niedziela, 1 marca 2026

Koszmar Flynna Carsena część 4

     W koszmarze Biblioteka przestała się zmieniać chaotycznie, przestała migotać, rzucać obrazy, głośno wirować. Nagle stało się idealnie cicho. To właśnie cisza była najstraszniejsza. Flynn stał na środku wielkiej sali katalogowej, ale półki były puste. Nie było Eve, Stone’a, Ezekiela, Cassandry, Jenkinsa.

    Nawet książki nie szeleściły, magiczne artefakty nie brzęczały, portale nie drgały. Biblioteka żyła ale nic się w niej nie działo. Flynn odwrócił się gwałtownie, jakby kogoś usłyszał, ale to było tylko echo jego oddechu. Przechodził przez salę, jedna po drugiej. Sala mieczy była pusta, sala antycznych map również. Czytelnia pusta, tak samo jak i jego własny pokój. Kolejne sale, które odwiedzał również, laboratorium Jenkinsa zamknięte.

    Nie było nikogo, nie było kroków ani rozmów, nie było zaczepnych spojrzeń Ezekiela, wykładów Stone’a, entuzjazmu Cassandry, opiekuńczości Eve ani cichej obecności Jenkinsa. Tylko on i cisza. Flynn stał przy długim stole konferencyjnym, przy którym kiedyś omawiali misje. Krzesła były rozstawione, tak jakby ktoś niedawno z nich wstał, ale każde od dawna było puste. Flynn dotykał oparcia krzesła, na którym zwykle siedziała Eve. Było zimne. Flynn cicho i drżąco wołał w pustkę.

    -Halo?... Ktokolwiek?..

    Jego głos odbijał się echem po całej sali i szybko milkną. Nawet echo wydawało się za krótkie i za słabe. biblioteka zawsze pełna życia, stała się światem bez ludzi. Flynn usiadł powoli na jednym z krzesłem. Szeptał do siebie niż do kogoś

    -Przed ich odejściem zapomniałem, jak to jest być sam.

    To nie był ból złamanego serca. Był to ból powrotu do starego Flynna, samotnego, którego nikt nie potrzebował i który nikogo nie potrzebował nikogo. Ale tym razem było inaczej.

    -Nie chcę wracać do tego…

    Jego ręce drżały, serce przyspieszyło. Nie ze strachu, lecz z uświadomienia. Przyzwyczaił się do ludzi, przyzwyczaił się do ciepła, przyzwyczaił się do więzi i przyzwyczaił się do miłości. Koszmar Zakazanej Księgi Snów zabrał mu wszystko. zostawiając go z pustką większą niż kiedykolwiek wcześniej. Koszmar tym razem nie krzyczał, nie atakował obrazami, krwią czy pożegnaniami. Ciszą i to właśnie Flynna łamało najbardziej.

    Bibliotekarz Flynn Carsen robi to, co najlepiej potrafi. Rzuca się w wir pracy, jakby każda kolejna misja mogła zapełnić pustkę. Na biurku pojawiało się coraz więcej raportów, coraz więcej wykonanych zadań a na notatkach tylko jego pismo. Coraz rzadziej spał, a kawa stygła na biurku. Nikogo więcej nie było. Flynn wchodził do sali, rozglądał się. Krzesła dalej stały, jakby ktoś miał wrócić, ale nikt nie wracał.

    Po kolejnej długiej misji zmęczony wrócił do Biblioteki. Zaniósł nowy artefakt do gabloty. Wyciągnął notes, aby coś zapisać. Słyszał za sobą kroki i głośny kobiecy śmiech. Odwrócił się i zobaczył w wejściu stojącą Cassandrę machającą do niego notesem. Uśmiechała się do niego podekscytowana ubrana w pastelowy, delikatny zielony sweter i różową, dopasowaną sukienkę w kwiatki a jej rude włosy opadały na ramiona.

    -Flynn! Słyszysz mnie? Myślę, że znalazłam wzór!

    Flynn zamarł słysząc jej głos a serce podskoczyło mu do gardła.

    -Mówiłam ci, że prawdopodobieństwo interferencji pola całkowicie zmienia równanie..

    Nagle jej głos się urwał a Flynn mrugnął i nikogo nie było. Cassandra zniknęła. Przez długą chwilę nie ruszał się z miejsca, jakby bał się zrobić krok i rozproszyć resztki jej obecności. Flynn upuścił długopis na podłogę. Podniósł go powoli, jakby próbował zatrzymać coś, co już zniknęło.

    -Nie istniejesz- szepnął. -Ja wiem, że cię nie ma.

    Zrzucił to na przemęczenie. Parę dni później postanowił przeprowadzić trening fizyczny. Był w sali ćwiczeń gdzie stał worek treningowy, w który walił sfrustrowany. Słychać było odgłosy tłuczonych kości i urwanych przekleństw. Po nieprzespanej nocy to była jedyna metoda, żeby wyrzucić z siebie zbyt natrętne myśli. Nagle usłyszał gniewny głos Stone’a, gdy uderzał pięściami w wore.

    -Carsen. Na miłość boską. Prawa ręka, szeroki zamach. Po tylu latach dalej tego nie potrafisz?

    Odwrócił się w stronę głosu. Jacob stał tuż obok z założonymi rękoma z tym swoim spojrzeniem “Czy ty naprawdę robisz to źle?” Praktyki w walce nabrał w bójkach barowych w Teksasie.

    -Jacob?

    -Co? - prychnął Stone. -Nie przestawaj. Masz trenować, a nie rozczulać się nad sobą jak…

    Flynn odwrócił się na chwile a gdy znowu spojrzał ale sala była pusta. Jedynym dźwiękiem było echo jego ciężkiego oddechu. Łzy popłynęły po jego policzkach. Upadł na kolana.

    -Jestem tutaj sam… To tylko stres, to tylko stres..

    Wrócił do treningu. Minęły dwa tygodnie i Flynn, który wrócił z kolejnej miażdżącej misji. BNa stole głównej sali Aneksu rozłożył artefakty i próbował je analizować. Nagle w korytarzu prowadzącym do wyjścia z Aneksu usłyszał zgrzyt bramy i kłótnię Stone’a z Eve, tak głośną, jak dawniej.

    -Przestań rzucać wyzwanie Jonesowi. To nie jest wyścig na zdobywanie artefaktów.

    -A może jest Eve? Daj spokój. To tylko zabawa. Nie udawał, że nie lubisz tego dodatkowego napięcia. My z Jonesem tak.

    -To nie jest zabawa…

    Flynn podniósł głowę i nasłuchiwał. Głos Eve i Stone’a były takie żywe, tak bliskie aż szczypały go łzy.

    -Eve?

    -Flynn? -zabrzmiał głos Baird w odpowiedzi ale był już zniekształcony jak rozstrojone radio. Flynn rusza w ich kierunku ale kłótnia urwała się po tym jak wszedł do korytarza. Doszedł do bramy i nikogo nie było. Tylko on i odbicie metalicznego światła. Wrócił rozczarowany. Usiadł przy stole i oparł dłonie o stół i patrzył na podłogę dopóki drżenie ciała nie odpowiadało Tym razem nie powiedział, że to tylko halucynacja.

    Mijały kolejne tygodnie i wrócił z misji w zakrwawionym, rozdartym ubraniem a adrenalina krążyła w żyłach. Rzucił swoją zniszczoną materiałową torbę na stół i w pomieszczeniu socjalnym zaparzył kawę. Usiadł za swoim biurkiem i wyciągnął swoje zapiski z misji, które miały służyć przyszłym Bibliotekarzom.

    Ściągnął zakrwawione rękawiczki i sięgnął po porzuconą apteczkę i zagryzając zęby opatrzył ranę na klatce piersiowej. Na szczęście nie była zbyt głęboka. . Zapisywał szczegóły misji i wszelkie możliwe informacje o artefaktach, które miały posłużyć kolejnym pokoleniom Bibliotekarzy.

    Od kiedy pojawiła się czwórka jego byłych przyjaciół przy szczegółach misji zapisywał Flynn Carsen, Cassandra Cillian, Jacob Stone i Ezekiel Jones w zależności kto dokładnie brał udział w misji bo nie zawsze wszyscy razem. Od miesięcy zapisywał tylko Flynn Carsen. Wziął łyk kawy, która zdążyła wystygnąć.

    -Pracujmy dalej- mruknął, chodź był sam.

    Po wielu dniach bez odpoczynku i wielu hektolitrów kawy szedł główną salą z artefaktami. Nagle zamarł. Na dole schodów prowadzących kiedyś do windy a obecnie do wejścia do Biblioteki stała blondynka około pięćdziesięciu lat z krótkimi włosami i brązowymi, plastikowymi oprawkami okularów. Była ubrana jak zawsze elegancko. Miała na sobie brązową garsonkę ze spodniami i białą koszulą. Jak zawsze wyprostowana ale i spokojna, jak w dni, gdy jej nie wkurzył.

    -Flynn…- odezwała się tym tonem, który jak zawsze brzmiał jak pewność i pocieszenie. Kobieta w średnim wieku ale tak naprawdę o wiele, o wiele stuleci starsza niż mógłby kiedyś myśleć. Gdy był na granicy zawsze umiała nakierować go na właściwe tory.- Biblioteka zawsze znajdzie drogę.

    Flynn zaczął biec w jej stronę z desperacją, której nie rozumiał.

    -Charlene! Nie odchodź! Nie zostawiaj mnie znowu…

    Postać rozpadła się jak świetlisty pył zanim dobiegł. Usiadł na schodach drżąc i płacząc bezgłośnie siedząc na zimnym kamieniu posadzki oddychając jak ktoś tonący.

    -Nie potrafię być już sam.

    To był moment, kiedy coś zaczęło pękać i Flynn to zobaczył. W realnym świecie Jenkins zamarł przy ostatniej scenie widząc Charlene. Spojrzał na Cassandrę, Jonesa i Stone’a. Wszyscy zauważyli, że ten koszmar był inny.

    -To nie koszmar - odezwała się pierwsza Cassandra. -to chyba nie księga.

    Jenkins uśmiechnął się.

    -Nie. to Biblioteka. Chce dać mu nadzieję. Próbuje walczyć z Księgą.

    Stone pokręcił głową zmartwiony.

    -Ale czy nie za późno? Zobacz. Nie rozumie przekazu.

    Jones nerwowo chodził po pomieszczeniu przerażony tym co widział. Cassandra płakała patrząc na spokojne ciało. Flynn nie wyglądał, jak ktoś kto przeżywał swój największy koszmar. Gdyby nie widzieli dzięki księdze co się działo nie wiedzieliby jaki koszmar dział się w jego głowie.

    -Księga to sprytny przeciwnik.

    -Sprytny?- warknął wściekły Stone. - Księga zabija Flynna a ty mówisz, że to sprytny przeciwnik?

    -Panie Stone proszę się uspokoić. proszę zauważyć, że gdybyśmy nie wiedzieli czym jest Zakazana Księga Snów nie wiedzielibyśmy patrząc na pana Carsena, że coś się dzieje. Musimy ufać, że pułkownik Baird dotrze na czas.

    -A jeśli już ich straciliśmy?- zapytał przerażony Jones. - Jeśli koszmar już pochłonął Flynna a Eve została uwięziona?

    Cassandra spojrzała na niego srogo. Była zła na złodzieja. 

    -Nie waż się tak Mówić Ezekiel. - Nie waż się.

    Wykorzystując swój dar próbowała obliczyć prawdopodobieństwo, że oboje wyjdą z tego cało ale ma za mało danych albo były przerażające. Krzyczała płacząc.

    -Nie, nie, nie…

    Wszyscy bardzo przeżywali to, co widzieli i jak cierpiał ich przyjaciel. Ezekiel uklęknął przy niej i złapał Cassandrę za dłonie aby przestała liczyć.

    -Cass. Spokojnie. Flynn jeszcze się nie rozpadł kompletnie a Eve nie podda się.     Oni nie podlegają statystykom. Wiesz o tym. Inaczej już dawno Flynn byłby martwy. A Baird? Strażniczki ginął albo znikają szybko chroniąc Bibliotekarza. A Eve ma czterech i nadal żyje.

    Stone i Jenkins milczeli. Mieli nadzieję, że Jones nie mylił się i Eve ocali i jego i siebie. Spojrzeli na siebie i wrócili do oglądania koszmaru Flynna. Nie mogli oglądać tego, co działo się z Eve bo to nie ona była ofiarą Księgi. Jenkins postanowił sprawdzić jedną z teorii i wypowiedział nad księgą zaklęcie, które pomogło zlokalizować pułkownik Baird. kartki przewróciły się prawie na końcu Uśmiechnął się.

    -Jest… Mam Eve.

    -Dotarła do Flynna- zapytała z nadzieją Cassandra a Jenkins czytał stronę uważnie ale jego mina nadal nie zdradzała żadnych emocji a po chwili pokręcił głową.

    -Nie. Ona krąży. Te korytarze i dla niej zmieniają się, jak labirynt. Nie może go znaleźć. Księga ją od niego oddziela.

    Znali Eve i wiedzieli, że nikogo nie zostawiłaby nikogo w tarapatach, dla nich też weszłaby w najgorsze niebezpieczeństwo, a dla Flynna poszłaby prosto w ogień. Dlatego koszmar nie dopuszczał jej do niego. Księga wiedziała, że jest słabością Bibliotekarza. Ezekiel wstał z kolan wściekły i uderzył pięścią w ścianę tak mocno, że z jego kostek pociekła krew.

    -Nic nie możemy zrobić? Mamy dalej po prostu patrzeć, jak ona ich zabiera? A może wystarczy ją spalić.

    Jenkins spojrzał zimno na Jonesa rozumiejąc uczucia młodego mężczyzny.

    -Nie. Spalenie lub zniszczenie księgi pochłonie ich. Pan Carsen jest na granicy. Jeśli pozostanie tam zbyt długo może nie wrócić ale póki pułkownik Baird walczy musimy mieć nadzieję.

    Zapadła długa cisza. W koszmarze Flynn Carsen rozpadał się z samotności a w realnym świecie wszyscy byli obok niego a on tego nie wiedział. Nie wiedział, że w jego koszmarze, w sferze której nie widział jego Strażniczka brnęła do niego. Pułkownik Eve Baird biegła, drapała, kopała, otwierała drzwi, próbowała wszystkiego aby do niego dotrzeć ale bez skutku. Każdy korytarz prowadził z powrotem do początku.

    Świat zaczął ją prowokować i na ścianach fałszywej Biblioteki. Widziała na nich Flynna samotnego przy stole, patrzącego na pusty kubek. Wyglądał jakby zrezygnował, co powodowało, że jej serce krwawiło. Wściekła Eve zrywała je z ściany, rozdzierała i rzucała na podłogę. Koszmar jednak produkował kolejne i kolejne.

    Flynn piszący samotnie raporty. Flynn patrzący na miejsce, gdzie powinna siedzieć Cassandra. Flynn czekający na powrót Stone’a, który nigdy nie przychodził. Flynn płaczący siedząc na schodach czy przy biurku. Flynn siedzący w sali treningowej z kurtką Eve i wąchający jej zapach. Flynn rozbity.

    -Nie!- krzyknęła Eve , jakby ktoś ją ranił. -Flynn. Ja tu jestem. Nie jesteś sam. Słyszysz mnie! Nigdy nie byłeś sam!

    Odpowiadała jej tylko pustka. Biblioteka w koszmarze żywiła się rozpaczą. Eve robiła jednak krok dalej i dalej. Każdy był mocniejszy niż wcześniejszy.

    -Będę krzyczeć aż do końca świata, jeśli trzeba - syczała. -Flynnie Carsenie znajdę cię , choćbyś sam już w siebie nie wierzył.

    Korytarz zaczął się kruszyć. Koszmar wiedział, że napotkał przeciwnika, który nie zrezygnuje. W rzeczywistości jej odwaga napełniała ich przyjaciół nadzieją. Ezekiel krzyknął.

    -Ona walczy! Wbrew magi! To cholerna Eve.

    Cassandra otarła łzy.

    -Ona będzie walczyć dopóki nie umrze.

Stone pierwszy raz powiedział nie agresywnie, tylko złamanym głosem.

    -Tak samo on. Dlatego jeszcze się nie rozpadł.

    Jenkins był w głębi serca przerażony ale starał się tego nie zdradzać tylko na zewnątrz zachować spokój.

    -Oboje spłoną jeśli nie znajdą się na czas.

    Wszyscy jak na komendę spojrzeli na Flynna czując to samo. Jeśli nie znajdą się Biblioteka straci ich oboje. Eve biegła dalej w koszmarze w ciemnym korytarzu archiwum. Raz widziała Flynna kilka metrów przed sobą a potem znikał. Słyszała jego głos.

    -Nie trzeba było… Nie wracaj…

    Wiedziała, że to nie był prawdziwy Flynn. nagle pojawiła się przed nią Cassandra, ale inna niż z świata realnego. Była blada, zapłakana a jej włosy były posklejane krwią.

    -To wszystko przez niego- szeptała Bibliotekarka. - I przez ciebie. Mogłaś go powstrzymać.

    Ewa drżała. Wiedziała, że to fałsz, ale jej serce reagowało szybciej niż logika. Ruszyła dalej i przed nią pojawił Stone. Stał przed nią z założonymi rękoma.

    -On już nie chce wrócić Eve. Daj mu odejść. Po co walczysz?

    Sekundę później zmaterializował się Ezekiel śmiejący się jak nigdy w niebogłosy.

    -To, jak go kochasz pociągnie cię na dno i nas wszystkich. Nikogo nie ocalisz, wiesz? Na końcu i tak zostaniesz sama.

    Eve krzyczy aby się zamknął. Wiedziała, że to nie było prawdziwe. To nie byli jej przyjaciele. Obrazy nagle rozpadły się jak szkło a cała trójka zniknęła. Z ciemności było słychać głos Flynna, zimny, pozbawiony emocji.

    -Nie chcę cię tu. Odejść jest łatwiej.

    -Niezła próba. Nie pozbędziesz się mnie. 

    Wiedziała natychmiast, że to nie był Flynn. To był koszmar mówiący jego głosem, bo znał jej słabość. Drżała ale odpowiedziała przez zęby.

    -Nie obchodzi mnie czego chcesz. Jesteś koszmarem. Przyszłam po Flynna i zabiorę go do domu.

    -Zabieram go a twoja przyszłość już jest przypieczętowana. On jest mój.

    Koszmar uderzył w nią najmocniej pokazując jej przyszłość bez niego.

    Zobaczyła puste łóżko, nadchodzącą żałobę, kolejne rocznice śmierci, zamkniętą Bibliotekę zapieczętowaną magicznymi plombami a ona sama płacząca na podłodze z wyrwanym sercem i sama. Jej ciało drżało ale nie z bólu ale z czystej pierwotnej paniki. To był moment, w którym koszmar próbował ją złamać. Jeśli ona pęknie księga ją pochłonie a Flynn nigdy nie wróci. Nie mogła się poddać.

    Ruszyła przed siebie. Panowała cisza. Zbyt gęsta, nienaturalna. W tym świecie cisza nigdy nic dobrego nie zapowiadała. Szła przez korytarz Biblioteki ale robiło się coraz dziwniej. kamienne ściany oddychały, światło migotało jak przy burzy a jej kroki rozbrzmiewały z opóźnieniem, jakby echo nie chciało nadążyć.

    -Flynn- szeptała. - Gdzie jesteś do cholery.

    Usłyszała kroki za swoimi plecami. Nie odwróciła się. Instynkt mówił, aby szła przed siebie. Głos, który usłyszała zatrzymał ją w miejscu.

    -Dlaczego właściwie tu przyszłaś?

    Odwróciła się i zobaczyła Cassandrę stojącą kilka metrów przed nią ale ponownie nie była jej Cassandrą. Tym razem koszmar przedstawiał ją z podkrążonymi oczami, siniakami na nadgarstkach i ze wzrokiem osoby, która się poddała.

    -On nas zostawił Eve. Sam wybrał odejście. Ty powinnaś wrócić do nas.

    Eva zacisnęła pięści z wściekłości.

    -To nie jest prawda.

    Głos Cassandry stał się bardziej pęknięty, desperacki.

    -Mówi, że masz go puścić. A ty nie umiesz. Przez ciebie nie wróci.

    Poczuła ukłucie. To było znakomite uderzenie. Zrobiła krok w tył zanim zdała sobie sprawę, Że koszmar to widział i naciskał mocniej.

    Korytarz zmienił się nagle i gwałtownie. Za jej plecami rozległ się ciężki hałas. Odwróciła się i zobaczyła salę treningową, gdzie Znowu zobaczyła Stone’a rozbijającego manekina na drzazgi. Z jego czoła kapał pot a w jego ruchach była wściekłość. Odwrócił się i zobaczył Eve.

    -Nie masz prawa tutaj być.

    -Muszę znaleźć Flynna.

    -Ty?- rozległ się jego śmiech bez cienia radości. -Ty go wciągnęłaś w tą misję. Zostawiłaś go samego z niebezpiecznym artefaktem znając jego ciekawość. Ty. Każdy z nas by go ochronił. Tylko ty zawiodłaś.

    Słowa były ostrzejsze od jakiegokolwiek noża. Eve wciągnęła powietrze, czując jak żołądek ściskał się z bólu.

    -Nie wiesz co mówisz.

    -Przez ciebie już go nie ma- odparł Stone tym razem szeptem. - A my wszyscy zapłacimy za twoje ambicje.

    Znowu pojawił się Ezekiel. Oparł się nonszalancko o framugę drzwi ale jego oczy były zimne jak stal.

    -Wiesz najgorsze? Zawsze uważał, że nie jesteś warta ryzyka.

    Cassandra, Stone, Ezekiel stanęli w jednej linii, patrząc na nią z rozczarowanie,, nienawiścią i żalem.

    -Oddaj go Eve. Nie walcz.

    Eve walczyła ze sobą. Wiedziała, że to nie jest prawdziwe ale nawet fałszywe twarze przyjaciół i ich słowa uderzały. Nim zdążyła odpowiedzieć świat rozpadł się jak szkło. Zapadła nagła ciemność. Nagle na środku pomieszczenia pojawiło się światło oświetlające stojącą tam kanapę, na której siedzieli ona i Flynn.

    Patrzyła na siebie i Flynna wtulonych w siebie i trzymających się ręce. Ta scena wyglądała realnie, zbyt realnie. Eve ruszyła w ich kierunku w szoku jak zahipnotyzowana. Dotknęła jego ramienia a scena się zmieniła. Fałszywa Eve zniknęła a Flynn spojrzał na nią a jego twarz stała się pusta, pozbawiona emocji a oczy stały się matowe.

    -Przestań mnie szukać.

    Eve zamarła.

    -Nie wrócę Eve. Nie chcę być dla ciebie ciężarem. To lepsze dla wszystkich.

    Eve pokręciła przecząco głową.

    -Nie.. Nie mów tak. To nie ty. To koszmar mówi twoim głosem ponownie.

    Flynn uśmiechnął się blado.

    - Może. A może to jest prawdziwe. Może wiem, że beze mnie będzie ci łatwiej.

    Eve opadła na kolana. To nie zraniło ją fizycznie. Pękała, bo koszmar raz po raz uderzał w jej największe lęki, że Flynn nie chciał, aby go znaleźć, że aby przeżyć musi przestać walczyć i pozwolić mu odejść, że miałaby wrócić sama do świata realnego, że jego powrót zniszczy wszystkich. Świat wokół niej się rozpadał, znikał jak mgła.

    -Poddaj się Eve Baird- mówił Flynn głosem, który brzmiał jak pożegnanie. -Wróć tam, gdzie jesteś bezpieczna. Pozwól mi odejść.

    Wyczuwała, że łamała się psychicznie mimo wiedzy, że to Zakazana Księga Snów a nie jej biblioteczna rodzina. jeszcze chwila a koszmar pochłonąłby ją i Flynn zostałby uwięziony na zawsze. Ledwo oddychała, a serce waliło jak szalone. Jedna łza spłynęła na ziemię i właśnie wtedy koszmar postanowił po raz kolejny zadać ostateczny cios.

    Światło zgasło i usłyszała kopnięcie zamykających się drzwi i odgłos jej własnego złamanego głosu, błagalnego.

    -Zostawcie mnie… Nie mogę.

    Koszmar chciał, żeby usłyszała swoje złamanie, żeby uwierzyła, że to już koniec. Eve niemal to zrobiła . Niemal się złamała. Prawie, prawie się poddała. nagle jej dłoń powędrowała na jej szyję i zacisnęła się na czymś zimnym i metalowym.

    To były jej wojskowy śmiertelnik, prawdziwe śmiertelnik z czasów NATO. Jedyny element, którego koszmar nie mógł zmanipulować. Eve powoli otworzyła oczy, jak żołnierz, który przypomniał sobie kim był.

    -Próbujesz mnie zniszczyć bo się mnie boisz.

    Koszmar zadrżał a ściany pulsowały. Eve wstała trzęsąc się, ze ściśniętym gardłem ale pewnie.

    -Nie poddam się. Bo on nie jest sam, a ja nie zostawiam swojego żołnierza na polu walki. Nigdy.

    Zapadła cisza. Koszmar pierwszy raz zadrżał ze strachu. Pułkownik Eve Baird przetrwała moment złamania i zaczął się jej marsz po Flynna Carsena. Koszmar nie miał nad nią władzy. Stała chwiejnie a koszmar nadal drżał wokół niej gotowy zaatakować ją na nowo, gdy tylko pokazałaby słabość. Musiała walczyć mimo że skóra na karku ściągnięta , oddech szarpany i tętno biło za szybko.


środa, 18 lutego 2026

Koszmar Flynna Carsena część 3

     W realnym świecie Flynn leżał w swoim pokoju, ciało nieruchome, jedynie klatka piersiowa unosiła się, a Zakazana Księga Snów pulsowała bladym blaskiem. Cassandra, Jake, Ezekiel i Jenkins pochylali się nad księgą, obserwując koszmary Flynna. Pierwsze obrazy pojawiły w formie holograficznej w powietrzu.

     Mogli obserwować zmiany Biblioteki kontrolowanej przez księgę. Patrzyli na scenę, kiedy Eve odchodziła od Flynna, a potem jak odchodziła w światło a Flynn biegł i wołał jej imię. Ich serce krwawiło się, gdy widzieli kompletnie załamanego Flynna. Cassandra wtuliła się w Ezekiela łkając i szepcząc.

    -To… To wygląda tak prawdziwie, że każdy uwierzyłby w to.

    Jake zaciskał pięści, a gniew mieszał się ze strachem.

    -On naprawę to przeżywa… A my tutaj stoimy i jesteśmy bezradni.

    -Nic nie możemy zrobić - odparł Jenkins nienaturalnie spokojnym głosem. -Jeśli nie chcecie patrzeć to możecie wyjść.

    -Nie - odparł ostro Stone. -Nigdzie nie idziemy. On nas potrzebuje.

    Pozostali przytaknęli. Dalej obserwowali z ogromnymi emocjami to, co przeżywał. Widzieli brutalne odejście Ezekiela a potem obrazy odchodzących ludzi z życia Flynna. Jones odsunął się krok do tyłu, nie mogąc dalej patrzeć na scenę przed sobą.

    -Boże… wygląda jakby naprawdę tracił wszystkich, których kocha, jakby wszystko, co dla niego ważne znikało.

    Jenkins zwykle opanowany patrzył sucho, ale jego dłonie coraz bardziej drżąły.

    -To jego największe lęki. Każdy opuszcza go jeden po drugim, a on nie wie, że to nieprawda. Może do tej pory sam nie dopuszczał do siebie swoich lęków. Krył za swoją maską nawet przed sobą.

    Cassandra zamarła widząc, jak jej wersja w koszmarze odchodzi i spada w otchłań a Flynna zjada poczucie winy. Musiała przymknąć oczy. Odkryła, że Flynn widział jej chorobę jako śmiertelną, mimo że już kilka miesięcy temu usunięto jej guza. Do tego obwiniał się o to, że nadal była umierająca bo ona go uratowała.

     Jakby zapomniał, że jej zdrada i wprowadzenie Bractwa Węży przyczyniło się do jego śmierci. Został dźgnięty przez Excalibura bo Lamia zmusiła miecz używając Korony Króla Artura. Lamia obiecała jej, że przy pomocy magii uratują jej życie ale to była mrzonka. Chciała przytulić Flynna, pocieszyć go, powiedzieć, że jest bezpieczna.

    -Nie wiedziałam, że on to tak przeżywa… Przeżywa każdą stratę. Do…

    Cassandra wzięła głęboki oddech drżąc z emocji.

    -Do tego widział śmierć kogoś bliskiego. Moją.

    Ezekiel i Jake wymienili spojrzenia a Stone odezwał się cicho.

    -Widzicie to? To nie są tylko lęki to prawdziwy ból. On czuje każdą stratę, jakby już się stała.

    Ezekiel spojrzał na Flynna przerażony.

    -I to go niszczy. Każda scena, każde odejście to potęguje jego samotność.

    Jenkins zamknął oczy na ułamek sekundy.

    -On nie ma jeszcze świadomości, że to koszmar. Dla niego to jest prawdziwe i żadne bodźce się nie przedostają. Magia księgi jest bardzo silna i szybko wiąże się z umysłem swojej ofiary. Musimy liczyć na pułkownik Baird.

    Cassandra spojrzała na niego z determinacją i z łzami w oczach.

    -Nie możemy pozwolić, by jego umysł został złamany, zanim Eve go znajdzie.

    -Jesteśmy tutaj.

    -Ale co?- zapytał Ezekiel -Jak możemy ingerować, nie wchodząc do środka?

Jake spojrzał w stronę księgi przerażony.

    -Wspierać go stąd. Każda wskazówka, każdy impuls może być dla niego kotwicą w rzeczywistości. Musimy mu przypomnieć, że nie jest sam.

    Światło księgi zaczęło pulsować mocniej. Każdy z nich czuł ciężar jego strachu i samotności. Cassandra podeszła do Flynna i przyjacielsko złapała go za rękę, jakby gest miał przynieść mu świadomość.

    -Flynn jesteśmy przy tobie. Nie zostawimy cię. Słyszysz?

    Ezekiel przyglądał się uważnie spokojnej twarzy, która nie zdradzała emocji, które przeżywał.

    -Jeśli Eve tam się nie dostanie, musimy znaleźć inny sposób, bo jego umysł może nie wytrzymać kolejnej straty.

    Jake przytaknął.

    -Nie możemy pozwolić księdze wygrać.

    W tamtym momencie wszyscy czuli pulsujący ciężar koszmaru, bo to widzieli wpływało też na ich własne serca. Każdy w pokoju rozumiał, że nie chodziło tylko o niego, chodziło o przetrwanie jego świadomości i duszy. Jake zaciskał pięści ciągle mając przed oczami sceny odejścia Eve, Ezekiela, śmierć Cassandry. Nimi to wstrząsnęło a wiedzieli, że to nie prawda.

    -Jeśli stracimy Flynna, Eve tego nie przeżyje. Ona po prostu się złamie.

    Ezekiel odwrócił się aby nie widzieć księgi i pozostałych.

    -Wiemy, że potrzebujemy go z powrotem. To nie jest tylko kwestia Biblioteki. To kwestia Eve i tego co on dla niej znaczy. Co on dla nas znaczy.

    Światło księgi pulsowało coraz mocniej co wywoływało coraz większy niepokój u zebranych bo wiedzieli, że księga szykuje się na kolejny atak. Jake patrzył na holograficzne przedstawienie, tego co działo się w głowie ich irytującego Bibliotekarza, którego kochali. Obrazy koszmaru Flynna stawały się coraz bardziej gwałtowne, bardziej emocjonalne.

    Każdy z Bibliotekarzy i opiekun Aneksu wiedzieli, że jego walka była kluczowa, nie tylko dla niego ale dla Eve. Jej życie i serce zależało od tego, czy uda się jej do niego dotrzeć. Cassandra nadal trzymała rękę Flynna i ścisnęła ją mocniej, jakby wierzyła, że jeśli włoży więcej siły to on poczuje jej gest.

    -Eve do ciebie idzie. Nie pozwolimy, żeby koszmar wygrał. Wrócisz. Eve musi cię mieć z powrotem. I ja zrobię wszystko, żebyś się nie poddał.

    Jake, Ezekiel i Jenkisn patrzyli na nią i jej determinację. Każdy z nich rozumiał, że nie było prawa do błędu. Każdy impuls, każda wskazówka, każdy gest mógł zdecydować o jego i Eve życiu. Księga prawie oświetlała pomieszczenie a cała czwórka podeszła do księgi zaniepokojeni. Obraz holograficzny stał się bardziej wyraźny, jakby chciał zwrócić ich uwagę.

    Skupili się na Flynnie który wciąż błądził po Bibliotece. Nagle korytarze przestały się poruszać, pułki przestały pulsować światłem księgi ale każdy korytarz prowadził do nowych iluzji jego lęków. Flynn Carsen czuł ogromny ciężar. Eve i Ezekiel odeszli a Cassandra skoczyła z balkonu. Ciało Bibliotekarki sam pochował w sarkofagu w Bibliotece.

    Nagle z mgły korytarza wyłonił się Jacob Stone. Wyglądał na spokojnego, pewnego siebie, ale w jego oczach było widać determinację. Nic nie mówił, tylko kiwa głową, jakby mówił: "Nie mogę ci pomóc." Flynn był roztrzęsiony. Podbiegł płacząc do Jake.a

    -Nie zostawiaj mnie… Nie teraz

    Stone zatrzymał się na chwilę, patrzył na Flynna spokojnie, bez gniewu.

    -Muszę odejść. Nie mogę tu zostać i oglądać, jak się niszczysz. Cassandra umarła przez ciebie. Twoje lęki, twoje straty to nie moja sprawa. Dla ciebie tylko misje się liczą. Kolejna przygoda. Dopiero się obudziłeś jak zacząłeś zostawać sam.

    Uśmiechnął się smutno, odwrócił wzrok i zrobił krok w stronę wyjścia, gdzie pulsowało intensywnie światło księgi.

    -Flynn… Musisz sam znaleźć drogę. Jeśli nie nauczysz się walczyć z tym sam. Nikt ci nie pomoże.

    Flynn rzucił się w jego kierunku, aby go zatrzymać, ale Stone zniknął w pulsującym blasku, a echo jego głosu odbijało się po pustej sali.

    -Musisz sam Flynn. Musisz sam..

    Każda półka, każda księga zdawała się patrzeć na niego oschle, jakby mówiły “Nie ma już nikogo.”. Jego własny oddech stał się płytki, jego serce kołatało, miał duszności, ucisk w klatce piersiowej, zawroty głowy a jego ciało ogarnął nagły, intensywny lęk. Upadł na kolana. Złapał się za klatkę piersiową.

    -Nie… To nie może być prawdzie…Nikt nie zostaje… nikt nie zostaje przy mnie…

    Nie wiedział, że był blisko prawdy. Dla niego to było realne, jeszcze nie rozumiał, że to iluzja, koszmar, który wypełniał jego głowę samotnością. Nie zdawał sobie sprawy, że w realnym świecie leżał w łóżku a Cassandra znowu trzymała go na ręce widząc, że miał atak paniki. Jej łzy spływały po jej policzkach.

    Kiedy w koszmarze Flynn nie miał już sił wstał i postanowił porozmawiać z ostatnią osoba, która została i nigdzie się nie wybierał bo to był jego dom. Podszedł do drzwi laboratorium Jenkinsa i przyłożył ucho do drzwi i usłyszał hałas, który świadczył, że mężczyzna był w środku. Pukał do drzwi wiele razy, nacisnął na klamkę prawą dłonią ale były zamknięte.

    Czekał aż Jenkins go wpuści albo wyjdzie ale mijały godziny a Flynn co jakiś czas płakał i błagał o wpuszczenie. Siedział pod drzwiami przez godziny i wiedział, że opiekun Aneksu nie wychodził z laboratorium. Drzwi nagle się otworzyły i stanął w nich Jenkins z zimnym spojrzeniem i zirytowany.

    -Pan dalej tutaj? Skoro nie chcę otworzyć to znaczy, że nie chcę pana widzieć panie Carsen. Mam swoje badania. Skoro cała hałastra się wyniosła…

    Jenkins przesadnie gestykulował wyrażając swoje nieprzychylne zdanie na temat Bibliotekarzy i Strażniczki i tego, że przez lata naruszali jego prywatną strefę.

    -Mam wreszcie spokój. Mogę się skupić na swoich badaniach. I nikt mi się nie plącze.

    Jego wzrok stał się jeszcze bardziej surowy i ostry.

    -I mam nadzieję, że nie będzie mi pan przeszkadzał.

    -Ale…

    -Nie ma żadnego ale. Wolę swoją samotnię. Pan też jest typem samotnika. Nie będziemy sobie wchodzić w drogę.

    Flynn spojrzał na niego błagalnie.

    -Pomóż mi. Nie zostawiaj mnie.

    Jenkins spojrzał na Bibliotekarza z pogardą.

    -Panie Carsen proszę się nie wygłupiać. Wreszcie mamy tutaj spokój. I tego wymagam. Aby pan nie naruszał mojej przestrzeni. Nie siedział pod moimi drzwiami i pozwalał mi badać artefakty. A teraz żegnam panie Carsen.

    Flynn chciał coś jeszcze powiedzieć ale widząc zimne oblicze Jenkinsa wycofał się i poszedł do głównej sali. Lekki uśmiech Jenkinsa zniknął, jak i cała jego sympatia dla niego i reszty. Wrócił stary dobry Jenkins. Siedział sam przy stole w pobliżu księgi wycinków złamany. Był wyczerpany chociaż nie rozumiał dlaczego. Przez dziesięć lat był sam i nie potrzebował towarzystwa.

    Potem pojawili się pułkownik Eve Baird, Cassandra Cillian, Jacob Stone, Ezekiel Jones oraz Galahad\Jenkins. Widywał ich rzadko ale jak wracał do Biblioteki był szczęśliwy widząc ich wszystkich. Każdego z osobna ale i razem. to jak razem pracowali ale też jak się sprzeczali. Nawet tęsknił za surową i wściekłą Eve kiedy któreś z nich przesadziło, a najbardziej kiedy to on przesadził. Za Jenkinsem i jego komentarzami, który najpierw nie był zachwycony ich obecnością w Aneksie a potem myślał, że stali się sobie bliscy. Jak bardzo się mylił.

    -Nie został nikt… Wszyscy mnie zostawili

    Coraz bardziej Zakazana Księga Snów wypełniała jego umysł obrazami odchodzących przyjaciół, a każda półka i każdy cień biblioteki podkreśla jego bezsilność i samotność. Czasem miał wrażenie, że słyszał ich w oddali ich głosy,  czasem widział ich sylwetki. Ale nagle otoczenie zaczęło się zmieniać. Półki Biblioteki zniknęły.

    Wokół niego pojawił się salon o ciepłym, pomarańczowym kolorze ścian. Po lewej stronie stał duży ciemnobrązowy stół z czterema krzesłami a po prawej jasna, beżowa duża kanapa przed telewizorem. Na niej leżały pluszowe maskotki, dziecięce ubranka, butelki dla niemowląt. Po środku stała Eve głaszcząc się po swoim ledwo zaokrąglonym brzuszku. Flynn domyślał się, że spodziewała się dziecka.

    Nie była sama. Obejmował ją śmiejący się i radosny, wysoki, wysportowany mężczyzna. Całował jej szyję a ona szeptała mu coś na ucho. Wyglądali na zakochanych i szczęśliwych. Nagle spojrzała w stronę Flynna ale patrzyła przed siebie nie widząc go. Jej świat był pełen ciepła, śmiechu i bezpieczeństwa. Była szczęśliwa Ale nie z nim.

    -Nie…To nie może być prawda… Eve… ona… nie powinna tak…beze mnie…

    Wybiegł z jej domu nie wiedząc nawet jak się wydostał. Biegł przed siebie chcąc uciec przed tym co widział. To co zobaczył złamało go. Kiedy się zatrzymał był w szoku. Znalazł się tym razem w ogromnej sali wykładowej. Przed tablicą na podwyższeniu stał ubrany w elegancki garnitur Jacob Stone. Prowadził wykład a wszyscy go słuchali z uwielbieniem. Na biurku leżały publikacje podpisane profesor Jacob Stone.

    Jake stał się odnoszącym sukcesy, pewnym siebie, podziwianym przez studentów profesorem. Stone patrzył na Flynna tylko przez kilka sekund jakby mówił: “Musisz sobie radzić sam”. Koszmar zmienił Stone’a w symbol niezależności i dystansu. Flynn czuł pustkę i samotność. Flynn spojrzał na niego smutno.

    -Stone myślałem, że będziesz zawsze u mojego boku. Będziesz walczyć jako Bibliotekarz. Że łączy nas poszukiwanie wiedzy…

    Wyszedł z sali i szedł przed siebie szybko a jego otoczenie znowu magicznie się zmieniało. Nie szedł już korytarzami uniwersytetu ale korytarzem jednego z największych muzeów na świecie czyli Luwru. Sam nie wiedział dlaczego się tam znalazł. Spacerował między eksponatami. Była noc i ciemno. Musiał uważać na strażników.

    Nagle zobaczył Mona Lisę a przy niej kręcącą się znajomą postać ubraną na czarno. Nie musiał podchodzić bliżej, aby wiedzieć kto to. Patrzył jak Ezekiel Jones przy pomocy swojego telefonu wyłączał zabezpieczenia. Był wolny, uśmiechnięty, ekscytujący się ryzykiem i przygodą. Był w swoim żywiole. Wyglądał na szczęśliwszego trzymając Mona Lisę, niż będąc w Bibliotece.

    -Kolejne arcydzieło do kolekcji. To łatwiejsze i lepsze niż uganianie się za magią.

    Słowa złodzieja były jak sztylet w serce Flynna. Ezekiel czerpał przyjemność z działań przestępczych. Flynn myślał, że może się zmienić, ale musiał przyznać, że się mylił. Patrzył na dumnego z siebie Ezekiela.

    -On żyje i nie potrzebuje Biblioteki ani mnie.

    Flynn wiedział, że Ezekiel go nie posłucha więc opuścił Luwr i wrócił do Biblioteki. Siedzi w sali głównej przez następne trzy dni obserwując korytarz do pracowni Jenkinsa ale ten nie wyszedł. Zapukał do drzwi Jenkinsa.

    -Jestem zajęty panie Carsen i będę zajęty przez następne stulecia.

    Flynn musiał się wycofać. Co z tego, że Jenkins nie opuścił Biblioteki skoro Flynn nie mógł na niego liczyć na pomoc fizyczną czy emocjonalną. Między nimi wszystkie relacje zostały zerwane. Opiekun Aneksu zamknął się w świecie swoich badań i nic innego go nie obchodziło. Miał dosyć marudzenia bibliotekarza i wystawił tabliczkę, aby nie pukać.

    Flynn snuł się po Bibliotece. Udał się do sali z największymi artefaktami, tam gdzie stała między innym Arka Noego. Zobaczył balkon z którego skoczyła Cassandra. Spojrzał w górę i miał wrażenie, że widzi ją na tym balkonie tak, jak wyglądała w dniu kiedy odebrała sobie życie. Po chwili przypomniał ją sobie w sali szpitalnej w koszuli, w łóżku po operacji bladą ale wtedy szczęśliwą, że miała przed sobą przyszłość.

    Nawrót choroby pokrzyżowały jej plany. Słyszał jej głośny rechot, który dobrze znał. Spojrzał jeszcze raz na balkon i postać znikała. Ruszył biegiem chcąc z nią porozmawiać, przeprosić ale nigdzie nikogo. Echo jej głosu i śmiechu milkną zostawiając Flynna samego w pustce. Był to moment kiedy jego poczucie straty u winy osiągnęły punkt krytyczny. Stał pośrodku głównej sali z artefaktami zupełnie sam. Ci, których kochał żyli swoim życiem, odnosili sukcesy, szczęśliwi i niezależni. Wszyscy oprócz Cassandry, która znalazła ukojenie w śmierci.

    Każdy jego krok w koszmarze prowadził do pustki i izolacji. Biblioteka wirowała wokół niego a światła pulsowały coraz mocniej wywołując ból głowy. Koszmar podkreślał jego samotność, bezsilność i poczucie zbędnym nie wiedząc, że Eve próbowała się do niego przedrzeć. Jego głos się łamał.

    -Wszyscy… Wszyscy żyją… i nikt mnie nie potrzebuje… Nie wiedziałem, jak bardzo przywiązałem się do nich.

    W realnym świecie Flynn uwięziony w swojej głowie leżał nieruchomo na łóżku, a Zakazana Księga Snów pulsowała jasnym światłem. Obrazy jego koszmaru wirowały w powietrzu. Eve szczęśliwa z nowym chłopakiem, Stone odnoszący sukcesy na uczelni, Ezekiel kradnący Mona Lisę, Jenkins zamknięty w laboratorium a Cassandra martwa.

    Jones patrzył na wizje i nagle roześmiał się głośno. Plan kradzieży Mona Lisy spodobał mu się. To byłoby ogromnym wyzwaniem. Wiedział, że gdyby dobrze się przygotował byłby w stanie ukraść ten obraz. W jego oczach pojawiły się iskierki ekscytacji.

    -To całkiem ciekawy pomysł aby ukraść Monę Lisę dla sportu.

    Roześmiał się półszeptem.

    -Hah… przyznam się, że to całkiem fajny plan…

    Reszta Bibliotekarzy i Jenkins odwrócili się do niego z gniewnymi spojrzeniami. Patrzyli na niego surowo, jakby mówili “Nie teraz Ezekiel.”. Jake zimno odezwał się do niego.

    -To nie jest moment na żarty. Flynn naprawdę przeżywa każda z tych wizji.

    Jenkins kiwnął głową. Był jak zawsze poważny.

    -Każdy obraz, który widzimy jest dla niego realny, jakby naprawdę wydarzyło . Widzicie, jak bardzo jest do nas przywiązany?

    Cassandra patrzyła na wszystkich z mieszanką smutku i determinacji siadając na brzegu łóżka Flynna i łapiąc go za dłoń.

    -Tak.. Flynn naprawdę się przywiązał. Każda jego strata w tym koszmarze bo bolała jak w rzeczywistości.

    Ezekiel przestał się śmiać. Jego uśmiech zniknął, a spojrzenie stało się poważne.

    -Cholera… Nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo on… On przywiązał się do nas wszystkich.

    Wiedzieli, że Flynn doświadczał ogromnej samotności i bezsilności nawet jeśli czuwali przy nim wszyscy. Nie mogli się przebić do jego głowy bo magia była bardzo silna. Jenkins badający różne artefakty, wiedział, że tylko Carsen mógł złamać klątwę ale obawiał się, że Zakazana Księga Snów go pochłonie, bo miał wiele koszmarów nawet jeśli dotyczyły jednego tematu.