niedziela, 1 marca 2015

Dziecięcioletnia nieobecność cz. III

Moris uśmiechał się, po chwili wtrącił się.
            - Lepiej nie rozmawiajcie tutaj. Nie mamy wyjścia. Musicie o nas zapomnieć.
            Caroline serce się ścisnęło. Wiedziała, że mąż tęskni za synem.  A ona tęskniła za ojcem i Russem, chodź wypierała się tego. Tęskniła też do przyjaciół. Spojrzała na Angelę i spokojnie powiedziała.
            - Wracamy do Waszyngtonu.  A jutro zobaczymy się z Parkerem. A teraz jedźmy do dzieci.
            - Macie dzieci? - spytała Camile
            -  Tak. Dziewczynkę Christine i chłopca Hanka.
            - Super - odparła szczęśliwa Angela.
            Patrzyli po sobie i rozmawiali. Artystka stała z boku, ponieważ wino szumiało jej w głowie. Postanowili puścić przyjęcie. Entomolog odrazu odjechał z żoną. Arastoo był zaskoczony, gdy żona wyjaśniła mu sytuację z Temperance i Seeleyem, ale ukrył swoje zmieszanie. Detektyw i aktorka oddali sprzęt policjantom i nie zamieniajac słowa powrócili do przyjaciół.
            Za kierownicą samochodu pani patolog usiadł detektyw. Poruszali się po pustej drodze. Nagle pojawił się radiowóz, który wjechał w nich. Z niego wysiadł Hanibal. Moris kazał wszystkim uciekać. Caroline nie chciała opuścić męża. Arastoo i Camile złapali ją pod ramiona. Detektyw postanowił odciągnąć mordercę.  Wyciągnął broń, Greg zrobił to samo. Mierzyli się wzrokiem. Wystrzelili jednocześnie.
            Kula trafiła tylko w Hanibala, który upadł i wyzionął ducha. Jack wezwał posiłki i po godzinie zaroiło się od FBI. Nagle odezwała się jego komórka. Dzwoniła Caroline.
            - Bones? Wszystko w porządku?
            - Tak. Trafiłam Do domu Russa. Nie wypuści mnie do rana. A co z resztą?
            Nie wiedział, co odpowiedzieć, gdy zobaczył państwa Waziri idących przez pole.
            - Nic im nie jest. Są tutaj. Do zobaczenia jutro.
            Przyjaciele podeszli do niego. Byli zdenerwowani
            - Zgubiliśmy twoją żonę - powiedziała Cam.
            - Trafiła do Russa. Ale zbieg okoliczności.
            Gdy Temperance Brennan alias Caroline Moris w pewnym momencie ucieczki wyrwała się przyjaciołom i chciała wrócić do męża. Biegła ile sił w nogach w przeciwnym kierunku.  Po dwudziestu minutach biegu  zauważyła parę domków. Zapukała do pierwszego, ale nikt jej nie otworzył.
            Podbiegła do drugiego i zaczęła walić. Po chwili upadła zemdlona na progu. Po pięciu minutach drzwi otworzył Russ Brennan. Przeraziła go leżąca na jego progu kobieta w czerwonej i podartej sukni. Sprawdził funkcje życiowe. Nie wiedział co zrobić. Przyniósł szklankę wody i ją oblał. Caroline ocknęła się i zerwała na nogi, a mężczyzna spytał.
            - Wszystko w porządku?
            - Nie. Nasz samochód zastał zaatakowany.
            - Tempi? Ale jak?
            Uradowana kobieta, w wybawcy poznała brata
            - Russ? To ty? Ale mam szczęście. Booth został na drodze, aby walczyć z Hanibalem...
            - Nie wierzę.
            - To ja.
             Przycisną ja do siebie. Nie mógł uwierzyć, że siostra żyje.
            - Ale przecież umarłaś.
            - Żyję. Nie miałam wyjścia. Musieliśmy zniknąć... Chodziło o wasze bezpieczeństwo.
            Oboje zaczęli płakać. Po chwili kobieta otrząsnęła się.
            - Muszę zadzwonić do Bootha.
            - Powiedz mu że cię nie puszczę.
            - Ale jutro muszę być w FBI.
            - To zostajesz na noc. Nie dyskutuj siostra.
            Uśmiechnęli się. Zadzwoniła do męża, a brat ją obserwował. Gdy skończyła rozmowę, weszli do środka.
            - Greg Hanibal nie żyje.
            -Hura.
            Spojrzała na niego srogo. Zdjęła płaszcz i przeszli do salonu.
            - Wracacie do Waszyngtonu?
            - Tak. Pewnie kupimy jakiś domek, albo na razie wynajmiemy.
            Nie wrócili uwagi, że ktoś śpi na kanapie, a raczej przebudził się i słucha.
            -Kocham cię.
            - Ja też cię kocham.
            - Marco
            -Polo
            - Uciekałam przed mordercą.
            - Całe szczęście, że nic wam się nie stało.
            Zachwiała się, a Russ ją złapał.
            - Napijesz się czegoś? Dobrze się czujesz?
            - Tak. Tylko w głowie mi się kręci. Jestem zmęczona.
            - Dziś śpisz ze mną.  Amy niema, a muszę cię mieć na oku.
            - Jak możesz mnie mieć na oku? Przecież to nie logiczne.
            Uśmiechnął się.
            -Booth, gdzie jesteś?
            -A co od niego chcesz?
            Kobieta nie wiedziała, czego chce brat. Była lekko zdezorientowana.
            -Nic. Chcesz się wykąpać?
            - Nie. Jest już po północy. Nie chcę nikogo obudzić.
            - Tym się nie przejmuj. Dziewczynki mają mocny sen. A mały Kyle śpi u kolegi po sąsiedzku. Zaprowadzę cię do łazienki.
            - Ale musisz pożyczyć mi jakiś t-shirt.
            - Dam ci nocną koszulę Amy.
            Zaprowadził siostrę do łazienki i zaniósł jej najpotrzebniejsze rzeczy. Zszedł do kuchni i zaparzył herbatę ziołową. Cieszył się, ze Temperance żyje i przez przypadek znalazła się w jego domu. Nadal nie mógł sobie wybaczyć, że po zniknięciu rodziców porzucił ją. Podał jej kubek, gdy zeszła, a potem uścisnął ją.
            - Nawet nie wiesz jak się cieszę, że żyjesz i trafiłaś przez przypadek do mojego domu...
            - Już dobrze. A gdzie...
            - Jest na turnieju kręgli. Jutro wraca. Chodźmy spać. O nie, zapomniałem o koleżance Amy, która śpi tutaj w salonie.
             Poszli na górę i położyli się spać.
             Rankiem Amy Brennan wróciła do domu. Przyjaciółka opowiedziała jej o wydarzeniach, które miały  miejsce nad ranem.  Postanowiły skryć się za kotarą i podsłuchiwać. Kobieta zrobiła się zazdrosna o męża.
            Po dziesięciu minutach zszedł Russ. Usiadł w salonie i czytał " Kości zagłady". Gdyby nie siostra śpiąca obok, myślałby że to wszystko było snem. Nagle rozległ się szybki tupot. Po chwili zjawiła się Caroline. Miała podkrążone oczy i wyglądała na spanikowaną. Biegała po całym pomieszczeniu. Złapała torebkę i wyciągnęła z niej buteleczkę z lekami. i wysypała dwie tabletki. Wyjęła manierkę i wzięła tabletki. Russ zdenerwował się.
            - Nie popijaj ich alkoholem.
            -  To woda.
            Ledwo stała na nogach. Złapał ją i posadził na kanapie.
            - Co się dzieje Tempi?
            - Nic. To tylko osłabienie.
            - Nie kłam.  Znam cię. Mnie nie okłamiesz.  O co chodzi?
            -Ale obiecaj, że znowu nie znikniesz. Albo, że nie będziesz panikował.
            - Zaczynam się denerwować.
            Moris opadła na fotel ze zmęczenia, a brat stanął na przeciwko niej.
            - Mam raka. Jestem po pierwszej chemioterapii. Będę miała jeszcze jedną chemię.  Ale lekarz nie daje mi wielkich szans. 30% procent szans na wyzdrowienie.
            - Boże- mężczyzna przejął się. - I byłaś z tym sama?
            - Booth jest cały czas przy mnie. Stara się być przy mnie silny, ale nie wie, że zauważyłam jego łzy. Daje mi siłę.
            - Teraz będziesz miała i nas. Masz dla kogo żyć.
            - Wiem. Mam dwójkę dzieci.
            Russ zaczął płakać, a siostra objęła go. Po dziesięciu minutach uspokoił się. musiał być silny. Spytał.
            - Jak mają na imię?
            - Christine i Hank.
            Rozczuliło go, że siostrzenica ma na imię, tak jak ich matka.  Kobieta przypomniała sobie o ważnym spotkaniu.
            - Parker... Muszę jechać do FBI. Wezwiesz mi taksówkę?
            - Nie ma mowy. Sam cię odwiozę.
            Przyjrzał się uważnie jej zniszczonej sukience.
            - Nie masz innej sukni?
            - W hotelu. Przecież byłam na przyjęciu.
            - A teraz?
            Spojrzała ze zdenerwowaniem na zegarek.
            - Parker odbiera dzisiaj odznakę. To syn Bootha... Nie zdążę pojechać do hotelu.
            - Ale iść tak też nie możesz. Rozumiem, że teraz należysz do jego rodziny, a on do naszej. Nie puszczę cię  w takim stanie.
            Zamyślił się, po chwili krzyknął.
            -Mam.  Twoja mała czarna wisi w pokoju ojca. Zabrał ją z mieszkania córki. To ostania rzecz którą miała dzień przed śmiercią.
            - No proszę. mogę ją pożyczyć?
            -Jasne. Niedawno Amy ją wyprała. Ojciec wściekł się na nią. Ale się tym nie przejmuj. Już się pogodzili. Zaraz ją przyniosę.
            Temperance była mu wdzięczna, ale nie chciała go mieszać w swoje problemy.
            -Russ?
            - Tak?
            - Nie chcę się wam narzucać. Nie przejmujcie się moją chorobą.
            - Nie zostawimy cię Tempi. I zawiozę cię na przyjęcie.
            - Wezwę taksówkę.
            - Nie mam mowy. A teraz idź się przebrać.
Pobiegł po sukienkę, a po chwili powrócił. Kobieta poszła się przebrać. Po dziesięciu minutach wszedł Max



poniedziałek, 16 lutego 2015

Śmierć

Przepraszam, że wstawiam coś innego, ale to nagła inspiracja,
Aby napisać te opowiadanie zainspirowało mnie promo 15 odcinka, 7 sezonu Castle'a. Dziś premiera tego odcinka, nie mogę się doczekać, gdy go zobaczę.





Śmierć

                Wbiegł do opuszczonego budynku. Biegł ile sił w nogach. Chciał jak najszybciej uwolnić Beckett. Nie zachowywał żadnej ostrożności. Jego myśli zajmowała ukochana kobieta, uprowadzona przez Niemann i Taysona. Czemu nie przewidział takiego obrotu sprawy? Czemu nie nalegał, aby z nią pojechać? Biegł ile miał tchu.
                Wyłamał zamek kopnięciem i wpadł do pustej sali,  gdzie na środku stało krzesło. Do niego była przywiązana kobieta ze spuszczoną głową. Wszystko świadczyło, że się spóźnił. Że kobieta nie żyje. Krzyknął: " Becket, nie".
Podbiegł do niej  i dłońmi dotknął jej policzków. Płakał z rozpaczy i przepraszał zmarłą Kate, że nie zdążył jej uratować z rąk dwójki drani. Czuł się winny. Pocałował ją w policzek i przycisnął do piersi. Nie chciał jej zostawić.
                Gdy dotarli tam chłopcy, widok ich przeraził.  Bezwładne ciało Beckett, zwisające z ramion Castle'a. Byli wściekli na siebie, świat, Taysona, Niemann.  Byli też zrozpaczeni.  Była dla nich jak siostra. Postanowili wsadzić dwójkę bezwzględnych morderców do więzienia.
                Życie Castle'a zmieniło się w koszmar. Nie potrafił normalnie funkcjonować. Jedynie myślał o zabiciu Kelly i Jerry'ego. Nie odzywał się do Alexis i Marthy.  Zamknął biuro detektywistyczne. Chłopcy nie mogli do niego dotrzeć.
                Pół roku od śmierci ukochanej dopadł panią doktor i 3XK i zabił ich. Trafił na dwadzieścia lat do więzienia. Rodzina i przyjaciele postanowili go spierać. Nie mieli zamiaru odwracać się od niego, choć potępiali jego zachowanie.

niedziela, 15 lutego 2015

Dziesięcioletnia nieobecność cz. II

- Czy ja oszalałam?
            -Jeśli widziałaś Bootha, to oszalałem razem z tobą.
            Była zdenerwowana, nie wiedziała co się dzieje. Entomolog był w szoku.
            - Czyżby to była prawda? - spytała.
            Ruszyli biegiem za policjantem. Trzymali się parę metrów za nim.  Hanibal oddalał się. Był moment, iż zadawało się, że ucieknie. Nagle w Grega wjechał  wózek z czystymi talerzami, przewracając mężczyznę.  Dobiegł do niego Moris i skuł go.
            - Jesteś aresztowany za wielokrotne morderstwa, poczynione na zlecenie rodziny Wilter.  Masz prawo zachować milczenie. Wszystko co powiesz, może zostać wykorzystane przeciwko tobie. Masz prawo do adwokata. Jeśli cię na niego nie stać, zostanie ci przydzielony z urzędu...
            Gdy detektyw skończył, spojrzał na sprawcę zamieszania, czyli na swoją żonę, która ciężko oddychała po biegu.  Zgięła się w pół.  Jej dolna część sukni była rozdarta.
            - Wszystko w porządku?
            - Tak.  tylko trochę kręci mi się w głowie.
            Zatroskany policjant objął małżonkę, podsunął krzesło i posadził ją na nim.
            - Miałaś się nie przemęczać.
            - Nic mi nie będzie...
            -Bones- krzyknął. -  Musisz uważać na siebie.
            - Nie mów co mam robić - krzyknęła. - Sama sobie świetnie radzę.
            - Ale już nie jesteś sama.
            Nagle agent zamilkł. Jego wzrok padł na dawnych przyjaciół. Zaklną.
            - Cholera.
            Caroline spytała.
            - Co się dzieje?
            Złapał żonę za ramiona i skierował ją w stronę bladych przyjaciół.  Spojrzała na nich. Jej naukowe podejście do życia mówiło, że nie mają prawa ich pamiętać.  Za to intuicja jej męża mówiła na odwrót. Widział tęsknotę w oczach naukowców. Camile podbiegła i uścisnęła mężczyznę. Wyszeptała cicho.
            - Booth.
             Była zdenerwowana, ale i szczęśliwa. Cieszyła się, widząc Seeley'a i Temperance. Łzy zaczęły jej płynąć po policzku. Moris uśmiechnął się do niej.
            - Cam. Już dobrze.
            - To naprawdę ty?... Przecież nie...
            - To ja. Miło cię widzieć. Wyglądasz przepięknie.
            - Cały Booth. Starasz się być dżentelmenem w każdej sytuacji... Chyba zwariowałam... Ścigałeś go?
            - Nie. Jestem tutaj na przyjęciu. Ale nie mogłem odpuścić Hanibalowi.  Nadal wam zagraża, chodź teraz jest skuty.
            Greg postanowił rzucić się na detektywa. Na szczęście Caroline go obserwowała, złapała wazę i rozbiła ją na głowie mordercy.
            - Nic mu nie będzie. Przynajmniej będzie chwila spokoju.
              Dopiero teraz Hodgins ruszył się i uścisnął Caroline i Jacka. Po chwili spytał.
            - Teraz wrócicie do Waszyngtonu?
            - Nie - odparł policjant.
            - Dlaczego?
            - Zbyt wiele czasu minęło od naszego odejścia.
            - Wszyscy się ucieszą...
            Mężczyzna był zdenerwowany i smutny
            - Tylko, że w każdej chwili może stać się...
            Camile postanowiła mu przerwać.
            - Ale każdy oddałby wszystko, za jeszcze jeden dzień z wami. A do tego Parker jutro odbiera odznakę. Twój syn zostanie młodszym agentem. Idzie w twoje ślady. Przemyśl to, a ja wezwę FBI.
            Wyszła z sali. Pani Moris postanowiła zdradzić swoją tajemnicę.
            -Nie możemy wrócić. W każdej chwili mogę umrzeć.
            - Co pani mówi?- oburzył się Hodgins.
            -Mam raka.
            Była jak zwykle bezpośrednia, co spotęgowało przekaz. To wyznanie wstrząsnęło entomologiem . Gdy Camile wróciła, zobaczyła, że wszystkich zatkało. Spytała.
            -Co się stało?
            Nikt nie odezwał się. Po chwili Hodgins jej odpowiedział.
            - Doktor B.  ma raka.
            - Co?... To nie możliwe.
            Przeraziła się.
            - Taka jest prawda - odparła spokojnie Caroline. - Kiedy przyjedzie ktoś z FBI?
            Doktor Vazirii nie odezwała się, nadal była w szoku. Dopiero, gdy kobieta powtórzyła pytanie, odpowiedziała.
            - Agent, który współpracuje z nami będzie tutaj za dwadzieścia minut.
            - To dobrze. Zajrzę do Angeli. Spiła się i teraz śpi.  Wcześniej weszła na scenę i zaczęła przemawiać. Mówiła o serialu.        
            - Zapomniałem o niej- odparł entomolog. - Gdzie jest?
            - Zostań tutaj. Muszę sobie z nią porozmawiać.
            Caroline wyszła z sali. Patolog zwróciła się do swojego byłego chłopaka ( Morisa ).
            - Jak ona się czuje?
            - Dobrze. Stara się żyć normalnie.  Ale ciężko jej. A co u was? Wszyscy pracujecie razem?
            - Tak, chodź Angela dwa razy odchodziła. A Parker nie może się doczekać chwili, kiedy dostanie odznakę. Musisz jutro być. Szykujemy przyjęcie
            Zaczęli sie spierać, przestali gdy przyjechał agent Foren. Camile go przedstawiła.
            - To agent specjalny Eric Foren...
            - Jestem detektyw Moris - przywitał się policjant i wskazał na ogłuszonego mężczyznę. - Tam leży Gregory Hanibal, poszukiwany morderca. Nie wiem co tu robił.
            - Dlaczego pan się wtrąca? On jest niebezpieczny Było trzeba powiadomić nas, a nie działać na własną rękę.
            - Nie myślałem. Chciałem go tylko złapać. Miałem z nim już do czynienia.
            - Ale to niebezpieczny człowiek.
            - Pracuję w policji.
Już agent miał się odezwać, gdy weszła Moris.
            -Co tu się dzieje?       
            - Nic kochanie - odparł jej mąż. - Agentowi nie spodobało się nasze zachowanie. A jak Angela?
            - Nie śpi. Płakała, więc nie weszłam do środka. Stałam w drzwiach i obserwowałam ją. -A to ten agent?- wskazała na mężczyznę, z którym przed chwilą kłócił się jej małżonek.
            -Tak - odparł Hodgins. Agent specjalny Eric Foren, współpracuje z nami. A raczej my pracujemy dla niego.
            - Spokój Hodgins- odparła ostro Cam.
            Eric zdenerwował się.
            - Przestańcie. Nie lubicie mnie. Teraz jestem w pracy, więc daruj sobie doktorku. Wy jesteście od badania zwłok i próbek, a ja od reszty.
             Nagle wpadła wściekła Angela. Wykrzyczała mężczyźnie prosto w twarz.
            - Nigdy nie dorównasz Boothowi. To najlepszy agent. I on wiedział jak nas traktować, nauczył się tego. To wspaniały człowiek. A ty? Jesteś bezczelny, nie próbujesz nas zrozumieć. A on  to dobry człowiek.  Stawał w obronie innych, dla niego liczyło się, aby sprawca odpowiedział za zbrodnie. Zawsze dążył do prawdy, nie interesowały go koneksje, tylko złapanie sprawcy.  Nie ważne kim był przestępca, ważne aby odpowiedział za swoje czyny.
            - Angela - odparł z uśmiechem Jack Moris.
            - Booth?
            Spojrzała na niego z zaskoczeniem. Do końca nie wiedziała, co się dzieje.
            - Sporo wypiłam, skoro cię widzę.
            - Hodgins nie jest pijany, a mnie widzi. Zostaw w spokoju agenta Forena.
            - On nie traktuje nas poważnie.  Jest gorszy od ciebie z początków naszej znajomości.
            Już wolałabym pracować ze Sweetsem i jego gatkami psychologicznymi. Z kimkolwiek.
            Cam stała przy Caroline i obserwowała całą scenę. Entomolog objął żonę, mówiąc
            - Oni mogą wrócić. Złapali Hanibala.  Oni żyją.
            - Przecież...
            - Wiem, ale to oni.
            Artystka wyściskała aktorkę i detektywa, następnie  zemdlała. Jej mąż uklękną przy niej i ocucił ją. Pomógł wstać małżonce i uśmiechnął się.
            -Wszystko dobrze kochanie?
            - Tak. Jak to możliwe?
            - Pewnie to sprawka Cullena.
            Moris uśmiechał się, po chwili wtrącił się.
            - Lepiej nie rozmawiajcie tutaj. Nie mamy wyjścia. Musicie o nas zapomnieć.

czwartek, 5 lutego 2015

Dziesięcioletnia nieobecność cz. I


Dziesięcioletnia nieobecność cz. I
            Aktorka grająca doktor Temperance Brennan w serialu "Kości" przez pół roku była nieosiągalna. Portale plotkarskie pisały, iż kobieta przebywała na odwyku. Podobno stała się kapryśna, często zjawiała się na planie z podpuchniętymi oczami. W ostatnim czasie strasznie schudła i wymiotowała, co spowodowało plotki o bulimii. Jej mąż Jack, policyjny detektyw zaprzeczał wszystkim pogłoskom, ale nie zdradzał szczegółów.
            Prawda była bardziej okrutna. Caroline Moris miała raka. Jej nieobecność była spowodowana pierwszą chemoterapią. Ukrywała swoją chorobę, ponieważ nie chciała niczyjego współczucia. Gdy wróciła do sił, założyła perukę i zjawiła się na planie.
            Pracowała, dając  z siebie wszystko. Czuła się dobrze, choć jej stan był nienajlepszy. Szybko się męczyła i potrzebowała częstych odpoczynków, co nie podobało się producentowi. Zastanawiał się nad zmianą aktorki.
            Dwa tygodnie później producent oświadczył, iż pod Waszyngtonem odbędzie się przyjęcie promujące serial. Wszyscy musieli na nim być.  Caroline wiedziała, że mężowi to się nie spodoba, ponieważ  był nadopiekuńczy. Zazwyczaj stawiała się Jackowi, ale jej choroba spowodowała nasilenie opieki męża.
             Gdy wróciła do domu, czeka na nią śmiech prawie dziesięcioletniej córeczki Christine,  oraz ośmioletniego synka Hanka. Jej policjant był w pracy.  Poszła do kuchni odgrzać obiad. Potem usiadła przy stole z dziećmi i jedząc, słuchała jak minął im dzień. Niania jadła z nimi, ale  nie wtrącała się w rozmowę. To był czas matki ze swoimi pociechami. Aktorka zabrała pociechy na krótki spacer. Chodzili po  okolicy przez pół godziny. Po powrocie zdrzemnęła się i przygotowała kolację.
            Gdy Jack wrócił do domu zjedli całą rodziną posiłek. Następnie rodzice usiedli w salonie i zaczęli rozmawiać. Mężczyzna spytał małżonkę.
            - Czy słyszałaś o tym przyjęciu dla ekipy waszego serialu?
            - Tak. Muszę na nie jechać. Czy wybierzesz się ze mną?
            -Będzie tam człowiek ścigany za defraudację  dużej sumy z konta firmy.  Szef postanowił wysłać mnie na to przyjęcie, wykorzystując ciebie. Muszę zdobyć dodatkowe dowody.
            - Będziesz nosił podsłuch? Jeśli tak, to zgoda, ale pod jednym warunkiem.
            - Jakim kochanie?- spytał detektyw, obawiając się pomysłu żony.
            - Chcę wziąć udział w akcji.
            -  Jesteś za słaba. Dopiero co przeszłaś chemię. Nie zgadzam się.
            - Doszłam już do siebie. Czuję się dobrze i wiesz, ze dobrze sobie radzę. działając pod przykrywką. Mam przypomnieć ci kręgle i cyrk, oraz Bucka i Wendy?
            - Kuszące...
            Przeszyła go swoim wzrokiem, który mówił, iż  i tak postawi na swoim.
            - Pogadam z szefem. Na szczęście nie czeka nas zmiana tożsamości.
            - Zabawne.
            -To nie miało być zabawne
            Parę dni później państwo Moris, wraz z dziećmi i nianią zameldowali się w jednym z waszyngtońskich hoteli. Przeszli się też po mieście.  Caroline nadal  była osłabiona, co jakiś czas chwiała się, ale wtedy mąż podtrzymywał ją. 
            Miasto było pełne wspomnień. Ponad dziesięć lat temu w Waszyngtonie mieszkali doktor Temerance Brennan i agent specjalny Seeley Booth. Dla wielu postacie fikcyjne, dla ich rodzin i przyjaciół  wspaniali ludzie.
            Aktorka stała przed kamienicą, w której kiedyś mieszkał agent Booth, patrzyła w okna jego mieszkania. Po chwili staną przy niej mąż.  Wsunęła rękę pod jego ramię, a głowę oparła na jego barku i spytała.
            - Jak myślisz, kto tam mieszka?
            - Nie wiem. Mam nadzieję, że ktoś szczęśliwy.
            - A ja mam nadzieję, że nasi przyjaciele zapomnieli o nas.
            - Na to bym nie liczył kochanie.
            Państwo Moris to tak naprawdę Temperance Brennan i Seeley Booth. Aby chronić bliskich pozwolili, aby FBI objęło ich ochroną świadków. Oficjalnie umarli.  Sześć miesięcy później urodziła się im córka. Jack rozpoczął pracę w policji miesiąc po opuszczeniu stolicy.
            Kiedy ogłoszono casting do serialu "Kości" po długich namowach męża i agenta, który sie nimi opiekował, Caroline poszła spróbować swoich sił.  Gdy dostała scenariusz pilotażowego odcinka, zamknęła oczy i próbowała cofnąć się pamięcią do spotkania z Seeley'em  na lotnisku. Mieli jej asystować: aktorka grająca Angelę Montenegro,  oraz aktor odgrywający Jacka Hodginsa.  Odegrała scenę, kierując się tym kim była kiedyś, zanim zmieniła się pod wpływem ukochanego. Otrzymała rolę samej siebie, co wcale nie było takie dziwne.
            Po spacerze i obiedzie zaczęli się szykować na przyjęcie. Caroline założyła czerwoną, długą do ziemi, obcisłą i  pod szyję suknię. Do tego czerwona torebka, ze złotym paskiem, gdzie miała leki i piersiówkę z wodą. Jack założył elegancki smoking i krwistą muszkę.
Od policyjnych techników otrzymali biżuterię z wbudowanymi mikrofonami, oraz kamerami. Nie mogli się doczekać kolejnej, wspólnej akcji.
            Punktualnie zjawili się w restauracji. Czuli się jak za dawnych lat, gdy pracowali razem. Uważnie rozglądali się po sali. Oboje nie pili alkoholu Gdy ktoś pytał o to, odpowiadali że mają dzieci i następnego dnia obiecali zabrać ich do wesołego miasteczka. Na szczęście nie zauważyli państwa Vaziri (Cam Saroyan, oraz jej meża Arastoo Vaziri), oraz państwa Hodgins.
            Koło północy na scenę wkroczyła pijana Angela, dorwała mikrofon i zaczęła swój wywód.
            - Słuchajcie. Dla was to tylko rozrywka. Ale nie dla mnie. Ten serial opowiada o mojej przyjaciółce i jej partnerze...
            Na sali nie było ani Cam, oni Hodginsa, oni Morisa. Była tylko Caroline. Podeszła do kobiety.
            - Brennan? - krzyknęła artystka i rzuciła się na szyję aktorce. - To naprawdę ty?
            Wszyscy patrzyli na Angelę ze współczuciem. Pani Moris objęła ją i spytała kelnerkę o wolny pokój. Ta zaprowadziła kobiety do niedużej sypialni i pozostawiła same. Aktorka położyła swoją dawną przyjaciółkę na łóżku i złapała za rękę.
            - Co się z tobą dzieje Angel?  Wiem, że lubisz imprezować. Ale upijać się na oficjalnym balu i zawstydzać Hodginsa?
            Okryła ją kocem, którym znalazła na fotelu. Nagle wpadł Moris.
            - Wszystko w porządku kochanie? Przestraszyłem się, gdy nie mogłem cię znaleźć.
            - Tak. Musiałam zabrać z sali Angelę. Upiła się.  Co ona tu robi?
            - Jest też Cam z Arastoo, oraz Hodgins. Cam przybyła jako szefowa laboratorium, a Hodginsowie z powodu, że firma Jacka sponsoruje instytut.. Producenci zaprosili sponsorów laboratorium, aby przekonać ich, że mogą zarobić sporo pieniędzy inwestując w serial. I dlatego jest tu nasz oszust. Założę się, że szykuje przekręt.
            -Więc musimy uważać, aby nie spotkać się z nimi.
            - Ciekawe, czy Cam byłaby mocno wściekła nas widząc. Wracajmy na salę. mamy zadanie do wykonania.
            Powrócili na salę i zaczęli tańczyć. Ich podejrzany też wirował na parkiecie. Nagle Caroline zakręciło się w głowie. Prawie upadła, ale czujny mąż pochwycił ją.
            - Wszystko w porządku?
            - Tak. Pójdę na chwilę do łazienki.
            - Iść z tobą?
            Spojrzała na niego srogo. Wycofał się. Znał  spojrzenie, którym obdarowała go żona. Gdy kobieta znalazła się w łazience, wyciągnęła z torebki  leki i  piersiówkę. Połknęła dwie tabletki, popiła wodą i wróciła na salę.
            Gdy przemierzała parkiet, dostrzegła człowieka, który dziesięć lat wcześniej strzelił do niej i jej męża. Wtedy jeszcze byli partnerami i narazili się pewnej mafii. Jej szefowie nasłali na nich płatnego mordercę. To wtedy uniknęli śmierci i zostali objęci ochroną świadków, aby chronić rodzinę i przyjaciół. Szybko odnalazła ukochanego.
            - On tutaj jest. Morderca mafii braci Wilter. Greg Hanibal.
            - Co? trzeba go aresztować. Ukrywa się od sześciu lat.  To wtedy dowiedział się, że jedna z ofiar przeżyła i odnalazł ją, aby dokończyć dzieła.
            Moris wyciągnął broń z kabury, ukrytej na nodze.  Na chwilę zapomniał, że nie jest dalej agentem w FBI. Liczył się tylko płatny morderca.
            -Nie wtrącaj się Bones.
            Zaczął Szukać mordercy. Gdy go odnalazł i zbliżył się, krzyknął.
            -FBI, ręce do góry
            Hanibal zaczął uciekać,  Moris ruszył za nim. Policjanci siedzący w wozie transmisyjnym byli wciekli. Kazali zaprzestać Jackowi pogoni. Ale go to nie obchodziło. Chciał dopaść drania, który odebrał mu możliwość bycia przy synu, oraz naraził jego ukochaną na niebezpieczeństwo i pozbawił pracy z kościami. Do tego zmusił ich do życia z dala od wszystkich przyjaciół.  Przebiegając przez parkiet, minął Camile i Hodginsa. Patolog patrzyła za nim z niedowierzaniem.

            - Czy ja oszalałam?

Studniówka

Obiecałam Cleo zdjęcia. Więc wstawię, te zrobione przrd wyjściem przez mamę. I





piątek, 30 stycznia 2015

Inne zakończenie trzeciego sezonu Sherlocka


Dla:
Von Julii,
oraz Cleo

Inne zakończenie trzeciego sezonu Sherlock'a

            Sherlock ruszył na misję z której nie ma powrotu. Wiedział o tym, żegnając się z państwem Watson. Obawiał się, że John źle by to przyjął, gdyby powiedział mu prawdę. Nikt oprócz jego brata nie wiedział, że nie wróci. Niedawno młodszy z Holmesów powrócił z martwych, po samobójczym skoku z dachu szpitala świętego Bartłomieja.  Nie chciał ranić swoich przyjaciół, dlatego nikomu nie powiedział prawdy. I tak miał szczęście, że nie trafił do więzienia.  Wolał umrzeć.
            Mycroft skopiował telefon brata, aby przesyłać krótkie wiadomości po jego śmierci, aby podtrzymywać, iż wszystko jest w porządku. Na początku nie chciał pomóc, uważał iż nie tak powinni to załatwić, ale detektyw był uparty.  Po długiej dyskusji przystał na cały plan.
            Sherlock siedział w samolocie i ostatni raz spoglądał na swoją  ojczyznę. Postanowił, że nie chce drastycznie znikać z życia przyjaciół jak ostatnio. Pamiętał ich ból, oraz smutek i reakcje na jego powrót. Nie był takim socjopatą, za jakiego się uważał. Zależało mu na ludziach wokół niego
            Odzywał się do Johna raz na tydzień, albo raz na dwa tygodnie. Na odległość konsultował sprawy dla Lestrade'a.  Raz na jakiś czas pytał panią Hudson o jej samopoczucie i o to, co dzieje się w Londynie. Nie zapominał o Molly. Jedynie wymieniał służbowe wiadomości do Mycrofta. Brakowało mu wszystkich bliskich ludzi, ale trzymał się dzielnie.
            Gdy podczas zadania został zdemaskowany, wyciągną kartę SIM z smartfona, połamał ją i połkną.  Gdy bandyci próbowali zabrać mu telefon, zrzucił go i nadepną. Nie opierał się podczas gdy krępowali go. Wiedział, że nie miał szans na ucieczkę. Przeanalizował wszystkie ewentualności.  Rzucili go na podłogę i wpakowali mu kulkę w łeb.  Gdy kulka przechodziła przez umysł wybitnego człowieka, ten uśmiechał się. Śmierć była wybawieniem.
            W tym samym czasie Mycroft siedział nad papierami rządowymi. Gdy otrzymał wiadomość o śmierci Sherlocka ukrył twarz w dłoniach i zaczął szlochać. Anthea odwołała wszystkie spotkania i zabrała szefa do domu. Gdy dotarli, spytał.
            - Czy postąpiłem dobrze zabijając go? Przecież wiedziałem, że nie wróci żywy.
            - Tak sir. Nie miał pan wyjścia.
            - Odpowiedz szczerze, nie zwolnię cię za to.
            - Nie postąpiłabym jak pan. Ale pański brat mógł wybrać więzienie...  Tam też by zginął.  Przecież prowadząc sprawy, naraził się  wielu przestępcom.
            - Sprowadź jego ciało. Za wszelką cenę.
            - Tak sir... Najszczersze kondolencje z powodu straty.
            - Wykup poprzednie miejsce na cmentarzu.
            Kobieta wyszła. Wyjął rodzinny album i oglądał zdjęcia. Był zrozpaczony. Przez pięć dni nie opuścił domu, pogrążył się w rozpaczy. Siedział w fotelu i spoglądał  na fotografię brata z dzieciństwa. Siódmego dnia odbył się pogrzeb Sherlocka Holmesa. W ostatniej drodze towarzyszył mu tylko brat.
                        Minęło parę miesięcy. Na Baker Street zebrali się przyjaciele, aby porozmawiać. Opowiadali o tym co u nich się dzieje. Nagle Molly spytała.
            - Kiedy ostatni raz odzywał się do was Sherlock?
            - Gdy Sherly  obchodziła roczek - odparła Mary.  - Pewnie Mycroft przypomina mu o wszystkich rocznicach. Przecież ciągle pracuje w tej Wschodniej Europie. Rozumiem czemu nie dzwoni, tylko pisze Z tego co mówiliście, zawsze wolał wysyłać krótkie wiadomości.
            -Od tamtej pory nie odezwał się- odparł John. Nie rozumiem, czemu nie odezwał się od miesiąca.  kilka miesięcy temu przestał opisywać ciekawe zbrodnie na jakie trafił, czy informacje, które zdobył.
            - Też otrzymuję zdawkowe SMS-y. Nie konsultuje już spraw na odległość, ciekawe zbrodnie nie przyciągają jego uwagi. Ale przecież to dawny Sherlock. Robi, to co chce. Jest sam, więc mógł trochę zdziczeć.
            -Greg- krzyknął John. - Nie przesadzaj. Pewnie nie ma czasu.
            - Niech wraca jak najszybciej - odparła pani Hudson, która martwiła się o swojego chłopca.
            - Niech pani się nie martwi- odezwał się John. - Przecież to Sherlock, wywinie się z każdej draki.
            Na tym skończyli rozmowę, dopili kawę i rozeszli się. Nikt nie przykładał większej wagi do dziwnego zachowania detektywa. Jedynie martwili się o niego. Zastanawiali się, czy uda mu się funkcjonować w cywilizowanym Londynie, po tak długiej nieobecności.
             W nocy Mary nie mogła spać. Coś nie dawało jej spokoju. Wyjęła telefon męża i zaczęła przeglądać wiadomości. Słowa Lestrade'a zastanowiły kobietę. Nie znała Sherlocka z  czasów, przed jego spektakularnym samobójstwem, ale czuła, iż cos jest nie tak. Przeczytała wszystkie SMS-y od jedynego na świecie detektywa konsultanta. Zauwarzyła, że nagle zmieniły swój ton. Przemyślała też sprawę nagłego wyjazd mężczyzny i to po tym, jak zabił człowieka.  nagle zrozumiała co się dzieje.
            Sięgneła po swoją komurkę i wysłała na numer detektywa wiadomość o treści " Spotkajmy się jutro w twoim klubie. Wiem co robisz. Mary".  Po chwili otrzymała odpowiedź. " Przyjdź gdy John pójdzie do pracy. Zatrudniłem dla Sherly opiekunkę. Spokojnie, to wykwalifikowana osoba." Odłożyła komórkę i wróciła do łóżka.
            Rankiem przyrządziła mężowi śniadanie i wyprawiła go do pracy. Ledwie John odjechał, pojawił się czarny samochód, z którego wysiadła elegancka, czterdziestoletnia kobieta. Przedstawiła się jako niania i poszła zająć się dzieckiem. Za nią ruszyła Anthea, która zainstalowała w domu kamery. Mary wzięła torebkę i wsiadła do samochodu, wraz z asystentką Holmesa.
            Przed klubem czekał na  nią Mycroft. Szybko wysiadła i podeszła do mężczyzny. Weszli do środka i udali się do pokoju, gdzie mogli spokojnie porozmawiać. Gdy usiadł w fotelu, spytała.
            - Jak długo chciałeś utrzymać śmierć Sherlocka w tajemnicy?
            - Nie wiem. Tak długo jak by się dało... Sherlock mnie o to prosił... Wiedział jak ich zmieniła jego śmierć. Nie chciał znowu ich zranić.  Wiedział, że nie wróci, ale wolał to od więzienia.
            Mężczyzna zaczął  płakać. Mary podeszła do niego i uścisnęła go.
            - Wszystko będzie dobrze. Ale chyba oni zasługują na prawdę.
            - Nie, chcę spełnić ostatnią wolę brata.
            - Wszystko się ułoży. Pomogę ci, ponieważ nie najlepiej to ci idzie. Wszyscy zauważyliśmy, że coś zmieniło się w wiadomościach.
            - Ale znów będziesz okłamywała Johna... Nie mogę pozwolić ci ryzykować małżeństwa.
            -Sherlock mnie uratował zabijając tego drania, więc  pomogę ci spełnić jego ostatnią wolę, oraz pozbierać się po stracie... Nie chciałam wtedy zabić Sherlocka.
            - Wiem, dlatego jeszcze żyjesz... Czyj był pomysł z imieniem?
            - Mój. Musiałam tylko przekonać Johna
             Uśmiechnął się. Mary wyszła z klubu i pojechała do domu. Opiekunka wyszła, a pani Watson odnalazła wszystkie kamery i usunęła je.  Przygotowywała SMS-y, które Holmes wysyłał do przyjaciół brata.
            Dwa tygodnie później nagle zjawiła się Anthea, która była zdenerwowana i powiedziała.
            - Pan Holmes załamał się.  Potrzebuje pomocy.
            Pani Watson złapała kurtkę, ubrała córkę i pojechała do posiadłości Holmesa.  Zostawiła córkę w pokoju dziecinnym, przygotowanym specjalnie dla Sherly. Następnie poszła do salonu. Zobaczyła Mycrofta na kanapie, kompletnie pijanego. Zdenerwowała się.
            - Coś ty ze sobą zrobił?
            Wybełkotał dwa niezrozumiałe słowa.
            - Zrobię ci kawę.
            Anthea zaprowadziła go do kuchni. Zaparzyła dzbanek kawy i wróciła do salonu. Nalała mężczyźnie pierwszą filiżankę i wlała mu do gardła. Trochę go to otrzeźwiło. Następne pił sam. Przy czwartej filiżance spytała.
            - Co ty robisz?
            - Dłużej już nie mogę... Kocha... Kochałem brata... choć nie potrafię tego okazywać... Zależało mi na nim.
            - Ale on tego nie widział... Dla niego wszystko robiłem z innych pobudek... Aby chronić dobre imię rodziny... Nie mogę uwierzyć, że go już nie ma.
            - To nie tak. Na pewno wiedział, że go kochałeś.
            - Powiedziałem mu, że jego śmierć, złamałaby mi serce... Nie sądziłem, że niedługo sam wyślę go na śmierć.
            Zaczął płakać. Ukrył twarz w dłoniach. Nie lubił okazywać swojej słabości, ale miał to gdzieś po śmierci młodszego braciszka.
            -Kiedy jadłeś?
            - Nie wiem.
            -We wtorek- powiedziała asystentka
            -A jest piątek. Chcesz się wykończyć? Przygotuję ci coś.
            - Nie trzeba...
            - Nie ma mowy. Musisz zadbać za siebie, jeśli chcesz utrzymać wszystko w tajemnicy.
            Zamyśliła się i wpadła na pomysł jak przekonać go do jedzenia.
            - Sherlock nie byłby zadowolony, gdybyś go zawiódł, ponieważ przestałeś o siebie dbać. Wściekłby się, gdybyś kolejny raz nie zrobił tego, o co cię poprosił.
            Poszła do kuchni i po zajrzeniu do lodówki, zabrała się do robienia tostów. W tym samym czasie Mycroft sięgną po rodzinny album i zaczął przeglądać zdjęcia. Gdy Mary przyniosła tosty, wszystkie zjadł. Potem spytał.
            - Pomożesz mi uporządkować mieszkanie Sherlocka?
            -Oczywiście.
            Następnego dnia pojechali na Baker Street. Towarzyszyła im Sherly.  Akurat pani Hudson wybrała się na spotkanie klubu gospodyń. Dziewczynka bawiła się czaszką i pustymi probówkami, gdy wujek i mamusia robili porządki.
            Gdy John wrócił z pracy, nie zastał swoich kobiet w domu. Zmartwił się.Nagle zjawił się jego kolega z pracy. Gdy usiedli razem w salonie, opowiedział o tym co widział. Zrobił to, ponieważ lubił Watsona, ale bał się o tym powiedzieć. Ręce mu się trzęsły.
            -Muszę ci coś powiedzieć... Chyba twoja żona ma romans i chce odejść od ciebie. Widziałem ją na Baker Street. Wysiadała z czarnego, eleganckiego samochodu. Za nią wysiadł jakiś nadziany koleś. Był elegancko ubrany.  Weszli do tego samego budynku. Wyglądali jakby byli blisko.
            Nagle doktora olśniło.
            - Była z nimi roczna dziewczynka?
            - Tak.
            - A facet miał parasol.
            - Widziałeś pod który numer weszli?
            - Oczywiście. Pod 221b.
            - To Mycroft. Ciekawe co chce od Mary. Może coś się stało Sherlockowi. Pojadę tam.
            Wyszedł z domu i pojechał na Baker Street. Gdy znalazł się w swoim dawnym mieszkaniu., staną na progu salonu, ale nie wszedł do środka. Zobaczył Mary i Mycrofta pakujących jakieś dokumenty do pudeł. Rozmawiali.
            - Nie wiem, czy powinienem ruszać te papiery.
            - Tylko je chowamy.
            - Chcę je zabezpieczyć. Nie chcę, aby się zniszczyły. Śledztwa były całym życiem Sherlocka. Wszystko trwało dłużej, niż przypuszczałem.
            - Ile dawałeś mu czasu?
            - Pół roku. Nie rozumiem dlaczego w takim razie nie udało mu się.
            - Chcesz opowiedzieć jak to się stało?
            Holmes zignorował pytanie kobiety. Nie był gotowy, a by opowiedzieć jak zginął jego brat.
            - Nie wiem, czy mogę stąd coś zabrać.
            - Teraz to należy do ciebie.
            - Nie do końca. Sherlock zostawił testament. Ale do jego śmierci musi pozostać zamknięty... A powinienem pozamykać jego sprawy...
            Rozpłakał się. Mary położyła rękę na jego ramieniu i pozwoliła ujść jego emocjom.  Ciszę przerywał tylko śmiech bawiącej się dziewczynki. Po chwili otrząsną się i powrócił do przerwanej rozmowy.
            - Pochowałem go w tym samym miejscu. Nie chciałem jego śmierci... Wtedy, w święta prosiłem, aby nie przyjmował tej misji... A on nas uśpił i pojechał załatwić sprawę z  Magnussenem. Siedząc w tym cholernym helikopterze, prosiłem go, aby nie strzelał.
            - To moja wina. Gdybym nie była żoną Johna, nie zastrzeliłby Magnussena.
            - Dawny Sherlock nie stanąłby w obronie kogokolwiek. Nawet nie rozumiał mojej troski. Wszystko zmieniło się, gdy poznał Johna... Powinienem coś zrobić, zamiast tu siedzieć. Powinienem uratować Sherlocka.
            -Teraz już nic nie możesz zrobić, już jest za późno.
            Watson stał w szoku. Zrozumiał, że jego przyjaciel nie żyje. Nogi się pod nim ugieły. Po chwili spytał dla pewności
            - Sherlock nie żyje?
            - John - odezwali się jednocześnie.
            - Pytałem się, czy Sherlock nie żyje.
            - Tak - odparła Mary.
            -Od kiedy?
            - Od czterech miesięcy, czternastu dni...
            Mycroft spojrzał na zegarek
            -...   pięciu godzin, oraz czterdziestu trzech sekund.
            - A ty od kiedy wiesz?
            - Od dwóch tygodni. Po naszym spotkaniu z przyjaciółmi coś mi się nie zgadzało. Sprawdziłam  twoje SMS-y od Sherlocka. Wtedy zrozumiałam, że wiadomości pisały dwie osoby.
            -To nie prawda.
            Wybiegł z mieszkania. Biegł przed siebie, nie patrzył dokąd się kieruje.  Nie chciał uwierzyć, że jego socjopatyczny przyjaciel nie żyje. Po pół godziny zwolnił i spacerował, próbując zrozumieć to, co usłyszał. Gdy tak włóczył się przez parę godzin, natkną się na Lestrade'a.
            - Cześć John. Co tutaj robisz o tak późnej porze?
            - Mycroft cię przysłał? - oburzył się doktor.
            - Nie. Nie widziałem go od wyjazdu Sherlocka. A co?
            - Podsłuchałem jak mówił z Mary, że on nie żyje.
            - Sherlock?
            - Tak. I to od kilku miesięcy.
            Był wściekły.
            - Przecież jest na misji. Brat nie wysłałby go na pewną śmierć. Wskakuj do auta. Pojedziemy na piwo.
Watson wsiadł do pojazdu i pojechali do baru.  Gdy pili drugie piwo, lekarz analizował swoją ostatnią rozmowę z przyjacielem. Nagle powiedział do Grega.
            - On wiedział, że nie wróci i próbował mi to powiedzieć.
            Inspektor był zdezorientowany.
            - To nie może być prawda. Może ten idiota szykuje nam swoje kolejne przedstawienie?
            - Nie. Gdyby kolega mi nie powiedział, że widział Mycrofta i Mary na Baker Street, nigdy bym się o niczym nie dowiedział.  Dlaczego Mycroft nam nic nie powiedział i wciągną w to Mary? Ona sama się zorientowała jaka jest prawda. Dlaczego my nie zauważyliśmy prawdy.
            - Podejrzewam, że był to pomysł naszego socjopaty. Widział, co z tobą zrobiła jego domniemana śmierć, I nie chciał, abyś znowu przez to przechodził po tak krótkim czasie.
            - Więc kazał utrzymywać bratu, że żyje. To głupie.
            - Zgadza się, ale to przecież Sherlock... Nie mogę uwierzyć, że to naprawdę koniec. Że więcej nie zobaczę go...
            Watson wrócił do domu późno w nocy. Zastał żonę śpiącą w fotelu. przeniósł ją do łóżka.  Próbował przypomnieć sobie szczęśliwe chwile z przyjacielem.
            Śmierć Sherlocka Holmesa znów wstrząsnęła jego przyjaciółmi i załamała ich, ale tym razem trzymali się razem. Na mocy testamentu detektywa, każdy otrzymał jakąś jego rzecz, wspomniał w nim też o Mary. Starszego z Holmesów dziwiło, iż brat umieścił go w testamencie.
            Mijały lata. Nikt nie zapomniał o mistrzu wkurzania swoją inteligencją i o ciętym języku.  Mary i Johnowi urodził się syn, który został nazwany Greg Sherlock Watson. Wszyscy wspominali  detektywa.
            Gdy umarła pani Hudson, swoje mieszkanie zapisała Watsonowi. John z Gregiem i Mycroftem utworzył w nim muzeum Sherlocka Holmesa. Ich mieszkanie wyglądało jak za dawnych czasów, wszędzie panował bałagan  W części pani Hudson przedstawiono zbrodnie, które rozwiązał detektyw.  Piwnicę poświęcono walce z Moriarty'm.

            Mieszkańcom Londynu podobało się muzeum, które leczyło rany jego bliskich. Baker Street często było oblegane fanami jedynego na świecie detektywa doradczego.