poniedziałek, 26 stycznia 2026

Koszmar Flynna Carsena rozdział 1

 Jest to fanfik oparty na serialu Bibliotekarze i na trylogii filmów z serii Bibliotekarz.  Opowiadanie powstało przy ogromnej pomocy czatu GPT. Opowiada o magicznym świecie i tajnej organizacji zwanej Biblioteką, która chroni świat przed magią i gromadzi artefakty magiczne. Jest czwórka Bibliotekarzy na czele z Flynnem Carsenem, a jego tyłek chroni Strażniczka Eve Baird. Eve i Flynna łączy uczucie. Jest też opiekun i nieśmiertelny Jenkins. Tym razem Flynn Carsen będzie musiał zmierzyć się ze swoimi lękami, które ukrywał w sobie głęboko.

Koszmar Flynna Carsena


   Flynn Carsen szedł korytarzem magicznej Biblioteki, który wydawał się zn¾inny. Światło świec migotało a cienie rzucały figury, które wyglądały jak jego własne lęki. Każda półka była wyższa niż poprzednia, a księgi szeptały jego imię, niby chciały coś powiedzieć, a zarazem przestraszyć.

    -Cóż Flynn, po raz kolejny gubisz się w Bibliotece...- mruknął sam do siebie, śmiejąc się nerwowo. Mógłby pracować w Bibliotece ponad trzynaście lat a i tak by  nie znał wszystkich jej zakamarków. Korytarze nie były takie jak pamiętał. Za każdym rogiem pojawiały się nowe, które znikąd nie prowadziły wyjścia. Artefakty lewitowały, patrzyły na niego i przesuwały się w dziwny, nieprzewidywalny sposób, zmieniając kształt pomieszczeń i korytarzy.

    Flynn podniósł ręce próbując chwycić jedną z książek, która nagle wystrzeliła z półki i wpadła w ręce. otwierając się na stronie przedstawiającej jego własne wspomnienia ale zniekształcone i przerażające. Słyszał głosy swoich przyjaciół ale ich słowa mieszały się w chaosie.

    -Flynn... pomożesz... jesteśmy... zgubieni...

    Nagle poczuł zimny powiew i zobaczył cień, który przypominał jego ukochaną Strażniczkę Eve. Stała tam nieruchoma a jej oczy były pełne strachu i błagania.

    -Flynn... Nie możesz mnie tu zostawić...

    Flynn poczuł jak jego serce bije mu szybko a chaos w głowie narastał. Każde jego myślenie prowadziło do kolejnej pułapki a on nie wiedział, że to wszystko nie jest prawdziwe. Każdy krok, który stawiał zdawał się prowadzić go w głębiej w labirynt snów, gdzie granica między rzeczywistością a koszmarem zniknęła, a jego własne lęki zaczynały się mieszać z rzeczywistością, którą znał.

    Przebiegał przerażony przez kolejne sale Biblioteki, które wydawały się rosnąć w nieskończoność. Półki zaczęły zmieniać swoje położenie, książki przesuwały się same a niektóre z nich otwierały się, wyrzucając w powietrze wirujące strony, które próbowały go przygnieść.

    -Ok, spokojnie Flynn.. To tylko książki, tylko logika. Biblioteka wariuje - mruknął do siebie aby się uspokoić i starając się wziąć głęboki wdech ale nawet powietrze pachniało dziwnie, jakby pamiętało wszystkich czytelników, którzy kiedykolwiek weszli do Biblioteki. Każdy krok wywoływał echo własnych myśli, mieszając je w chaotyczną kakofonię.

    Artefakty zaczęły reagować na jego ruchy: świecące pióra rzucały błyskawice światła, globusy kręciły się tak szybko, że zdawały się tworzyć miniaturowe tornada, a mamy wirujące w powietrzu układały się w nowe, niemożliwe krajobrazy. Flynn próbował spisać notatki w powietrzu, ale atrament natychmiast rozpływał się w mgłę pozostawiając tylko poczucie frustracji.

    Każdy element Biblioteki wydawał się mieć własną wolę. Flynn skakał od jednej zagadki do drugiej próbując zrozumieć dlaczego wszystko oszalało. Próbował odnaleźć ścieżkę wyjścia ale korytarze ciągle zmieniały konfigurację. Każdy raz, kiedy myślał, że znalazł kierunek sala obracała się lub przesuwała, jakby Bibliotekarz sam był tylko pionkiem w grze, której zasady poznawał dopiero w biegu.

    Jego serce biło szybciej, adrenalina pulsowała w żyłach, a umysł kipiał od możliwości i pomysłów. Każdy ruch wymagał natychmiastowej decyzji i każda otwierała nowe, zaskakujące pułapki. Flynn czuł, że jego zdolności do przewidywania rzeczywistości zostają testowane do granic możliwości a on nadal nie wiedział, że to wszystko nie jest prawdziwe.

    Czuł się coraz bardziej zmęczony, zdezorientowany i zirytowany co do niego nie pasowało. Kochał zagadki i tajemnice i wciągał się coraz bardziej i wsiąkał w misje. Tajemnice i brak odpowiedzi były jego paliwem napędowym. Śmiał się wtedy i miał energię aby rozwiązywać zagadki. nie tym razem. Czuł się zmęczony i nie mógł się skupić a przytłaczał go smutek i pustka oraz rozpacz, której nie rozumiał. Jakby to nie był on.

    Wbiegł do głównej sali Biblioteki i poczuł nagle dobrze znane swoje podekscytowanie. Eve stała przy stole i pakowała swoje rzeczy ale jej ręce trzęsły. Nie wyglądała na spokojną i zimną. Wyglądała jak ktoś, kto płakał długo zanim on tu przyszedł.

    -Eve? Heeej.. Co się dzieje kochanie.

    Flynn był zaniepokojony a Eve przełknęła ślinę nie podnosząc wzroku.

    -Odchodzę.

    W jej słowach było zmęczenie ale nie złość a Flynn stał przed nią szukając w jej tonie żartu, racjonalizacji, czegokolwiek co by wyjaśniało słowa blondwłosej kobiety.

    -Dobrze rozumiem? Przerwa? Wakacje? Odpoczynek? Wcale się nie dziwię. Masz dużo na głowie z czterema bibliotekarzami i Jenkinsem. To świetny pomysł, naprawdę. Ja też właściwie...

    Eve ściszonym głosem przerwała podekscytowanemu kochankowi

    -Odchodzę.. na zawsze.

    Flynn zamarł i poczuł jakby coś w nim pękło. Śmiech umarł w nim natychmiast.

    -Ale dlaczego? Jeśli coś zrobiłem to przepraszam. To ostatnia misja w Peru? W Egipcie? Mogłem cię wysłuchać , wiem. Powinienem być mniej Flynnem ale...

    Eve uniosła wzrok. Miała oczy pełne łez a jej głos był wyraźny.

    -Flynn.. Ja nie mogę na to patrzeć.

    Zaskoczony mężczyzna spojrzał na nią.

    -Na co?

    Flynn czuł się tak jakby ktoś go uderzył. Nie rozumiał tego co słyszał. Eve wykonała krok w stronę Bibliotekarza. Chwyciła go czule za rękę a w jej oczach pojawiły się łzy.

    -Kocham cię ale ta miłość mnie niszczy.

    Flynn jeszcze bardziej zamarł. Słowo kocham cię, które powinno być pocieszeniem stało się nożem.

    -Ty zawsze wybierzesz Bibliotekę. Zawsze. A ja.. Ja już nie mam sił udawać, że to mnie nie boli.

    Flynn pokręcił głową

    -Nie. To nieprawda. Ty jesteś dla mnie...

    -Najważniejsza? Gdybyś miał mnie uratować albo zdobyć artefakt, wybrałbyś artefakt. Bo w twojej głowie to jest ratowanie świata. Ale ja mam tylko jedno życie.

    Flynn wyrwał jej rękę i cofnął się jakby oberwał ciosem. Przecież wybrałby ją. Wybierał ją. Bez niej jego życie nie miało sensu. Strażniczka miała umrzeć za Bibliotekarza ale on nie miał zamiaru na to pozwolić.

    -Magia nigdy się nie skończy. Zawsze będzie kolejna misja, kolejny wróg, kolejna apokalipsa. Nigdy nie przestaniesz walczyć. A ja... Ja chciałabym kiedyś przestać. Chciałabym domu. Rodziny. Bezpieczeństwa...

    Głos jej drżał nadal.

    -I nie będę tego miała z tobą. Nigdy

    Flynn patrzył na nią z desperacją.

    -Ale możemy. Mogę się zmienić, mogę przestać ryzykować. Mogę...

    Eve pokręciła głową.

    -Flynn oboje wiemy jak to będzie... Próbowałbyś. A po miesiącu znowu rzuciłbyś się w przepaść. Bo taki jesteś. i dlatego cię pokochałam. Ale to też powód, dla którego muszę odejść.

    Łzy leciały po jego i po jej policzkach, Flynn złamany szeptem zwrócił się do ukochanej.

    -Eve, proszę. Nie zostawiaj mnie.

    Kobieta pokiwała głową wzdychając ciężko.

    -Nie zostawiam. Ja po prostu... wybieram siebie.

    Wyciąga dłoń jakby chciała go dotknąć ale nagle ją odsunęła, jakby robiła największy wysiłek w życiu. Jej ostatnie słowa brzmiały.

    -Kocham cię tak bardzo, że już nie umiem z tym żyć

    Odwróciła się i odeszła. Biblioteka zgasła. Wszystkie książki się uciszyły, jakby Biblioteka zgadzała się z jej słowami i decyzją. Flynn upadł na podłogę, jak dziecko. nie krzyczał. Nie walczył. Zakrywał tylko twarz dłońmi i powtarzał w pustkę i ciszę.

    -Wybacz mi. Wybacz mi. Wróć.

    Jego głos krył ból i rozpacz. Minęły dwie godziny Flynn wciąż klęczał na podłodze, próbując złapać oddech. Biblioteka była nienaturalna cicha, jakby dźwięk wyciekł z powietrza. Drzwi otworzyły się nagle. Do sali weszli pozostali Bibliotekarze: Cassandra, Ezekiel I Jake.

    Zatrzymali się, gdy zobaczyli Flynna na ziemi. Jake nachylił się nad nim.

    -Co jest? Gdzie Eve?

    Flynn chciał odpowiedzieć, ale głos mu się łamał.

    - Ona... odeszła.

    Przez ułamek sekundy trwała absolutna cisza. Potem cała trójka patrzyła na Flynna a ich spojrzenia, które nie powinny boleć ale bolały. Cassandra wymieniła spojrzenie z Jake'iem jakby na coś czekała, na potwierdzenie czegoś, o czym już wcześniej mówiła. Pierwszy otwarcie odezwał się Ezekiel wzruszając ramionami.

    -No... Szczerze? Mnie to nie dziwi. Długo wytrzymała, jak na ciebie.

    Flynn spojrzał na złodzieja nie rozumiejąc.

    -Co... Co to ma być?

    Stone wziął głęboki wdech, jego ton był spokojny ale i chłodny.

    -Flynn. Eve jest tylko człowiekiem. A ty każesz każdemu żyć tak, jakby magia była ważniejsza od życia.

    Cassandra kiwała głową, nie złośliwie, ale z rezygnacją.

    -My wszyscy cię kochamy Flynn. Ale bycie blisko ciebie to... wyczerpujące. Człowiek zawsze czeka na kolejną katastrofę, kolejne ryzyko, kolejną obsesję

    Flynn poderwał się z ziemi, jakby nagle dostał zastrzyk tlenu.

    -Nieprawda! Ja nie chcę nikomu zrobić krzywdy, ja próbuję...

    Ezekiel mu przerwał.

    -Urwać się na kolejną misję, zanim ktokolwiek zdąży założyć buty. To, że masz ADHD i geniusz, nie zmienia faktu, że ludzie nie nadążają za tobą i w końcu odchodzą.

    Cassandra podeszła najbliżej, a jej głos był miękki, ale to właśnie zabijało najbardziej.

    -Eve nie odeszła od Biblioteki Flynn. Ona odeszła od ciebie.

    Flynn cofnął się, jakby padł strzał

    -Nie.. Nie.. ona mnie kocha. Ona powiedziała, że...

    Jake mu znowu przerwał.

    -Kochanie to nie znaczy potrafię żyć z tobą. Nie każdy chce poświęcić swoje zdrowie psychiczne, aby cię ratować.

    Ezekiel machnął ręką jak ktoś, kto już wszystko rozgryzł.

    -Tak szczerze? To było kwestią czasu. I pewnie dobrze dla wszystkich. Przynajmniej tym razem nikt nie zginął.

    Flynn krzyknął.

    -Przestańcie!!!

    Patrzyli na niego już bez emocji, jak na kogoś, kto utracił autorytet. Jake dodał jeszcze jedno zdanie po którym Flynn przestał oddychać.

    -Może Eve po prostu była ostatnią osobą, która w ciebie wierzyła.

    W panującej wokół ciszy słowa brzmiały jak wyrok. Cassandra odwróciła się, jakby nie chciała patrzeć mu w twarz.

    -Idziemy. Trzeba pracować dalej. Z nim... albo bez niego.

    Cała trójka wyszła z pomieszczenia. Drzwi zamykają się cicho, a jednak to brzmi jak pieczęć na wygnaniu. Flynn został sam. Tym razem nie płakał, był zbyt pusty nawet na łzy. Biblioteka jakby odpowiadając na jego uczucia przygasła tak, że został tylko mrok. Oddychał ciężko ale chce wierzyć, że to tylko kłótnia, że Eve wróci, że jutro wszystko będzie jak dawniej. Nagle Biblioteka zmienia się. Ściany rozjaśniają się, pułki przesuwają, księgi promienieją czystym światłem. Wyglądało to piękniej niż kiedykolwiek. Flynn mrużył oczy. Poowinno to go uspokoić a nie uspokoiło. Pojawia się magiczny hologram: tablica z projektami, misjami, nowymi odkryciami. Jake, Cassandra i Ezekiel pracowali razem przy stole uśmiechnięci, zrelaksowani, bez stresu, bez Flynna.

    -Halo? Czemu mnie nie widzicie?

    Cassandra stanęła w centrum sali, prezentując coś na mapie.

    -Od kiedy Flynn zniknął wszystko się poprawiło. Wszyscy jesteśmy bardziej skoncentrowani. Nikt nie ryzykuje ponad miarę.

    Ezekiel dodał śmiejąc się.

    -I nikt nie rzuca nas w portale bez planu A, B i C. Skarbów więcej, mniej ran i ja to biorę.

    Jake klepnął Ezekiela w plecy z uśmiechem pełnym dumy.

    -Naprawdę dobrze nam idzie. Tak jak...

    Zawiesił na chwilę głos.

    -Powinno być od początku.

    Flynn wciąż stał obok stołu, ale oni przechodzili przez niego jakby był powietrzem. Tylko jedna osoba patrzyła w jego kierunku- Jenkins ale nie było litości w jego spojrzeniu.

    -Ty nigdy nie byłeś niezbędny panie Carsen. Biblioteka cię tolerowała, a to nie to samo, co potrzebowała.

    Flynn drżał

    -To nieprawda. Zawsze mówiłeś, że...

    Jenkins przerwał mu srogim głosem.

    -To było, zanim twoja obecność zaczęła szkodzić tej instytucji. Prawdziwa równowaga wróciła dopiero, kiedy przestałeś być częścią równania.

    Za Jenkinsem otworzyły się drzwi i ktoś wszedł, nowa Bibliotekarka, młoda silna, pewna siebie. Wszystko to, czym Flynn nigdy nie był. Uśmiechnęła się do zespołu jak do rodziny, do której zawsze pasowała.

    -Przepraszam za spóźnienie. Mieliśmy z Eve trening bojowy i trochę przeciągnęliśmy.

    Flynn zamarł na widok wchodzącej Eve. Była promienna, szczęśliwa, włosy upięte jak kiedyś na początku, gdy jeszcze nie wiedziała, że życie może być ciężarem.

    Cassandra podbiegła, obejmując Eve jak siostrę

    -Jak było?

    -Zapomniałem, jak dobrze jest.. oddychać.

    Jake dodał z uśmiechem

    -Powinnaś była odejść od niego lata temu.

    Zrozpaczony Flynn podchodzi do Eve na centymetry.

    -Eve.. ty mnie kochasz. Nigdy nie byłaś szczęśliwa beze mnie. Nie możesz...

    Eve patrzyła mu prosto w oczy, choć nie widziała go naprawdę i wypowiada zdanie, które zniszczyło go od środka.

    -Kocham siebie bardziej, kiedy jego nie ma.

    Wszyscy bili brawa za udaną misję, za harmonię, za "dobry skład". Śmiech wypełnił salę. Biblioteka wyglądała jak świątynia sukcesu. Flynn stał na środku sali i nie pasował do niczego. nie do nich, nie do misji, nie do Eve, nie do Biblioteki. Jenkins stał obok niego i tym razem szeptem, ale bez cienia współczucia.

    -Biblioteka w końcu odnalazła dla siebie idealny świat dla siebie. Świat bez ciebie.

    Flynn rozbił się w sekundzie, przenicowany na emocjonalną stronę, której nikt nie powinien widzieć. Cicho zapytał Jenkinsa.

    -Więc po co ja istnieję?

    Jenkins patrzył na niego tak spokojnie, jakby odpowiadał na pytanie matematyczne.

    -Może.. Może nie powinieneś.

    Nagle wszyscy patrzyli w jego stronę. Wciąż go nie widzą ale intuicyjnie wszyscy odwrócili się w jego kierunku w jednej, zgodnej harmonijnej chwili jakby chcieli pokazać, że nie ma tutaj miejsca dla ciebie Flynn. Że świat bez ciebie jest piękniejszy. Flynn Carsen czuł ogromny ból w klatce piersiowej i jakby się rozpadał. 


środa, 27 lipca 2022

Udręczona dusza

     Białe lilie rosnące na grobie uklepanym z ziemi i zapomnianym a pod  nim dębowa trumna skrywająca rozkładające szczątki. Złamane serce dawno sklejone i roześmiane przy innej. Nikt nie pamięta o zagubionej duszy błąkającej się po polach elizejskich. Szukającej ukojenia nie zaznanego za życia. Śmierć rozdzieliła ją zbyt szybko ze światem doczesnym i pozbawiła możliwości dokończenia spraw. Nie pożegnała się z bliskimi i odeszła pospiesznie. Tak nagle i tak drastycznie.

 Nikt już o niej nie pamięta. W żadnym sercu nie ma dla niej miejsca. Jej luby z którym ślubowali miłość wieczną silniejszą od śmierci teraz mówi słodkie słowa innej.  Z inną przeżywa swoje lata starcze i bawi wnuki a dawna miłość mu przez pamięć nie przewinie się ani razu. 

O Elizo biedna już nikt już nad twoim grobem nie zapłacze. Przyjaciele zajęli się swoim życiem a z ich serc nagle uciekłaś,  nagle stałaś się cieniem przeszłości, który z czasem wyblakł. Nikt nie pamięta o twoim uśmiechu ani twoich gniewnych oczu.  Rodzice już śpią obok ciebie snem sprawiedliwych. Czekają na ciebie u bram wieczności ale ty nie nadchodzisz. 

Szukasz tego co utraciłaś mimo, że dawno straciło to sens. Nie możesz zaznać spokoju a nikt nie zlituje się nad tobą. O Eliza zostało ci kroczyć dumnym krokiem i żyć w zawieszeniu na wieki a krew spływająca  po twoim licu  będzie odstraszała żywych.  Wieczność spędzisz na tułaczce samotna i porzucona przez wszystkich. Nie spotkasz też bliskich, którzy wkroczą w bramy światła. 

Za twoje grzechy pokutujesz okropnie. Twój lament słychać nocami. Twoje serce nie bije od lat ściśnięte w przezroczystej klatce piersiowej. Żałujące straconych szans, spragnione zemsty, obwiniające wszystkich za swoje utracone życie. Nagła śmierć nie jest błogosławieństwem  tylko czasem wiecznym potępieniem. 

Białe lilie na opuszczonym grobie rosnące jedyne pamiętające przelane łzy dawno wyschnięte, pamiętające złamane ale już zrośnięte serce, pamiętające czarne stroje zalegające na dnie szafy, pamiętające wznoszone modlitwy wysłuchane. Wyrastają co roku jako jedyne przypominające  ten odległy dzień gdzie wszyscy zebrani żegnali kobietę w białej sukni złożoną w tą mogiłę. 

Przebiega chłopczyk zainteresowany białymi kwiatami. Zapytał kto leży pod ziemią.  Jego mama spogląda na wyblakłą, czarną tabliczkę ale na niej brak liter. Zatarł je czas. Nie wie, że to pierwsza miłość jej ojca, którą przed laty utracił. Mówi do syna.

- Pomódl się za tą zapomnianą duszę aby znalazła drogę do raju. Pomódl się za zapomnianą duszę aby znalazła spokój jeśli go jeszcze nie zaznała. A jeśli jest w raju to aby jej dusza zaznała samych łask. 

Matka z synem odeszli a ich modlitwa uniosła się i przybliżyła Elizę do łaski zbawienia, która wydawała się jeszcze nie tak niedawno nieosiągalna.


wtorek, 30 listopada 2021

Egipska przeszłość dogania Sally cz. I

Zastanawiałam się, jak długo jeszcze będę tak cierpieć. Może pewnego dnia, za kilkadziesiąt lat – jeśli ból miał zelżeć kiedyś na tyle, żebym mogła lepiej go znosić – uda mi się ze spokojem wspominać te kilka krótkich miesięcy składających się na najszczęśliwszy okres w moim życiu. Wspominać, wdzięczna za to, że poświęcono mi choć trochę czasu. Że dano mi więcej, niż prosiłam, i więcej, niż na to zasługiwałam. Cóż, może pewnego dnia miało być mi dane tak to oceniać.

Stephenie Meyer

Podróże mają magiczną moc uzdrawiania duszy i zdecydowanie pomagają zdystansować się do problemów dnia codziennego. Nie rozwiązują ich bezpośrednio, jednak pomagają przewartościować i spojrzeć na nie jakby z drugiego brzegu rzeki .

Martyna Wojciechowska

 


Historia jest zainspirowana serią książek Alfreda Szklarskiego o Tomaszu Wilmowskim. Historia zaczyna się ponad osiem lat po zakończeniu książki "Tomek w grobowcach  faraonów". Głównymi bohaterami są 

Sally Allan Wilmowska - Australijka, która jako dziecko poznała młodego Tomasza Wilmowskiego, Jana Smugę, wtedy bosmana a obecnie kapitana Tadka Nowickiego,  oraz  Andrzeja Wilmowskiego swojego przyszłego teścia.  Podczas wyprawy łowieckiej poślubiła swojego najlepszego przyjaciela Tomka. Po powrocie z Egiptu urodziła syna, którego nazwała na cześć ojca Tomkiem. od roku mieszka w Polsce, gdzie otworzyła wraz z teściem i Janem zoo

Jan Smuga- geograf, przewodnik, łowca zwierząt, tropiciel, podróżnik i od roku wraz z przyjaciółmi Andrzejem Wilmowskim, Sally Wilmowską od roku tworzył warszawskie zoo. Postanowił towarzyszyć przyjaciółce w jej drugiej podróży do Egiptu. Najlepszy przyjaciel trójki Wilmowskich i Tadka Nowickiego. otacza Sally ojcowską opieką i martwi się o nią. Chce zrobić wszystko, aby była szczęśliwa.

  Patrick O’Donell - syn i wnuk poszukiwaczy złota poznanych podczas  pierwszej wyprawy Tomka do Australii. Został znaleziony jako pasażer na gapę na statku płynącym do Egiptu, Jan Smuga uratował mu życie, gdy wyskoczył do wody, aby uciec  po odkryciu i ze względu na to, że znali jego ojca i dziadka postanowili się nim zaopiekować i zabrali w podróż do Egiptu. Po powrocie został z nimi i mieszkał, a po skończeniu szesnastu lat ku trwodze opiekunów zaczął pracować, więc zaczęli go zatrudniać podczas swoich wypraw łowieckich, aby mieć nad nim pieczę. 

Stanisław Witkacy - doktor archeologii i wykładowca na Uniwersytecie Warszawskim. Zakochany w Sally od pierwszego ich spotkania w ZOO. Wraz z kolegami i studentami przygotował wyprawę na wykopaliska do Doliny Królów i wciągnął w to Sally, licząc na to, że wzbudzi w niej  z czasem uczucia i zdobędzie jej serce. 

Egipska przeszłość dogania Sally


Sally Wilmowska pierwszy raz od ponad ośmiu lat patrzyła na grobowce wykute w skale w Dolinie Królów. Jej serce przeszywał ogromny ból. Błękitna, delikatna sukienka powiewała minimalnie na lekkiej bryzie. Na głowie miała słomkowy kapelusz z szerokim rondem przewiązany pod szyją niebieską szarfą. Nie wiedziała, że była obserwowana przez czerdziestopięcioletniego doktora archeologii, średniego wzrostu, szczupłego szatyna. Stał w niewielkiej odległości ubrany w strój podróżny z krótkimi spodenkami o kolorze kawy z mlekiem. 

Stanisław Witkacy ściągnął Sally na swoją pierwszą wyprawę do Egiptu. Zauroczyła go podczas ich pierwszego spotkania w ZOO. Młoda kobieta o egzotycznej urodzie karmiła zwierzęta, a przy jej nogach plątał się niewielki, stary pies o miodowej sierści przypominający Dingo. Zastanawiało go z jaką pasją pracowała i że jej pupil nie bał się większych zwierząt. Nigdy czegoś takiego nie widział. 

Parę dni później wyciągnięty przez bratanków znowu odwiedził ZOO. Ucieszył się na widok nieznajomej tym razem zamiatającej chodnik. Serce zabiło mu szybciej. Udał, że potknął się i wpadł na nią przypadkiem. Przez chwilę wpatrywali sobie głęboko w oczy. 

-Przepraszam.  

-Nic się nie stało. 

Spojrzała na jego sygnet.  

-Symbol Amona. 

Przytaknął z zaskoczeniem. Przez ponad godzinę rozmawiali o Starożytnym Egipcie i archeologii. Dowiedział się, że miała studiować archeologię, ale narodziny syna pokrzyżowały jej plany. Postanowił zabrać ją na swoje wykopaliska jako swoją asystentkę. Zaczął ją codziennie nachodzić i namawiać, aby wyjechała z nim chociaż na kilka miesięcy. Cały czas odmawiała mu, przypominając, że miała pracę i małe dziecko na utrzymaniu.  Tak długo ja nękał, aż się zgodziła. Okazało się, że był bardziej uparty niż jego nowa, tajemnicza znajoma. Rozmawiali często, ale niewiele się o niej dowiedział. Sally nie chciała mówić o sobie, a Stanisław zakochiwał się w niej. 

Witkacy ucieszył się, gdy kobieta zgodziła się.  

Musiał tylko spełnić warunek jej przyjaciół i jak podejrzewał jej bardzo dojrzałego męża. W szeregi ekspedycji musiał przyjąć podstarzałego Jana Smugi i młodego Patryka O’Donnella. Jakby wyczuwali, że miał zamiar odbić kobietę z ramion pana Wilmowskiego .Mimo ich obecności miał zamiar uwodzić kobietę i walczyć o jej serce. Musiał tylko uważać na nieznajomych.  Postanowił przydzielić im pilnowanie i katalogowanie zabytków. Panowie zaoferowali też ochronę w razie jakiegoś niebezpieczeństwa.  

Dwudziestopięcioosobowa grupa na początku stycznia znalazła się w aleksandryjskim porcie. Zrobiono ostatnie przygotowania i ruszyli w drogę. Wszyscy zauważyli, że entuzjazm Sally opadł i posmutniała. Pomyśleli, że tęskni za synem. Witkacy obserwował ją, martwiąc się. Kiedy dojechali do Doliny Królów od razu dostrzegł, że jeszcze bardziej posmutniała. Obserwował jej sylwetkę w falującej sukience. Miała piękną figurę, czarne włosy i ciekawy akcent, sugerujący od razy, że nie była Polką. Nawet imię było egzotyczne.  

Stanisław chciał coraz bardziej zbliżyć się do Sally, dlatego aby jej nie spłoszyć nie pytał o jej pochodzenie. Nawet go to nie obchodziło. Czuł, że była delikatna jak kwiat lotosu. Gdyby wiedział, ale miał racji. Pewne wydarzenia z jej przeszłości prześladowały ją od wielu lat. Ból nie znikał, tylko nauczyła się z nim żyć. Starała się stanąć na nogi i rozpocząć żyć na nowo. 

Nie wiedziała, co ją przyprowadziło do Egiptu, gdzie spotkało ją nieszczęście. Lady Allan przybyła wraz z mężem do Doliny Królów wraz z ukochanym mężem, bratankiem oraz lokajem. Uśmiechnęła się do wspomnień z tamtych wakacji i jak ciągała całe towarzystwo po ruinach. Przypomniała sobie, jak jej przyjaciel Tadek Nowicki marudził podczas wycieczek, najbardziej na temat piachu i nie spełniał się w roli lokaja.  

Zeszła do miejsca, gdzie miał stanąć obóz. Wszyscy zabrali się do budowy obozu, gdzie wszędzie otaczał ich piasek, grobowce i wzniesienia. W pobliżu znajdowała się studnia, a pięć kilometrów dalej płynął Nil. Studenci, doktorzy i pozostali uczestnicy pracowali ciężko ramię w ramię. Namioty rosły sprawnie. Uwijali się jak mrówki w mrowisku. Jan i Patryk starali się zintegrować z pozostałymi uczestnikami wyprawy. Smuga znalazł się w zupełnie nowej roli. Zazwyczaj to on stawał na czele wyprawy albo ją organizował, czy to sam czy z przyjaciółmi. Od bardzo dawna nie stał na uboczu. Musiał podporządkować się. Nie miał zamiaru sprawiać problemów, tylko robić, co od niego się wymagało.  

Minęło dziewięć dni. Patryk i Jan odnaleźli się wśród pasjonatów grzebania w ziemi. Gdy oni kopali chłopaki siedzieli przy stołach i wszystko dokładnie katalogowali. Na początku trzymano ich na dystans, ale szybko zjednali sobie sympatię studentów. Przy posiłkach opowiadał im o wyprawach i spotkaniach z tubylcami. Sally i Patryk przysłuchiwali się im, chociaż znali je na pamięć. Australijka niektóre znała z listów męża. Irlandczyk był w podobnym wieku, co oni, a do tego od dwunastego roku życia uczył się języka polskiego, więc nie mieli problemów, aby złapać dobry kontakt.  Wilmowska cieszyła się, że przyjaciele odnaleźli się. W nowej sytuacji. Nie chciała Jana Smugi podczas tej podróży. Nie dlatego, że go nie lubiła, ale dlatego, że nosił narzucone przez siebie brzemię. To on przed laty wciągnął ich w ściganie Żelaznego Faraona. Obwiniał się za to, że ona, jej mąż Tomek, Patryk i Tadek znaleźli się w niebezpieczeństwie. Zostali porwani i pozostawieni na śmierć. Chłopaki razem na pustyni, a ją zamknięto w grobowcu. Jej przyjaciel czuł się winny. Nikt z nich nie obwiniał go. Sami chętnie dołączyli do pomysłu ścigania Żelaznego Faraona. Powrót do miejsca tamtych wydarzeń mógł być dla niego trudny. Tak samo jak był dla niej.  

Kochała kopanie w ziemi i żmudną pracę. Otaczał ich tylko piasek, a do tego upały dawały się we znaki. Tylko noc przynosiła lekką ulgę podczas gorących dni. Panie jednego wieczoru wyruszyły nad Nil, aby wziąć kąpiel przy brzegu. Pływały w swoim towarzystwie dobrze się bawiąc i śmiejąc się w swoim towarzystwie. Rozmawiały o mężczyznach. Zyta opowiedziała. 

-Z Krystianem znamy się z tego samego podwórka. Jako dzieci dobrze się bawiliśmy się razem. Spędzaliśmy dużo czasu razem i nie wiem, kiedy się zakochaliśmy w sobie. Jesteśmy razem dwa lata, a przed wyjazdem poprosił mnie o rękę.  

Pokazała koleżankom drobny, złoty pierścionek z małym diamentem. Wszystkie jej pogratulowały jej. Zyta zwróciła się do Sally. 

-Jesteś mężatką, prawda? 

Australijka przytaknęła. 

-Jak poznałaś swojego męża? 

-Mieszkałam z rodzicami na farmie, kiedy się zgubiłam, a Tommy przy pomocy mojego psa Dingo znalazł mnie w dole, do którego wpadłam. Miał czternaście lat, a ja dwanaście. Zaniósł mnie na własnych plecach, bo miałam uszkodzoną kostkę. Następnego dnia odwiedził mnie. Za uratowanie mojego życia dostał Dingo i od tamtej pory pisaliśmy ze sobą. Polował za zwierzęta, które łapali żywe i dostarczali do ogrodów zoologicznych. Ślubu udzielił nam nasz przyjaciel kapitan Tadek Nowicki na jeziorze w Nowej Gwinei. Myśleliśmy, że umieram po ugryzieniu przez jadowitego węża. Moim ostatnim życzeniem było poślubienie go. Kochamy się od tak dawna.  

Spojrzała na palmy i kępki trawy rosnące przy brzegu. Były ciemnozielone i utrzymywały się w tym nieprzyjaznym klimacie. Dostosowały się do niego. Tak samo, jak ludzie do nowych sytuacji. Alicja za to narzekała, że jeszcze nie spotkała nikogo, kto ją pokochał. Opowiedziała, że podkochiwała się w swoim profesorze, ale on nie zwracał na nią uwagi. Starała się zabłysnąć przed nim swoją wiedzą, ale nawet to nie działało. Wyjechała do Egiptu, aby się zdystansować i przemyśleć wszystko z dala od swojego obiektu westchnień.  

Dziewczyny wyciągnęły koszyk z prowiantem i przy lampach naftowych na kocyku urządziły sobie przyjazny piknik. Zajadali się suszonymi rybami, daktylami, pastą z soczewicy na pieczywie oraz pulpecikami. Rozmawiały o chęci odkrycia grobu tajemniczego faraona, o którym tak niewiele wiedzieli. Witkacy dostał list od znajomego z Kairu, który natrafił na ciekawe stare dokumenty. Po ich otrzymaniu Stanisław zorganizował wyprawę.  

Zastanawiały się, jak przekonał władze uczelni na swój pomysł i kto finansował całą wyprawę. Doktor Witkacy nie należał do żadnej zamożnej rodziny, a na uczelni niewiele zarabiał. Opłacenie podróży, zapasów i sprzętów oraz ludzi pochłaniało sporo pieniędzy. Nie ujawnił kto wyłożył pieniądze na coś tak szalonego. Kiedy ktoś podpytywał się Witkacego o to, kto był ich dobroczyńcą, ale trzymał to w tajemnicy. Sally tez zastanawiała się, dlaczego ktoś kto wyłożył fortunę ukrywał się. Czuła potrzebę podzielenia się tym z Janem i chęć dowiedzenia się prawdy. Ciągnęło ją do tajemniczej przygody jak za dawnych lat.  

Po powrocie znad Nilu panie się rozeszły. Sally przebra znajomość. Od tamtej pory trzymali się razem. 

Kiedy wreszcie Smuga wrócił do pokoju, Patryk wyczuł jego nerwowość. ła się w zwiewną długą kremową koszulę nocną, rozczesała swoje czarne włosy i poszła spać. Sen przyszedł wyjątkowo szybko, ale przyniósł tylko znajomy koszmar. Po niebezpiecznej drodze na pola Jaru wędrował zmarły. Tym razem Sally od razu go rozpoznała. Podróżującym był jej mąż Tomek. Przebył cztery niebezpieczne bramy i stanął na brzegu Krętej Rzeki oddzielającej go od Krainy Umarłych. Przewoźnik miał twarz Nowickiego. Z uśmiechem oczekiwał na magiczną formułę... Zmarły pochylił się do jego ucha i wyszeptał ją. 

-O ty, który odcinasz sitowie, przewoźniku... O mocy niebiańska, która otwiera dysk słoneczny. O Re, Panie Jasności, przewieź mnie, nie zostawiaj mnie opuszczonego. 

-Jakie jest imię tej łodzi? -chytrze spytał przewoźnik. 

-Znam wszystkie imiona jej części składowych- odrzekł podróżny. Kobieta zamarła. Rozpoznała koszmar. Miała go podczas ostatniego pobytu w Egipcie. Przepowiednia strasznych wydarzeń.  

-Wskakuj brachu- odparł przewoźnik. -Tylko na rufę, nie na dziób, bo jedynie to zapewni ci szczęście. A co tam trzymasz w ręku? 

-To prezent dla Ozyrysa- odparł Tomek, a Sally ujrzała zawiniątko, które przyciskał do piersi.  

-Nie bój się brachu, Ozyrysa- podpowiedział przewoźnik. -To swój chłop. Nie mogę tam wprawdzie z tobą iść, bo tu czeka mnie dużo pracy, ale poradzisz sobie... 

-W Sali Obu Prawd nic się nie ukryje- odparł podróżujący. -Wiem o tym: “Kto prawo omija będzie ukarany. Skromność otrzyma bogactwo, a nieprawość nigdy nie osiągnie celu” Przed wejściem do Sali Obu Prawd czuwała bogini Hepter-Har z dwiema głowami: lwicy i krokodyla, z nożami w obu rękach. Podróżny zatrzymał się, aby wygłosić inwokację.  

-”Bądź pozdrowiony, Boże Wielki! Panie Obu Prawd! Przyszedłem do Ciebie. O mój Panie. Przywiedziono mnie, bym ujrzał Twoja doskonałość. Znam Ciebie, znam Twoje imię, znam imiona czterdziestu dwu otaczających Cię... Przybyłem, aby poznać Ciebie w pełni. Przyniosłem Tobie Obydwie Pracy” 

Tomek wszedł do środka. Sally rozejrzała się jego oczami Na tronie siedział, stojący na czele Ozyrys. Wagę dobra i zła obsługiwał Anubis, ale zamiast głowy ujrzała ponownie łagodną twarz WilmowskiegoThot zapisujący wyniki, miał twarz ojca Sally pana Allana. Tomek poważnie skinął głową a następnie pozdrowił dostojny trybunał, podając jednocześnie na wyciągniętej dłoni swoje serce, usta i oczy. “To pierwszy etap sądu” - pomyślała Sally “Wszystko, co w ciągu życia słyszał, widział i o czym myślał było czyste i szlachetne.  Zaraz rozpocznie się długa deklaracja niewinności” 

-Usunąłem z siebie moje grzechy. 

-Nie zgrzeszyłem przeciw ludziom. 

-Nie grabiłem biednych 

-Nie trułem. 

-Nie zabijałem 

-Nie rozkazywałem mordercy. 

-Nie wyrządziłem nikomu krzywdy.   

-Jestem czysty, jestem czysty, jestem czysty- powtarzał Tomek, a Anubis i Thot uśmiechali się do niego. Później trybunał rozpoczął przesłuchanie. Sprawdzono, że podróżujący mówi prawdę. Jego serce położono na jednej szali wagi, na drugiej zaś symbol bogini Mat, pióro. Sally zadrżała. Szale wagi chwiały się niepewnie to w jedną, to w drugą stronę. Gdy przechyliła się szala z piórem potwór zwany Am-Mutu, czyli pożeracz zmarłych o pysku krokodyla, z łbem i przednią częścią korpusu lwa i zadem hipopotama, szeroko otworzył przerażającą paszczę.  

W tym monecie Tomek rozwinął zawiniątko i uniósł jego zawartość ku Ozyrysowi. W blasku świec zalśnił posążek faraona. Ozyrys triumfalnie podniósł go do góry. Szale wagi zadrżały i wyrównały się. Ozyrys wstał i uroczyście ogłosił podróżującego za “usprawiedliwionego głosem”.  Thot z twarzą starego Allana poprowadził Tomka do Ozyrysa. Razem z Sally spojrzeli w jego twarz. Podróżnikowi zdumienie odebrało głos.  Kobieta wiedziała, co zobaczył.  Ozyrys miał bowiem twarz  Smugi. Znacząco położył palec na ustach, nakazując milczenie.  

-Przyznaję ci prawo pobytu na błogosławionych Polach Jaru, abyś mógł żyć wiecznie i szczęśliwie.  

Sally obudziła się z przerażeniem i łzami płynącymi po policzkach. Ten sen za pierwszym razem też śniła w Egipcie podczas swojej pierwszej wizyty. Stał się przepowiednią nieszczęścia i niebezpieczeństwa, które czekało na nich za rogiem. Ona, Tomek, Patryk i Tadek musieli stanąć naprzeciwko zagrożeniu. Zaczęło brakować jej tchu. Złapała kremowy szlafrok, okryła się nim i wybiegła z namiotu. Szła szybko przed siebie. Chciała uciec. Pobiegła na niedalekie wzgórze i patrzyła na spowitą nocą Dolinę Królów.  

Oddychała ciężko, próbując się uspokoić. Zamknęła oczy i wzięła kilka głębokich wdechów. Cieszyła się, że Tadek nie przyjechał z nią. Tamte wydarzenia odcisnęły na nim duże piętno. Na wszystkich i nie chciała ich w to mieszać. To ona chciała i musiała sobie poradzić z przeszłością i nie chciała w to mieszać nikogo.  Rozumiała ich troskę. Byli jej rodziną.  

Zaakceptowali ją w swoim życiu już, gdy Tommy uratował ją z buszu, a nawet zabrali ją do Nowej Gwinei i uczestniczyli w ślubie. Wtedy nikt nie zakwestionował jej “ostatniej proźby”. Tylko czy gdyby nie była umierająca, przyjęliby ją tak ciepło? Wtedy to przypomniała sobie, że Tadek od samego początku widział w nich parę. Ciągle im z tego powodu przyjacielsko dokuczał. Ona nie chciała się narzucać Tomkowi, a ten nie chciał przyznać się do swoich uczuć, nawet gdy był zazdrosny o Jamesa. 

Gdy chciała z nimi jechać do Nowej Gwinei ojciec i Jan od razu zgodzili się, aby pojechała z nimi na niebezpieczną wyprawę do świata ludożerców, jakby wiedzieli, że chciała cały czas być blisko mężczyzny, którego kochała. Znała ich i wiedziała, że mogli doskonale wiedzieć o jej uczuciach do najmłodszego członka ich ekipy. Przed nimi nic się nie ukryło. Nigdy. Tym bardziej po tylu latach życia razem. Oni ją kochali, a ona ich. 

Otrząsnęła się ze wspomnień. Wpatrywała się w gwieździste bezchmurne niebo i jasno świecący księżyc wyglądający jak nadgryzione ciastko. Ledwie dostrzegała zarysy wzgórz ich otaczających.  Obóz rozświetlały naftowe latarnie. Widziała odbijające się czarne sylwetki na białym płótnie. Sporo osób przebywało w namiocie służącym jako jadalnia. Nie zdawała sobie sprawy, że i tym razem była obserwowana przez Stanisława. Poczuła na ramieniu czyjąś dłoń. Odwróciła się gwałtownie i stanęła oko w oko z zaniepokojonym przyjacielem Janem.  

-Wszystko w porządku Sally? 

-Dziwnie tutaj być. Po tylu latach.  

-Wiem i przepraszam.  

-Nie masz za co.  

-Ale... 

-Mówiliśmy o tym.  

Ucięła temat. Wiedziała, że nie przetłumaczy mu. Nie był winny tego, co się wydarzyło podczas ich pierwszej wizyty w Egipcie. Wszyscy chętnie dołączyli do ścigania Żelaznego Faraona. Odwróciła się do niego i przytuliła go mocno, aby zrozumiał, że nie winiła go. Ani ona, ani Patryk, ani Tadek, ani ojciec, ani Tommy. Nie mógł tego przewidzieć, chociaż ich przygody nie raz prawie kończyły się tragicznie. Po prostu wszyscy przyciągali nieszczęścia. 

Z drugiej strony Tommy nie zamienił swojego życia na nic spokojnego. Miał dusze podróżnika, awanturnika i włóczykija. Ona też nie chciałaby nic innego. Nie oddałaby żadnej chwili z Tommy’m za całe złoto świata.  Byli łowcami zwierząt z różnymi charakterami, ale tworzącymi drużynę i rodzinę.  

-Dlaczego przeze mnie rozdrapujesz rany? 

Objął ją i po ojcowsku czule gładził ją po plecach. 

-A ty? 

-Bo chcę spróbować zrozumieć i... 

Nie musiała odpowiadać. Jan ją rozumiał. Przed laty pragnęła poznać starożytną kulturę Egiptu, a po latach chciała spróbować jeszcze raz. Zrozumiał, dlaczego przyjechała i cieszył się, iż mógł ją wspierać. Miała prawo do robienia tego, co kochała, nie ważne jak traumatyczne wiązały się z tym wspomnienia. Łowienie zwierząt to coś innego niż mozolne badanie miejsc dawnych cywilizacji. Ona zawsze ich wspierała, a oni ją.  

Wrócił wspomnieniami do pierwszego dnia, gdy pomagali państwu Allan szukać zaginionej córki, a Tomek został w ich domu. Tylko, że ten urwis oddalił się z psem zaginionej i razem ją odnaleźli. Wtedy to Sally ich zaskoczyła, bo oddała swojego pupila Tomkowi. Wtedy już można było wyczuć między nimi więź. Rozumieli się bez słów. Dingo stał się dla nich wymówką do utrzymywania ze sobą kontaktu listowego. Tadek zawsze się z tego nabijał i uznał ich za zakochanych, czytając znad jego ramienia, co skrobał młody podróżnik do przyjaciółki.  

Kiedy dostali propozycję wyjazdu do Nowej Gwinei i Sally zabrała go na rozmowę od razu z Andrzejem wiedzieli o co chciała go poprosić i porozumiewawczo wymienili spojrzenia i wiedzieli, że pozwolą kobiecie z nimi podróżować, aby ich uszczęśliwić. Nie martwili się, bo córka australijskich farmerów powinna sobie poradzić w buszu. Nie mylili się, a zakochani wreszcie zrozumieli swoje uczucia. Wszyscy im kibicowali i wspierali. Drżeli o jej życie, gdy ugryzł ją jadowity wąż i odetchnęli z ogromną ulgą, gdy zaczęła nabierać siłę i wracać do zdrowia. 

Sally i Smuga stali na wzgórzu i oboje w milczeniu obserwowali obóz. Kobieta czuła się swobodnie w pobliżu jednego z najlepszych przyjaciół. Nie musieli rozmawiać, wystarczyło nawet postać w milczeniu. Znali się przez tyle lat i widzieli się w drastycznych momentach. Dalej nieświadomi obserwacji przez zazdrosnego Witkacego cieszyli się spokojem wieczoru. Po pewnym czasie opuścili zniesienie i Jan odprowadził kobietę do jej namiotu.  

Patryk przebywał w namiocie, gdzie spał ze Smugą czekając na towarzysza. Chętnie wrócił nad Nil, mimo tego, co wydarzyło się poprzednim razem. Wtedy dopiero poznał przyjaciół, ale i taks starcie z Żelaznym Faraonem pozostawiło na nim ślad i strach przed wyprawą. Z drugiej strony zapanowała w nim chęć przygody i dziecięca ciekawość. W tym przypominał Tomka Wilmowskiego, seniora i juniora, który coraz bardziej zaczynał przypominać ojca.  

Od kiedy przyjechali do Egiptu młodzieniec zabierał ciocię Sally na spacery i słuchał jej opowieści i ciekawostek, które znała. Był wdzięczny polskim podróżnikom i Australijce, że zaopiekowali się nim, a gdy skończył szesnaście lat pomogli mu znaleźć pracę i usamodzielnić się, mimo, że chcieli, aby nadal pozostał pod ich opieką. Nie chciał sprawiać im problemów, bo i tak wiele dla niego zrobili. Stali mu się bliscy. Do tego porwanie sprzed kilku lat dało scementowało ich Rozmawiali jeszcze przez chwilę. Wujek Jan opowiedział mu, dlaczego kobieta po tylu latach przyjechała do Doliny Królów i że postanowił ją wspierać jeszcze bardziej. Nie wspomniał, że nadal czuł się winny tego, co wydarzyło się tak dawno, bo nie chciał martwić go. Zamartwiał się też losem Patryka tak żadnego przygód jak kiedyś Tomek, co mogło go sprowadzić na złą drogę. Nie wiedział, jak go chronić. Po około pół godziny poszli spać, ale nie zasnęli. Oboje patrzyli długo na sufit namiotu. 

Sally odetchnęła z ulgą po oczyszczającej rozmowie ze Smugą chociaż nadal musiała go przekonać, że to nie on ściągnął na nich gniew Żelaznego Faraona i że w przeszłości ładowali się w gorsze kłopoty. Położyła się spać od razu po powrocie do namiotu, aby szybko wstać, ubrać się i jak najszybciej iść do pracy. Zjadła ze wszystkimi szybkie i lekkie śniadanie, a potem ruszyli razem na stanowiska wykopaliskowe, gdzie pracowali przez kilka godzin ramię w ramię, znajdując niewiele rzeczy. 

Kiedy słońce wspięło się zbyt wysoko, a upał nie dawał pracować wszyscy zeszli z skwaru. Nawet Australijka.  Wtedy ze Stanisławem usiedli w namiocie i katalogowali liche znaleziska i dokładnie je opisywali. Skupiła się na pracy i nie zauważyła zalotów Witkacego. Jej serce należało do Tommy’ego. Tęskniła za nim. Nie lubiła rozłąk i to tak długich. Nie zwracała uwagi na Stanisława.  

W tym czasie część obozu drzemała, część wraz z Janem i Patrykiem spędzali czas w kantynie na wspólnych rozmowach na temat patriotyczne.  Rozmawiali o odzyskaniu niepodległości przez swoją ojczyznę i przelanej krwi. Smuga opowiedział o działaniach antycarskich swoich przyjaciół i wyciągnięciu rewolucjonisty z Syberii. Młodzi chętnie słuchali ego, chłonąc każde słowo i podziwiając tych, którzy walczyli o wolność Polski. 

Pewnego wieczoru Wilmowska, Smuga o O’Donell zwiedzali pobliskie ruiny. Kobieta ubrała ponownie błękitną sukienkę, w której wkroczyła na miejsce wykopalisk. Chłopaki cieszyli się, że gorąca pogoda i palące słońce zmusiły kobietę do rezygnacji z czarnych strojów. Zwróciła się na przyjaciół.  

-Tadek nienawidzi piachu. Ciągle na niego narzekał 

-Nie umie być ani arystokratą, ani pogromcą zwierząt ani lokajem- stwierdził żartobliwie Jan.  -Nasz kapitan najlepiej czuje się na łajbie, pod pełnymi żaglami i jamajką albo rumem.  

Wybuchli śmiechem. 

-Pewnie teraz pływa po Wiśle- zauważył Patryk 

-I pewnie zabrał Tomka ze sobą- zauważyła Sally. -Chłopak uwielbia spędzać czas z wujkami i dziadkiem.  

Smuga przytaknął. Zbyt dobrze znał syna młodych  Wilmowskich. Przypominał swoich rodziców. Uśmiechnął się. Zbliżała się niedziela i planował wycieczkę.  

-Pamiętam, jak kiedyś kochałaś zwiedzać Dolinę Królów. Co byś powiedziała na małą wyprawę z nami?  

Kobieta ucieszyła się na ten pomysł.  

-Może przekonasz Stanisława, aby do nas dołączył? 

Smuga nagle wysunął propozycję, zaskakując ją. Przystanęła i przyjrzała się przyjacielowi.

    -Dlaczego?