieci. Christine i Hanka.   
            - To Wspaniale.
            Młodzieniec uradował się, słysząc radosne nowiny. Wiedział, że zawsze z sercu ojca będzie miał swoje miejsce.  Angela wzniosła toast za młodszego agenta i zjedli po kawałku ciasta.  Posiedzieli chwilę i taksówkami ruszyli do restauracji. Przyjęcie trwało cztery godziny. Wszyscy świetnie bawili się. Była nawet pani prokurator. Pani Moris tańczyła z mężem, Parkerem, Hodginsem,  Resztę zabawy przesiedziała, ze względy  na swoje osłabienie. Z przyjemnością przyglądała sie przyjaciołom.  W pewnym momencie Parker zniósł toast.
            -  Dzisiaj możemy świętować trzy rzeczy.  Odzyskanie taty i Bones, zyskanie nowych członków rodziny, oraz śmierć ostatniego członka mafii braci Wilter.  Za...
            - Czekaj - krzyknęła aktorka. Zapomniałeś o jeszcze jednej rzeczy, o tej dla której tutaj się spotkaliśmy.  Dzisiaj zostałeś młodszym agentem.
            Angela podniosła kieliszek do góry.
            - Za Temperance,  Parkera i Seeley'a  Booth.
            - Za naszych przyjaciół- krzyknęła reszta. Wszyscy  wypili lampkę szampana.
            W tym samym czaise w domu Hodginsówm Max Keenan zajmował się dziećmi. Michael odnalazł wspolny język z Christine. Hank bawił się lalkami z Tempi. Max obserwował ich z przyjemnością. Dzieci jego córki szybko go zaakceptowały. Nagle wnuczka podeszła i spytała.
            - Wiesz, że mama umiera?
            - Jak to?
            Był w szoku. Nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał. Dziewczynka kontynuowała.
            -  Właśnie wróciła ze szpitala. Tatuś rzadko bywał w domu. A jak bywał to, to zachowywał się dziwnie. Płakał.  Mama od razu powiedziała nam, że umrze, że może niedługo jej zabraknąć.  Chociaż  tata mówi, że Bóg nie może nam jej zabrać.
            Nie wiedział co robić. Dziewczynka przypominała swoją matkę, więc postanowił być z nią szczery. Choć wiadomość o chorobie córki powodowała strach o nią.  Chciało mu się płakać. Opanował łzy i wyszeptał.
-Cała Tempi. Logiczna do bólu... Tata ma rację, Trzeba wierzyć, że  mama wyzdrowieje. Idź  i pobaw się z Michaelem robaczkami.
            - Robaczki oczyszczają nóżkę od kurczaczka.
            Pobiegła do nowego przyjaciela. Keenan patrzył przed siebie. Nie chciał stracić swojej małej córeczki. Dopiero ją odzyskał po dziesięciu latach. Musiał się upewnić, wiec wyciągnął komórkę i zadzwonił do syna
            -Brennan, słucham.
            - Wiesz, że Temperance ma raka?
            Russ zmieszał się.
            - Tak. Powiedziała mi dzisiaj rano.  Boi się. Lekarze nie dają jej szans na przeżycie.  Booth ją wspiera.
            - Ale sam sobie z tym nie radzi. Christine mi powiedziała o chorobie Temperance. Dziewczynka boi się o mamę.
            - Rozumiem. Nie możemy jej pozostawić samej sobie. Czy tego będzie chciała, czy nie.
            - Mądrze mówisz synu. Jesteśmy jej potrzebni.






.....................................................................................................................
Przepraszam za wcześniejszy błąd.



niedziela, 3 maja 2015

Matury

Życzcie wszystkim maturzystom połamania długopisów, ponieważ od jutra rozpoczynamy matury.
Jeśli chodzi o mnie zaczynam już czuć stres, ale mam wsparcie całej rodziny. Mój brat już życzył mi, abym połamała długopis. Matury czas zacząć i nie uciekniemy od nich, nie ważne jak bysmy chcieli. Od 4 maja naszymi głowami zawładną bohaterowie lektór, wzory matematyczne, obce słówka, dzieła sztuki, daty, wydarzenia, mapy, rozmnażanie, wzory chemiczne. Ale mam nadzieje, że damy radę.

Wszystkim tym, którzy też w tym roku zdają maturę
życzę, aby wszystko poszło po ich myśli, o niczym nie zapomnieli w tym stresie
i aby nie przejmowali sie, aż do dnia ogłoszenia wymików.
Niech stres was nie zje.

czwartek, 30 kwietnia 2015

Przeprosiny

Przepraszam, że w ostatnim czasie nic nie wstawiam, ale jestem w trudnym okresie. W poniedziałek rozpoczynam ogromne wyzwanie, jakim jest matura.  Piszę od 4 do 8 maja. Potem ustne i Wos.
W piątek zakończyłam liceum. Przyznaję się, że w ostatnim okresie było ciężko. Bardzo przepraszam i obiecuję spiąć się po maturze. Jest mi przykro, że nie daję rady. Stres niepozwala mi się skupić na przepisywaniu. Przepraszam.

piątek, 3 kwietnia 2015

Dziesięcioletnia nieobecność cz. IV

Pobiegł po sukienkę, a po chwili powrócił. Kobieta poszła się przebrać. Po dziesięciu minutach wszedł Max.
            - Russ? Już wstałeś?
            - Tak. Amy jeszcze nie ma. Nie uwierzysz co się wydarzyło.
            - Zaczynam się bać.
            - To nic złego.
            Do salonu powróciła pani Moris. Starszy mężczyzna krzyknął z radości.
            - Tempi.
            Przytulił córkę do serca. Płakał. Był szczęśliwy, widząc utracone dziecko
            - To naprawdę ty kochanie?
            - Tak, wiem, że ciężko uwierzyć.
            Była niepewna. Nie wiedziała, jak ma się zachować. Max  pogłaskał ją po twarzy.
            - Najważniejsze, że żyjesz... Nie do wiary.
            - Co ma z tym wspólnego wiara?
            Keenan uśmiechnął się.
            - Nic kochanie, tylko się tak mówi. Wyglądasz pięknie
            - Dziękuję. Jadę do FBI. Szykują przyjęcie na cześć Parkera.
            Mężczyzna otarł łzy. Starał się zapanować nad emocjami. Przypomniał sobie spotkanie z Parkerem.
            - To miły młodzieniec. Przypomina ojca. Zawiozę cię.
            - Nie ma mowy. W tym stanie nie możesz prowadzić.
            Wypuścił ją z objęć.
            - Ale ja tak- odparł Russ. - Idziemy. Tylko napiszę kartkę dla Amy.
            - Tylko nie wspominaj o mnie.
            - Dobrze siostra.
            Złapał leżącą  w  korytarzu kartkę, a ojciec przyniósł długopis. Napisał kilka słów i zostawił wiadomość na stoliczku. Na kartce widniało jedno zdanie " Muszę coś załatwić, niedługo wrócę. Russ."
            Kobiety stały w szoku. Amy próbowała zrozumieć, to co usłyszała.  Gdy zdała sobie sprawę kim była kobieta, wszystko zrozumiała. Wyjaśniła przyjaciółce, że to siostra jej męża, która była uznana za zmarłą.  Wiedziała, że Temperance będzie potrzebowała pomocy i wsparcia.  Ale po nocce była zbyt zmęczona, aby wszystko analizować. Poszła do sypialni i legła na posłaniu. Po chwili zaczęła chrapać.
            W samochodzie Brennana. Jechali w milczeniu. Mężczyźni co chwilę spoglądali na Tempi. Obawiali się, że zniknie. Nie wiedzieli o czym powinni rozmawiać. Uśmiech nie schodził z ich twarzy. W ciągu kilkunastu minut Max odmłodniał o co najmniej dziesięć lat.  Podjechali pod budynek Federalnego Biura Śledczego w Waszyngtonie. Ciszę przerwał dźwięk telefonu Caroline. Szybko go odebrała.
            - Hej Bones. Gdzie jesteś?
            - Pod FBI. A wy?
            - Zaraz dojedziemy.  Będziemy  szli do gabinetu  Sweetsa.  Nie stawaj przy drzwiach.
            - Posiedzę w aucie z ojcem i Russem.
            - Znajdziemy cię.
            - Czekam kochanie.
            Keenan zrobił wielkie oczy. Jego mała córeczka, która bała się  zaangażować, czule się do kogoś zwraca.
            - Z kim rozmawiałaś?
            - Z Boothem. Jesteśmy małżeństwem.
            Ta wiadomość ucieszyła mężczyznę. Gdy poznał Seeley'a  pragnął, aby to on został mężem jego małej Tempi. Widział jak on dba o swoją partnerkę. Westchnął.
            - Nareszcie.  Chętnie się z nim  przywitam.
            Kobieta zaczęła opowiadać o małżonku i dzieciach. Nagle zbliżyło się pięć osób. Moris zapukał w okno po stronie żony. Max wyszedł i wyściskał zięcia.  Jest mu wdzięczny, za wszystko co zrobił dla Temperance.
            - Dziękuję ci za to, co dałeś mojej córce.
            Nie potrafił powstrzymać łez.
            - Już dobrze. Miło cię widzieć. Przepraszam, ale musimy iść. Według Angeli jest jeszcze trochę pracy. A musimy wpaść do dyrektora.
            Caroline (Temperance  Brennan)  wysiadła z  auta i razem z mężem weszli do budynku. Idąc korytarzami, nie rozglądali się. Nie chcieli zwracać na siebie uwagi.  Szybko dostali się do gabinetu Cullena. W środku zastali agenta specjalnego Forena. Od razu dyrektor zwrócił się do mnie.
            - Agencie Booth, doktor Brennan. Miło was widzieć. Agent Foren o wszystkim mi opowiedział. Od razu wiedziałem, że to  wy byliście na przyjęciu. Nie mogłeś usiedzieć na miejscu?
            - Nie dyrektorze. Nie chciałem ryzykować, że nas rozpozna. A byliśmy tam, ponieważ miałem zadanie do wykonania.
            - Wiem.  Wasz bankier zjawił się na komendzie i do wszystkiego się przyznał. Przeraziło go aresztowanie na przyjęciu. Dobra robota. Odzyskasz odznakę. Tylko zostaniesz wysłany na dwutygodniowy kurs. Bez sprzeciwu. Chcecie coś dodać?
            - Tak- odparł Jack Moris ( Seeley Booth). - Chcę panu zakomunikować, że jesteśmy małżeństwem i mamy dwójkę dzieci.
            Mężczyzna uśmiechnął się.
            - Gratulacje.  Dopełnijcie wszystkich formalności i widzę was na dawnych stanowiskach. A teraz zmykajcie, ponieważ na kogoś czekam.
            - Parkera?
             Skinął głową, a para opuściła gabinet, ściskając rękę dyrektorowi . Od razu skierowali się do gabinetu psychologa. Nagle zobaczyli panią prokurator. Było za późno, aby uciec.  Mieli nadzieje, że kobieta nie pozna ich.  Gdy minęła ich, odetchnęli z ulgą.  Caroline Julien nagle odwróciła się i stanęła jak słup. Szli przed siebie, gdy usłyszeli ostry głos.
            -Agencie Booth. Proszę zatrzymać się i wszystko wytłumaczyć. Radzę nie uciekać.
            Prócz nich zatrzymało się jeszcze trzech agentów. Państwo Moris podeszli do pani prokurator. Mężczyzna zaczął się wytłumaczyć.
            -Mieliśmy później wpaść do ciebie Caroline.  Przybyliśmy służbowo do Waszyngtonu i mieliśmy nadzieję, że nikt nas nie rozpozna. Ale wczoraj natknęliśmy się  na Hodginsów, oraz państwa Vaziri.  Bones zdecydowała, że wracamy. A musieliśmy zniknąć z powodu tamtej mafii. Nie chcieliśmy narażać naszych rodzin i przyjaciół. Zrozum to.
            Kobieta uśmiechnęła się i uścisnęła ich,
            - Witajcie w domu. Ale nie odpuszczę ci tego oszustwa słodziuteńki.
            Udała się do Cullena, a oni do Sweetsa. Zapukali i weszli do jego gabinetu. Lancy i Jack pompowali balony. Wendel i Clark wieszali konfetti. Cam, oraz Angela szykowały kieliszki i kroiły ciasto. Artystka pomachała im i zaczęła się śmiać, a patolog uśmiechnęła się. Etymolog spojrzał na żonę, a następnie na przybyłych i zachichotał.  Wendell i Clark zostawili konfetti i patrzyli na państwa Moris. Zapadła cisza. Sweetsa zastanowił spokój, który nagle zapanował w jego gabinecie i rozejrzał się. Gdy dostrzegł "martwych" przyjaciół, zbladł. Myślał, że ma halucynacje, choć wolałby, aby byli żywi. Jako psycholog nie wierzył w powroty zmarłych z grobu. Bał się odezwać, aby nie rozpłynęli się w powietrzu. Ciszę przerwał Moris.
            - Nie patrzcie na nas, jak wół na malowane cielę.
            - Jaki wół? Jakie cielę? - spytała jego żona.
            - Tak się mówi Bones.
            - Te twoje powiedzonka są głupie,
            - To sen - spyta Lancy.
            - Nie Sweets.
            - Ale jak?
            - Cullen nas ukrył.
            Zabrakło mu powietrza. Moris i Cam wyprowadzili psychologa.
            Clark i Wendell patrzyli na siebie.
            - Czy to naprawdę pani?- spytał Edison.
            - Tak. Przeżyłam napaść razem z Boothem i zmieniliśmy nazwisko. W czym mogę pomóc?
            Angela, która była podekscytowana powrotem duetu, oraz dzisiejszym przyjęciem, nie mogła ustać w miejscu. Była radosna, ale rozstawiała wszystkich po kątach. Wszyscy podporządkowywali się jej.
            - Siadaj słodziutka. Wszystkim się zajmiemy. Do roboty chłopcy.
            Dawni asystenci Brennan ruszyli do pracy  bez jednego słowa. Nie chcieli narażać się artystce.  Nawet jej mąż nie odezwał się słowem.
            W tym samym czasie w socjalnym.  Lancy siedział na krześle, był blady jak ściana. Moris podał mu szklankę wody.
            - Pij Sweets. Jesteś blady. Szkoda, że nie mamy whisky.
            - Booth- skarciła go Caroline. - Jesteśmy  w instytucji państwowej.
            Psycholog wyszeptał cichutko.
            - Ty nie żyjesz.
            Zdanie Lancy'ego  wywołało uśmiech na twarzy Morisa.
            - A on się dziwi, że nigdy nie lubiliśmy przychodzić na sesję.
            Położył rękę na ramieniu mężczyzny.
            - Spójrz na mnie Sweets. Po co miałbym cię nawiedzać jako duch?
            - Aby zemścić się za terapię? Albo książkę, czy moje gadanie?
            Uśmiechnął się.
            - Jestem katolikiem, oraz umiem przebaczać. A tak w ogóle, czy wyglądam ja duch?
            - Troszeczkę - odparła Caroline. - Też jesteś blady. Ale Brennan wygląda  jeszcze gorzej. Jest biała jak ściana. Jej  oczy są podkrążone, oraz sine. Do tego to sama skóra i kości. Ale się jej nie dziwię. A ty weź się w garść- zwróciła się do Lancy'ego.  - Oni naprawdę żyją.
            - Żyją?
            -Tak. Wracają, przynajmniej tak twierdzi Brennan.
            - Skoro tak powiedziała, to tak jest - odparł Moris. - Wszystko ci wyjaśnię później, ale teraz potrzebuje twojej pomocy. Pewnie Arastoo niedługo przyprowadzi dzieci.
            - Za parę minut - odparła patolog. - Uprzedzę cię Sweets. Tak, oni mają dzieci i są małżeństwem.
            To  było za dużo jak dla doktorka. Był bliski panice. Cam, która była przezorna i przyniosła leki uspokajające, podała mu dwie tabletki i kazała połknąć.
            - To na uspokojenie. Mam tego więcej.  A ty Booth przestań sie denerwować. Parker ucieszy się.
            Psycholog połknął tabletki i uściskał dawno niewidzianego przyjaciela.
            - Nawet nie wiesz, jak się cieszę.  I przepraszam, że dwa dni przed waszą śmier...
            Nie potrafił dokończyć zdania. Nadal rozpamiętywał kłótnię sprzed dziesięciu lat. Przez ten czas  żałował ostrych słów, wypowiedzianych pod adresem partnerów. Gdy zginęli, zanim ich przeprosił, był wściekły na siebie. To doprowadziło do jego załamania psychicznego. Wiedział, że to onnie miał racji. Udało mu się powrócić do normalności dopiero po kilku miesiącach. Teraz odczuł, że może naprawić swój błąd. Ale jeszcze nie czuł się na sile na rozmowę na ten temat.  Ale wydobył jeszcze jedno zdanie.
            - Jesteś wspaniałym agentem i przyjacielem
            Jack Moris ( Seeley Booth) poklepał go po plecach przyjaźnie.
            - Nie ma o czym mówić. Wracajmy do ciebie. Muszę sprawdzić co z Bones.
            Detektyw ruszył na przedzie. Lancy spytał kobietę.
            - Co jest doktor Brennan?
            Camille spojrzała smutno na niego.
            - Dzisiaj nie myśl o tym. Przez to nie mogłam przez to spać. Hodgins też. Nie próbuj podpytywać Angeli, ponieważ nic nie wie. Niewiele pamięta z wczorajszego przyjęcia.  Spiła się.  Dzisiaj myślała, że wszystko jej się przyśniło. Gdy dowiedziała się, że to nie był sen  i oni żyją, to płakała przez godzinę.  Jak wiesz, Hanibal nie żyje. Więc mamy potrójne święto.
            - Zgadzam się.  Parker będzie  przeszczęśliwy. Jego ukochany ojciec wrócił.
            -Wpadli do gabinetu. Lancy wyściskał Caroline Moris ( Temperance Brennan).  Następnie pobiegł pod gabinet dyrektora. Po jakimś czasie od Cullena wyszedł Parker.  Lancy podszedł uśmiechnięty do młodzieńca i zaczął mu gratulować.
            - Ojciec byłby z ciebie dumny. Gratulacje młodszy agencie Booth.
            - Dziękuję doktorze Sweets.
            - Miałeś omijać oficjalny zwrot. Chodź, usiądziemy sobie u mnie i pogadamy.
            - Tylko nie terapia - jękną młodzieniec. Lancy uśmiechnął się.
            - Jesteś podobny do ojca.
            - Wszyscy tak mówią... Oddałbym wszystko za jeszcze jeden dzień z tatą.
            - Wiem.
            Przeszli do gabinetu doktorka. Gdy weszli, młodzieniec zobaczył wszystkich przyjaciół. Po środku stał jego ojciec, w towarzystwie Bones