niedziela, 22 czerwca 2014

Bones rozdział III Żałoba, część II

-Nic nie będzie takie jak dawniej. Myślimy z Angelą o odejściu.
-Ona by tego nie chciała- krzyknął Seeley.- Też chciałem odejść, ale gdy wszedłem tutaj zdałem sobie sprawę, iż to był jej drugi dom, a my jej rodziną.
-Dla niej będziemy walczyć- odparła Saroyan. - Chodźcie do Angeli.
Poszli do artystki. Gdy weszli do niej kobieta płakała pracując nad rekonstrukcją. Mąż podszedł do niej i mocno ją przytulił. Wszystkim zaczęły ciec łzy. Agent wybiegł i opuścił Jeffersona. Pozostali po chwili wrócili do swoich zajęć. Przed dwunastą Booth zjawił się w gabinecie pani patolog. W pomieszczeniu panowała krępująca cisza. Nagle drzwi się otworzyły i pojawili się: dyrektor FBI Cullen, Lancy Sweets, starszy mężczyzna, dwóch mężczyzn ubranych na biało, oraz Zackary Addy. Po chwili odezwał się starszy mężczyzna.
-Jestem psychiatrą ze szpitala psychiatrycznego, doktor James Kitler. Chciałem zaręczyć, iż pan Addy może pracować w instytucji rządowej. Jest oddany prawu i wie, że nie wolno popełniać przestępstw i że trzeba łapać, tych którzy to robią. Jeśli chodzi o wykształcenie to ma doktorat z antropologii sądowej.
Camile miała poważną minę, a po chwili odezwała się surowym głosem.
-Dziękuję bardzo. Z agentem Boothem wezmę odpowiedzialność za doktora Addy'ego. Będzie pracował na stanowisku antropologa sądowego. Czego musi przestrzegać?
-Chodzić raz w tygodniu na terapię, bez państwa zgody nie może opuszczać laboratorium i Waszyngtonu. Raz w miesiącu będzie przechodził badania psychiatryczne. W razie najmniejszych problemów, lub podejrzeń powróci do szpitala.
-Mam jedną prośbę. Wolałabym, aby terapię prowadził psycholog FBI doktor Lancy Sweets. Będzie mógł ocenić jak wpływa na doktora Addy'ego praca. Do tego mamy do niego duże zaufanie.
-Jeśli dyrektor nie ma nic przeciwko, to mogę się zgodzić.
-Nie mam- odparł Cullen.
-W takim razie została ostatnia kwestia doktor Saroyan. Gdzie będzie mieszkał?
-Na razie u mnie, później prawdopodobnie u doktora Hodginesa, a potem coś mu znajdziemy. Mam na oku umeblowane mieszkanie.
Wszyscy podpisali odpowiednie dokumenty i antropolog został w instytucie. Camile poszła do magazynu i przyniosła wszystkie stare rzeczy Zacka i jego fartuch. Mężczyzna uśmiechnął się i odezwał się ze strachem w głosie.
-Dziękuję doktor Saroyan. Idę zająć się kośćmi.
-Witaj spowrotem Zack- odezwała się Cam ciepłym głosem. -Wszyscy się ucieszą jak dowiedzą się, że wróciłeś. Zajmiesz gabinet doktor Brennan.
-Nie mogę.
-Musisz. Przejmiesz też jej doktorantów i asystentów.
-Ale nie muszę nic zmieniać?
-Nie musisz.
-To zawsze będzie gabinet doktor Brennan.
Seeley cały czas przyglądał się im. Podszedł i uścisnął Addy'ego mówiąc.
-Cieszę się, że to zajmiesz miejsce Bones... Znasz jej metody i bardzo była do ciebie przywiązana..
-Skrzywdziłem mentorkę i tego żałuję najbardziej.]
-Już dobrze Zack. Ucieszyłaby się na twój widok. Idź już przywitać się z pozostałymi. Nie zapomnij o Angeli. Inaczej będzie awantura.
-Dziękuję agencie Booth.
Antropolog wyszedł, Seeley stał smutny i spoglądał w dal. Cam wiedziała, iż nie chce współczucia, więc już dawno ostrzegła podwładnych. A w szczególności pewną artystkę. Wreszcie oni mogli być szczęśliwi. Wszyscy cierpieli po stracie przyjaciółki, ale on stracił ukochaną. Podeszła do niego, na jej twarzy malowało się przygnębienie. Nagle odezwał się.
-Nie chcę tu być. Wszystko ją tutaj przypomina. Ale nie mam wyjścia. Zginęła prze ze mnie. Nienawidzę się za to Cam.
-To nie twoja wina.
-Brakuje mi jej. Cholera
Walną pięścią w biurko
-Booth.
-Wiem, muszę być silny. Chciałaby, abyśmy trzymali się razem... Tamten dzień zmienił nasze życie. Odebrał drogą osobę.  Lepiej byłoby, abym to ja wtedy zginął.
-Nie myśl tak. Ty masz syna i jesteś mężczyzną. Ona by długo nie przeżyła bez ciebie. Ty musisz żyć dla niej i Parkera.
Gdy oni rozmawiali Addy wszedł do gabinetu artystki.
Tam siedzieli wszyscy pracownicy laboratorium i rozmawiali snując domysły na temat nowego współpracownika. Obserwował ich. Pierwsza mężczyznę zauważyła Angela. Uścisnęła go uśmiechając się. Gdy spojrzała mu w oczy powiedziała.
-Witaj Zack. Miło ciebie tutaj widzieć. Wracasz do nas?
-Tak. Ale nie wiem czy dam radę.
-Pomożemy ci.
Kobieta puściła go. Asystenci Brennan podejrzewali, iż Jack się wścieknie, widząc takie zachowanie żony. A on poklepał antropologa i odezwał się.
-Cisze się, że cię widzę. Sporo się zmieniło u nas. Ale Cam nadal jest cięta na eksperymenty. Gdzie będziesz mieszkał?
-Nie wiem. Mógłbym wrócić nad garaż?
-Nie. Już tam nie mieszkam. Z Angelą mamy nowy dom. Znajdzie się tam pokój dla ciebie. Powiem ci ciekawostkę, było to miejsce zbrodni. Badaliśmy je. W pewnym momencie postanowiliśmy je kupić. Mam nadzieje, że ci to nie przeszkadza.
-Nie. Czadowo
-Jak się trzymasz?
-Żałuję tego co zrobiłem. Zawiodłem doktor Brennan. To musiało ją dotknąć. Jej asystent został Pomocnikiem kanibala... Wybaczycie mi kiedyś?
-Dawno ci wybaczyliśmy. A doktor Brennan ucieszyłaby się widząc ciebie. Cieszę się, że to ty ją zastąpisz. Po to tu jesteś, prawda?
-Tak.
-Kiedyś się nie znosiliśmy. A teraz cieszę się na ten widok.
Angela podeszła i spytała.
-Cam i Seeley wie, że wracasz?
-Oczywiście. Są za mnie odpowiedzialni.
-Dziś się wprowadzisz?
-Tak.
-No to czekamy na sprawę. Chodź pokaże ci moje robaczki. Nadal nimi czasem oczyszczamy kości.


niedziela, 15 czerwca 2014

Bones rozdział III Żałoba, część I

Minęły trzy miesiące od śmierci doktor Temperance  Brennan. W instytucie panowała napięta atmosfera. Gdy naukowcy przechodzili koło jej gabinetu patrzyli ze smutkiem i utęsknieniem. Brakowało im przyjaciółki i duetu, który tworzyła wraz ze swoim partnerem. Pamiętali, ze oni kłócili się jak stare dobre małżeństwo. Brakowało tez im jej racjonalizmu i naukowego podejścia do życia. Wszyscy stracili zapał do pracy. Najchętniej siedzieliby w domach. Wszystko w instytucie ją przypominało. Doktor Saroyan trzymała ich w ryzach. Starała się znajdować im przeróżne zadania. Wiedziała, ze Brennan nie chciałaby, aby po niej rozpaczali. Pamięta jak Teperance nie chciała iść na pogrzeb Seeley’a, a Angela ją przekonała. Ale wszystko okazało się prowokacją FBI i agencik żył. Ale się wtedy wkurzyła…  W Instytucie Jeffersona panowała przygnębiająca  cisza.  Entuzjazm Hodginesa co do robaków, czy niebezpiecznych eksperymentów wygasł. Skończyło się niebezpieczeństwo wybuchów, oberwania indykiem, czy że zdjęcie któregoś z kolegów znajdzie się na arbuzie.  Wszyscy czekali na następcę doktor Brennan. Doktor Clark Edison nie radził sobie. Miał oddać antropologię sądową komuś innemu. Od pogrzebu zezulce nie widzieli Bootha.  Agent zaszył się w swoim mieszkaniu. Przyjaciele martwili się o niego. Nagle zjawił się w instytucie. Pierwszy ujrzał go Hodgines, który od razu się przywitał.
-Cześć  Booth.  Dawno cię nie widzieliśmy stary. Wracasz do nas?
-Muszę. Szef powiadomił mnie, ze jeśli nie wrócę to mnie wywali.
-Aktualnie nie mamy żadnej sprawy.  Angela pomaga Clarkowi przy kościach z epoki żelaza. Robi dla niego rekonstrukcję.  Nie mamy jeszcze nowego antropologa sądowego.
-Mamy
Koło nich zmaterializowała się niespodziewanie Camile.
-Człowiek poddający się resocjalizacji będzie pracował u nas. Dyrektor Cullen przychylił się do prośby szpitala psychiatrycznego. Będziemy musieli Booth wziąć za niego odpowiedzialność Trzeba będzie znaleźć mu dach nad głową. Nie wiem kto to. Minie tez się nie podoba. Akurat dzisiaj go przywiozą. A ty Hodgines nie miałeś zbadać jakiś cząsteczek/
-Daj spokój- odparł Seeley. –Dzięki, ze nie pytacie.
-Chcesz porozmawiać?
-Dzięki Cam, ale nie. Po południu mam pierwsze spotkanie u Sweetsa. Dyrektor kazał mi chodzić do doktorka na terapię. Co tam w instytucie?
-Fisher wyjechał na wykopaliska. A tak wszystko normalnie
We troje spojrzeli w stronę gabinetu Bones. Po chwili Jack odezwał się.
-nic nie będzie jak dawniej. Myślimy z Angelą o odejściu.


niedziela, 8 czerwca 2014

Tajemnica lasu

Dedykuje to opowiadanie wszystkim pierwowzorom moich bohaterów, oraz Oli Paradowskiej, na której wzorowałam ofiarę, wszystkim co pomogli mi przy przepisywaniu, Michalinie, która pożyczyła mi swój laptop. Oraz rehabilitantowi panu Wojtkowi.


Wszystko co tu opisałam jest fikcją literacką

Tajemnica lasu

Siedzę właśnie w swoim pokoju rozpamiętuję swoje początki jako detektyw. Ups, zapomniałam się przedstawić. Jestem Maria Brudzińska i od trzech lat pracuję w Scotland Yardzie, w Londynie. To jest w Anglii. Właśnie przyjechałam do rodziców na święta wielkanocne. Matula ulokowała mnie w moim starym pokoiku. Mieszkałam najbliżej drzwi wejściowych. Tu, wśród starych szpargałów i zdjęć znalazłam wycinki o zabójstwie w Szpitalu Rehabilitacyjnym dla dzieci w Ameryce. A wszystko zaczęło się w kwietniu 2013 roku. Miałam wtedy szesnaście lat i uwielbiałam ( zresztą nadal uwielbiam) kryminały i seriale kryminalne. Moi ulubieni autorzy to: Agatha Christine, oraz Arthur Connan Doyle.  Z seriali poleciłabym CSI Miami, CSI Nowy Jork, Komisarz Rex, Komisarz Alex, Mentalista, Castle, no i oczywiście moje ukochane Kości, bez których nie potrafiłam żyć. Dobrze, wracajmy do naszej historii. Mama zawiozła mnie do szpitala na początku miesiąca. Dwa dni po świętach wielkanocnych. Oczywiście nie do tej za oceanem, ale pod Olsztynkiem. Mieści się tam szpital rehabilitacyjny, ale jest przeznaczony tylko dla dzieci. Przyjęto mnie na Oddział Rehabilitacyjny i zamieszkałam w sali numer 11 z pewną Alą. Jeśli ktoś z was był w tym szpitalu, wie jak wygląda przyjęcie i pierwsze dni na oddziale, więc oszczędzę opisu. Jednym słowem koszmar.  Byłam wtedy licealistką, więc nie uczęszczałam do przyszpitalnej szkoły, ani na grupy wychowawcze. Był to przywilej gimnazjalistów i uczniów podstawówki. Przygarną mnie jednak pan Sebastian. Chodziłam z jego grupą na spacery i zajęcia pozalekcyjne. Był to dziwny kwiecień, ponieważ ziemię otulał śnieg. Ale w połowie miesiąca zaczęły się roztopy. Pewnego dnia panie Halinka i Ela, oraz pan Sebastian zabrali pacjentów z pierwszego oddziału na spacer. Szliśmy wszyscy razem Przechodziliśmy koło jeziora, gdy usłyszałam krzyk. Od razu rozpoznałam ten głos. Należał do Pauliny z grupy pani Eli. Dziewczyna była marzycielką, przez co zawsze szła na końcu Wszyscy podbiegliśmy do niej. Stała przed kupką śniegu i wyglądała na przerażoną. Odsunęliśmy wszystkich z wychowawcami. Pan Sebastian podszedł do niej i powiedział.
-Leżą tam kości zwierząt.
Podeszłam i ujrzałam najprawdopodobniej fragment czaszki. Delikatnie odgarnęłam śnieg i ujrzałam czaszkę. Przerażona podeszłam do pani Halinki. Spojrzała na mnie ze zaskoczeniem. Opowiedziałam jej, że to ludzkie szczątki. Postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce. Z pewnością w głosie zwróciłam się do niej.
-Oglądam seriale kryminalne, więc wiem co powinnam zrobić. Proszę mi zaufać.
Wychowawcy zabrali dzieci kawałek dalej i ustawili w dwuszeregu. Poprosiłam ich o szaliki. Dostałam w sumie dwadzieścia szalików. Związałam je razem i stawiając duże kroki odgrodziłam znalezisko. W ten sposób chciałam uchronić przed zadeptaniem potencjalne dowody zbrodni. Pani Halina i pan Sebastian próbowali uspokoić podopiecznych. Pani Ela wezwała policję. Wychowawca wywołał Paulinkę.  Pozostali wraz z paniami wrócili do szpitala. Radiowóz zjawił się po pół godziny.  Otoczyli teren żółtą taśmą i oddali nam szaliki. Jeden z nich spytał.
- Kto wezwał policję?
-Ela- odparł pan Sebastian.- Wraz z drugą wychowawczynią zabrała dzieci do szpitala. Pewnie powiadomiły o całym zajściu panią dyrektor, panią ordynator oddziału, oraz panią psycholog.
-A kto znalazł kości?
-Ta oto dziewczyna- wskazał na moją przestraszoną koleżankę. W tym samum czasie drugi policjant wnikliwie oglądał szczątki.  Powiadomił też o wszystkim Wojewódzką Komendę w Olsztynie. Pierwszy policjant dalej prowadził przesłuchanie.
-A jak to znalazłaś?
Paulina spojrzała na nas i zaczęła opowiadać.
-Szłam i myślałam o mojej mamie i niedzielnym spacerze. Nagle zobaczyłam w śniegu kości i krzyknęłam. Pan Sebastian stwierdził, że należą do zwierząt, a Maria narobiła hałasu. Nawet nie wiem o co. 
-Dziękuję Paulinko. Byłaś bardzo dzielna. A kto oznaczył znalezisko?
-Ja- odparłam - byłam zszokowana, gdy zobaczyłam czaszkę. Ale postanowiłam w miarę możliwości zabezpieczyć to miejsce.
-Teraz pan zabierze was do szpitala. Jeśli bendę miał pytania chętnie zamienię z wami słowo.
-Kości nie leżały tutaj przez cały czas. Niska temperatura powstrzymałaby rozkład. Odeszła rzucając ostatnie spojrzenie za siebie. Po drodze wychowawca zabroniła nam mówić o całej sprawie. Wiedziałam, że mam szansę wykorzystać w praktyce metody Sherlocka Holmesa i Herkulesa Poirota, oraz zaufać swojej intuicji jak Horatio Caine, czy Seeley Booth. Po tym jak zjadłam spóźniony podwieczorek podeszłam do pani Halinki i spytałam, czy wie coś nowego. Pani usiadła przy dyżurce na krzesełkach, posadziła koło siebie i odezwała się.
-nie. Chodź to nie pierwsza taka historia. Raz zaginęła pacjentka. Ale historia nie dla ciebie. Jak się czujesz?
-Dobrze. Tylko szkoda mi ofiary. Biedna...
-już dobrze Mario.
Kobieta przytuliła mnie mocno. Trochę smutna odeszłam do swojej sali. Ale zaintrygowało mnie to zniknięcie. Pożyczyłam od Ali laptopa i przeszukałam internet. Znalazłam informację o Oli Kętrzyńskiej, która zaginęła w październiku 2011 roku.. Rodzice przywieźli swoją córkę ze spaceru w niedzielę, około osiemnastej i zostawili ją przed głównym wejściem do szpitala. Nigdy nie dotarła na oddział. Przeszukano cały szpital i okolicę, ale nic nie znaleziono. Dziewczyna miała czternaście lat. Przesłuchano jej rodziców, personel, oraz pacjentów, ale nikt nic nie widział. Zniknęła bez śladu. Odłożyłam laptopa. Myślałam o niej przez cały dzień. Pół nocy zastanawiałam się nad tym, co się wydarzyło. Zainteresowało, mnie u kogo była w grupie. Zdałam sobie sprawę, iż koleżanka z dziesiątki była tutaj w tym samym czasie. Wyszłam po cichu z łóżka, przemknęłam przez korytarz i powoli otworzyłam drzwi do pokoju na przeciwko. Wśliznęłam się i obudziłam Karolinę. Gdy mnie zobaczyła zrobiła wielkie oczy.. Stanęłam przy niej i spytałam.
-Pamiętasz może w którym pokoju mieszkała Ola kętrzyńska I kto był jej wychowawcą?
-mieszkała chyba w jedynasce, a wychowawcą... pani Ela, zresztą sama już nie wiem, przecież było to tak dawno.
-Dzięki.
Wróciłam do siebie i zasnęłam rozmyślając o biednej Oli. Obudził mnie dopiero głos pielęgniarki, która przyszła sprawdzić czy wstałam. Zapytała mnie o nocną wycieczkę, ale udawałam, że nic nie wiem na ten temat. Po śniadaniu złapałam Karolinę i spytałam.
-Dobrze znałaś Olę Kętrzyńską?
- Tak. Słyszałaś o niej?
-Przeczytałam wczoraj o jej zniknięciu.
- Była miłą dziewczyną, lubiła żartować. Wszyscy ją lubili. Tydzień przed wypisem rodzice zabrali ją na spacer. Wyszła z oddziału uśmiechnięta, pod rękę z tatą. Wcześniej przy śniadaniu żartowała z grubej Aliny... Przed wyjściem krzyknęła " Nara nudziarze" i wtedy widzieliśmy ją po raz ostatni. Nigdy nie zapomnę tamtego dnia. Straciłam wtedy przyjaciółkę.
Karolina rozpłakała się. Przytuliłam ją i odprowadziłam na hydro. Cały czas, gdy szliśmy i przebierała się opowiadała historię zniknięcia pacjentka.
Po kolacji pani Anita sprawdziła listę spacerów i zorientowała się, że nie zaznaczono powrotu Oli. Sprawdziła jej salę, ale oprócz Magdy nikogo tam nie było. Dziewczyna stwierdziła, że Oli nie było od rana. Pielęgniarki zebrały nas przy dyżurce, przy drzwiach i pytały, czy ktoś ją widział. Wszyscy zaprzeczyli.  Pani Anita próbowała wszystkich uspokoić i wysłała nas do mycia. W tym czasie pani Ilona zadzwoniła do jej rodziców. Ale oni stwierdzili, że zostawili córkę przed szpitalem i odjechali, ponieważ spieszyli się do domu. Pani Ilona wezwała policję. Wszystkich przesłuchano, ale bez rezultatu. Dwa dni później moja koleżanka z dziewiątki twierdziła, iż tamtego dnia widziała samochód pana Waldemara, naszego śmiesznego rehabilitanta.
-Dziękuję. Rozumiem, że było to dla ciebie trudne.
Zastanowiło mnie auto fizjoterapeuty w dniu przestępstwa. W niedzielę nie ma ani ćwiczeń, ani zabiegów. Akurat miałam mieć z nim Aulę. Podczas ćwiczeń spytałam pana Waldka.
-Czy znał pan Olę Kętrzyńską?
-Nie. Czy to jakaś aktorka?
Nagle ktoś krzyknął.
-Jak to nie? Przecież ona całe zajęcia dyskutowała z panem. We wtorek przed zniknięciem stwierdziła, że nie powinien pan być rehabilitantem.
Po zajęciach usiadłam na korytarzu i myślałam. Na dyżurze akurat była pani Anita. Gdy przechodziłam słyszałam jak mówi.
-Pamiętam jak po zaginięciu pacjentki na przeszukanie lasu zgłosili się Sebastian i Waldek. Tylko oni przeszli nad tym do porządku dziennego. Obaj to nieźli żartownisie. Wymyślili, że Oleńkę porwała młynarzowa do swojego groby.
Szybko wycofałam się i pobiegłam do siebie. Zastanowiły mnie słowa pielęgniarki. Gdy po południu wyszliśmy na spacer spytałam pana Sebastiana o legendę dotyczącą duchów z okolicy, a on opowiedział mi taką historię.
_Pewnego dnia zaginęła spod szpitala czternastoletnia dziewczyna. Była prawdopodobnie podobna do córki młynarzowej. Pewnie dlatego została zabrana przez zrozpaczoną matkę i pozostanie tam na wieki.
-Jasne proszę pana. Zabawna historia.. Odeszłam kawałek dalej. Panie Ela Halinka podeszły do wychowawcy i rozmawiali na temat pogody. Nagle pani Ela spytała.
- A jak tam twój weekend z Waldkiem?
-Dobrze. Razem z żonami byliśmy na biwaku.
-Ile już jesteście przyjaciółmi?
-Dziesięć lat. Jeden za drugim wskoczyłby w ogień.
 Zatrzymałam się i pomyślałam. A jeśli to oni zabili? Przecież Ola znieważyła swojego rehabilitanta i nie dawała mu prowadzić zajęć. A on przyjaźni się z wychowawcą, który zna las i często chodzi rzadko, lub wcale nieuczęszczanymi ścieżkami. Dopiero po spacerze spisałam swoje podejrzenia. Tak na wszelki wypadek. Wszystko może się w życiu zdarzyć. Obawiałam się, że mogę się zdradzić przed panem Sebastianem. A wtedy po mnie. Nagle podjęłam decyzję o tym, iż czas skończyć grę. Zadzwoniłam do Wojewódzkiej Komendy w Olsztynie i powiadomiłam oficera dyżurnego, że szczątki znalezione w lesie, w Ameryce, nad Jeziorkiem Pasłęckim mogą należeć do Aleksandry Kętrzyńskiej. Gdy się rozłączyłam pobiegłam na podwieczorek.   Wiedziałam, iż może to być mój ostatni posiłek w życiu.  Postanowiłam dowiedzieć się jak i dlaczego Ola zginęła. Nigdzie nie mogłam dostrzec Ali. Chciałam się pożegnać. Gdy znaleźliśmy się w świetlicy podeszłam do pana Sebastiana powiedziałam.
-Znam prawdę o szczątkach.
 Potem usiadłam w ławce i grzecznie, aż do zajęć pisałam swój testament. Chciałam, aby parę osób dostało coś ode mnie na pamiątkę. Ale ukochane książki miała otrzymać matula. Potem udałam się na ćwiczenia. Miałam je z panew Waldemarem. Gdy szłam w oczach błyszczały mi łzy. Szkoda mi rodziców. Byłam ich oczkiem w głowie, ale nie miałam innego wyjścia. Opanowałam się jeszcze przed wejściem na salę gimnastyczną. Gdy skończyliśmy zajęcia podeszłam do rehabilitanta i powiedziałam mu prosto w twarz.
-Wiem gdzie jest pańska ofiara.
Szybko pobiegłam na kolację. Gra rozpoczęta. Miałam nadzieję, że moja ofiara nie pójdzie na marne. Gdy zjadłam posiłek i wyszłam ze stołówki natknęłam się na pana Waldka. Kazał mi iść za sobą. Wyszliśmy z budynku jednymi z bocznych drzwi i poszliśmy w stronę jeziora. Cały czas trzymał mnie za ramię. Usiedliśmy na brzegu i czekaliśmy. Strasznie się bałam, ale udawałam, że jestem dzielna. Po około trzech kwadransach przyszedł pan Sebastian i poszliśmy głębiej w las.  Po piętnastu minutach zatrzymaliśmy się i rehabilitant spytał.
-Co chcesz wiedzieć przed śmiercią?
-Jak zginęła Ola.
-Poderżnęliśmy jej gardło.
-Ja to zrobiłem- wtrącił się pan Sebastian.-  Ty trzymałeś ją nad dołem, do którego spływała krew. Od dziecka marzyłem o takim widoku. I to nie moja pierwsza ofiara. Ale jedyna na tym terenie. No, ty będziesz drugą.
-Trudno mi uwierzyć, że dwóch zabawnych mężczyzn zostało bezwzględnymi mordercami. Gdzie do tej pory ukrywaliście biedną Olę?
-Zakopaliśmy ją w lesie- odparł wychowawca.  -Ale Waldek postanowił oddać córkę rodzicom.  Nikt nie wpadnie na to, że to my. Tylko ty to odkryłaś Mario. Szkoda, że muszę cię zabić. Lubiłem cię. Cieszę się, iż to ja pozbawię cię życia.
-Dlaczego zginęła i jak możecie z tym żyć?
-To jej wina- odparł rehabilitant.- Stwierdziła, że nie potrafię liczyć, ze nie powinienem skończyć żadnej szkoły, oraz że powinni mnie dawno wylać stad. Byłem wściekły i o wszystkim opowiedziałem Sebkowi. A on postanowił się jej pozbyć. I to wszystko
-A że nie wiedzieliśmy, iż odkryjesz nasz sekret, sama wykopiesz sobie grób i dół na krew. Waldek, daj jej łopatę. Jeśli uciekniesz to obedrę cię ze skóry i to na żywca.
-Ani mi się ważcie.
Usłyszałam głos pani Eli i pani Halinki. Po chwili zapaliły się cztery latarki. Z wychowawczyniami były pani Ilona, oraz pani Anita. Wszystkie trzymały metalowe rury. Po chwili pani Ela krzyknęła.
-Nie ważcie się tknąć Marii. Ufaliśmy ci Sebastian. A ty co?... Mordujesz!!!
-Razem ze mną prowadziłeś konkursy- krzyczała pani Halinka.- Śmiałeś się z dziećmi. Nikt nie wiedział co w tobie siedzi.
-Pracowałeś z trudnymi dziećmi i żartowałeś z pacjentami Waldemarze.- dodała pani Anita. –A tak naprawdę jesteś mordercą i potworem
 -A ty Waldemar?- krzyknęła pani Ilona.- Wszyscy wam ufali i nikt was nie przejrzał. A wy czujecie się bezkarni. W piątkę obezwładniliśmy morderców i pani Halina wezwała policję. Zostaliśmy wszystkie przesłuchane. Panie chciały o wszystkim powiadomić moich rodziców, ale przekonałam je, aby tego nie robiły. Gdy usiedliśmy spokojnie w dyżurce spytałam jak mnie znalazły. Pani Ela zaczęła opowiadać.
-Ala po kolacji przyszła do mnie i powiedziała, że cię nie ma w Sali. A przecież zawsze o tamtej porze czekałaś na telefon z domu. Przeszukałyśmy wszystkie sale i łazienki na dziale. Nigdzie cie nie było. Nie miałaś też żadnych ćwiczeń.
-Ja z panem Sebastianem szukałam cię po całym szpitalu- wtrąciła się pani Halinka. –Sprawdziliśmy wszystkie łazienki, szatnie, świetlice, magazyny, okolice automatów i windy.
-Po drodze trafili na mnie- dodała pani Anita.- Dowiedziałam się o twoim zniknięciu i pomagałam w poszukiwaniach Dowiedziałam się tez o ostatnich wydarzeniach, które były trzymane w tajemnicy. Nagle pan Sebastian oddalił się.
-Przejrzałam twoje rzeczy- uzupełniła pani Ilona.-  Znalazłam twoją notatkę i testament. Wzięliśmy rury, które leżały przy rusztowaniach. Tam, gdzie budują windę. Ruszyłyśmy do lasu. Przy jeziorze znaleźliśmy wasze ślady. Panie Halinka i Ela wiedziały dokąd cię zabrali.
Wychowawczynie i pielęgniarki cieszyły się, iż nic mi nie jest. Rodzice o wszystkim dowiedzieli się kilka lat później. Gdy wyjeżdżałam żegnali mnie jak bohaterkę. Wszyscy wiedzieli o tym, co przeżyłam. Jestem żywą legendą Ameryki i szpitala. Pomimo, że nie poszłam w ślady Sherlocka Holmesa i Herculesa Poirotai nie jestem detektywem to staram się być jak oni. Jako policjantka chcę upodobnić się do Seeley’a Bootha. I tak spełniło się moje marzenia o przygodzie detektywistycznej. A był to czysty przypadek. Teraz wiem, że warto spełniać swoje najskrytsze marzenia. Dlatego  pracuję od trzech lat w Scotland Yardzie w Londynie.



sobota, 31 maja 2014

Bones rozdział II Śmierć, część III

Siedzieli w Royal Dinner i patrzyli na siebie. Nie wiedzieli o czym rozmawiać. Wiedzieli, że gdyby z nimi była Brennan odbyłaby się dyskusja o tym, co jest po śmierci i o religii. Wydawałoby się, że smutek Cam jest udawany, a oni naprawdę cierpieli. Ale to nie tak. Ona była przygnębiona naprawdę. Stracili ją w rzeczywistości. Przecież Temperance nie będzie z nimi w kontakcie. Po godzinie Seeley zniósł toast.
-Za Bones. Bez niej nie bylibyśmy dzisiaj przyjaciółmi
-Za doktor Brennan- odparli pozostali. Niedługo potem zaczęli się rozchodzić. Botho utopił smutki w alkoholu. Państwo Hodgines płakali siedząc na sofie w swoim mieszkaniu. Wspominali porwanie Jacka i Tempi przez grabarza. Cam zastanawiała się, czy jak prawda wyjdzie i Breń wróci to ubłagają przebaczenie. Pani prokurator rozmyślała o współpracy z instytutem i o przystojnym agenciku, któremu pękło serce. Max i Russ przeglądali zdjęcia z kilku ostatnich lat. Sweets i Daisy opowiadali anegdoty o instytucie. Ale zamiast się śmiać, to płakali. Zack szalał w swoim pokoju w szpitalu. Każdy na swój sposób starał się sobie radzić z bólem. Nawet asystenci pani antropolog odczuwali pustkę. Wszyscy, którzy ją znali i przebywali w jej towarzystwie odczuwali, iż coś utracili. Była jedyna w swoim rodzaj i wiele wnosiła w życie ludzi, którzy przebywali z nią przez pewien czas.

KONIEC II ROZDZIAŁU

...........................................................................
Nie zdziwcie się czytelnicy jeśli nagle zjawi się inna historia zamiast następnej części tej. Obiecałam pewnej osobie opublikować opowiadanie o morderstwach, gdzie nadałam jednemu z bohaterów cech tej osoby. Ale nie wiem kiedy to się pojawi. Muszę to przepisać. Ale wcześniej uprzedzam.
z poważaniem
Sherii Castle


sobota, 24 maja 2014

Bones rozdział II Śmierć, część II

Pojechali przesłuchać wuja ofiary do jego restauracji. Gdy stanęli twarzą w twarz z Antonim Montegą mężczyzna od razu przeszedł do rzeczy pokazując odznakę.
-Jestem agent specjalny Seeley Booth, a to moja partnerka doktor Temperance Brennan.
-Słyszałem o państwu i to zaszczyt was poznać. W czym mogę służyć?
-Chcielibyśmy spytać o pańskiego siostrzeńca.
-Dymitryja? Co zrobił ten chłopiec?
-Przykro mi, ale nie żyje.
-Co? Mój mały nie żyje?
Antropolog chciała o coś spytać, gdy rozległ się dźwięk tłuczonego szkła i karabinu. Booth przewrócił ukochaną na ziemię. Spojrzał na Montegę. Leżał na podłodze cały we własnej krwi. Brennan sprawdziła puls. Jeszcze żył. Antoni złapał kobietę za rękę.
-To... robota... mego...
Skonał. Booth wezwał posiłki i z partnerką zajął się opatrywaniem rannych.  Po jakimś czasie zjawiły się karetki, agenci i doktor Saroyan. Po półgodziny Seeley zabrał partnerkę do ich knajpki i zmusił ją do zjedzenia śniadania. Potem zawiózł ją do instytutu i pojechał do biura. Temperance poszła obejrzeć szczątki Dymitryja. Wendel katalogował urazy
-Ma pan coś panie Wendel?
-Uraz potylicy został spowodowany tępym narzędziem. Próbki przekazałem doktorowi Hodginesowi. Ofiara ma połamane wszystkie paliczki, złapane oba piszczele i lewe śródstopie. Wszystkie ciosy zadano tym samym narzędziem.
-To ustaliłam wcześniej. Ma pan coś nowego?
-Ślady zmian na kręgu C4, ale nie wiem co je spowodowało. Są też ślady zwierząt, ale pośmiertne.  Wendel odsunął się. Brennan wzięła kręg C4 i podeszła z nim do szkła powiększającego i zaczęła go oglądać. Pełno było w kręgu małych otworów. W tym czasie Cam wyciągnęła w Montegi dziewięć kul, przekazała je Angeli i zajęła się robieniem sekcji. Antropolog dalej ogląda kość. Nagle znalazła rozwiązanie. W tym samym czasie zjawili się Hodgines i Booth. Agent spytał.
-Coś macie?
-Ofiara otrzymała cios w potylicę tępym zaokrąglonym przedmiotem wykonanym z drewna.  Ma połamane wszystkie paliczki i oba piszczele. Prawdopodobnie wszystkie urazy powstały od tego samego narzędzia. Złamane lewe śródstopie. Prawdopodobnie powstało od przytszaśnięcia lewej stopy drzwiami. Ale musimy poczekać na symulację Angeli.- odparła rzeczowo Temperance. -  Na kręgi C4 widać pięć śladów po igle. Dokładnie w miejscu trzech z nich idzie rdzeń nerwowy. Musiało to spowodować potworny ból.
-A ty Hodgines?
- Ustaliłem czas zgonu. Trzy miesiące temu. Drzazgi w czaszce to...
-Tylko po ludzku..
-Cis.
-Czyli narzędzie jest zrobione z cisu?
-Tak. Drewno było polakierowane.
-Uraz potylicy- odezwała się Brennan. Wtedy zjawiła się Cam, przesunęła kartę przez czytnik i weszła na platformę mówiąc.
- Nasza ofiara zmarła od strzału w serce. Kula przebiła lewy przedsionek.   Pierwsza kula trafiła w prawy bark, druga w lewy płat płuca. Trzecia kula przebiła wątrobę, czwarta w kolano. Piąta to ta, co przeszyła serce. Szósta i siódma kula weszły w prawą nerkę.  Ósma drasnęła wątrobę i utkneła w mięśniu. Dziewiąta trafiła w tętnicę udową. Gdyby nie zmarł od postrzału w serce, to by się wykrwawił.
Pojawiła się Angela.
-Znalazłam broń w bazie danych. Były to trzy karabiny. Naboje mają 9 milimetrów.
-Trzy takie same karabiny?
-Tak Booth. I wszystkie należą do gangu Montegi.
-Czyżby ktoś chciał przejąć władzę w gangu.?
Bones zamyśliła się i po chwili powiedziała.
-Wiem kto za tym stoi. Hodgines, czy przywieziono wszystkie rzeczy z restauracji?
-Większość. Badam wszystkie przedmioty i wyciągam z nich kule. A o co chodzi doktor Brennan?
-Czy coś jest zrobione z cisu?
-Sprawdzę.
Jack odszedł. Wszyscy poszli do gabinetu artystki. Angela na symulatorze pokazała im rekonstrukcje wydarzeń na podstawie obrażeń ofiary. Najpierw została uderzona w piszczele i upadła. Potem posadzono Dymirija na krześle i połamano mu paliczki. Następnie zadano mu ból wbijając igłę w krąg C4. A na końcu cios w potylicę.
-Przesłuchałem ludzi Antoniego- odparł agent- ale nikt nic nie powiedział.
-A czy mogła to być noga od krzesła lub stołu?
- Tak- odparła artystka. - To możliwe.
Po chwili wpadł Jack krzycząc.
-Jestem królem laboratorium.
Wszyscy obrócili oczami i uśmiechnęli się.
- Narzędzie zbrodni to noga od stołu z restauracji. Znalazłem tą, którą zabito ofiarę. Leży u mnie w laboratorium.
-Świetnie- odparła Temperance.- Wiem kto zabił. Wiek to zabił Dymitrija Alekseja.  To koniec mafii Montegi.
-Czyli kto zabił Bones?
-Siostrzeniec ofiary Antoni Montego Junior. Pewnie był zazdrosny, o to że Dymitij podbił serce jego ojca. Ja bym była. Do tego zdaje się, że Montego domyślał się, kto jest sprawcą. Chyba chciał powiedzieć, że to robota jego syna.
Wszyscy siedzą w swojej ulubionej knajpce i patrzą z politowaniem na Bootha, który obwinia się za śmierć ukochanej. Pamiętają jak Brennan za pomocą intuicji rozwiązała swoją ostatnią sprawę i co potem nastąpiło. Gdy Temperance stwierdziła, kto jest mordercą usłyszeli hałas i wszyscy pobiegli na platformę. Stali tam zamaskowani i uzbrojeni mężczyźni. Było ich dziesięciu. Jeden z nich krzykną.
-Oddajcie nam ciała w czarnych workach.
Agent po cichu wycofał się do gabinetu artystki. Zadzwonił do przełożonego i powiadomił o sytuacji w instytucie. Cam nie chcąc ryzykować życia podwładnych kazała Fisherowi i Wendelowi oddać przestępcą szczątki. Chłopaki zabrali się do pracy pod czujnym okiem zamaskowanych mężczyzn. Brennan chciała protestować, ale Angela i Hodgines powstrzymali ją. Booth postanowił się nie pokazywać, aby nie pogorszyć sytuacji obecnością agenta FBI. Po cichu ukrył się za platformą i obserwował. Zezulce stali i patrzyli jak asystenci pani antropolog przygotowują szczątki i oddają je przestępcom. Hodgines i Angela z całej siły trzymali przyjaciółkę, aby nie rzuciła się na zamaskowanych mężczyzn. Gdy ci zjeżdżali Booth zaczął biec do wyjścia. Na zewnątrz zjawił się SWAT i agenci FBI. Szybko rozstawili snajperów i podzielili się na drużyny.  Weszli do instytutu. Udało się im odebrać szczątki, które wróciły do laboratorium. Naukowcy postanowili wrócić do domów. Seeley odwiózł ukochaną do jej mieszkania i pojechał na spotkanie do dyrektora. Potem rozpoczął z agentami i SWAT-em dokonać aresztowań w mafii Montegi. Nie wszystkich aresztowano. Umkną między innymi Antoni Montego Junior. Następnego dnia była sobota, więc mieli dwa dni wolnego. Rankiem Brennan pojechała do instytutu. Chciała przebadać szkielety z epoki żelaza. Praca zawsze dla niej była najważniejsza.  Założyła MP3 i skupiła się na kościach. Zezulce i agent otrzymali koło dziewiątej wiadomość o treści „Nie dopuszczę do swojego aresztowania. Jeden z was musi zginąć. Jeśli pierwsza ofiara przeżyje, to zginie ktoś inny. Ta osoba jest w Instytucie Jeffersona i pracuje. Antoni Montego Junior". Wszyscy domyślili się, że chodzi o Brennan. Ruszyli do instytutu. Po wejściu skierowali się do Limbo. Ujrzeli mężczyznę celującego w Temperance. Booth wyciągnął broń i krzyknął.
-Ręce do góry, FBI.
Mężczyzna strzelił, to samo zrobił agent. Przestępca i kobieta osunęli się na ziemię. Cam, Angela i Seeley podbiegli do przyjaciółki.. Była przytomna. Próbowali zatamować krwawienie. Booth patrzy jak ją traci. Szepcze do ukochanej.
-Wybacz Bones, wybacz, że cię nie zasłoniłem.
-Booth... Nie możesz zawsze mnie chronić... To ja przepraszam, że musiałeś tak długo czekać. Kocham cię.
Hodgines wezwał karetkę i włączył alarm. Zaroiło się w instytucie od ludzi. Kobietę zawieziono do szpitala. Seeley cały czas był przy ne. Dyrektor Cullen martwił się o partnerkę swojego najlepszego agenta i o pozostałych naukowców. Postanowił ukryć kobietę i swingować jej śmierć.  Skontaktował się z dyrektorem FBI w Nowym Yorku.  Po krótkiej rozmowie postanowili upozorować śmierć pani antropolog bez wiedzy większości pracowników. Stwierdzili, że im mniej osób wie, tym bardziej ona będzie bezpieczna. Miało wiedzieć tylko dwóch agentów z Nowego Yorku, oraz dyrektorzy. Ale był jeden mały problem. Przy kobiecie zawsze siedział któryś z przyjaciół. Wtedy Cullen postanowił zapoznać z planem doktor Saroyan. Następnego dnia zaprosił kobietę do siebie i wszystko jej wyjaśnił. Camile bez wahania zgodziła się pomóc. W nocy był jej dyżur przy rannej przyjaciółce. Wieczorem odesłano Seeleya do domu, aby odpoczął. Parę godzin później Can podała przyjaciółce leki powodujące paraliż i brak możliwości wyczucia pulsu. Lekarz stwierdził zgon i wysłał ciało do kostnicy.  Zjawili się tam agent i lekarz z Nowego Yorku. Czuwali nad pacjentką. Najgorzej było przekazać, że Brennan nie żyje. Seeley nie chciał uwierzyć, że ją stracił. Wszyscy byli zrozpaczeni. Rana Temperance była niegroźna. Odzyskała przytomność następnego dnia. Gdy dowiedziała się, co zrobili chciała wszystko odwołać. Wyjaśnili jej, iż chodzi o bezpieczeństwo pozostałych. Cały czas FBI otrzymywało pogróżki, że jeśli ona przeżyje to zginie ktoś inny, aby ona cierpiała. To ją Montego obwiniał o swoją porażkę. Uspokoiła się i postanowiła zniknąć na jakiś czas. Po tygodniu opuściła szpital. Akurat był to dzień pogrzebu. Postanowiła iść na niego i prawdopodobnie ostatni raz spojrzeć na przyjaciół.  Gdy patrzyła na zapłakanych przyjaciół serce się jej krajało. Widziała, iż Camile też tego się obawia. Ostatni raz rzuciła okiem na przyjaciół zanim zaczęli rozchodzić się z cmentarza. Cam czuła, iż znika z ich życia na zawsze. Przykro jej było, że Brennan i Booth nie zaznają szczęścia. Pamiętała jak zaprowadziła zrozpaczonego Seeleya do kostnicy. Bones była uśpiona, puls i bicie serca nadal były niewyczuwalne. Do tego schłodzono jej skórę.  Booth rzucił się na ciało ukochanej i płakał
-Dlaczego mnie zostawiłaś, dlaczego Bones? Dopiero co zostaliśmy parą... Mieliśmy być szczęśliwi, ty miałaś być szczęśliwa... Kocham cię Bones. I mam nadzieję, że się mylisz i że jest życie po życiu... Nie zdążyłem ci powiedzieć, jak cię kocham... Przepraszam, że tu leżysz, to moja wina.
Lekarz siłą go wyprowadził

sobota, 19 kwietnia 2014

Wielkanoc.

 Chciałabym wszystkim życzyć  wesołych i radosnych świąt wielkanocnych.
 Smacznego jajka, oraz mokrego Śmigusa Dyngusa.
Błogosławionego przeżywania męki, śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa .

Bones rozdział II Śmierć, część I

Doktor Saroyan patrzyła jak jej podwładna doktor Temperance Brennan odchodzi w tonę zachodzącego słońca. Bała się, że na zawsze zniknie z ich życia. myślała, iż może to dobrze, że pogrzeb był huczny. Pamiętała jak do tego doszło. Pojechała z cmentarza do ich knajpki Royan Diner. Na miejscu byli już pozostali żałobnicy. Każdy z nich pamiętał jak doszło do straty tak im bliskiej osoby. A wszystko zaczęło się tak niewinnie i normalnie. Brennan i Booth już byli już wtedy parą. Jak zwykle zostali wezwani dnia miejsce zbrodni. Agent przyjechał po partnerkę do instytutu i pojechali na miejsce odkrycia szczątek. Jak zazwyczaj po drodze dyskutowali. Od razu po dotarciu wzięła się do pracy. po chwili miała pierwsze ustalenia.
-Mężczyzna, wiek 25-35 lat, rasa kaukaska. Widoczny uraz czaszki i rany kłute klatki piersiowej. Aby dowiedzieć się reszty muszę je zbadać w instytucie.
- Zabierzcie szczątki do Instytutu Jeffersona, ale ostrożnie z nimi. Chodź,  przesłuchamy mężczyznę, który znalazł ofiarę. Podeszli do mężczyzny i agent spytał.
-To pan znalazł szczątki?
-Tak. Wyszedłem na spacer. Od dziecka chodzę po tym lesie, gdy chcę pomyśleć. Zauważyłem kości, ale pomyślałem, że należą do zwierzęcia. Chciałem sprawdzić do jakiego. Uczyłem biologii przez trzydzieści lat. Dlatego podszedłem. Zobaczyłem czaszkę... Krzyknąłem, bo była ludzka. Od razu zadzwoniłem na policję.
-Dziękujemy panie...
-Clark Abs.
-Gdyby my mieli pytania to  zadzwonimy.
Partnerzy wsiedli do SUVa i pojechali do instytutu. Tam Bones zajęła się kośćmi. Booth siedział przy stoliku. Pamiętał jak jeszcze nie tak dawno jego ukochana pochyliła się nad szczątkami próbując ustalić przyczynę śmierci. A teraz zamiast pracować spoczywała na cmentarzu.  Chciałby cofnąć czas i zapobiec tamtemu śledztwu biorąc urlop wraz ze swoją Bones. Wydarzenia ostatnich dni przewijały mu się przez głowę. W wieczór znalezienia szkieletu Angela miała rekonstrukcje i przeszukiwała wraz z Brennan bazę danych. Siedziały obie do późna. Artystka pokłóciła się z mężem Po jedenastej wieczorem uzyskały wynik. teraz miała wyrzuty sumienia. Może gdyby zadzwoniła do Seeley'a i namówiłaby  go do zostawienia sprawy innym agentom FBI, to wszystko potoczyłoby się inaczej. A tak jej przyjaciółka nie ugięła się i przypłaciła to życiem. Wracając do tamtego dnia to artystka przedstawiła Temperance wyniki przeszukania bazy.
-Mamy dane ofiary to Dimitryj Aleksej. Z urodzenia pół Amerykanin, pół Rosjanin. Należał do mafii. Urodził się 12.09. 1982 roku. Ojciec Michaił, Rosjanin pracował w warsztacie samochodowym jako mechanik. matka Lanie Montego, siostra mafiosa Antoniego Montego. W 1980 poślubiła Michaiła Alekseja. Odcięła się od brata. Oboje zginęli w wypadku samochodowym pod nowym Yorkiem w 1997 roku. Wtedy chłopcem zajął się wujek Antoni i wciągną go w swoje interesy. Dymitryj był czterokrotnie aresztowany za posiadanie narkotyków i nielegalnej broni, szantaż, włamanie.
-Powiadomię Bootha.
-Nie jest za późno?
-Nie.
Antropolog wyciągnęła komórkę i wykręciła dobrze sobie znany numer. Po pięciu sygnałach usłyszała rozdrażniony i zaspany głos partnera.
-Booth
-Znam tożsamość ofiary
-Bones? Która godzina?
-Po dziesiątej.
-I ty jeszcze w pracy?
-Razem z Angelą. Nasza ofiara to Dymitryj Aleksej.
-Aleksej? Ten mafiozo?
-Tak. Znałeś go?
-FBI chciało go namówić do wydania wuja za nisze wyroki, ale był lojalny. Wtyczka doniosła o tym Montedze. Chciał, aby to Dymitryj, a nie jego syn przejął interesy. Montego niedługo przechodzi na emeryturę. Jutro zaczniemy przesłuchania.
Teraz agent zastanawiał się, czy gdyby sam pojechał, to by mafia nie zainteresowała się jego ukochaną. Tamtą noc Temperance spędziła w laboratorium i Seeley nakrzyczał na nią.  Pojechali przesłuchać wuja ofiary do jego restauracji.


sobota, 12 kwietnia 2014

Bones rozdział I Pogrzeb, część V

Nagle przy trumnie staną jedenastoletni chłopiec. A był to Parker Booth.
-Poznałem doktor Brennan parę lat temu. Od razu ją polubiłem. Zawsze była dla mnie miła...
Płakał, a że był dzieckiem nie wstydził się swoich łez. Do tego nie ograniczały go zasady dorosłych i nie musiał pilnować się podczas wypowiedzi, aby nie powiedzieć czegoś niestosownego.
-Tata cieszył się, że może z nią pracować... Świetnie się dogadywali... Pamiętam, że jak byłem mały i poszedłem z nianią do parku rozrywki sam zszedłem z karuzeli. Nagle pojawił się tata i nakrzyczał na mnie, a potem przytulił. Pamiętam, że dalej stała Bones. A gdy kiedyś indziej jedliśmy lunch i spytałem czy nie zostanie dziewczyną taty chciała wiedzieć, dlaczego szukam mu dziewczyny. Gdy opowiedziałem o koledze, jego nowej mamie i basenie, dała mi klucze od basenu w swoim bloku. Powiedziała, że mogę z niego korzystać kiedy chcę. Szybko zdobyła moje serce. Chciałbym mieć taką drugą mamę. Będzie mi jej brakować.
Seeley podszedł do syna i zabrał go. Ten pomachał Brennan na pożegnanie. Wszyscy uśmiechnęli się widząc gest chłopca. Zwyczajne pożegnanie, jakby mieli się jeszcze spotkać.
Ksiądz odmówił ostatnią modlitwę za duszę zmarłej i wszyscy zaczęli się rozchodzić. Cały pogrzeb pod jednym z drzew stała kobieta ubrana w czarną sukienkę, na głowie miała toczek z woalką. Była smutna, ale słuchając modlitw i opowieści co jakiś czas uśmiechała się. Cały czas zerkała na Seeleya, jego synka Parkera, Maxa i Russa. Od czasu do czasu na naukowców, psychologa, czy panią prokurator. Gdy prawie wszyscy odeszli od trumny stojącej nad miejscem wiecznego spoczynku udała się na grób matki. Po chwili zauważyła, iż w jej stronę zbliża się Kennan z synem. Stanęła przy nagrobku parę metrów dalej. Słyszała co Max mówi.
-Opiekuj się naszą córeczką Christine. Opiekuj się nią.
Oboje płakali. Ojciec wziął syna pod rękę i odeszli. Teraz ona płakała. Nagle usłyszała za sobą.
-Nie jesteś pozbawiona uczuć. Jesteś człowiekiem.
-Cam
-Witaj Caroline. Jednak przyszłaś na pogrzeb.
-Gdzie Booth?
-Jeszcze przy trumnie. Nie może się rozstać z doktor Brennan. Ale nie jest teraz sam.
-A kto tam jest?
-Angela, Zack, Caroline Julian. Max z Russem już odeszli.
-Serce ojca... Choruje na nie od niedawna. Źle wygląda.
-Chodź, podejdziemy niedaleko przyjaciół i podsłuchamy ich rozmowę.
-A jeśli nas zauważą?
Postoimy przy bramie. Tam nikt nie zwróci na nas uwagi.
Wyszły z cmentarza. Stanęły przy bramie.Tam kontynuowały rozmowę.
-Ranię ich, ale nie mam wyjścia.
-Caroline. Czy ty masz wyrzuty sumienia?
-Tak. Booth wrócił po dwóch tygodniach. Wtedy, co teraz mogę przyznać cierpiałam myśląc, że nie żyje. Jak on musi cierpieć dziś... Gdybym mogła to podeszłabym do wszystkich i powiedziała, że to kamuflaż aby ich chronić. Że robię to dla nich. Gdyby im nic nie groziło, siedzielibyśmy w laboratorium i pracowalibyśmy nad kolejną sprawą... Obiecaj mi Cam, iż nie pozwolisz aby Booth przestał współpracować z instytutem, albo aby porzucił pracę w FBI, oraz że nie dopuścisz do rozpadu naszego zespołu. Że zrobisz wszystko, aby wszyscy pracowali jak gdyby nic się nie stało. Nie pozwolisz, aby ktokolwiek porzucił swoją pracę w instytucie. Tym razem twój zespół nie może się rozpaść. Chcę mieć do czego wrócić.
-Obiecuję doktor Brennan.
-Ciszej. Ktoś może usłyszeć.
-Przepraszam Caroline Kilter.
-To moja nowa tożsamość. Prawdę znasz ty, dyrektor Cullen, dwóch agentów w Nowym Yorku i ich dyrektor. Ale nasi najbliżsi, nie mogą wiedzieć, że żyję. Nawet Sweets. Chodź...
-Nie martw się tym. Gdyby znali prawdę, to by tak nie mówili. Wreszcie wyrzucili wszystko z siebie. Chodź pewnie żałują, że nie usłyszałaś tego od nich.
-Padło parę ładnych słów. Teraz wiem jak mnie postrzegają. Dziękuję Cam za twoje dzisiejsze słowa.
- To prawda co powiedziałam.
Zamilkły. Po chwili w bramie stanęły cztery zapłakane postacie.
-Dziękuję Zack, że jesteś- odezwał się Seeley.- Na pewno cieszyłaby się z twojej obecność.
-Przepraszam za wszystko agencie Booth- odparł Zack.- Nadal szanuję doktor Brennan i uważam ją za mentorkę. I dziękuję, że powiadomiliście mnie o jej śmierci i postaraliście się, abym tu dzisiaj był. Nigdy tego nie zapomnę. Chociaż mogłem ją pożegnać. Doktor pewnie uznałaby uczestnictwo w obrządku pochówku za stratę czasu.
-Zgadzam się- wtrąciła pani prokurator odchodząc.- Przecież nie chciała uczestniczyć w twoim pogrzebie agencie Booth.
-Jesteś częścią naszej małej rodziny- dodała Angela.-  Brenn też.
policjanci zabrali Addy'ego do szpitala psychiatrycznego. Agent i artystka skierowali się w stronę auta entomologa. Temperance patrząc za nimi stwierdziła.
-Już nie ma doktor Temperance Brennan. Dbaj o naszych przyjaciół.

KONIEC I ROZDZIAŁU


sobota, 5 kwietnia 2014

Bones rozdział I Pogrzeb, część IV

Na miejscu agenta staną Max Kennan i zaczął opowiadać o córce.
-Wyczekiwaliśmy naszej małej z utęsknieniem. Nawet jej starszy brat nie mógł się jej doczekać. Była naszym oczkiem w głowie. Była wesołym dzieckiem… Gdy miała piętnaście lat porzuciliśmy ją, ale nie załamała się. Była silna i udowodniła światu, iż po mimo trudności w życiu można zajść wysoko… Skończyła studia, zaczęła pisać bestsellery, stała się znanym i uznanym antropologiem i spotkała mężczyznę swojego życia, który kochał ją bez granicznie… gdy wróciłem z czasem wybaczyła mi, krzywdę wyrządzoną przez nas jej przed laty.
Zaczął płakać.
-Znów straciłem córkę… a Rus siostrę… Kochałem ją… Cieszę się, że wyrosła na ładna i mądrą dziewczynę… wiele osiągnęła i jestem z niej dumny… Mam nadzieję, iż jesteś z matką i jesteście szczęśliwe. Agent wstał i podał chustkę Maxowi i poklepał go. Kennan położył na trumnie swojego dziecka różyczkę i odszedł. Nie miał siły, aby co kol wiek dodać. Teraz wstał terapeuta naszego Duo.
-Dostałem zadanie, aby prowadzić terapię doktor Temperance Brennan i agenta specjalnego Seeley’a Botha. Oboje nie byli do tego przychylnie nastawieni. Doktor Brennan nie tolerowała psychologii i uważała, że nie jest nauką. Przez co trudno było mi zdobyć jej sympatię. Byli dosyć ciekawymi partnerami. Ona antropolog, cywil, on agent FBI. Często dyskutowali i to czasem ostro, a mimo to nadal pracowali ze sobą. Mieli też zupełne różne charaktery, co bywało wybuchową mieszanką… Przyjmowała tylko to, co było można wytłumaczyć racjonalnie i naukowo. Nie była otwarta osobą. Raczej była zamknięta w sobie. Ciężko było cokolwiek z niej wydobyć. Ale z czasem wszystko zmieniło się. Stała się bardziej otwarta na świat. Zaczęła uczyć się o pop kulturze i świecie… Najtrudniej było ich przekonać do tego, że są stworzeni dla siebie. Ciągnęło ich do siebie., ale nie potrafili tego dostrzec. A gdy wreszcie odnaleźli siebie, wydawało się iż już nic im nie stanie im na przeszkodzie na drodze do szczęścia… Jak wszyscy się myliliśmy… Polubiłem doktor Brennan i po mimo wszystko wiem, że ona mnie też lubiła. To ona i jej partner trzymali wszystkich razem. Gdy Booth dostał propozycje szkolenia żołnierzy w Afganistanie, a doktor Brennan prowadzenie ekspedycji, która poszukuje praczłowieka i wyjeżdżają zespół rozpadł się. Hodgins z Angelą pojechali do Paryża. Praktykanci stracili pracę.  Ja grałem na fortepianie w barze. A doktor Saroyan pracowała jako patolog dla FBI. Gdy zaczęła mieć problemy pani prokurator wszystkich ściągnęła nas na pomoc. Wtedy zrozumieli, że muszą zostać w kraju i znów pracować razem.
Położył kwiat i powrócił do przyjaciół. Teraz postanowiła podzielić się rozważaniami ostra pani prokurator Caroline Julian.( Niektórzy z zebranych pamiętali jej występ podczas sfingowanego pogrzebu Bootha.) Sięgnęła po różę.
-Miałam czasem z nimi problemy. Nie mieli dowodów, a potrzebowali nakazu. Razem naginali prawo. W dodatku język naukowy, którym posługiwała się doktor Brennan był kłopotliwy w sądzie podczas rozpraw. Musiałam zacząć liczyć na naukowców z instytutu. Przyznam, ze nie byłam z tego zadowolona. Z czasem przekonałam się, ile daje współpraca z naukowcami. A najgorzej było się dogadać z doktor Brennan. Ale powoli zaczynam ją rozumieć i lubić. Stała się moim człowiekiem. A ja dbam o swoich ludzi… Na swój sposób była dobrą kobietą. Widziałam to napięcie miedzy nią, a Boothem. Dlatego raz doprowadziłam do pocałunku pod jemiołą2. Szkoda, że wtedy nie wyznali sobie uczuć. Doktor Brennan była też dobrym specjalistą. Bez je umiejętności i wiedzy wielu morderców chodziłoby na wolności. Dziękuję za taki świetny duet.
Kładąc różę na trumnie powiedziała.
-Złapiemy go doktor Brennan. Zapłaci za pani śmierć.
Podszedł dyrektor FBI.
-Byłem przeciwny, temu, aby doktor Brennan pracowała w terenie. Po mimo wszystko była niedoświadczonym cywilem. Agent Booth zaręczył za nią i z niechęcią zgodziłem się. Niedługo potem narozrabiała, mówiąc kolokwialnie. Ale nadal pracowała w terenie. Dopiero z czasem zrozumiałem, ze podjąłem dobrą decyzję. Doktor Brennan i agent Booth razem przesłuchiwali podejrzanych, rozmawiali ze świadkami, oraz dokonywali aresztowań. Wszyscy w biurze słyszeli o dynamicznym duo i dziwili się jak oni to robią. Dzięki ich współpracy wiele zmieniło się w statystykach. Zaczęliśmy mieć większą wykrywalność sprawców morderstw. Czasem musieli Radzic sobie z niebezpiecznymi osobnikami. Doktor Brennan dobrze radziła sobie w stresujących sytuacjach. Do tego potrafiła oddzielać pracę od życia prywatnego. Niedługo upamiętnimy ja na ścianie poległych agentów, po mimo że była cywilem. Za jej zasługi dla FBI i mieszkańców Waszyngtonu.
Odszedł uśmiechając się pod nosem.


 ..................................................................................................................................................................


3. Aby Brennan mogła ojcu i bratu zorganizować święta Bożego narodzenia w więzieniu musiała pocałować się z Boothem pod jemiołą. Chodziło o  córki dziewczyny  brata. Dziewczynki nie mogły dowiedzieć się, że Russ siedzi w więzieniu. Całą sytuacje sprowokowała pani prokurator Caroline Julian. Sezon 3 odcinek 9

sobota, 29 marca 2014

Bones rozdział I Pogrzeb, część III

Podeszli asystenci pani antropolog. Każdy z nich wziął po róży. Wendel przemówił w ich imieniu.
-Była dokładna w swojej pracy. Jeśli ktoś się pomylił łajała, ale gdy znalazł ślad chwaliła. Chodź dosyć oszczędnie ubierała to w słowa... Wiele nas nauczyła. Wszyscy ją lubiliśmy. Chodź na początku bywało ciężko znaleźć z panią doktor nić porozumienia. Widzieliśmy jej poświęcenie dla antropologii. Była wielką kobietą. To był zaszczyt pracować dla niej.
Położyli róże na trumnie i odeszli. Przyszła pora na Zacka, byłego asystenta Temperance, który za pomoc kanibalowi trafił do szpitala psychiatrycznego. Podszedł do trumny i położył na niej ręce.
- To doktor Brennan nauczyła mnie tego, co dziś umiem.. Byłem długo jej doktorantem. Chciałem być jak ona. Wszyscy w różnych słowach mówią, iż była wspaniała w tym, co robiła. Ale była też dobrym człowiekiem, choć na swój sposób. Była wyjątkowa i nikt nie zastąpi doktor Brennan... W naszych sercach na zawsze pozostanie pustka... Zbyt wiele jej zawdzięczam.
Wziął różę i kładąc powiedział.
-Przepraszam za to, co zrobiłem i dziękuję za wszystko, co dla mnie pani zrobiła.
Gdy usiadł podszedł agent Booth. Sięgną po kwiat. Spojrzał na przyjaciół, którzy trzymali zdjęcie zmarłej i na jej rodzinę. Łzy ciekły mu po policzkach. Nie potrafił być twardy, gdy na zawsze żegnał ukochaną kobietę.
-Cieszę się, że miałem możliwość poznania zezulców i zaręczenia za Bones... Na początku nasza współpraca była trudna, ale z czasem dotarliśmy się... Bawiła mnie jej nie wiedza na temat popkultury, slangu, czy powiedzonek... Byliśmy przyjaciółmi i partnerami... Przez pewne wydarzenia z przeszłości bała się kochać... Walczyłem o to, aby zrozumiała, czym jest miłość... Nigdy się nie przyznała, ale zawsze wiedzieliśmy, iż bohaterowie jej książek są wzorowani na nas... Ciężko pracowała nad każdą kolejną powieścią... Ale i tak kości zawsze były najważniejsze. Chciała też nauczyć się sztuki przesłuchiwania, oraz brać udział w aresztowaniach... Dlatego staliśmy się dynamicznym duo... Pakowała się w kłopoty… Jak zostali porwani z Hodginsem przez grabarza oboje zachowali spokój i za pomocą swojej wiedzy dali nam znać, gdzie mniej więcej są, wyprodukowali sobie trochę tlenu i wysadzili poduszkę powietrzną. A gdy ja zostałem porwany robiła wszystko z zezulcami, aby mnie uratować. Nawet zwróciła się o mojego brata.. A gdy miałem operację była cały czas przy mnie. Pierwszą osoba, którą zobaczyłem po czterodniowej śpiączce była ona. Potem wyjechała, a potem wróciła. Pomagała wrócić do normalnoiści… Razem naprawialiśmy rury u mnie w domu. Cieszyłem się, że wróciliśmy do pracy, po mimo co się stało. A nasi przyjaciele świetnie wiedzą o czym mówię1.  Pomogła mi z synkiem, gdy ten szukał dla mnie dziewczyny. A chodziło o kolegę Parkera, jego nową mamę i basen… Zrezygnowała z oskarżenia Tafet o swoje porwanie, aby udowodnić jej zabójstwo chłopca. Wiedziała, iż tylko ona i zezulce mogą udowodnić jej winę… Czasami zdawało mi się, że lepiej dogaduje się ze swoimi kosteczkami, niż z ludźmi. Zawsze chciała być samodzielna. Ale lubiła nasze towarzystwo… Razem wychodziliśmy na drinki i mamy ulubioną knajpkę Royal Diner. Spędzaliśmy czas na dyskusjach. Czasem wychodziliśmy całą paczką. Raz namówiłem Bones na karaoke. Poszliśmy wtedy całą paczką. Śpiewała pięknie… pamiętam jej wzrok, gdy zostałem ranny i traciłem przytomność. Ten smutek i strach. A potem jej złość. Nieźle wtedy na pogrzebie oberwałem. T to był chyba jedyny raz. Ale w tej historii wina była naszego doktorka. Pamiętam jak wpadła do mojej łazienki i zrobiła mi awanturę. Nawet zapomniałem gdzie jestem. Była zła, więc bez skrępowania krzyczała2 Nie znosiła psychologii, co wiązało się z brakiem sympatii do Sweetsa i jego gadek psychologicznych. Ale z czasem go polubiła. Chodź nadal uciekaliśmy z terapii pod byle pretekstem. Zazwyczaj ratowała nas nowa sprawa… Kocham Bones i czekałem długo, aby ona zrozumiała, iż jesteśmy przeznaczeni dla siebie. Ale pewnego dnia postanowiłem ruszyć przed siebie. Ale wreszcie zrozumiała co do niej czuję. Wydawało się, ze dla nas jest za późno3. Ale nie było… Zaczęliśmy odkrywać naszą miłość… A tu nagle nowa sprawa i mafia… Nie obroniłem jej, nie obroniłem mojej Bones.
Zaczął histerycznie szlochać, gdy się uspokoił kontynuował.
-Przepraszam Max, że pozwoliłem jej umrzeć… że pozwoliłem żeby ktoś jej zrobił krzywdę… Jestem odpowiedzialny za śmierć Temperance.
Max wstał i staną przy Seeley’u mówiąc.

-To nie twoja wina. Nie mogłeś jej strzec bez przerwy… Dziękuję, za to co dla niej zrobiłeś Booth… Na pewno gdyby żyła, byłaby szczęśliwa u twego boku. Booth kładąc różę żegnał się z ukochaną.

-Żegnaj kochana Bones i dziękuję za wszystko. Przepraszam, że tu leżysz. I mam nadzieje, iż po mimo swego nastawienia trafiłaś do nieba, które istnieje. 

..................................................................................................................................................


  1. Booth podczas śpiączki śnił, iż Brennan jest jego żoną i prowadzą klub. Brat Bootha zabił płatnego mordercę, który zagrażał Tempi. Naukowcy pracowali u nich. Cam i brat Seeley’a w FBI, pani prokurator to adwokat, a ojciec Bones pracuje dla grabarza, który zbiera haracz.
  2. Podczas karaoke pewna kobieta strzela do Brennan. Booth ją zasłania. W następnym odcinku minęło dwa tygodnie. Wszyscy idą na pogrzeb agenta. Bones opiera się, ale w końcu Angela ja namawia. Podczas ceremonii jakiś mężczyzna zbliża się do trumny. Wtedy ktoś podbiega do niego i dochodzi do bijatyki. Przewracają trumnę w której leży manekin. Booth otrzymuje cios od partnerki. Jest wściekła. Później, gdy kapie się w domu Temperance wpada do łazienki i robi mu awanturę. Okazuje się, iż agent przekazał listę osób, które miały zostać powiadomione o mistyfikacji. Wszystkich miał powiadomić Sweets. To on zataił przed Bones, iż Booth żyje. Zrobił to, aby zbadać zachowania partnerów.



sobota, 22 marca 2014

Bones rozdział I Pogrzeb, część II

Wstała Cam, podeszła i zaczęła opowiadać.
-Pamiętam moje początki w instytucie... Musiałam przekonać do siebie doktor Brennan. A to nie było łatwe. Ale po jakimś czasie udało mi się zdobyć jej aprobatę, a z czasem i... sympatię... Była niepowtarzalną osobą.. Rzadko myliła się, czy coś przeoczała... Była dobrą kobietą. Chciała wraz z Boothem łapać morderców i wsadzać ich do więzienia. Chciała też, aby szczątki odzyskały torzsamość, aby zidentyfikować wszystkie kości...Nie tak dawno rodzina stała się dla niej bardzo ważna... Zaczęła odzyskiwać wiarę w ludzi. Nauczyła się ufać innym... Staliśmy się jedną rodziną... Pamiętam jak martwiła się, gdy grabarz porwał Bootha. Dla niego była gotowa zrobić wszystko... Zawsze starała się być racjonalna, ale nie zawsze udawało się jej zapanować nad emocjami... Zawsze była sobą i mówiła, co naprawdę myśli. Sława nigdy nie uderzył jej do głowy. Lubiła podkreślać swoją inteligencję i liczbę doktoratów.
Wszyscy uśmiechnęli się wspominając, gdy Temperance mówiła o doktoratach. Głos załamał się Saroyan.
-Lubiłam ją, jako kobietę wierną swoim zasadom i oddaną pracy. Ale szanowałam za jej profesjonalizm i ciężką pracę.
Cam chwiejąc się zbliżyła do trumny i złożyła kwiat. Po chwili znalazł się przy niej Clark i odprowadził na miejsce. Czas nadszedł na słowa Hodginsa.
-Była największym naukowcem, ponieważ wkładała wszystko w pracę.. Ale potrafiła być lojalna wobec nas wszystkich. Pamiętamy pogrzeb Bootha i jak ona to przeżyła.  A później złość, bo została oszukana przez najlepszego przyjaciela... Oni na początku nie znosili się. Ale potrafili stworzyć zespół i to cholernie dobry... Szkoda, że w życiu osobistym nie ułożyło się im... Wracając do naszej pracy wielu morderców wymknęłoby się sprawiedliwości, gdyby nie ona. Zawsze chciała znaleźć odpowiedź na pytanie, jak zginęła ofiara... Naraziła się wielu osobom, ze świata przestępczego. Ale i tak nie poddawała się. Nie znosiła porażek...Będzie mi jej brakowało. Nam wszystkim będzie nam brakowało jej chłodnego podejścia do życia, sprzeczek z Boothem, spojrzeń, gdy czegoś nie rozumie.
Po policzkach zaczęły mu spływać łzy.

-Była jedną z nas... I czego tu chcieć więcej?... Jesteśmy jedną wielką rodziną i straciliśmy jednego z nas.

sobota, 15 marca 2014

Bones rozdział I Pogrzeb, część I

Pogrzeb

-Zebraliśmy się tutaj, aby pożegnać drogą córkę, siostrę i przyjaciółkę w osobie doktor Temperance Brennan. Pan wcześnie wezwał ją do siebie.. Popzostawiła tu na ziemi rodzinę i przyjaciól.Wszyscy będą o niej pamiętać. Pan miał bobec niej taki plan...
Wszyscy zebrani na pogrzebie uważnie słuchali księdza. Wiedzieli, iż zmarła nie wierzyła w Boga, ale i tak zorganizowali ceremonię z duszpasterzem. Na cmentarzu byli wszyscy bliscy zmarłej. fani pani antropolog pożegnali wieczorem w kaplicy domu pogrzebowego. Gdy ksią z zakończył kazanie do trumny podeszła zapłakana i zrozpaczona Angela, potrzymywana przez Hodginsa. Z mężem wzielipo białej róży i zaczeła snuć swoą opowieść.
-Do dziś pamiętam jak poznałam Brennan... Ale wolę wspominać lata naszej pracy w instytucie... Dla niej na początku była najważniejsza praca, jej kości... Nic nie mogło odciągną jej od szczątek... Czasem spała w instytucie, albo całą noc badałaszczątki... Na urlop jeździła na wykopaliska...Ale nagle jej życie się zmieniło... do naszego zespołu dołączył przystojny agent. Początki ich współpracy były trudne. Potem zaczą ją zmieniać.Booth uczył ją żyć... Pod koniec uczyła się coraz chętniej. Nasz agencik wszystko cierpliwie jej tłumaczył. była dobrą przyjaciółką... Wykupiła wraz ze mną świnkę... czy gdy zaginą mój chłopak przyjechała aby wspierać mnie i pomóc przy poszukiwaniach... Wszyscy w instytucie jesteśmy rodziną... a ja i Brenn prywatie jesteśmy przyjaciółkami. Z Boothem tworzyła dynamiczne duo i zamykani śledztwa. Niezależnie czy były trudne, czy łatwe. Byli najlepsi. Ufali sobie... Brakuje mi jej uśmiechu, nierozumienia metafor, czy slangu, oraz jej kłótni z Boothem... Nigdy nie zapomnę cię Brennan.
Zaczęła mocniej płakać, więc Jack ją przytulił, położyli róże na trumnie, po czym wrócili na swoje miejsca.

piątek, 7 marca 2014

BONUS

Długo nic nie wstawiałam, więc taki daje bonusik po wstawieniu epilogu. Miało to być drable, ale czy wyszło? Nie wiem.

Dobry wybór? Czy było inne wyjście?

Na dachu instytutu stał mężczyzna. W ręku trzymał Karabin snajperski. Celował w kobietę stojącą po drugiej stronie ulicy. Łzy ciekły mu po policzku. Nie chciał tego robić, ale nie miał wyjścia. Musiał zastrzelić kobietę. Inaczej ktoś inny zabije jego matkę, żonę i trzymiesięczną córeczkę. Podniósł broń na wysokość oczu i wycelował. Strzelił. Kobieta upadła.  Obserwował przez lunetę i widział jej ranę w okolicy serca. opuścił karabin i ukrył twarz w dłoniach. Spojrzał na stygnące ciało. Wyszeptał patrząc w niebo.
-Przepraszam Bones. Nie chciałem tego....Przepraszam, że cię... zabiłem.

Parker Booth zbiegł z dachu i wybiegł z instytutu.