środa, 18 lutego 2026

Koszmar Flynna Carsena część 3

     W realnym świecie Flynn leżał w swoim pokoju, ciało nieruchome, jedynie klatka piersiowa unosiła się, a Zakazana Księga Snów pulsowała bladym blaskiem. Cassandra, Jake, Ezekiel i Jenkins pochylali się nad księgą, obserwując koszmary Flynna. Pierwsze obrazy pojawiły w formie holograficznej w powietrzu.

     Mogli obserwować zmiany Biblioteki kontrolowanej przez księgę. Patrzyli na scenę, kiedy Eve odchodziła od Flynna, a potem jak odchodziła w światło a Flynn biegł i wołał jej imię. Ich serce krwawiło się, gdy widzieli kompletnie załamanego Flynna. Cassandra wtuliła się w Ezekiela łkając i szepcząc.

    -To… To wygląda tak prawdziwie, że każdy uwierzyłby w to.

    Jake zaciskał pięści, a gniew mieszał się ze strachem.

    -On naprawę to przeżywa… A my tutaj stoimy i jesteśmy bezradni.

    -Nic nie możemy zrobić - odparł Jenkins nienaturalnie spokojnym głosem. -Jeśli nie chcecie patrzeć to możecie wyjść.

    -Nie - odparł ostro Stone. -Nigdzie nie idziemy. On nas potrzebuje.

    Pozostali przytaknęli. Dalej obserwowali z ogromnymi emocjami to, co przeżywał. Widzieli brutalne odejście Ezekiela a potem obrazy odchodzących ludzi z życia Flynna. Jones odsunął się krok do tyłu, nie mogąc dalej patrzeć na scenę przed sobą.

    -Boże… wygląda jakby naprawdę tracił wszystkich, których kocha, jakby wszystko, co dla niego ważne znikało.

    Jenkins zwykle opanowany patrzył sucho, ale jego dłonie coraz bardziej drżąły.

    -To jego największe lęki. Każdy opuszcza go jeden po drugim, a on nie wie, że to nieprawda. Może do tej pory sam nie dopuszczał do siebie swoich lęków. Krył za swoją maską nawet przed sobą.

    Cassandra zamarła widząc, jak jej wersja w koszmarze odchodzi i spada w otchłań a Flynna zjada poczucie winy. Musiała przymknąć oczy. Odkryła, że Flynn widział jej chorobę jako śmiertelną, mimo że już kilka miesięcy temu usunięto jej guza. Do tego obwiniał się o to, że nadal była umierająca bo ona go uratowała.

     Jakby zapomniał, że jej zdrada i wprowadzenie Bractwa Węży przyczyniło się do jego śmierci. Został dźgnięty przez Excalibura bo Lamia zmusiła miecz używając Korony Króla Artura. Lamia obiecała jej, że przy pomocy magii uratują jej życie ale to była mrzonka. Chciała przytulić Flynna, pocieszyć go, powiedzieć, że jest bezpieczna.

    -Nie wiedziałam, że on to tak przeżywa… Przeżywa każdą stratę. Do…

    Cassandra wzięła głęboki oddech drżąc z emocji.

    -Do tego widział śmierć kogoś bliskiego. Moją.

    Ezekiel i Jake wymienili spojrzenia a Stone odezwał się cicho.

    -Widzicie to? To nie są tylko lęki to prawdziwy ból. On czuje każdą stratę, jakby już się stała.

    Ezekiel spojrzał na Flynna przerażony.

    -I to go niszczy. Każda scena, każde odejście to potęguje jego samotność.

    Jenkins zamknął oczy na ułamek sekundy.

    -On nie ma jeszcze świadomości, że to koszmar. Dla niego to jest prawdziwe i żadne bodźce się nie przedostają. Magia księgi jest bardzo silna i szybko wiąże się z umysłem swojej ofiary. Musimy liczyć na pułkownik Baird.

    Cassandra spojrzała na niego z determinacją i z łzami w oczach.

    -Nie możemy pozwolić, by jego umysł został złamany, zanim Eve go znajdzie.

    -Jesteśmy tutaj.

    -Ale co?- zapytał Ezekiel -Jak możemy ingerować, nie wchodząc do środka?

Jake spojrzał w stronę księgi przerażony.

    -Wspierać go stąd. Każda wskazówka, każdy impuls może być dla niego kotwicą w rzeczywistości. Musimy mu przypomnieć, że nie jest sam.

    Światło księgi zaczęło pulsować mocniej. Każdy z nich czuł ciężar jego strachu i samotności. Cassandra podeszła do Flynna i przyjacielsko złapała go za rękę, jakby gest miał przynieść mu świadomość.

    -Flynn jesteśmy przy tobie. Nie zostawimy cię. Słyszysz?

    Ezekiel przyglądał się uważnie spokojnej twarzy, która nie zdradzała emocji, które przeżywał.

    -Jeśli Eve tam się nie dostanie, musimy znaleźć inny sposób, bo jego umysł może nie wytrzymać kolejnej straty.

    Jake przytaknął.

    -Nie możemy pozwolić księdze wygrać.

    W tamtym momencie wszyscy czuli pulsujący ciężar koszmaru, bo to widzieli wpływało też na ich własne serca. Każdy w pokoju rozumiał, że nie chodziło tylko o niego, chodziło o przetrwanie jego świadomości i duszy. Jake zaciskał pięści ciągle mając przed oczami sceny odejścia Eve, Ezekiela, śmierć Cassandry. Nimi to wstrząsnęło a wiedzieli, że to nie prawda.

    -Jeśli stracimy Flynna, Eve tego nie przeżyje. Ona po prostu się złamie.

    Ezekiel odwrócił się aby nie widzieć księgi i pozostałych.

    -Wiemy, że potrzebujemy go z powrotem. To nie jest tylko kwestia Biblioteki. To kwestia Eve i tego co on dla niej znaczy. Co on dla nas znaczy.

    Światło księgi pulsowało coraz mocniej co wywoływało coraz większy niepokój u zebranych bo wiedzieli, że księga szykuje się na kolejny atak. Jake patrzył na holograficzne przedstawienie, tego co działo się w głowie ich irytującego Bibliotekarza, którego kochali. Obrazy koszmaru Flynna stawały się coraz bardziej gwałtowne, bardziej emocjonalne.

    Każdy z Bibliotekarzy i opiekun Aneksu wiedzieli, że jego walka była kluczowa, nie tylko dla niego ale dla Eve. Jej życie i serce zależało od tego, czy uda się jej do niego dotrzeć. Cassandra nadal trzymała rękę Flynna i ścisnęła ją mocniej, jakby wierzyła, że jeśli włoży więcej siły to on poczuje jej gest.

    -Eve do ciebie idzie. Nie pozwolimy, żeby koszmar wygrał. Wrócisz. Eve musi cię mieć z powrotem. I ja zrobię wszystko, żebyś się nie poddał.

    Jake, Ezekiel i Jenkisn patrzyli na nią i jej determinację. Każdy z nich rozumiał, że nie było prawa do błędu. Każdy impuls, każda wskazówka, każdy gest mógł zdecydować o jego i Eve życiu. Księga prawie oświetlała pomieszczenie a cała czwórka podeszła do księgi zaniepokojeni. Obraz holograficzny stał się bardziej wyraźny, jakby chciał zwrócić ich uwagę.

    Skupili się na Flynnie który wciąż błądził po Bibliotece. Nagle korytarze przestały się poruszać, pułki przestały pulsować światłem księgi ale każdy korytarz prowadził do nowych iluzji jego lęków. Flynn Carsen czuł ogromny ciężar. Eve i Ezekiel odeszli a Cassandra skoczyła z balkonu. Ciało Bibliotekarki sam pochował w sarkofagu w Bibliotece.

    Nagle z mgły korytarza wyłonił się Jacob Stone. Wyglądał na spokojnego, pewnego siebie, ale w jego oczach było widać determinację. Nic nie mówił, tylko kiwa głową, jakby mówił: "Nie mogę ci pomóc." Flynn był roztrzęsiony. Podbiegł płacząc do Jake.a

    -Nie zostawiaj mnie… Nie teraz

    Stone zatrzymał się na chwilę, patrzył na Flynna spokojnie, bez gniewu.

    -Muszę odejść. Nie mogę tu zostać i oglądać, jak się niszczysz. Cassandra umarła przez ciebie. Twoje lęki, twoje straty to nie moja sprawa. Dla ciebie tylko misje się liczą. Kolejna przygoda. Dopiero się obudziłeś jak zacząłeś zostawać sam.

    Uśmiechnął się smutno, odwrócił wzrok i zrobił krok w stronę wyjścia, gdzie pulsowało intensywnie światło księgi.

    -Flynn… Musisz sam znaleźć drogę. Jeśli nie nauczysz się walczyć z tym sam. Nikt ci nie pomoże.

    Flynn rzucił się w jego kierunku, aby go zatrzymać, ale Stone zniknął w pulsującym blasku, a echo jego głosu odbijało się po pustej sali.

    -Musisz sam Flynn. Musisz sam..

    Każda półka, każda księga zdawała się patrzeć na niego oschle, jakby mówiły “Nie ma już nikogo.”. Jego własny oddech stał się płytki, jego serce kołatało, miał duszności, ucisk w klatce piersiowej, zawroty głowy a jego ciało ogarnął nagły, intensywny lęk. Upadł na kolana. Złapał się za klatkę piersiową.

    -Nie… To nie może być prawdzie…Nikt nie zostaje… nikt nie zostaje przy mnie…

    Nie wiedział, że był blisko prawdy. Dla niego to było realne, jeszcze nie rozumiał, że to iluzja, koszmar, który wypełniał jego głowę samotnością. Nie zdawał sobie sprawy, że w realnym świecie leżał w łóżku a Cassandra znowu trzymała go na ręce widząc, że miał atak paniki. Jej łzy spływały po jej policzkach.

    Kiedy w koszmarze Flynn nie miał już sił wstał i postanowił porozmawiać z ostatnią osoba, która została i nigdzie się nie wybierał bo to był jego dom. Podszedł do drzwi laboratorium Jenkinsa i przyłożył ucho do drzwi i usłyszał hałas, który świadczył, że mężczyzna był w środku. Pukał do drzwi wiele razy, nacisnął na klamkę prawą dłonią ale były zamknięte.

    Czekał aż Jenkins go wpuści albo wyjdzie ale mijały godziny a Flynn co jakiś czas płakał i błagał o wpuszczenie. Siedział pod drzwiami przez godziny i wiedział, że opiekun Aneksu nie wychodził z laboratorium. Drzwi nagle się otworzyły i stanął w nich Jenkins z zimnym spojrzeniem i zirytowany.

    -Pan dalej tutaj? Skoro nie chcę otworzyć to znaczy, że nie chcę pana widzieć panie Carsen. Mam swoje badania. Skoro cała hałastra się wyniosła…

    Jenkins przesadnie gestykulował wyrażając swoje nieprzychylne zdanie na temat Bibliotekarzy i Strażniczki i tego, że przez lata naruszali jego prywatną strefę.

    -Mam wreszcie spokój. Mogę się skupić na swoich badaniach. I nikt mi się nie plącze.

    Jego wzrok stał się jeszcze bardziej surowy i ostry.

    -I mam nadzieję, że nie będzie mi pan przeszkadzał.

    -Ale…

    -Nie ma żadnego ale. Wolę swoją samotnię. Pan też jest typem samotnika. Nie będziemy sobie wchodzić w drogę.

    Flynn spojrzał na niego błagalnie.

    -Pomóż mi. Nie zostawiaj mnie.

    Jenkins spojrzał na Bibliotekarza z pogardą.

    -Panie Carsen proszę się nie wygłupiać. Wreszcie mamy tutaj spokój. I tego wymagam. Aby pan nie naruszał mojej przestrzeni. Nie siedział pod moimi drzwiami i pozwalał mi badać artefakty. A teraz żegnam panie Carsen.

    Flynn chciał coś jeszcze powiedzieć ale widząc zimne oblicze Jenkinsa wycofał się i poszedł do głównej sali. Lekki uśmiech Jenkinsa zniknął, jak i cała jego sympatia dla niego i reszty. Wrócił stary dobry Jenkins. Siedział sam przy stole w pobliżu księgi wycinków złamany. Był wyczerpany chociaż nie rozumiał dlaczego. Przez dziesięć lat był sam i nie potrzebował towarzystwa.

    Potem pojawili się pułkownik Eve Baird, Cassandra Cillian, Jacob Stone, Ezekiel Jones oraz Galahad\Jenkins. Widywał ich rzadko ale jak wracał do Biblioteki był szczęśliwy widząc ich wszystkich. Każdego z osobna ale i razem. to jak razem pracowali ale też jak się sprzeczali. Nawet tęsknił za surową i wściekłą Eve kiedy któreś z nich przesadziło, a najbardziej kiedy to on przesadził. Za Jenkinsem i jego komentarzami, który najpierw nie był zachwycony ich obecnością w Aneksie a potem myślał, że stali się sobie bliscy. Jak bardzo się mylił.

    -Nie został nikt… Wszyscy mnie zostawili

    Coraz bardziej Zakazana Księga Snów wypełniała jego umysł obrazami odchodzących przyjaciół, a każda półka i każdy cień biblioteki podkreśla jego bezsilność i samotność. Czasem miał wrażenie, że słyszał ich w oddali ich głosy,  czasem widział ich sylwetki. Ale nagle otoczenie zaczęło się zmieniać. Półki Biblioteki zniknęły.

    Wokół niego pojawił się salon o ciepłym, pomarańczowym kolorze ścian. Po lewej stronie stał duży ciemnobrązowy stół z czterema krzesłami a po prawej jasna, beżowa duża kanapa przed telewizorem. Na niej leżały pluszowe maskotki, dziecięce ubranka, butelki dla niemowląt. Po środku stała Eve głaszcząc się po swoim ledwo zaokrąglonym brzuszku. Flynn domyślał się, że spodziewała się dziecka.

    Nie była sama. Obejmował ją śmiejący się i radosny, wysoki, wysportowany mężczyzna. Całował jej szyję a ona szeptała mu coś na ucho. Wyglądali na zakochanych i szczęśliwych. Nagle spojrzała w stronę Flynna ale patrzyła przed siebie nie widząc go. Jej świat był pełen ciepła, śmiechu i bezpieczeństwa. Była szczęśliwa Ale nie z nim.

    -Nie…To nie może być prawda… Eve… ona… nie powinna tak…beze mnie…

    Wybiegł z jej domu nie wiedząc nawet jak się wydostał. Biegł przed siebie chcąc uciec przed tym co widział. To co zobaczył złamało go. Kiedy się zatrzymał był w szoku. Znalazł się tym razem w ogromnej sali wykładowej. Przed tablicą na podwyższeniu stał ubrany w elegancki garnitur Jacob Stone. Prowadził wykład a wszyscy go słuchali z uwielbieniem. Na biurku leżały publikacje podpisane profesor Jacob Stone.

    Jake stał się odnoszącym sukcesy, pewnym siebie, podziwianym przez studentów profesorem. Stone patrzył na Flynna tylko przez kilka sekund jakby mówił: “Musisz sobie radzić sam”. Koszmar zmienił Stone’a w symbol niezależności i dystansu. Flynn czuł pustkę i samotność. Flynn spojrzał na niego smutno.

    -Stone myślałem, że będziesz zawsze u mojego boku. Będziesz walczyć jako Bibliotekarz. Że łączy nas poszukiwanie wiedzy…

    Wyszedł z sali i szedł przed siebie szybko a jego otoczenie znowu magicznie się zmieniało. Nie szedł już korytarzami uniwersytetu ale korytarzem jednego z największych muzeów na świecie czyli Luwru. Sam nie wiedział dlaczego się tam znalazł. Spacerował między eksponatami. Była noc i ciemno. Musiał uważać na strażników.

    Nagle zobaczył Mona Lisę a przy niej kręcącą się znajomą postać ubraną na czarno. Nie musiał podchodzić bliżej, aby wiedzieć kto to. Patrzył jak Ezekiel Jones przy pomocy swojego telefonu wyłączał zabezpieczenia. Był wolny, uśmiechnięty, ekscytujący się ryzykiem i przygodą. Był w swoim żywiole. Wyglądał na szczęśliwszego trzymając Mona Lisę, niż będąc w Bibliotece.

    -Kolejne arcydzieło do kolekcji. To łatwiejsze i lepsze niż uganianie się za magią.

    Słowa złodzieja były jak sztylet w serce Flynna. Ezekiel czerpał przyjemność z działań przestępczych. Flynn myślał, że może się zmienić, ale musiał przyznać, że się mylił. Patrzył na dumnego z siebie Ezekiela.

    -On żyje i nie potrzebuje Biblioteki ani mnie.

    Flynn wiedział, że Ezekiel go nie posłucha więc opuścił Luwr i wrócił do Biblioteki. Siedzi w sali głównej przez następne trzy dni obserwując korytarz do pracowni Jenkinsa ale ten nie wyszedł. Zapukał do drzwi Jenkinsa.

    -Jestem zajęty panie Carsen i będę zajęty przez następne stulecia.

    Flynn musiał się wycofać. Co z tego, że Jenkins nie opuścił Biblioteki skoro Flynn nie mógł na niego liczyć na pomoc fizyczną czy emocjonalną. Między nimi wszystkie relacje zostały zerwane. Opiekun Aneksu zamknął się w świecie swoich badań i nic innego go nie obchodziło. Miał dosyć marudzenia bibliotekarza i wystawił tabliczkę, aby nie pukać.

    Flynn snuł się po Bibliotece. Udał się do sali z największymi artefaktami, tam gdzie stała między innym Arka Noego. Zobaczył balkon z którego skoczyła Cassandra. Spojrzał w górę i miał wrażenie, że widzi ją na tym balkonie tak, jak wyglądała w dniu kiedy odebrała sobie życie. Po chwili przypomniał ją sobie w sali szpitalnej w koszuli, w łóżku po operacji bladą ale wtedy szczęśliwą, że miała przed sobą przyszłość.

    Nawrót choroby pokrzyżowały jej plany. Słyszał jej głośny rechot, który dobrze znał. Spojrzał jeszcze raz na balkon i postać znikała. Ruszył biegiem chcąc z nią porozmawiać, przeprosić ale nigdzie nikogo. Echo jej głosu i śmiechu milkną zostawiając Flynna samego w pustce. Był to moment kiedy jego poczucie straty u winy osiągnęły punkt krytyczny. Stał pośrodku głównej sali z artefaktami zupełnie sam. Ci, których kochał żyli swoim życiem, odnosili sukcesy, szczęśliwi i niezależni. Wszyscy oprócz Cassandry, która znalazła ukojenie w śmierci.

    Każdy jego krok w koszmarze prowadził do pustki i izolacji. Biblioteka wirowała wokół niego a światła pulsowały coraz mocniej wywołując ból głowy. Koszmar podkreślał jego samotność, bezsilność i poczucie zbędnym nie wiedząc, że Eve próbowała się do niego przedrzeć. Jego głos się łamał.

    -Wszyscy… Wszyscy żyją… i nikt mnie nie potrzebuje… Nie wiedziałem, jak bardzo przywiązałem się do nich.

    W realnym świecie Flynn uwięziony w swojej głowie leżał nieruchomo na łóżku, a Zakazana Księga Snów pulsowała jasnym światłem. Obrazy jego koszmaru wirowały w powietrzu. Eve szczęśliwa z nowym chłopakiem, Stone odnoszący sukcesy na uczelni, Ezekiel kradnący Mona Lisę, Jenkins zamknięty w laboratorium a Cassandra martwa.

    Jones patrzył na wizje i nagle roześmiał się głośno. Plan kradzieży Mona Lisy spodobał mu się. To byłoby ogromnym wyzwaniem. Wiedział, że gdyby dobrze się przygotował byłby w stanie ukraść ten obraz. W jego oczach pojawiły się iskierki ekscytacji.

    -To całkiem ciekawy pomysł aby ukraść Monę Lisę dla sportu.

    Roześmiał się półszeptem.

    -Hah… przyznam się, że to całkiem fajny plan…

    Reszta Bibliotekarzy i Jenkins odwrócili się do niego z gniewnymi spojrzeniami. Patrzyli na niego surowo, jakby mówili “Nie teraz Ezekiel.”. Jake zimno odezwał się do niego.

    -To nie jest moment na żarty. Flynn naprawdę przeżywa każda z tych wizji.

    Jenkins kiwnął głową. Był jak zawsze poważny.

    -Każdy obraz, który widzimy jest dla niego realny, jakby naprawdę wydarzyło . Widzicie, jak bardzo jest do nas przywiązany?

    Cassandra patrzyła na wszystkich z mieszanką smutku i determinacji siadając na brzegu łóżka Flynna i łapiąc go za dłoń.

    -Tak.. Flynn naprawdę się przywiązał. Każda jego strata w tym koszmarze bo bolała jak w rzeczywistości.

    Ezekiel przestał się śmiać. Jego uśmiech zniknął, a spojrzenie stało się poważne.

    -Cholera… Nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo on… On przywiązał się do nas wszystkich.

    Wiedzieli, że Flynn doświadczał ogromnej samotności i bezsilności nawet jeśli czuwali przy nim wszyscy. Nie mogli się przebić do jego głowy bo magia była bardzo silna. Jenkins badający różne artefakty, wiedział, że tylko Carsen mógł złamać klątwę ale obawiał się, że Zakazana Księga Snów go pochłonie, bo miał wiele koszmarów nawet jeśli dotyczyły jednego tematu. 

środa, 4 lutego 2026

Koszmar Flynna Carsena część 2



    

    Sala Biblioteki była pogrążona w półmroku, jakby sama instytucja próbowała nie budzić tego, co się działo. Eve weszła jako pierwsza do sali, zaniepokojona. Flynn nie wrócił z czytelni przez cały dzień, co ją nie dziwiło. Za nią szli Cassandra, Ezekiel, Jake i Jenkins zaciekawieni co wciągnęło tym razem Carsena. Kiedy skręcili za ostatnia półkę zamarli.

    Na kamiennej posadzce leżał nieruchomy Flynn z twarzą mokrą od łez w śnie. Obok niego leżała otwarta księga w czarnej skórzanej okładce pokrytej nieznanym symbolem, który blado pulsował. Przerażona Eve rzuciła się w stronę ukochanego Bibliotekarza i w sekundę była przy nim.

    -Flynn. Flynn, obudź się. Słyszysz? Flynn?

    Nic. Jego ciało oddychało, ale głęboko, nienaturalnie, jakby był w innej rzeczywistości. Eve trzęsła go za ramię błagalnie, bez cienia dumy.

    -Proszę…nie rób mi tego…nie znikaj teraz..
    

    Cassandra podeszła do księgi chcąc zobaczyć co czytał Carsen bo może tam kryła się tajemnica jego stanu. Zwykle ciekawa nagle stała się przerażona. Z jej twarzy zniknął kolor. Szepnęłas.

    -O nie… nie, nie,nie…

    Jake podbiegł do niej.

    -Co to jest?

       Cassandra nie patrzyła na niego. Nie mogła oderwać oczu od księgi.

       -Zakazana Księga Snów. Jenkins nam mówił kiedyś o niej… w tym starym katalogu… To artefakt zbudowany z koszmarów. Ona się nimi karmi.

       Ezekiel spróbował żartem rozładować napięcie ale głos mu się łamał ze strachu.

       -Ale przecież to tylko sny prawda? Co one mogą zrobić?

       Cassandra potrząsnęła głową szybko i ostro.

       -To nie są zwykłe sny. One pokazują największe lęki tych, którzy jej dotknął i zamyka ich w środku tak długo aż wyniszcza. Wyniszcza własnymi lękami uwięzionego.

      Wiedziała, że Flynn jest uwięziony w swoim najgorszym koszmarze i to się tam działo brał za realny świat. Tego, czego nie wiedziała to, że w koszmarze Flynn został porzucony przez Eve a reszta uważała, że bez niemu wszystkim lepiej bez niego.

    -A jak długo Flynn może tam być?

    Cassandra wydała krótki, bezdźwięczny śmiech prawie historyczny.

    -Może spać przez kilka godzin czy minut ale tam czas płynie inaczej. Jego umysł mógł spędzić tam godziny… albo miesiące.

    Eve zacisnęła zęby, przyciągając Flynna do siebie. Jej głos był twardy ale wiedzieli, że w środku panikowała.

    -Musimy go stamtąd wyciągać. Natychmiast.

    Jenkins zwykle opanowany patrzył na księgę z autentycznym strachem takim, jakiego nigdy nie widzieli.

    -To nie jest takie proste. Jeśli obudzimy go na siłę umysł może…

    Zawahał się.

    -Może nie wrócić.

    Eve zamarła. W jej oczach tlił się strach w najczystszej postaci.

    Cassandra zamknęła księgę ostrożnie, jakby dotykała tykającej bomby.

    -Księga wypuszcza tylko wtedy, kiedy jego umysł sam pokona koszmar. Ale jeśli koszmar stanie się zbyt silny.. księga zatrzyma go na zawsze.

    Eve patrzyła na Flynna z miłością jak zawsze gdy mieli nieliczne chwile dla siebie.

    -Nie pozwolę mu tam być samemu. Nikt nie walczy z własnymi demonami samotnie.

    Ezekiel i Jake zamarli, wiedząc, co to oznacza. Stone spojrzał na Baird.

    -Eve … Wejście do magicznego koszmaru to nie żart. Jeśli wejdziesz, księga zamknie też ciebie.

    -To mnie nie obchodzi.

    Jenkins spojrzał na Baird.

    -Jeśli ty wpadniesz w pułapkę księgi, stracimy was oboje. Jeśli pan Carsen przegra i podda się i księga go zatrzyma stracimy was oboje.

    Eve nie spuszczała wzroku z Flynna, gładząc jego policzek a po chwili rzuciła zdanie, które nie pozostawiło wątpliwości co do jej zamiarów.

` -Nie stracicie go. Bo ja znajdę go, nawet w piekle. Od tego jest Strażniczka prawda?

    Cassandra wciągnęła powietrze nie z paniki, ale z decyzji.

    -To musi być ktoś, kogo kocha. Komu naprawdę ufa. Kto przypomni mu, że ma dla kogo żyć.

    Jake bardzo powoli kiwa głową.

    -To jesteś ty Eve. … i tylko ty.

    Ezekiel patrzył z powagą.

    -A jeśli zobaczy cię w koszmarze i może nie wiedzieć, że jesteś prawdziwa i może cię tam nienawidzić?

    Eve zacisnęła szczękę i miała łzy w oczach ale żadnego strachu w głosie,

    -To nieważne. Będę walczyć o niego nawet wtedy, kiedy on nie będzie walczył o mnie.

    Jenkins podszedł do Cassandry i ustawił dłoń nad księgą i zaczął szeptać zaklęcia. Symbol zaświecił się, rysując portal do koszmaru Flynna Carsena. Jenkins spojrzał na Eve.

    -Pani pułkownik kiedy pani tam wejdzie proszę pamiętać, że jego koszmar będzie próbował udowodnić, że jest pani mu obojętna. Będzie próbował panią wyeliminować bo wykryje, że jest pani zagrożeniem wobec jego planów. Proszę nie wierzyć w nic, co powie. I co gorsza w nic co pani poczuje. To nie jego słowa będą. Wszystko może być pułapką. Proszę pamiętać o tym, że liczy się to co pani czuje tutaj i proszę zdać się na instynkt Strażniczki.

    Eve wzięła głęboki, drżący oddech. Spojrzała ostatni raz na Flynna, złamanego, śpiącego i samotnego nie wiedząc że wchodzi w świat gdzie złamała mu serce.

    -Flynn. Przysięgam, że wrócimy razem.

    Wskoczyła po chwili do portalu, który przeniósł ją do najgorszego koszmaru Flynna Carsena nie wiedząc co tam spotka. Mężczyzna dalej leżał na kamiennej podłodze głównej sali Biblioteki, otoczony przez księgi, artefakty i przyjaciół, którzy nie wiedzą, co robić. Cassandra, Jake, Ezekiel i Jenkins patrzyli na Flynna, martwiąc się, że zostawienie go na tej posadzce może mu jeszcze bardziej go osłabić. Jake odezwał się pierwszy.

    -Nie możemy go tak zostawić Jeśli się przebudzi w połowie koszmaru nie wiadomo co się stanie.

    Cassandra przytaknęła.

    -Trzeba go przenieść. Jego ciało potrzebuje bezpieczeństwa, nawet jeśli umysł jest daleko.

    Stone i Jones podnieśli Flynna z delikatnością, podpierając go między sobą. Jego ciało było ciężkie i wiotkie, jakby ktoś albo coś wyjęło z niego całą siłę życiową. Ezekiel wskazał na księgę trzymaną przez Cassandrę.

    -A co z tym? Czy możemy w ogóle zajrzeć co się dzieje w jego głowie? Żeby wiedzieć czy Eve daje radę.

    Jenkins, który stał trochę z boku, patrząc na księgę. Jego spojrzenie było poważne.

    -Można. Trwający koszmar można "czytać" w Zakazanej Księdze Snów. Ale ostrzegam to nic przyjemnego. Księga pokazuje wszystko, co umysł przeżywała, a wszystko przeżywa najbardziej intensywni, w najgorszym wydaniu i nigdy nie wiadomo, czy koszmar nie spróbuje przestraszyć obserwatorów.

    Doszli do pokoju Flynna. Ezekiel oraz Jake położyli go na łóżku. Jenkins przyciągnął stolik nocny i przyniósł drewnianą, rzeźbioną dawną podstawkę pod książkę. Cassandra zaciskała ręce na krawędzi księgi Jej oczy błyszczały od napięcia i strachu.

    -Nie możemy pozwolić aby utonął. Eve walczy, a my musimy być tu gotowi na wszystko.

    Jake spojrzał na nią, kiedy odkładała księgę na podstawkę.

    -Gotowi do czego? Nie możemy wejść fizycznie bo to zbyt ryzykowne więc co możemy zrobić?

    Jenkins podszedł z pozostałymi do księgi aby czytać koszmar.

    -Obserwować. Rozumieć. A kiedy się pojawi moment, w którym jego umysł będzie potrzebował wskazówki, jeden z was będzie mógł spróbować podsunąć mu impuls, żeby Eve mogła go znaleźć i przywrócić świadomość.

    Zapadła cisza. Wszystko co słyszeli, to pulsujące światło księgi i powolne, głębokie oddechy Flynna. Każdy z Bibliotekarzy i Opiekun Aneksu zdawali sobie sprawę, że Eve nie miała dużo czasu, bo koszmar mógł go całkowicie pochłonąć, zanim zdąży dotrzeć.

    Eve trzymała się głównej alejki Biblioteki w koszmarze a jej dłonie drżały ale determinacja nie gasła od chwili kiedy wskoczyła do tego świata. Zamiast znaleźć Flynna wśród półek i artefaktów Biblioteka ciągle się przed nią zmieniała. Korytarze, które znała na pamięć skręcały w niemożliwe kierunki. Pułki przesuwały się same, układały się w nowe labirynty. Księgi leciały z półek, tworząc ściany. Eve szeptała.

    -Flynn?... Gdzie jesteś?

    Każdy zakręt prowadził ją z powrotem do miejsca, w którym zaczęła. Eve biegała, ale stopniowo zaczynała tracić orientację. Nie wiedziała, że księga w świecie realnym pulsowała jasnym światłem, tworząc kolejne iluzje korytarzy, których nie ma.

    -Nie… Nie mogę go znaleźć.

    W oddali słyszała echo własnego głosu, jakby Biblioteka odbijała jej słowa tysiące razy. Każdy dźwięk stawał się zniekształcony, każdy cień wyglądał jak Flynn. Eve szeptała do siebie szlochając.

    -Muszę go znaleźć… muszę.

    Księga pulsowała coraz bardziej ku przerażeniu przyjaciół w świecie realnym a świat wokół Eve zaczynał się deformować. Pułki wydłużały się w nieskończoność, schody prowadziły do nikąd, drzwi pojawiały się i znikały w ułamkach sekundy.

    -Flynn nie zostawiaj mnie.

    Nie było żadnej odpowiedzi. Koszmar dział się w jego głowie ale zaczął mieć wpływ nie tylko na niego ale i na nią. Przesuwa całą Bibliotekę aby utrudnić jej drogę, jakby koszmar wiedział, że ona jest dla niego zagrożeniem. Jakby wiedział, że ona może uratować Flynna i wyrwać z jego szponów. Eve mówiła do siebie z desperacją.

    -To nie jest prawdziwe… To nie jest prawdziwe…

    Każdy zakręt przynosił nowe złudzenia: Widziała Flynna stojącego w świetle, ale gdy biegła do niego znikał, a w jego miejscu stał ktoś inny, uśmiechnięty, twierdzący że Biblioteka jest szczęśliwa bez niej, bez Flynna. Korytarze prowadziły ją w koło. Biblioteka żyła bardziej akywnie, niż w realnym świecie, była bardziej złośliwa. W końcu Eve przysiadła na chwilę, ciężko oddychając.

    -Flynn?... Słyszysz mnie? Muszę cię znaleźć. Muszę ci przypomnieć kim jesteś.

    Ezekiel, Jake, Cassandra i Jenkisn widzieli jak księga migotała mocniej, a Eve dostrzegła cień Flynna w końcu nierealnego korytarza. Był daleko, wykrzywiony przez koszmar, ale obecny.

    -Tam jesteś. Już cię nie stracę.

    Poderwała się i ruszyła za nim biegiem ale to nie był prawdziwy Flynn Carsen. Ten nadal znajdował się w świecie stworzonym przez Zakazaną Księgę Snów. Siedział załamany w głównej sali na schodach po kolejnej misji. Biblioteka była teraz dziwnie spokojna, niemal sterylna, ale pozbawiona życia, które kiedyś znał.

    Eve odeszła miesiąc wcześniej a on nadal nie potrafił się pogodzić z jej odejściem. Ciągle widywał ją przy drzwiach do labiryntu, iluzji i jak znikała w świetle. Widział sylwetkę oddalającą się coraz bardziej. Nie było słów ani spojrzeń, które mogłyby go uspokoić. Biegł za nią za każdym razem.

    -Eve! Poczekaj! Nie zostawiaj mnie!

    Znikała za każdym razem, a on myślał, że to jego mózg podrzucił mu obraz utraconej ukochanej. Koszmar zaczął pulsować a świat na nagle stał się zimny i pusty. Z korytarza wyłonił się Ezekiel Jones z uśmiechem, którego Flynn nigdy nie widział. Nie był już Bibliotekarzem ani sprzymierzeńcem. Wyglądał jak złodziej z dawnych dni, z błyskiem swobody i lekkości w oczach.

    -No cóż Flynn… Chyba czas odejść. Ta cała sprawa z biblioteką, Eve, misjami…

    Ezekiel zawahał się na chwilę.

    -Nudzi mnie to. Wolę znowu być tylko złodziejem.

    Flynn spojrzał na Ezekiela zamierając, drżąc, próbując zrozumieć.

    -Co ty mówisz? Nie możesz… Nie możesz po prostu odejść! Biblioteka cię wybrała.

    Ezekiel machnął ręką, jakby odsuwał niewygodny problem.

    -Mogę. I chcę. Bo w tej “idealnej drużynie” i świecie pełnym misji…Ja nigdy nie byłem naprawdę szczęśliwy. Zawsze czułem się jak w klatce.

    Flynn rozpaczliwie przemówił.

    -Ale razem mieliśmy to wszystko… Razem moglibyśmy uratować Bibliotekę, świat…

    Ezekiel uśmiechnął się zimno.

    -Nie Flynn. Teraz mogę robić to, co chcę. A ty? Ty zostajesz sam.

    Ezekiel zniknął w świetle podobnym do tego, w którym odeszła Eve. Flynn został w sali zupełnie sam. Cassandra i Jake wyruszyli na misję i odrzucili jego towarzystwo. powiedzieli, że sami sobie poradzą, że muszą nauczyć się pracować bez Strażniczki. Flynn został zupełnie sam w miejscu, które wyglądało jak Biblioteka ale było puste i obce.

    Ściany pulsowały światłem Zakazanej Księgi Snów.

    Książki ponownie zaczęły się unosić i tym razem zmieniając się w fragmenty wspomnień Flynna. Każda pokazywała kogoś odchodzącego, każda wskazywała, że wszyscy opuszczają go jeden po drugim: ojciec, jego pierwsza dziewczyna i pierwsza Strażniczka Nicole Noone, Emily Davenport, Simone Renoir, dwie jeszcze inne dziewczyny, jego matka Judson, Charlene a teraz Eve Baird i Ezekiel Jones. Flynn wyszeptał łamiącym się głosem.

    -Nie… Nie może być prawdziwe… Nikt nie odchodzi… Nie wszyscy…

    Echo odpowiedzi było zimne i obojętne. Każdy korytarz, każde skrzyżowanie prowadziło do kolejnego opuszczonego a w głowie miał chaos. Eve odeszła, Ezekiel odszedł a reszta Bibliotekarzy i Jenkins unikali go i patrzyli na niego jakby był zbędny.

    Koszmar zmieniał się dynamicznie, dopasowując się do jego najgorszych lęków w tym samotności, poczucia, że jest ciężarem i przekonaniem, że nawet ci, których kocha w końcu odchodzą. Flynn upadł na kolana pośrodku sali. Jego własny głos odbijał się w pustych korytarzach.

    -Dlaczego nikt nie zostaje? … Dlaczego?

    W głosie było słychać ogromny ból i cierpienie.

    Światło księgi pulsowało silniej, jakby odpowiadała.

    -Bo świat jest lepszy bez ciebie.

    Dla Flynna upłynęło kilka dni. Błądził po Bibliotece, która w jego koszmarze była zmieniona i bardziej skomplikowana niż zwykle. Każdy korytarz coraz bardziej pulsował niepokojem, każda półka tworzyła nowe labirynty. Zobaczył Cassandrę idącą w jego kierunku. Wyglądała na słabą, była blada, ledwo utrzymywała się na nogach. Jej twarz była inna.

    Jej śmiertelny guz w realnym świecie został usunięty operacyjnie i wróciła do zdrowia a w jego koszmarze przybierała śmiertelne kształty. Flynn płacząc podbiegł do nią.

    -Cassandra! Co się z tobą dzieje?!

    Cassandra uśmiechnęła się smutno powoli podchodząc do balustrady. Byli w jednym z wysokich balkonów w sali olbrzymich artefaktów. Opierała się o barierkę patrząc w dół a znajdowali się na wysokości dwunastego piętra. Przed nią nią była otchłań. Szeptała.

    -Flynn… Nie mogę dłużej…

    -Nie! To nieprawda! Nie możesz tak mówić! To niemożliwe! Jesteś po operacji… Wszystko jest dobrze.

    Cassandra odwróciła się, a w jej oczach było widać spokój i rezygnację, który dla Flynna był całkowicie niepojęty.

    -Chyba nie usunęli całości i on wrócił. Odebrałam właśnie wyniki. Nie mogę już walczyć. Nie mogę patrzeć, jak ty, Jenkins i Jake, jak wszyscy cierpicie przeze mnie.

    Flynn chwycił ją za ręce drżąc

    -Nie pozwolę ci odejść. Przysięgam. Nie pozwolę. Nie zostawiaj mnie..

    Cassandra uśmiechnęła się delikatnie, prawie matczyno i odsunęła jego ręce.

    Flynn… Musisz to zrozumieć. Nie chodzi o ciebie. Chodzi o mnie. Moje cierpienie… Nie mogę być ciężarem dla świata.

    Flynn krzyknął niemal rozdzierając Bibliotekę swoim głosem.

    -Masz przed sobą długie życie pełne przygód. To nie jest prawda! To nie jest prawdziwe!

    Dla niego to było prawdziwe. Nie miał jeszcze świadomości, że to jego koszmar. Każdy szczegół, bladość jej skóry, drżenie rąk, cichy szept działało jak strzał w serce. Cassandra powróciła do balustrady. Ponownie spojrzała w dół.

    -Przepraszam Flynn… Muszę odejść sama. Mówiłam, że sama zdecyduje kiedy odejść.

    Flynn rzucił się w jej stronę, ale przeskoczyła balustradę i leciała w dół krzycząc.

    -Kocham cię Flynn jak ojca, Nie zapomnij.

    Usłyszał huk upadającego ciała i pękających kości. Upadł na kolana, łapiąc powietrze jak rybka wyciągnięta z wody. Szeptał zrozpaczony.

    -Nie… nie… Cassandra!

    Biblioteka drżała, pułki się poruszały się same, echo jej krzyków odbijały się w korytarzach. Flynn stracił kolejną osobę ale tym razem i świat stracił wielką Bibliotekarkę. Nie miał odwagi spojrzeć przez barierkę na jej ciało.

    -To moja wina. Gdyby nie oddawała resztki mocy Cala aby mnie ratować to by żyła. Wyleczyłaby swojego guza i miałaby przyszłość.

    Płakał rozpaczliwie.

    -To moja wina, moja wina… moja wina.