poniedziałek, 26 stycznia 2026

Koszmar Flynna Carsena rozdział 1

 Jest to fanfik oparty na serialu Bibliotekarze i na trylogii filmów z serii Bibliotekarz.  Opowiadanie powstało przy ogromnej pomocy czatu GPT. Opowiada o magicznym świecie i tajnej organizacji zwanej Biblioteką, która chroni świat przed magią i gromadzi artefakty magiczne. Jest czwórka Bibliotekarzy na czele z Flynnem Carsenem, a jego tyłek chroni Strażniczka Eve Baird. Eve i Flynna łączy uczucie. Jest też opiekun i nieśmiertelny Jenkins. Tym razem Flynn Carsen będzie musiał zmierzyć się ze swoimi lękami, które ukrywał w sobie głęboko.

Koszmar Flynna Carsena


   Flynn Carsen szedł korytarzem magicznej Biblioteki, który wydawał się zn¾inny. Światło świec migotało a cienie rzucały figury, które wyglądały jak jego własne lęki. Każda półka była wyższa niż poprzednia, a księgi szeptały jego imię, niby chciały coś powiedzieć, a zarazem przestraszyć.

    -Cóż Flynn, po raz kolejny gubisz się w Bibliotece...- mruknął sam do siebie, śmiejąc się nerwowo. Mógłby pracować w Bibliotece ponad trzynaście lat a i tak by  nie znał wszystkich jej zakamarków. Korytarze nie były takie jak pamiętał. Za każdym rogiem pojawiały się nowe, które znikąd nie prowadziły wyjścia. Artefakty lewitowały, patrzyły na niego i przesuwały się w dziwny, nieprzewidywalny sposób, zmieniając kształt pomieszczeń i korytarzy.

    Flynn podniósł ręce próbując chwycić jedną z książek, która nagle wystrzeliła z półki i wpadła w ręce. otwierając się na stronie przedstawiającej jego własne wspomnienia ale zniekształcone i przerażające. Słyszał głosy swoich przyjaciół ale ich słowa mieszały się w chaosie.

    -Flynn... pomożesz... jesteśmy... zgubieni...

    Nagle poczuł zimny powiew i zobaczył cień, który przypominał jego ukochaną Strażniczkę Eve. Stała tam nieruchoma a jej oczy były pełne strachu i błagania.

    -Flynn... Nie możesz mnie tu zostawić...

    Flynn poczuł jak jego serce bije mu szybko a chaos w głowie narastał. Każde jego myślenie prowadziło do kolejnej pułapki a on nie wiedział, że to wszystko nie jest prawdziwe. Każdy krok, który stawiał zdawał się prowadzić go w głębiej w labirynt snów, gdzie granica między rzeczywistością a koszmarem zniknęła, a jego własne lęki zaczynały się mieszać z rzeczywistością, którą znał.

    Przebiegał przerażony przez kolejne sale Biblioteki, które wydawały się rosnąć w nieskończoność. Półki zaczęły zmieniać swoje położenie, książki przesuwały się same a niektóre z nich otwierały się, wyrzucając w powietrze wirujące strony, które próbowały go przygnieść.

    -Ok, spokojnie Flynn.. To tylko książki, tylko logika. Biblioteka wariuje - mruknął do siebie aby się uspokoić i starając się wziąć głęboki wdech ale nawet powietrze pachniało dziwnie, jakby pamiętało wszystkich czytelników, którzy kiedykolwiek weszli do Biblioteki. Każdy krok wywoływał echo własnych myśli, mieszając je w chaotyczną kakofonię.

    Artefakty zaczęły reagować na jego ruchy: świecące pióra rzucały błyskawice światła, globusy kręciły się tak szybko, że zdawały się tworzyć miniaturowe tornada, a mamy wirujące w powietrzu układały się w nowe, niemożliwe krajobrazy. Flynn próbował spisać notatki w powietrzu, ale atrament natychmiast rozpływał się w mgłę pozostawiając tylko poczucie frustracji.

    Każdy element Biblioteki wydawał się mieć własną wolę. Flynn skakał od jednej zagadki do drugiej próbując zrozumieć dlaczego wszystko oszalało. Próbował odnaleźć ścieżkę wyjścia ale korytarze ciągle zmieniały konfigurację. Każdy raz, kiedy myślał, że znalazł kierunek sala obracała się lub przesuwała, jakby Bibliotekarz sam był tylko pionkiem w grze, której zasady poznawał dopiero w biegu.

    Jego serce biło szybciej, adrenalina pulsowała w żyłach, a umysł kipiał od możliwości i pomysłów. Każdy ruch wymagał natychmiastowej decyzji i każda otwierała nowe, zaskakujące pułapki. Flynn czuł, że jego zdolności do przewidywania rzeczywistości zostają testowane do granic możliwości a on nadal nie wiedział, że to wszystko nie jest prawdziwe.

    Czuł się coraz bardziej zmęczony, zdezorientowany i zirytowany co do niego nie pasowało. Kochał zagadki i tajemnice i wciągał się coraz bardziej i wsiąkał w misje. Tajemnice i brak odpowiedzi były jego paliwem napędowym. Śmiał się wtedy i miał energię aby rozwiązywać zagadki. nie tym razem. Czuł się zmęczony i nie mógł się skupić a przytłaczał go smutek i pustka oraz rozpacz, której nie rozumiał. Jakby to nie był on.

    Wbiegł do głównej sali Biblioteki i poczuł nagle dobrze znane swoje podekscytowanie. Eve stała przy stole i pakowała swoje rzeczy ale jej ręce trzęsły. Nie wyglądała na spokojną i zimną. Wyglądała jak ktoś, kto płakał długo zanim on tu przyszedł.

    -Eve? Heeej.. Co się dzieje kochanie.

    Flynn był zaniepokojony a Eve przełknęła ślinę nie podnosząc wzroku.

    -Odchodzę.

    W jej słowach było zmęczenie ale nie złość a Flynn stał przed nią szukając w jej tonie żartu, racjonalizacji, czegokolwiek co by wyjaśniało słowa blondwłosej kobiety.

    -Dobrze rozumiem? Przerwa? Wakacje? Odpoczynek? Wcale się nie dziwię. Masz dużo na głowie z czterema bibliotekarzami i Jenkinsem. To świetny pomysł, naprawdę. Ja też właściwie...

    Eve ściszonym głosem przerwała podekscytowanemu kochankowi

    -Odchodzę.. na zawsze.

    Flynn zamarł i poczuł jakby coś w nim pękło. Śmiech umarł w nim natychmiast.

    -Ale dlaczego? Jeśli coś zrobiłem to przepraszam. To ostatnia misja w Peru? W Egipcie? Mogłem cię wysłuchać , wiem. Powinienem być mniej Flynnem ale...

    Eve uniosła wzrok. Miała oczy pełne łez a jej głos był wyraźny.

    -Flynn.. Ja nie mogę na to patrzeć.

    Zaskoczony mężczyzna spojrzał na nią.

    -Na co?

    Flynn czuł się tak jakby ktoś go uderzył. Nie rozumiał tego co słyszał. Eve wykonała krok w stronę Bibliotekarza. Chwyciła go czule za rękę a w jej oczach pojawiły się łzy.

    -Kocham cię ale ta miłość mnie niszczy.

    Flynn jeszcze bardziej zamarł. Słowo kocham cię, które powinno być pocieszeniem stało się nożem.

    -Ty zawsze wybierzesz Bibliotekę. Zawsze. A ja.. Ja już nie mam sił udawać, że to mnie nie boli.

    Flynn pokręcił głową

    -Nie. To nieprawda. Ty jesteś dla mnie...

    -Najważniejsza? Gdybyś miał mnie uratować albo zdobyć artefakt, wybrałbyś artefakt. Bo w twojej głowie to jest ratowanie świata. Ale ja mam tylko jedno życie.

    Flynn wyrwał jej rękę i cofnął się jakby oberwał ciosem. Przecież wybrałby ją. Wybierał ją. Bez niej jego życie nie miało sensu. Strażniczka miała umrzeć za Bibliotekarza ale on nie miał zamiaru na to pozwolić.

    -Magia nigdy się nie skończy. Zawsze będzie kolejna misja, kolejny wróg, kolejna apokalipsa. Nigdy nie przestaniesz walczyć. A ja... Ja chciałabym kiedyś przestać. Chciałabym domu. Rodziny. Bezpieczeństwa...

    Głos jej drżał nadal.

    -I nie będę tego miała z tobą. Nigdy

    Flynn patrzył na nią z desperacją.

    -Ale możemy. Mogę się zmienić, mogę przestać ryzykować. Mogę...

    Eve pokręciła głową.

    -Flynn oboje wiemy jak to będzie... Próbowałbyś. A po miesiącu znowu rzuciłbyś się w przepaść. Bo taki jesteś. i dlatego cię pokochałam. Ale to też powód, dla którego muszę odejść.

    Łzy leciały po jego i po jej policzkach, Flynn złamany szeptem zwrócił się do ukochanej.

    -Eve, proszę. Nie zostawiaj mnie.

    Kobieta pokiwała głową wzdychając ciężko.

    -Nie zostawiam. Ja po prostu... wybieram siebie.

    Wyciąga dłoń jakby chciała go dotknąć ale nagle ją odsunęła, jakby robiła największy wysiłek w życiu. Jej ostatnie słowa brzmiały.

    -Kocham cię tak bardzo, że już nie umiem z tym żyć

    Odwróciła się i odeszła. Biblioteka zgasła. Wszystkie książki się uciszyły, jakby Biblioteka zgadzała się z jej słowami i decyzją. Flynn upadł na podłogę, jak dziecko. nie krzyczał. Nie walczył. Zakrywał tylko twarz dłońmi i powtarzał w pustkę i ciszę.

    -Wybacz mi. Wybacz mi. Wróć.

    Jego głos krył ból i rozpacz. Minęły dwie godziny Flynn wciąż klęczał na podłodze, próbując złapać oddech. Biblioteka była nienaturalna cicha, jakby dźwięk wyciekł z powietrza. Drzwi otworzyły się nagle. Do sali weszli pozostali Bibliotekarze: Cassandra, Ezekiel I Jake.

    Zatrzymali się, gdy zobaczyli Flynna na ziemi. Jake nachylił się nad nim.

    -Co jest? Gdzie Eve?

    Flynn chciał odpowiedzieć, ale głos mu się łamał.

    - Ona... odeszła.

    Przez ułamek sekundy trwała absolutna cisza. Potem cała trójka patrzyła na Flynna a ich spojrzenia, które nie powinny boleć ale bolały. Cassandra wymieniła spojrzenie z Jake'iem jakby na coś czekała, na potwierdzenie czegoś, o czym już wcześniej mówiła. Pierwszy otwarcie odezwał się Ezekiel wzruszając ramionami.

    -No... Szczerze? Mnie to nie dziwi. Długo wytrzymała, jak na ciebie.

    Flynn spojrzał na złodzieja nie rozumiejąc.

    -Co... Co to ma być?

    Stone wziął głęboki wdech, jego ton był spokojny ale i chłodny.

    -Flynn. Eve jest tylko człowiekiem. A ty każesz każdemu żyć tak, jakby magia była ważniejsza od życia.

    Cassandra kiwała głową, nie złośliwie, ale z rezygnacją.

    -My wszyscy cię kochamy Flynn. Ale bycie blisko ciebie to... wyczerpujące. Człowiek zawsze czeka na kolejną katastrofę, kolejne ryzyko, kolejną obsesję

    Flynn poderwał się z ziemi, jakby nagle dostał zastrzyk tlenu.

    -Nieprawda! Ja nie chcę nikomu zrobić krzywdy, ja próbuję...

    Ezekiel mu przerwał.

    -Urwać się na kolejną misję, zanim ktokolwiek zdąży założyć buty. To, że masz ADHD i geniusz, nie zmienia faktu, że ludzie nie nadążają za tobą i w końcu odchodzą.

    Cassandra podeszła najbliżej, a jej głos był miękki, ale to właśnie zabijało najbardziej.

    -Eve nie odeszła od Biblioteki Flynn. Ona odeszła od ciebie.

    Flynn cofnął się, jakby padł strzał

    -Nie.. Nie.. ona mnie kocha. Ona powiedziała, że...

    Jake mu znowu przerwał.

    -Kochanie to nie znaczy potrafię żyć z tobą. Nie każdy chce poświęcić swoje zdrowie psychiczne, aby cię ratować.

    Ezekiel machnął ręką jak ktoś, kto już wszystko rozgryzł.

    -Tak szczerze? To było kwestią czasu. I pewnie dobrze dla wszystkich. Przynajmniej tym razem nikt nie zginął.

    Flynn krzyknął.

    -Przestańcie!!!

    Patrzyli na niego już bez emocji, jak na kogoś, kto utracił autorytet. Jake dodał jeszcze jedno zdanie po którym Flynn przestał oddychać.

    -Może Eve po prostu była ostatnią osobą, która w ciebie wierzyła.

    W panującej wokół ciszy słowa brzmiały jak wyrok. Cassandra odwróciła się, jakby nie chciała patrzeć mu w twarz.

    -Idziemy. Trzeba pracować dalej. Z nim... albo bez niego.

    Cała trójka wyszła z pomieszczenia. Drzwi zamykają się cicho, a jednak to brzmi jak pieczęć na wygnaniu. Flynn został sam. Tym razem nie płakał, był zbyt pusty nawet na łzy. Biblioteka jakby odpowiadając na jego uczucia przygasła tak, że został tylko mrok. Oddychał ciężko ale chce wierzyć, że to tylko kłótnia, że Eve wróci, że jutro wszystko będzie jak dawniej. Nagle Biblioteka zmienia się. Ściany rozjaśniają się, pułki przesuwają, księgi promienieją czystym światłem. Wyglądało to piękniej niż kiedykolwiek. Flynn mrużył oczy. Poowinno to go uspokoić a nie uspokoiło. Pojawia się magiczny hologram: tablica z projektami, misjami, nowymi odkryciami. Jake, Cassandra i Ezekiel pracowali razem przy stole uśmiechnięci, zrelaksowani, bez stresu, bez Flynna.

    -Halo? Czemu mnie nie widzicie?

    Cassandra stanęła w centrum sali, prezentując coś na mapie.

    -Od kiedy Flynn zniknął wszystko się poprawiło. Wszyscy jesteśmy bardziej skoncentrowani. Nikt nie ryzykuje ponad miarę.

    Ezekiel dodał śmiejąc się.

    -I nikt nie rzuca nas w portale bez planu A, B i C. Skarbów więcej, mniej ran i ja to biorę.

    Jake klepnął Ezekiela w plecy z uśmiechem pełnym dumy.

    -Naprawdę dobrze nam idzie. Tak jak...

    Zawiesił na chwilę głos.

    -Powinno być od początku.

    Flynn wciąż stał obok stołu, ale oni przechodzili przez niego jakby był powietrzem. Tylko jedna osoba patrzyła w jego kierunku- Jenkins ale nie było litości w jego spojrzeniu.

    -Ty nigdy nie byłeś niezbędny panie Carsen. Biblioteka cię tolerowała, a to nie to samo, co potrzebowała.

    Flynn drżał

    -To nieprawda. Zawsze mówiłeś, że...

    Jenkins przerwał mu srogim głosem.

    -To było, zanim twoja obecność zaczęła szkodzić tej instytucji. Prawdziwa równowaga wróciła dopiero, kiedy przestałeś być częścią równania.

    Za Jenkinsem otworzyły się drzwi i ktoś wszedł, nowa Bibliotekarka, młoda silna, pewna siebie. Wszystko to, czym Flynn nigdy nie był. Uśmiechnęła się do zespołu jak do rodziny, do której zawsze pasowała.

    -Przepraszam za spóźnienie. Mieliśmy z Eve trening bojowy i trochę przeciągnęliśmy.

    Flynn zamarł na widok wchodzącej Eve. Była promienna, szczęśliwa, włosy upięte jak kiedyś na początku, gdy jeszcze nie wiedziała, że życie może być ciężarem.

    Cassandra podbiegła, obejmując Eve jak siostrę

    -Jak było?

    -Zapomniałem, jak dobrze jest.. oddychać.

    Jake dodał z uśmiechem

    -Powinnaś była odejść od niego lata temu.

    Zrozpaczony Flynn podchodzi do Eve na centymetry.

    -Eve.. ty mnie kochasz. Nigdy nie byłaś szczęśliwa beze mnie. Nie możesz...

    Eve patrzyła mu prosto w oczy, choć nie widziała go naprawdę i wypowiada zdanie, które zniszczyło go od środka.

    -Kocham siebie bardziej, kiedy jego nie ma.

    Wszyscy bili brawa za udaną misję, za harmonię, za "dobry skład". Śmiech wypełnił salę. Biblioteka wyglądała jak świątynia sukcesu. Flynn stał na środku sali i nie pasował do niczego. nie do nich, nie do misji, nie do Eve, nie do Biblioteki. Jenkins stał obok niego i tym razem szeptem, ale bez cienia współczucia.

    -Biblioteka w końcu odnalazła dla siebie idealny świat dla siebie. Świat bez ciebie.

    Flynn rozbił się w sekundzie, przenicowany na emocjonalną stronę, której nikt nie powinien widzieć. Cicho zapytał Jenkinsa.

    -Więc po co ja istnieję?

    Jenkins patrzył na niego tak spokojnie, jakby odpowiadał na pytanie matematyczne.

    -Może.. Może nie powinieneś.

    Nagle wszyscy patrzyli w jego stronę. Wciąż go nie widzą ale intuicyjnie wszyscy odwrócili się w jego kierunku w jednej, zgodnej harmonijnej chwili jakby chcieli pokazać, że nie ma tutaj miejsca dla ciebie Flynn. Że świat bez ciebie jest piękniejszy. Flynn Carsen czuł ogromny ból w klatce piersiowej i jakby się rozpadał.