piątek, 3 kwietnia 2015

Dziesięcioletnia nieobecność cz. IV

Pobiegł po sukienkę, a po chwili powrócił. Kobieta poszła się przebrać. Po dziesięciu minutach wszedł Max.
            - Russ? Już wstałeś?
            - Tak. Amy jeszcze nie ma. Nie uwierzysz co się wydarzyło.
            - Zaczynam się bać.
            - To nic złego.
            Do salonu powróciła pani Moris. Starszy mężczyzna krzyknął z radości.
            - Tempi.
            Przytulił córkę do serca. Płakał. Był szczęśliwy, widząc utracone dziecko
            - To naprawdę ty kochanie?
            - Tak, wiem, że ciężko uwierzyć.
            Była niepewna. Nie wiedziała, jak ma się zachować. Max  pogłaskał ją po twarzy.
            - Najważniejsze, że żyjesz... Nie do wiary.
            - Co ma z tym wspólnego wiara?
            Keenan uśmiechnął się.
            - Nic kochanie, tylko się tak mówi. Wyglądasz pięknie
            - Dziękuję. Jadę do FBI. Szykują przyjęcie na cześć Parkera.
            Mężczyzna otarł łzy. Starał się zapanować nad emocjami. Przypomniał sobie spotkanie z Parkerem.
            - To miły młodzieniec. Przypomina ojca. Zawiozę cię.
            - Nie ma mowy. W tym stanie nie możesz prowadzić.
            Wypuścił ją z objęć.
            - Ale ja tak- odparł Russ. - Idziemy. Tylko napiszę kartkę dla Amy.
            - Tylko nie wspominaj o mnie.
            - Dobrze siostra.
            Złapał leżącą  w  korytarzu kartkę, a ojciec przyniósł długopis. Napisał kilka słów i zostawił wiadomość na stoliczku. Na kartce widniało jedno zdanie " Muszę coś załatwić, niedługo wrócę. Russ."
            Kobiety stały w szoku. Amy próbowała zrozumieć, to co usłyszała.  Gdy zdała sobie sprawę kim była kobieta, wszystko zrozumiała. Wyjaśniła przyjaciółce, że to siostra jej męża, która była uznana za zmarłą.  Wiedziała, że Temperance będzie potrzebowała pomocy i wsparcia.  Ale po nocce była zbyt zmęczona, aby wszystko analizować. Poszła do sypialni i legła na posłaniu. Po chwili zaczęła chrapać.
            W samochodzie Brennana. Jechali w milczeniu. Mężczyźni co chwilę spoglądali na Tempi. Obawiali się, że zniknie. Nie wiedzieli o czym powinni rozmawiać. Uśmiech nie schodził z ich twarzy. W ciągu kilkunastu minut Max odmłodniał o co najmniej dziesięć lat.  Podjechali pod budynek Federalnego Biura Śledczego w Waszyngtonie. Ciszę przerwał dźwięk telefonu Caroline. Szybko go odebrała.
            - Hej Bones. Gdzie jesteś?
            - Pod FBI. A wy?
            - Zaraz dojedziemy.  Będziemy  szli do gabinetu  Sweetsa.  Nie stawaj przy drzwiach.
            - Posiedzę w aucie z ojcem i Russem.
            - Znajdziemy cię.
            - Czekam kochanie.
            Keenan zrobił wielkie oczy. Jego mała córeczka, która bała się  zaangażować, czule się do kogoś zwraca.
            - Z kim rozmawiałaś?
            - Z Boothem. Jesteśmy małżeństwem.
            Ta wiadomość ucieszyła mężczyznę. Gdy poznał Seeley'a  pragnął, aby to on został mężem jego małej Tempi. Widział jak on dba o swoją partnerkę. Westchnął.
            - Nareszcie.  Chętnie się z nim  przywitam.
            Kobieta zaczęła opowiadać o małżonku i dzieciach. Nagle zbliżyło się pięć osób. Moris zapukał w okno po stronie żony. Max wyszedł i wyściskał zięcia.  Jest mu wdzięczny, za wszystko co zrobił dla Temperance.
            - Dziękuję ci za to, co dałeś mojej córce.
            Nie potrafił powstrzymać łez.
            - Już dobrze. Miło cię widzieć. Przepraszam, ale musimy iść. Według Angeli jest jeszcze trochę pracy. A musimy wpaść do dyrektora.
            Caroline (Temperance  Brennan)  wysiadła z  auta i razem z mężem weszli do budynku. Idąc korytarzami, nie rozglądali się. Nie chcieli zwracać na siebie uwagi.  Szybko dostali się do gabinetu Cullena. W środku zastali agenta specjalnego Forena. Od razu dyrektor zwrócił się do mnie.
            - Agencie Booth, doktor Brennan. Miło was widzieć. Agent Foren o wszystkim mi opowiedział. Od razu wiedziałem, że to  wy byliście na przyjęciu. Nie mogłeś usiedzieć na miejscu?
            - Nie dyrektorze. Nie chciałem ryzykować, że nas rozpozna. A byliśmy tam, ponieważ miałem zadanie do wykonania.
            - Wiem.  Wasz bankier zjawił się na komendzie i do wszystkiego się przyznał. Przeraziło go aresztowanie na przyjęciu. Dobra robota. Odzyskasz odznakę. Tylko zostaniesz wysłany na dwutygodniowy kurs. Bez sprzeciwu. Chcecie coś dodać?
            - Tak- odparł Jack Moris ( Seeley Booth). - Chcę panu zakomunikować, że jesteśmy małżeństwem i mamy dwójkę dzieci.
            Mężczyzna uśmiechnął się.
            - Gratulacje.  Dopełnijcie wszystkich formalności i widzę was na dawnych stanowiskach. A teraz zmykajcie, ponieważ na kogoś czekam.
            - Parkera?
             Skinął głową, a para opuściła gabinet, ściskając rękę dyrektorowi . Od razu skierowali się do gabinetu psychologa. Nagle zobaczyli panią prokurator. Było za późno, aby uciec.  Mieli nadzieje, że kobieta nie pozna ich.  Gdy minęła ich, odetchnęli z ulgą.  Caroline Julien nagle odwróciła się i stanęła jak słup. Szli przed siebie, gdy usłyszeli ostry głos.
            -Agencie Booth. Proszę zatrzymać się i wszystko wytłumaczyć. Radzę nie uciekać.
            Prócz nich zatrzymało się jeszcze trzech agentów. Państwo Moris podeszli do pani prokurator. Mężczyzna zaczął się wytłumaczyć.
            -Mieliśmy później wpaść do ciebie Caroline.  Przybyliśmy służbowo do Waszyngtonu i mieliśmy nadzieję, że nikt nas nie rozpozna. Ale wczoraj natknęliśmy się  na Hodginsów, oraz państwa Vaziri.  Bones zdecydowała, że wracamy. A musieliśmy zniknąć z powodu tamtej mafii. Nie chcieliśmy narażać naszych rodzin i przyjaciół. Zrozum to.
            Kobieta uśmiechnęła się i uścisnęła ich,
            - Witajcie w domu. Ale nie odpuszczę ci tego oszustwa słodziuteńki.
            Udała się do Cullena, a oni do Sweetsa. Zapukali i weszli do jego gabinetu. Lancy i Jack pompowali balony. Wendel i Clark wieszali konfetti. Cam, oraz Angela szykowały kieliszki i kroiły ciasto. Artystka pomachała im i zaczęła się śmiać, a patolog uśmiechnęła się. Etymolog spojrzał na żonę, a następnie na przybyłych i zachichotał.  Wendell i Clark zostawili konfetti i patrzyli na państwa Moris. Zapadła cisza. Sweetsa zastanowił spokój, który nagle zapanował w jego gabinecie i rozejrzał się. Gdy dostrzegł "martwych" przyjaciół, zbladł. Myślał, że ma halucynacje, choć wolałby, aby byli żywi. Jako psycholog nie wierzył w powroty zmarłych z grobu. Bał się odezwać, aby nie rozpłynęli się w powietrzu. Ciszę przerwał Moris.
            - Nie patrzcie na nas, jak wół na malowane cielę.
            - Jaki wół? Jakie cielę? - spytała jego żona.
            - Tak się mówi Bones.
            - Te twoje powiedzonka są głupie,
            - To sen - spyta Lancy.
            - Nie Sweets.
            - Ale jak?
            - Cullen nas ukrył.
            Zabrakło mu powietrza. Moris i Cam wyprowadzili psychologa.
            Clark i Wendell patrzyli na siebie.
            - Czy to naprawdę pani?- spytał Edison.
            - Tak. Przeżyłam napaść razem z Boothem i zmieniliśmy nazwisko. W czym mogę pomóc?
            Angela, która była podekscytowana powrotem duetu, oraz dzisiejszym przyjęciem, nie mogła ustać w miejscu. Była radosna, ale rozstawiała wszystkich po kątach. Wszyscy podporządkowywali się jej.
            - Siadaj słodziutka. Wszystkim się zajmiemy. Do roboty chłopcy.
            Dawni asystenci Brennan ruszyli do pracy  bez jednego słowa. Nie chcieli narażać się artystce.  Nawet jej mąż nie odezwał się słowem.
            W tym samym czasie w socjalnym.  Lancy siedział na krześle, był blady jak ściana. Moris podał mu szklankę wody.
            - Pij Sweets. Jesteś blady. Szkoda, że nie mamy whisky.
            - Booth- skarciła go Caroline. - Jesteśmy  w instytucji państwowej.
            Psycholog wyszeptał cichutko.
            - Ty nie żyjesz.
            Zdanie Lancy'ego  wywołało uśmiech na twarzy Morisa.
            - A on się dziwi, że nigdy nie lubiliśmy przychodzić na sesję.
            Położył rękę na ramieniu mężczyzny.
            - Spójrz na mnie Sweets. Po co miałbym cię nawiedzać jako duch?
            - Aby zemścić się za terapię? Albo książkę, czy moje gadanie?
            Uśmiechnął się.
            - Jestem katolikiem, oraz umiem przebaczać. A tak w ogóle, czy wyglądam ja duch?
            - Troszeczkę - odparła Caroline. - Też jesteś blady. Ale Brennan wygląda  jeszcze gorzej. Jest biała jak ściana. Jej  oczy są podkrążone, oraz sine. Do tego to sama skóra i kości. Ale się jej nie dziwię. A ty weź się w garść- zwróciła się do Lancy'ego.  - Oni naprawdę żyją.
            - Żyją?
            -Tak. Wracają, przynajmniej tak twierdzi Brennan.
            - Skoro tak powiedziała, to tak jest - odparł Moris. - Wszystko ci wyjaśnię później, ale teraz potrzebuje twojej pomocy. Pewnie Arastoo niedługo przyprowadzi dzieci.
            - Za parę minut - odparła patolog. - Uprzedzę cię Sweets. Tak, oni mają dzieci i są małżeństwem.
            To  było za dużo jak dla doktorka. Był bliski panice. Cam, która była przezorna i przyniosła leki uspokajające, podała mu dwie tabletki i kazała połknąć.
            - To na uspokojenie. Mam tego więcej.  A ty Booth przestań sie denerwować. Parker ucieszy się.
            Psycholog połknął tabletki i uściskał dawno niewidzianego przyjaciela.
            - Nawet nie wiesz, jak się cieszę.  I przepraszam, że dwa dni przed waszą śmier...
            Nie potrafił dokończyć zdania. Nadal rozpamiętywał kłótnię sprzed dziesięciu lat. Przez ten czas  żałował ostrych słów, wypowiedzianych pod adresem partnerów. Gdy zginęli, zanim ich przeprosił, był wściekły na siebie. To doprowadziło do jego załamania psychicznego. Wiedział, że to onnie miał racji. Udało mu się powrócić do normalności dopiero po kilku miesiącach. Teraz odczuł, że może naprawić swój błąd. Ale jeszcze nie czuł się na sile na rozmowę na ten temat.  Ale wydobył jeszcze jedno zdanie.
            - Jesteś wspaniałym agentem i przyjacielem
            Jack Moris ( Seeley Booth) poklepał go po plecach przyjaźnie.
            - Nie ma o czym mówić. Wracajmy do ciebie. Muszę sprawdzić co z Bones.
            Detektyw ruszył na przedzie. Lancy spytał kobietę.
            - Co jest doktor Brennan?
            Camille spojrzała smutno na niego.
            - Dzisiaj nie myśl o tym. Przez to nie mogłam przez to spać. Hodgins też. Nie próbuj podpytywać Angeli, ponieważ nic nie wie. Niewiele pamięta z wczorajszego przyjęcia.  Spiła się.  Dzisiaj myślała, że wszystko jej się przyśniło. Gdy dowiedziała się, że to nie był sen  i oni żyją, to płakała przez godzinę.  Jak wiesz, Hanibal nie żyje. Więc mamy potrójne święto.
            - Zgadzam się.  Parker będzie  przeszczęśliwy. Jego ukochany ojciec wrócił.
            -Wpadli do gabinetu. Lancy wyściskał Caroline Moris ( Temperance Brennan).  Następnie pobiegł pod gabinet dyrektora. Po jakimś czasie od Cullena wyszedł Parker.  Lancy podszedł uśmiechnięty do młodzieńca i zaczął mu gratulować.
            - Ojciec byłby z ciebie dumny. Gratulacje młodszy agencie Booth.
            - Dziękuję doktorze Sweets.
            - Miałeś omijać oficjalny zwrot. Chodź, usiądziemy sobie u mnie i pogadamy.
            - Tylko nie terapia - jękną młodzieniec. Lancy uśmiechnął się.
            - Jesteś podobny do ojca.
            - Wszyscy tak mówią... Oddałbym wszystko za jeszcze jeden dzień z tatą.
            - Wiem.
            Przeszli do gabinetu doktorka. Gdy weszli, młodzieniec zobaczył wszystkich przyjaciół. Po środku stał jego ojciec, w towarzystwie Bones

niedziela, 1 marca 2015

Dziecięcioletnia nieobecność cz. III

Moris uśmiechał się, po chwili wtrącił się.
            - Lepiej nie rozmawiajcie tutaj. Nie mamy wyjścia. Musicie o nas zapomnieć.
            Caroline serce się ścisnęło. Wiedziała, że mąż tęskni za synem.  A ona tęskniła za ojcem i Russem, chodź wypierała się tego. Tęskniła też do przyjaciół. Spojrzała na Angelę i spokojnie powiedziała.
            - Wracamy do Waszyngtonu.  A jutro zobaczymy się z Parkerem. A teraz jedźmy do dzieci.
            - Macie dzieci? - spytała Camile
            -  Tak. Dziewczynkę Christine i chłopca Hanka.
            - Super - odparła szczęśliwa Angela.
            Patrzyli po sobie i rozmawiali. Artystka stała z boku, ponieważ wino szumiało jej w głowie. Postanowili puścić przyjęcie. Entomolog odrazu odjechał z żoną. Arastoo był zaskoczony, gdy żona wyjaśniła mu sytuację z Temperance i Seeleyem, ale ukrył swoje zmieszanie. Detektyw i aktorka oddali sprzęt policjantom i nie zamieniajac słowa powrócili do przyjaciół.
            Za kierownicą samochodu pani patolog usiadł detektyw. Poruszali się po pustej drodze. Nagle pojawił się radiowóz, który wjechał w nich. Z niego wysiadł Hanibal. Moris kazał wszystkim uciekać. Caroline nie chciała opuścić męża. Arastoo i Camile złapali ją pod ramiona. Detektyw postanowił odciągnąć mordercę.  Wyciągnął broń, Greg zrobił to samo. Mierzyli się wzrokiem. Wystrzelili jednocześnie.
            Kula trafiła tylko w Hanibala, który upadł i wyzionął ducha. Jack wezwał posiłki i po godzinie zaroiło się od FBI. Nagle odezwała się jego komórka. Dzwoniła Caroline.
            - Bones? Wszystko w porządku?
            - Tak. Trafiłam Do domu Russa. Nie wypuści mnie do rana. A co z resztą?
            Nie wiedział, co odpowiedzieć, gdy zobaczył państwa Waziri idących przez pole.
            - Nic im nie jest. Są tutaj. Do zobaczenia jutro.
            Przyjaciele podeszli do niego. Byli zdenerwowani
            - Zgubiliśmy twoją żonę - powiedziała Cam.
            - Trafiła do Russa. Ale zbieg okoliczności.
            Gdy Temperance Brennan alias Caroline Moris w pewnym momencie ucieczki wyrwała się przyjaciołom i chciała wrócić do męża. Biegła ile sił w nogach w przeciwnym kierunku.  Po dwudziestu minutach biegu  zauważyła parę domków. Zapukała do pierwszego, ale nikt jej nie otworzył.
            Podbiegła do drugiego i zaczęła walić. Po chwili upadła zemdlona na progu. Po pięciu minutach drzwi otworzył Russ Brennan. Przeraziła go leżąca na jego progu kobieta w czerwonej i podartej sukni. Sprawdził funkcje życiowe. Nie wiedział co zrobić. Przyniósł szklankę wody i ją oblał. Caroline ocknęła się i zerwała na nogi, a mężczyzna spytał.
            - Wszystko w porządku?
            - Nie. Nasz samochód zastał zaatakowany.
            - Tempi? Ale jak?
            Uradowana kobieta, w wybawcy poznała brata
            - Russ? To ty? Ale mam szczęście. Booth został na drodze, aby walczyć z Hanibalem...
            - Nie wierzę.
            - To ja.
             Przycisną ja do siebie. Nie mógł uwierzyć, że siostra żyje.
            - Ale przecież umarłaś.
            - Żyję. Nie miałam wyjścia. Musieliśmy zniknąć... Chodziło o wasze bezpieczeństwo.
            Oboje zaczęli płakać. Po chwili kobieta otrząsnęła się.
            - Muszę zadzwonić do Bootha.
            - Powiedz mu że cię nie puszczę.
            - Ale jutro muszę być w FBI.
            - To zostajesz na noc. Nie dyskutuj siostra.
            Uśmiechnęli się. Zadzwoniła do męża, a brat ją obserwował. Gdy skończyła rozmowę, weszli do środka.
            - Greg Hanibal nie żyje.
            -Hura.
            Spojrzała na niego srogo. Zdjęła płaszcz i przeszli do salonu.
            - Wracacie do Waszyngtonu?
            - Tak. Pewnie kupimy jakiś domek, albo na razie wynajmiemy.
            Nie wrócili uwagi, że ktoś śpi na kanapie, a raczej przebudził się i słucha.
            -Kocham cię.
            - Ja też cię kocham.
            - Marco
            -Polo
            - Uciekałam przed mordercą.
            - Całe szczęście, że nic wam się nie stało.
            Zachwiała się, a Russ ją złapał.
            - Napijesz się czegoś? Dobrze się czujesz?
            - Tak. Tylko w głowie mi się kręci. Jestem zmęczona.
            - Dziś śpisz ze mną.  Amy niema, a muszę cię mieć na oku.
            - Jak możesz mnie mieć na oku? Przecież to nie logiczne.
            Uśmiechnął się.
            -Booth, gdzie jesteś?
            -A co od niego chcesz?
            Kobieta nie wiedziała, czego chce brat. Była lekko zdezorientowana.
            -Nic. Chcesz się wykąpać?
            - Nie. Jest już po północy. Nie chcę nikogo obudzić.
            - Tym się nie przejmuj. Dziewczynki mają mocny sen. A mały Kyle śpi u kolegi po sąsiedzku. Zaprowadzę cię do łazienki.
            - Ale musisz pożyczyć mi jakiś t-shirt.
            - Dam ci nocną koszulę Amy.
            Zaprowadził siostrę do łazienki i zaniósł jej najpotrzebniejsze rzeczy. Zszedł do kuchni i zaparzył herbatę ziołową. Cieszył się, ze Temperance żyje i przez przypadek znalazła się w jego domu. Nadal nie mógł sobie wybaczyć, że po zniknięciu rodziców porzucił ją. Podał jej kubek, gdy zeszła, a potem uścisnął ją.
            - Nawet nie wiesz jak się cieszę, że żyjesz i trafiłaś przez przypadek do mojego domu...
            - Już dobrze. A gdzie...
            - Jest na turnieju kręgli. Jutro wraca. Chodźmy spać. O nie, zapomniałem o koleżance Amy, która śpi tutaj w salonie.
             Poszli na górę i położyli się spać.
             Rankiem Amy Brennan wróciła do domu. Przyjaciółka opowiedziała jej o wydarzeniach, które miały  miejsce nad ranem.  Postanowiły skryć się za kotarą i podsłuchiwać. Kobieta zrobiła się zazdrosna o męża.
            Po dziesięciu minutach zszedł Russ. Usiadł w salonie i czytał " Kości zagłady". Gdyby nie siostra śpiąca obok, myślałby że to wszystko było snem. Nagle rozległ się szybki tupot. Po chwili zjawiła się Caroline. Miała podkrążone oczy i wyglądała na spanikowaną. Biegała po całym pomieszczeniu. Złapała torebkę i wyciągnęła z niej buteleczkę z lekami. i wysypała dwie tabletki. Wyjęła manierkę i wzięła tabletki. Russ zdenerwował się.
            - Nie popijaj ich alkoholem.
            -  To woda.
            Ledwo stała na nogach. Złapał ją i posadził na kanapie.
            - Co się dzieje Tempi?
            - Nic. To tylko osłabienie.
            - Nie kłam.  Znam cię. Mnie nie okłamiesz.  O co chodzi?
            -Ale obiecaj, że znowu nie znikniesz. Albo, że nie będziesz panikował.
            - Zaczynam się denerwować.
            Moris opadła na fotel ze zmęczenia, a brat stanął na przeciwko niej.
            - Mam raka. Jestem po pierwszej chemioterapii. Będę miała jeszcze jedną chemię.  Ale lekarz nie daje mi wielkich szans. 30% procent szans na wyzdrowienie.
            - Boże- mężczyzna przejął się. - I byłaś z tym sama?
            - Booth jest cały czas przy mnie. Stara się być przy mnie silny, ale nie wie, że zauważyłam jego łzy. Daje mi siłę.
            - Teraz będziesz miała i nas. Masz dla kogo żyć.
            - Wiem. Mam dwójkę dzieci.
            Russ zaczął płakać, a siostra objęła go. Po dziesięciu minutach uspokoił się. musiał być silny. Spytał.
            - Jak mają na imię?
            - Christine i Hank.
            Rozczuliło go, że siostrzenica ma na imię, tak jak ich matka.  Kobieta przypomniała sobie o ważnym spotkaniu.
            - Parker... Muszę jechać do FBI. Wezwiesz mi taksówkę?
            - Nie ma mowy. Sam cię odwiozę.
            Przyjrzał się uważnie jej zniszczonej sukience.
            - Nie masz innej sukni?
            - W hotelu. Przecież byłam na przyjęciu.
            - A teraz?
            Spojrzała ze zdenerwowaniem na zegarek.
            - Parker odbiera dzisiaj odznakę. To syn Bootha... Nie zdążę pojechać do hotelu.
            - Ale iść tak też nie możesz. Rozumiem, że teraz należysz do jego rodziny, a on do naszej. Nie puszczę cię  w takim stanie.
            Zamyślił się, po chwili krzyknął.
            -Mam.  Twoja mała czarna wisi w pokoju ojca. Zabrał ją z mieszkania córki. To ostania rzecz którą miała dzień przed śmiercią.
            - No proszę. mogę ją pożyczyć?
            -Jasne. Niedawno Amy ją wyprała. Ojciec wściekł się na nią. Ale się tym nie przejmuj. Już się pogodzili. Zaraz ją przyniosę.
            Temperance była mu wdzięczna, ale nie chciała go mieszać w swoje problemy.
            -Russ?
            - Tak?
            - Nie chcę się wam narzucać. Nie przejmujcie się moją chorobą.
            - Nie zostawimy cię Tempi. I zawiozę cię na przyjęcie.
            - Wezwę taksówkę.
            - Nie mam mowy. A teraz idź się przebrać.
Pobiegł po sukienkę, a po chwili powrócił. Kobieta poszła się przebrać. Po dziesięciu minutach wszedł Max



poniedziałek, 16 lutego 2015

Śmierć

Przepraszam, że wstawiam coś innego, ale to nagła inspiracja,
Aby napisać te opowiadanie zainspirowało mnie promo 15 odcinka, 7 sezonu Castle'a. Dziś premiera tego odcinka, nie mogę się doczekać, gdy go zobaczę.





Śmierć

                Wbiegł do opuszczonego budynku. Biegł ile sił w nogach. Chciał jak najszybciej uwolnić Beckett. Nie zachowywał żadnej ostrożności. Jego myśli zajmowała ukochana kobieta, uprowadzona przez Niemann i Taysona. Czemu nie przewidział takiego obrotu sprawy? Czemu nie nalegał, aby z nią pojechać? Biegł ile miał tchu.
                Wyłamał zamek kopnięciem i wpadł do pustej sali,  gdzie na środku stało krzesło. Do niego była przywiązana kobieta ze spuszczoną głową. Wszystko świadczyło, że się spóźnił. Że kobieta nie żyje. Krzyknął: " Becket, nie".
Podbiegł do niej  i dłońmi dotknął jej policzków. Płakał z rozpaczy i przepraszał zmarłą Kate, że nie zdążył jej uratować z rąk dwójki drani. Czuł się winny. Pocałował ją w policzek i przycisnął do piersi. Nie chciał jej zostawić.
                Gdy dotarli tam chłopcy, widok ich przeraził.  Bezwładne ciało Beckett, zwisające z ramion Castle'a. Byli wściekli na siebie, świat, Taysona, Niemann.  Byli też zrozpaczeni.  Była dla nich jak siostra. Postanowili wsadzić dwójkę bezwzględnych morderców do więzienia.
                Życie Castle'a zmieniło się w koszmar. Nie potrafił normalnie funkcjonować. Jedynie myślał o zabiciu Kelly i Jerry'ego. Nie odzywał się do Alexis i Marthy.  Zamknął biuro detektywistyczne. Chłopcy nie mogli do niego dotrzeć.
                Pół roku od śmierci ukochanej dopadł panią doktor i 3XK i zabił ich. Trafił na dwadzieścia lat do więzienia. Rodzina i przyjaciele postanowili go spierać. Nie mieli zamiaru odwracać się od niego, choć potępiali jego zachowanie.

niedziela, 15 lutego 2015

Dziesięcioletnia nieobecność cz. II

- Czy ja oszalałam?
            -Jeśli widziałaś Bootha, to oszalałem razem z tobą.
            Była zdenerwowana, nie wiedziała co się dzieje. Entomolog był w szoku.
            - Czyżby to była prawda? - spytała.
            Ruszyli biegiem za policjantem. Trzymali się parę metrów za nim.  Hanibal oddalał się. Był moment, iż zadawało się, że ucieknie. Nagle w Grega wjechał  wózek z czystymi talerzami, przewracając mężczyznę.  Dobiegł do niego Moris i skuł go.
            - Jesteś aresztowany za wielokrotne morderstwa, poczynione na zlecenie rodziny Wilter.  Masz prawo zachować milczenie. Wszystko co powiesz, może zostać wykorzystane przeciwko tobie. Masz prawo do adwokata. Jeśli cię na niego nie stać, zostanie ci przydzielony z urzędu...
            Gdy detektyw skończył, spojrzał na sprawcę zamieszania, czyli na swoją żonę, która ciężko oddychała po biegu.  Zgięła się w pół.  Jej dolna część sukni była rozdarta.
            - Wszystko w porządku?
            - Tak.  tylko trochę kręci mi się w głowie.
            Zatroskany policjant objął małżonkę, podsunął krzesło i posadził ją na nim.
            - Miałaś się nie przemęczać.
            - Nic mi nie będzie...
            -Bones- krzyknął. -  Musisz uważać na siebie.
            - Nie mów co mam robić - krzyknęła. - Sama sobie świetnie radzę.
            - Ale już nie jesteś sama.
            Nagle agent zamilkł. Jego wzrok padł na dawnych przyjaciół. Zaklną.
            - Cholera.
            Caroline spytała.
            - Co się dzieje?
            Złapał żonę za ramiona i skierował ją w stronę bladych przyjaciół.  Spojrzała na nich. Jej naukowe podejście do życia mówiło, że nie mają prawa ich pamiętać.  Za to intuicja jej męża mówiła na odwrót. Widział tęsknotę w oczach naukowców. Camile podbiegła i uścisnęła mężczyznę. Wyszeptała cicho.
            - Booth.
             Była zdenerwowana, ale i szczęśliwa. Cieszyła się, widząc Seeley'a i Temperance. Łzy zaczęły jej płynąć po policzku. Moris uśmiechnął się do niej.
            - Cam. Już dobrze.
            - To naprawdę ty?... Przecież nie...
            - To ja. Miło cię widzieć. Wyglądasz przepięknie.
            - Cały Booth. Starasz się być dżentelmenem w każdej sytuacji... Chyba zwariowałam... Ścigałeś go?
            - Nie. Jestem tutaj na przyjęciu. Ale nie mogłem odpuścić Hanibalowi.  Nadal wam zagraża, chodź teraz jest skuty.
            Greg postanowił rzucić się na detektywa. Na szczęście Caroline go obserwowała, złapała wazę i rozbiła ją na głowie mordercy.
            - Nic mu nie będzie. Przynajmniej będzie chwila spokoju.
              Dopiero teraz Hodgins ruszył się i uścisnął Caroline i Jacka. Po chwili spytał.
            - Teraz wrócicie do Waszyngtonu?
            - Nie - odparł policjant.
            - Dlaczego?
            - Zbyt wiele czasu minęło od naszego odejścia.
            - Wszyscy się ucieszą...
            Mężczyzna był zdenerwowany i smutny
            - Tylko, że w każdej chwili może stać się...
            Camile postanowiła mu przerwać.
            - Ale każdy oddałby wszystko, za jeszcze jeden dzień z wami. A do tego Parker jutro odbiera odznakę. Twój syn zostanie młodszym agentem. Idzie w twoje ślady. Przemyśl to, a ja wezwę FBI.
            Wyszła z sali. Pani Moris postanowiła zdradzić swoją tajemnicę.
            -Nie możemy wrócić. W każdej chwili mogę umrzeć.
            - Co pani mówi?- oburzył się Hodgins.
            -Mam raka.
            Była jak zwykle bezpośrednia, co spotęgowało przekaz. To wyznanie wstrząsnęło entomologiem . Gdy Camile wróciła, zobaczyła, że wszystkich zatkało. Spytała.
            -Co się stało?
            Nikt nie odezwał się. Po chwili Hodgins jej odpowiedział.
            - Doktor B.  ma raka.
            - Co?... To nie możliwe.
            Przeraziła się.
            - Taka jest prawda - odparła spokojnie Caroline. - Kiedy przyjedzie ktoś z FBI?
            Doktor Vazirii nie odezwała się, nadal była w szoku. Dopiero, gdy kobieta powtórzyła pytanie, odpowiedziała.
            - Agent, który współpracuje z nami będzie tutaj za dwadzieścia minut.
            - To dobrze. Zajrzę do Angeli. Spiła się i teraz śpi.  Wcześniej weszła na scenę i zaczęła przemawiać. Mówiła o serialu.        
            - Zapomniałem o niej- odparł entomolog. - Gdzie jest?
            - Zostań tutaj. Muszę sobie z nią porozmawiać.
            Caroline wyszła z sali. Patolog zwróciła się do swojego byłego chłopaka ( Morisa ).
            - Jak ona się czuje?
            - Dobrze. Stara się żyć normalnie.  Ale ciężko jej. A co u was? Wszyscy pracujecie razem?
            - Tak, chodź Angela dwa razy odchodziła. A Parker nie może się doczekać chwili, kiedy dostanie odznakę. Musisz jutro być. Szykujemy przyjęcie
            Zaczęli sie spierać, przestali gdy przyjechał agent Foren. Camile go przedstawiła.
            - To agent specjalny Eric Foren...
            - Jestem detektyw Moris - przywitał się policjant i wskazał na ogłuszonego mężczyznę. - Tam leży Gregory Hanibal, poszukiwany morderca. Nie wiem co tu robił.
            - Dlaczego pan się wtrąca? On jest niebezpieczny Było trzeba powiadomić nas, a nie działać na własną rękę.
            - Nie myślałem. Chciałem go tylko złapać. Miałem z nim już do czynienia.
            - Ale to niebezpieczny człowiek.
            - Pracuję w policji.
Już agent miał się odezwać, gdy weszła Moris.
            -Co tu się dzieje?       
            - Nic kochanie - odparł jej mąż. - Agentowi nie spodobało się nasze zachowanie. A jak Angela?
            - Nie śpi. Płakała, więc nie weszłam do środka. Stałam w drzwiach i obserwowałam ją. -A to ten agent?- wskazała na mężczyznę, z którym przed chwilą kłócił się jej małżonek.
            -Tak - odparł Hodgins. Agent specjalny Eric Foren, współpracuje z nami. A raczej my pracujemy dla niego.
            - Spokój Hodgins- odparła ostro Cam.
            Eric zdenerwował się.
            - Przestańcie. Nie lubicie mnie. Teraz jestem w pracy, więc daruj sobie doktorku. Wy jesteście od badania zwłok i próbek, a ja od reszty.
             Nagle wpadła wściekła Angela. Wykrzyczała mężczyźnie prosto w twarz.
            - Nigdy nie dorównasz Boothowi. To najlepszy agent. I on wiedział jak nas traktować, nauczył się tego. To wspaniały człowiek. A ty? Jesteś bezczelny, nie próbujesz nas zrozumieć. A on  to dobry człowiek.  Stawał w obronie innych, dla niego liczyło się, aby sprawca odpowiedział za zbrodnie. Zawsze dążył do prawdy, nie interesowały go koneksje, tylko złapanie sprawcy.  Nie ważne kim był przestępca, ważne aby odpowiedział za swoje czyny.
            - Angela - odparł z uśmiechem Jack Moris.
            - Booth?
            Spojrzała na niego z zaskoczeniem. Do końca nie wiedziała, co się dzieje.
            - Sporo wypiłam, skoro cię widzę.
            - Hodgins nie jest pijany, a mnie widzi. Zostaw w spokoju agenta Forena.
            - On nie traktuje nas poważnie.  Jest gorszy od ciebie z początków naszej znajomości.
            Już wolałabym pracować ze Sweetsem i jego gatkami psychologicznymi. Z kimkolwiek.
            Cam stała przy Caroline i obserwowała całą scenę. Entomolog objął żonę, mówiąc
            - Oni mogą wrócić. Złapali Hanibala.  Oni żyją.
            - Przecież...
            - Wiem, ale to oni.
            Artystka wyściskała aktorkę i detektywa, następnie  zemdlała. Jej mąż uklękną przy niej i ocucił ją. Pomógł wstać małżonce i uśmiechnął się.
            -Wszystko dobrze kochanie?
            - Tak. Jak to możliwe?
            - Pewnie to sprawka Cullena.
            Moris uśmiechał się, po chwili wtrącił się.
            - Lepiej nie rozmawiajcie tutaj. Nie mamy wyjścia. Musicie o nas zapomnieć.

czwartek, 5 lutego 2015

Dziesięcioletnia nieobecność cz. I


Dziesięcioletnia nieobecność cz. I
            Aktorka grająca doktor Temperance Brennan w serialu "Kości" przez pół roku była nieosiągalna. Portale plotkarskie pisały, iż kobieta przebywała na odwyku. Podobno stała się kapryśna, często zjawiała się na planie z podpuchniętymi oczami. W ostatnim czasie strasznie schudła i wymiotowała, co spowodowało plotki o bulimii. Jej mąż Jack, policyjny detektyw zaprzeczał wszystkim pogłoskom, ale nie zdradzał szczegółów.
            Prawda była bardziej okrutna. Caroline Moris miała raka. Jej nieobecność była spowodowana pierwszą chemoterapią. Ukrywała swoją chorobę, ponieważ nie chciała niczyjego współczucia. Gdy wróciła do sił, założyła perukę i zjawiła się na planie.
            Pracowała, dając  z siebie wszystko. Czuła się dobrze, choć jej stan był nienajlepszy. Szybko się męczyła i potrzebowała częstych odpoczynków, co nie podobało się producentowi. Zastanawiał się nad zmianą aktorki.
            Dwa tygodnie później producent oświadczył, iż pod Waszyngtonem odbędzie się przyjęcie promujące serial. Wszyscy musieli na nim być.  Caroline wiedziała, że mężowi to się nie spodoba, ponieważ  był nadopiekuńczy. Zazwyczaj stawiała się Jackowi, ale jej choroba spowodowała nasilenie opieki męża.
             Gdy wróciła do domu, czeka na nią śmiech prawie dziesięcioletniej córeczki Christine,  oraz ośmioletniego synka Hanka. Jej policjant był w pracy.  Poszła do kuchni odgrzać obiad. Potem usiadła przy stole z dziećmi i jedząc, słuchała jak minął im dzień. Niania jadła z nimi, ale  nie wtrącała się w rozmowę. To był czas matki ze swoimi pociechami. Aktorka zabrała pociechy na krótki spacer. Chodzili po  okolicy przez pół godziny. Po powrocie zdrzemnęła się i przygotowała kolację.
            Gdy Jack wrócił do domu zjedli całą rodziną posiłek. Następnie rodzice usiedli w salonie i zaczęli rozmawiać. Mężczyzna spytał małżonkę.
            - Czy słyszałaś o tym przyjęciu dla ekipy waszego serialu?
            - Tak. Muszę na nie jechać. Czy wybierzesz się ze mną?
            -Będzie tam człowiek ścigany za defraudację  dużej sumy z konta firmy.  Szef postanowił wysłać mnie na to przyjęcie, wykorzystując ciebie. Muszę zdobyć dodatkowe dowody.
            - Będziesz nosił podsłuch? Jeśli tak, to zgoda, ale pod jednym warunkiem.
            - Jakim kochanie?- spytał detektyw, obawiając się pomysłu żony.
            - Chcę wziąć udział w akcji.
            -  Jesteś za słaba. Dopiero co przeszłaś chemię. Nie zgadzam się.
            - Doszłam już do siebie. Czuję się dobrze i wiesz, ze dobrze sobie radzę. działając pod przykrywką. Mam przypomnieć ci kręgle i cyrk, oraz Bucka i Wendy?
            - Kuszące...
            Przeszyła go swoim wzrokiem, który mówił, iż  i tak postawi na swoim.
            - Pogadam z szefem. Na szczęście nie czeka nas zmiana tożsamości.
            - Zabawne.
            -To nie miało być zabawne
            Parę dni później państwo Moris, wraz z dziećmi i nianią zameldowali się w jednym z waszyngtońskich hoteli. Przeszli się też po mieście.  Caroline nadal  była osłabiona, co jakiś czas chwiała się, ale wtedy mąż podtrzymywał ją. 
            Miasto było pełne wspomnień. Ponad dziesięć lat temu w Waszyngtonie mieszkali doktor Temerance Brennan i agent specjalny Seeley Booth. Dla wielu postacie fikcyjne, dla ich rodzin i przyjaciół  wspaniali ludzie.
            Aktorka stała przed kamienicą, w której kiedyś mieszkał agent Booth, patrzyła w okna jego mieszkania. Po chwili staną przy niej mąż.  Wsunęła rękę pod jego ramię, a głowę oparła na jego barku i spytała.
            - Jak myślisz, kto tam mieszka?
            - Nie wiem. Mam nadzieję, że ktoś szczęśliwy.
            - A ja mam nadzieję, że nasi przyjaciele zapomnieli o nas.
            - Na to bym nie liczył kochanie.
            Państwo Moris to tak naprawdę Temperance Brennan i Seeley Booth. Aby chronić bliskich pozwolili, aby FBI objęło ich ochroną świadków. Oficjalnie umarli.  Sześć miesięcy później urodziła się im córka. Jack rozpoczął pracę w policji miesiąc po opuszczeniu stolicy.
            Kiedy ogłoszono casting do serialu "Kości" po długich namowach męża i agenta, który sie nimi opiekował, Caroline poszła spróbować swoich sił.  Gdy dostała scenariusz pilotażowego odcinka, zamknęła oczy i próbowała cofnąć się pamięcią do spotkania z Seeley'em  na lotnisku. Mieli jej asystować: aktorka grająca Angelę Montenegro,  oraz aktor odgrywający Jacka Hodginsa.  Odegrała scenę, kierując się tym kim była kiedyś, zanim zmieniła się pod wpływem ukochanego. Otrzymała rolę samej siebie, co wcale nie było takie dziwne.
            Po spacerze i obiedzie zaczęli się szykować na przyjęcie. Caroline założyła czerwoną, długą do ziemi, obcisłą i  pod szyję suknię. Do tego czerwona torebka, ze złotym paskiem, gdzie miała leki i piersiówkę z wodą. Jack założył elegancki smoking i krwistą muszkę.
Od policyjnych techników otrzymali biżuterię z wbudowanymi mikrofonami, oraz kamerami. Nie mogli się doczekać kolejnej, wspólnej akcji.
            Punktualnie zjawili się w restauracji. Czuli się jak za dawnych lat, gdy pracowali razem. Uważnie rozglądali się po sali. Oboje nie pili alkoholu Gdy ktoś pytał o to, odpowiadali że mają dzieci i następnego dnia obiecali zabrać ich do wesołego miasteczka. Na szczęście nie zauważyli państwa Vaziri (Cam Saroyan, oraz jej meża Arastoo Vaziri), oraz państwa Hodgins.
            Koło północy na scenę wkroczyła pijana Angela, dorwała mikrofon i zaczęła swój wywód.
            - Słuchajcie. Dla was to tylko rozrywka. Ale nie dla mnie. Ten serial opowiada o mojej przyjaciółce i jej partnerze...
            Na sali nie było ani Cam, oni Hodginsa, oni Morisa. Była tylko Caroline. Podeszła do kobiety.
            - Brennan? - krzyknęła artystka i rzuciła się na szyję aktorce. - To naprawdę ty?
            Wszyscy patrzyli na Angelę ze współczuciem. Pani Moris objęła ją i spytała kelnerkę o wolny pokój. Ta zaprowadziła kobiety do niedużej sypialni i pozostawiła same. Aktorka położyła swoją dawną przyjaciółkę na łóżku i złapała za rękę.
            - Co się z tobą dzieje Angel?  Wiem, że lubisz imprezować. Ale upijać się na oficjalnym balu i zawstydzać Hodginsa?
            Okryła ją kocem, którym znalazła na fotelu. Nagle wpadł Moris.
            - Wszystko w porządku kochanie? Przestraszyłem się, gdy nie mogłem cię znaleźć.
            - Tak. Musiałam zabrać z sali Angelę. Upiła się.  Co ona tu robi?
            - Jest też Cam z Arastoo, oraz Hodgins. Cam przybyła jako szefowa laboratorium, a Hodginsowie z powodu, że firma Jacka sponsoruje instytut.. Producenci zaprosili sponsorów laboratorium, aby przekonać ich, że mogą zarobić sporo pieniędzy inwestując w serial. I dlatego jest tu nasz oszust. Założę się, że szykuje przekręt.
            -Więc musimy uważać, aby nie spotkać się z nimi.
            - Ciekawe, czy Cam byłaby mocno wściekła nas widząc. Wracajmy na salę. mamy zadanie do wykonania.
            Powrócili na salę i zaczęli tańczyć. Ich podejrzany też wirował na parkiecie. Nagle Caroline zakręciło się w głowie. Prawie upadła, ale czujny mąż pochwycił ją.
            - Wszystko w porządku?
            - Tak. Pójdę na chwilę do łazienki.
            - Iść z tobą?
            Spojrzała na niego srogo. Wycofał się. Znał  spojrzenie, którym obdarowała go żona. Gdy kobieta znalazła się w łazience, wyciągnęła z torebki  leki i  piersiówkę. Połknęła dwie tabletki, popiła wodą i wróciła na salę.
            Gdy przemierzała parkiet, dostrzegła człowieka, który dziesięć lat wcześniej strzelił do niej i jej męża. Wtedy jeszcze byli partnerami i narazili się pewnej mafii. Jej szefowie nasłali na nich płatnego mordercę. To wtedy uniknęli śmierci i zostali objęci ochroną świadków, aby chronić rodzinę i przyjaciół. Szybko odnalazła ukochanego.
            - On tutaj jest. Morderca mafii braci Wilter. Greg Hanibal.
            - Co? trzeba go aresztować. Ukrywa się od sześciu lat.  To wtedy dowiedział się, że jedna z ofiar przeżyła i odnalazł ją, aby dokończyć dzieła.
            Moris wyciągnął broń z kabury, ukrytej na nodze.  Na chwilę zapomniał, że nie jest dalej agentem w FBI. Liczył się tylko płatny morderca.
            -Nie wtrącaj się Bones.
            Zaczął Szukać mordercy. Gdy go odnalazł i zbliżył się, krzyknął.
            -FBI, ręce do góry
            Hanibal zaczął uciekać,  Moris ruszył za nim. Policjanci siedzący w wozie transmisyjnym byli wciekli. Kazali zaprzestać Jackowi pogoni. Ale go to nie obchodziło. Chciał dopaść drania, który odebrał mu możliwość bycia przy synu, oraz naraził jego ukochaną na niebezpieczeństwo i pozbawił pracy z kościami. Do tego zmusił ich do życia z dala od wszystkich przyjaciół.  Przebiegając przez parkiet, minął Camile i Hodginsa. Patolog patrzyła za nim z niedowierzaniem.

            - Czy ja oszalałam?

Studniówka

Obiecałam Cleo zdjęcia. Więc wstawię, te zrobione przrd wyjściem przez mamę. I