W realnym świecie Flynn leżał w swoim pokoju, ciało nieruchome, jedynie klatka piersiowa unosiła się, a Zakazana Księga Snów pulsowała bladym blaskiem. Cassandra, Jake, Ezekiel i Jenkins pochylali się nad księgą, obserwując koszmary Flynna. Pierwsze obrazy pojawiły w formie holograficznej w powietrzu.
Mogli obserwować zmiany Biblioteki kontrolowanej przez księgę. Patrzyli na scenę, kiedy Eve odchodziła od Flynna, a potem jak odchodziła w światło a Flynn biegł i wołał jej imię. Ich serce krwawiło się, gdy widzieli kompletnie załamanego Flynna. Cassandra wtuliła się w Ezekiela łkając i szepcząc.
-To… To wygląda tak prawdziwie, że każdy uwierzyłby w to.
Jake zaciskał pięści, a gniew mieszał się ze strachem.
-On naprawę to przeżywa… A my tutaj stoimy i jesteśmy bezradni.
-Nic nie możemy zrobić - odparł Jenkins nienaturalnie spokojnym głosem. -Jeśli nie chcecie patrzeć to możecie wyjść.
-Nie - odparł ostro Stone. -Nigdzie nie idziemy. On nas potrzebuje.
Pozostali przytaknęli. Dalej obserwowali z ogromnymi emocjami to, co przeżywał. Widzieli brutalne odejście Ezekiela a potem obrazy odchodzących ludzi z życia Flynna. Jones odsunął się krok do tyłu, nie mogąc dalej patrzeć na scenę przed sobą.
-Boże… wygląda jakby naprawdę tracił wszystkich, których kocha, jakby wszystko, co dla niego ważne znikało.
Jenkins zwykle opanowany patrzył sucho, ale jego dłonie coraz bardziej drżąły.
-To jego największe lęki. Każdy opuszcza go jeden po drugim, a on nie wie, że to nieprawda. Może do tej pory sam nie dopuszczał do siebie swoich lęków. Krył za swoją maską nawet przed sobą.
Cassandra zamarła widząc, jak jej wersja w koszmarze odchodzi i spada w otchłań a Flynna zjada poczucie winy. Musiała przymknąć oczy. Odkryła, że Flynn widział jej chorobę jako śmiertelną, mimo że już kilka miesięcy temu usunięto jej guza. Do tego obwiniał się o to, że nadal była umierająca bo ona go uratowała.
Jakby zapomniał, że jej zdrada i wprowadzenie Bractwa Węży przyczyniło się do jego śmierci. Został dźgnięty przez Excalibura bo Lamia zmusiła miecz używając Korony Króla Artura. Lamia obiecała jej, że przy pomocy magii uratują jej życie ale to była mrzonka. Chciała przytulić Flynna, pocieszyć go, powiedzieć, że jest bezpieczna.
-Nie wiedziałam, że on to tak przeżywa… Przeżywa każdą stratę. Do…
Cassandra wzięła głęboki oddech drżąc z emocji.
-Do tego widział śmierć kogoś bliskiego. Moją.
Ezekiel i Jake wymienili spojrzenia a Stone odezwał się cicho.
-Widzicie to? To nie są tylko lęki to prawdziwy ból. On czuje każdą stratę, jakby już się stała.
Ezekiel spojrzał na Flynna przerażony.
-I to go niszczy. Każda scena, każde odejście to potęguje jego samotność.
Jenkins zamknął oczy na ułamek sekundy.
-On nie ma jeszcze świadomości, że to koszmar. Dla niego to jest prawdziwe i żadne bodźce się nie przedostają. Magia księgi jest bardzo silna i szybko wiąże się z umysłem swojej ofiary. Musimy liczyć na pułkownik Baird.
Cassandra spojrzała na niego z determinacją i z łzami w oczach.
-Nie możemy pozwolić, by jego umysł został złamany, zanim Eve go znajdzie.
-Jesteśmy tutaj.
-Ale co?- zapytał Ezekiel -Jak możemy ingerować, nie wchodząc do środka?
Jake spojrzał w stronę księgi przerażony.
-Wspierać go stąd. Każda wskazówka, każdy impuls może być dla niego kotwicą w rzeczywistości. Musimy mu przypomnieć, że nie jest sam.
Światło księgi zaczęło pulsować mocniej. Każdy z nich czuł ciężar jego strachu i samotności. Cassandra podeszła do Flynna i przyjacielsko złapała go za rękę, jakby gest miał przynieść mu świadomość.
-Flynn jesteśmy przy tobie. Nie zostawimy cię. Słyszysz?
Ezekiel przyglądał się uważnie spokojnej twarzy, która nie zdradzała emocji, które przeżywał.
-Jeśli Eve tam się nie dostanie, musimy znaleźć inny sposób, bo jego umysł może nie wytrzymać kolejnej straty.
Jake przytaknął.
-Nie możemy pozwolić księdze wygrać.
W tamtym momencie wszyscy czuli pulsujący ciężar koszmaru, bo to widzieli wpływało też na ich własne serca. Każdy w pokoju rozumiał, że nie chodziło tylko o niego, chodziło o przetrwanie jego świadomości i duszy. Jake zaciskał pięści ciągle mając przed oczami sceny odejścia Eve, Ezekiela, śmierć Cassandry. Nimi to wstrząsnęło a wiedzieli, że to nie prawda.
-Jeśli stracimy Flynna, Eve tego nie przeżyje. Ona po prostu się złamie.
Ezekiel odwrócił się aby nie widzieć księgi i pozostałych.
-Wiemy, że potrzebujemy go z powrotem. To nie jest tylko kwestia Biblioteki. To kwestia Eve i tego co on dla niej znaczy. Co on dla nas znaczy.
Światło księgi pulsowało coraz mocniej co wywoływało coraz większy niepokój u zebranych bo wiedzieli, że księga szykuje się na kolejny atak. Jake patrzył na holograficzne przedstawienie, tego co działo się w głowie ich irytującego Bibliotekarza, którego kochali. Obrazy koszmaru Flynna stawały się coraz bardziej gwałtowne, bardziej emocjonalne.
Każdy z Bibliotekarzy i opiekun Aneksu wiedzieli, że jego walka była kluczowa, nie tylko dla niego ale dla Eve. Jej życie i serce zależało od tego, czy uda się jej do niego dotrzeć. Cassandra nadal trzymała rękę Flynna i ścisnęła ją mocniej, jakby wierzyła, że jeśli włoży więcej siły to on poczuje jej gest.
-Eve do ciebie idzie. Nie pozwolimy, żeby koszmar wygrał. Wrócisz. Eve musi cię mieć z powrotem. I ja zrobię wszystko, żebyś się nie poddał.
Jake, Ezekiel i Jenkisn patrzyli na nią i jej determinację. Każdy z nich rozumiał, że nie było prawa do błędu. Każdy impuls, każda wskazówka, każdy gest mógł zdecydować o jego i Eve życiu. Księga prawie oświetlała pomieszczenie a cała czwórka podeszła do księgi zaniepokojeni. Obraz holograficzny stał się bardziej wyraźny, jakby chciał zwrócić ich uwagę.
Skupili się na Flynnie który wciąż błądził po Bibliotece. Nagle korytarze przestały się poruszać, pułki przestały pulsować światłem księgi ale każdy korytarz prowadził do nowych iluzji jego lęków. Flynn Carsen czuł ogromny ciężar. Eve i Ezekiel odeszli a Cassandra skoczyła z balkonu. Ciało Bibliotekarki sam pochował w sarkofagu w Bibliotece.
Nagle z mgły korytarza wyłonił się Jacob Stone. Wyglądał na spokojnego, pewnego siebie, ale w jego oczach było widać determinację. Nic nie mówił, tylko kiwa głową, jakby mówił: "Nie mogę ci pomóc." Flynn był roztrzęsiony. Podbiegł płacząc do Jake.a
-Nie zostawiaj mnie… Nie teraz
Stone zatrzymał się na chwilę, patrzył na Flynna spokojnie, bez gniewu.
-Muszę odejść. Nie mogę tu zostać i oglądać, jak się niszczysz. Cassandra umarła przez ciebie. Twoje lęki, twoje straty to nie moja sprawa. Dla ciebie tylko misje się liczą. Kolejna przygoda. Dopiero się obudziłeś jak zacząłeś zostawać sam.
Uśmiechnął się smutno, odwrócił wzrok i zrobił krok w stronę wyjścia, gdzie pulsowało intensywnie światło księgi.
-Flynn… Musisz sam znaleźć drogę. Jeśli nie nauczysz się walczyć z tym sam. Nikt ci nie pomoże.
Flynn rzucił się w jego kierunku, aby go zatrzymać, ale Stone zniknął w pulsującym blasku, a echo jego głosu odbijało się po pustej sali.
-Musisz sam Flynn. Musisz sam..
Każda półka, każda księga zdawała się patrzeć na niego oschle, jakby mówiły “Nie ma już nikogo.”. Jego własny oddech stał się płytki, jego serce kołatało, miał duszności, ucisk w klatce piersiowej, zawroty głowy a jego ciało ogarnął nagły, intensywny lęk. Upadł na kolana. Złapał się za klatkę piersiową.
-Nie… To nie może być prawdzie…Nikt nie zostaje… nikt nie zostaje przy mnie…
Nie wiedział, że był blisko prawdy. Dla niego to było realne, jeszcze nie rozumiał, że to iluzja, koszmar, który wypełniał jego głowę samotnością. Nie zdawał sobie sprawy, że w realnym świecie leżał w łóżku a Cassandra znowu trzymała go na ręce widząc, że miał atak paniki. Jej łzy spływały po jej policzkach.
Kiedy w koszmarze Flynn nie miał już sił wstał i postanowił porozmawiać z ostatnią osoba, która została i nigdzie się nie wybierał bo to był jego dom. Podszedł do drzwi laboratorium Jenkinsa i przyłożył ucho do drzwi i usłyszał hałas, który świadczył, że mężczyzna był w środku. Pukał do drzwi wiele razy, nacisnął na klamkę prawą dłonią ale były zamknięte.
Czekał aż Jenkins go wpuści albo wyjdzie ale mijały godziny a Flynn co jakiś czas płakał i błagał o wpuszczenie. Siedział pod drzwiami przez godziny i wiedział, że opiekun Aneksu nie wychodził z laboratorium. Drzwi nagle się otworzyły i stanął w nich Jenkins z zimnym spojrzeniem i zirytowany.
-Pan dalej tutaj? Skoro nie chcę otworzyć to znaczy, że nie chcę pana widzieć panie Carsen. Mam swoje badania. Skoro cała hałastra się wyniosła…
Jenkins przesadnie gestykulował wyrażając swoje nieprzychylne zdanie na temat Bibliotekarzy i Strażniczki i tego, że przez lata naruszali jego prywatną strefę.
-Mam wreszcie spokój. Mogę się skupić na swoich badaniach. I nikt mi się nie plącze.
Jego wzrok stał się jeszcze bardziej surowy i ostry.
-I mam nadzieję, że nie będzie mi pan przeszkadzał.
-Ale…
-Nie ma żadnego ale. Wolę swoją samotnię. Pan też jest typem samotnika. Nie będziemy sobie wchodzić w drogę.
Flynn spojrzał na niego błagalnie.
-Pomóż mi. Nie zostawiaj mnie.
Jenkins spojrzał na Bibliotekarza z pogardą.
-Panie Carsen proszę się nie wygłupiać. Wreszcie mamy tutaj spokój. I tego wymagam. Aby pan nie naruszał mojej przestrzeni. Nie siedział pod moimi drzwiami i pozwalał mi badać artefakty. A teraz żegnam panie Carsen.
Flynn chciał coś jeszcze powiedzieć ale widząc zimne oblicze Jenkinsa wycofał się i poszedł do głównej sali. Lekki uśmiech Jenkinsa zniknął, jak i cała jego sympatia dla niego i reszty. Wrócił stary dobry Jenkins. Siedział sam przy stole w pobliżu księgi wycinków złamany. Był wyczerpany chociaż nie rozumiał dlaczego. Przez dziesięć lat był sam i nie potrzebował towarzystwa.
Potem pojawili się pułkownik Eve Baird, Cassandra Cillian, Jacob Stone, Ezekiel Jones oraz Galahad\Jenkins. Widywał ich rzadko ale jak wracał do Biblioteki był szczęśliwy widząc ich wszystkich. Każdego z osobna ale i razem. to jak razem pracowali ale też jak się sprzeczali. Nawet tęsknił za surową i wściekłą Eve kiedy któreś z nich przesadziło, a najbardziej kiedy to on przesadził. Za Jenkinsem i jego komentarzami, który najpierw nie był zachwycony ich obecnością w Aneksie a potem myślał, że stali się sobie bliscy. Jak bardzo się mylił.
-Nie został nikt… Wszyscy mnie zostawili
Coraz bardziej Zakazana Księga Snów wypełniała jego umysł obrazami odchodzących przyjaciół, a każda półka i każdy cień biblioteki podkreśla jego bezsilność i samotność. Czasem miał wrażenie, że słyszał ich w oddali ich głosy, czasem widział ich sylwetki. Ale nagle otoczenie zaczęło się zmieniać. Półki Biblioteki zniknęły.
Wokół niego pojawił się salon o ciepłym, pomarańczowym kolorze ścian. Po lewej stronie stał duży ciemnobrązowy stół z czterema krzesłami a po prawej jasna, beżowa duża kanapa przed telewizorem. Na niej leżały pluszowe maskotki, dziecięce ubranka, butelki dla niemowląt. Po środku stała Eve głaszcząc się po swoim ledwo zaokrąglonym brzuszku. Flynn domyślał się, że spodziewała się dziecka.
Nie była sama. Obejmował ją śmiejący się i radosny, wysoki, wysportowany mężczyzna. Całował jej szyję a ona szeptała mu coś na ucho. Wyglądali na zakochanych i szczęśliwych. Nagle spojrzała w stronę Flynna ale patrzyła przed siebie nie widząc go. Jej świat był pełen ciepła, śmiechu i bezpieczeństwa. Była szczęśliwa Ale nie z nim.
-Nie…To nie może być prawda… Eve… ona… nie powinna tak…beze mnie…
Wybiegł z jej domu nie wiedząc nawet jak się wydostał. Biegł przed siebie chcąc uciec przed tym co widział. To co zobaczył złamało go. Kiedy się zatrzymał był w szoku. Znalazł się tym razem w ogromnej sali wykładowej. Przed tablicą na podwyższeniu stał ubrany w elegancki garnitur Jacob Stone. Prowadził wykład a wszyscy go słuchali z uwielbieniem. Na biurku leżały publikacje podpisane profesor Jacob Stone.
Jake stał się odnoszącym sukcesy, pewnym siebie, podziwianym przez studentów profesorem. Stone patrzył na Flynna tylko przez kilka sekund jakby mówił: “Musisz sobie radzić sam”. Koszmar zmienił Stone’a w symbol niezależności i dystansu. Flynn czuł pustkę i samotność. Flynn spojrzał na niego smutno.
-Stone myślałem, że będziesz zawsze u mojego boku. Będziesz walczyć jako Bibliotekarz. Że łączy nas poszukiwanie wiedzy…
Wyszedł z sali i szedł przed siebie szybko a jego otoczenie znowu magicznie się zmieniało. Nie szedł już korytarzami uniwersytetu ale korytarzem jednego z największych muzeów na świecie czyli Luwru. Sam nie wiedział dlaczego się tam znalazł. Spacerował między eksponatami. Była noc i ciemno. Musiał uważać na strażników.
Nagle zobaczył Mona Lisę a przy niej kręcącą się znajomą postać ubraną na czarno. Nie musiał podchodzić bliżej, aby wiedzieć kto to. Patrzył jak Ezekiel Jones przy pomocy swojego telefonu wyłączał zabezpieczenia. Był wolny, uśmiechnięty, ekscytujący się ryzykiem i przygodą. Był w swoim żywiole. Wyglądał na szczęśliwszego trzymając Mona Lisę, niż będąc w Bibliotece.
-Kolejne arcydzieło do kolekcji. To łatwiejsze i lepsze niż uganianie się za magią.
Słowa złodzieja były jak sztylet w serce Flynna. Ezekiel czerpał przyjemność z działań przestępczych. Flynn myślał, że może się zmienić, ale musiał przyznać, że się mylił. Patrzył na dumnego z siebie Ezekiela.
-On żyje i nie potrzebuje Biblioteki ani mnie.
Flynn wiedział, że Ezekiel go nie posłucha więc opuścił Luwr i wrócił do Biblioteki. Siedzi w sali głównej przez następne trzy dni obserwując korytarz do pracowni Jenkinsa ale ten nie wyszedł. Zapukał do drzwi Jenkinsa.
-Jestem zajęty panie Carsen i będę zajęty przez następne stulecia.
Flynn musiał się wycofać. Co z tego, że Jenkins nie opuścił Biblioteki skoro Flynn nie mógł na niego liczyć na pomoc fizyczną czy emocjonalną. Między nimi wszystkie relacje zostały zerwane. Opiekun Aneksu zamknął się w świecie swoich badań i nic innego go nie obchodziło. Miał dosyć marudzenia bibliotekarza i wystawił tabliczkę, aby nie pukać.
Flynn snuł się po Bibliotece. Udał się do sali z największymi artefaktami, tam gdzie stała między innym Arka Noego. Zobaczył balkon z którego skoczyła Cassandra. Spojrzał w górę i miał wrażenie, że widzi ją na tym balkonie tak, jak wyglądała w dniu kiedy odebrała sobie życie. Po chwili przypomniał ją sobie w sali szpitalnej w koszuli, w łóżku po operacji bladą ale wtedy szczęśliwą, że miała przed sobą przyszłość.
Nawrót choroby pokrzyżowały jej plany. Słyszał jej głośny rechot, który dobrze znał. Spojrzał jeszcze raz na balkon i postać znikała. Ruszył biegiem chcąc z nią porozmawiać, przeprosić ale nigdzie nikogo. Echo jej głosu i śmiechu milkną zostawiając Flynna samego w pustce. Był to moment kiedy jego poczucie straty u winy osiągnęły punkt krytyczny. Stał pośrodku głównej sali z artefaktami zupełnie sam. Ci, których kochał żyli swoim życiem, odnosili sukcesy, szczęśliwi i niezależni. Wszyscy oprócz Cassandry, która znalazła ukojenie w śmierci.
Każdy jego krok w koszmarze prowadził do pustki i izolacji. Biblioteka wirowała wokół niego a światła pulsowały coraz mocniej wywołując ból głowy. Koszmar podkreślał jego samotność, bezsilność i poczucie zbędnym nie wiedząc, że Eve próbowała się do niego przedrzeć. Jego głos się łamał.
-Wszyscy… Wszyscy żyją… i nikt mnie nie potrzebuje… Nie wiedziałem, jak bardzo przywiązałem się do nich.
W realnym świecie Flynn uwięziony w swojej głowie leżał nieruchomo na łóżku, a Zakazana Księga Snów pulsowała jasnym światłem. Obrazy jego koszmaru wirowały w powietrzu. Eve szczęśliwa z nowym chłopakiem, Stone odnoszący sukcesy na uczelni, Ezekiel kradnący Mona Lisę, Jenkins zamknięty w laboratorium a Cassandra martwa.
Jones patrzył na wizje i nagle roześmiał się głośno. Plan kradzieży Mona Lisy spodobał mu się. To byłoby ogromnym wyzwaniem. Wiedział, że gdyby dobrze się przygotował byłby w stanie ukraść ten obraz. W jego oczach pojawiły się iskierki ekscytacji.
-To całkiem ciekawy pomysł aby ukraść Monę Lisę dla sportu.
Roześmiał się półszeptem.
-Hah… przyznam się, że to całkiem fajny plan…
Reszta Bibliotekarzy i Jenkins odwrócili się do niego z gniewnymi spojrzeniami. Patrzyli na niego surowo, jakby mówili “Nie teraz Ezekiel.”. Jake zimno odezwał się do niego.
-To nie jest moment na żarty. Flynn naprawdę przeżywa każda z tych wizji.
Jenkins kiwnął głową. Był jak zawsze poważny.
-Każdy obraz, który widzimy jest dla niego realny, jakby naprawdę wydarzyło . Widzicie, jak bardzo jest do nas przywiązany?
Cassandra patrzyła na wszystkich z mieszanką smutku i determinacji siadając na brzegu łóżka Flynna i łapiąc go za dłoń.
-Tak.. Flynn naprawdę się przywiązał. Każda jego strata w tym koszmarze bo bolała jak w rzeczywistości.
Ezekiel przestał się śmiać. Jego uśmiech zniknął, a spojrzenie stało się poważne.
-Cholera… Nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo on… On przywiązał się do nas wszystkich.
Wiedzieli, że Flynn doświadczał ogromnej samotności i bezsilności nawet jeśli czuwali przy nim wszyscy. Nie mogli się przebić do jego głowy bo magia była bardzo silna. Jenkins badający różne artefakty, wiedział, że tylko Carsen mógł złamać klątwę ale obawiał się, że Zakazana Księga Snów go pochłonie, bo miał wiele koszmarów nawet jeśli dotyczyły jednego tematu.