Przepraszam, że w ostatnim czasie nic nie wstawiam, ale jestem w trudnym okresie. W poniedziałek rozpoczynam ogromne wyzwanie, jakim jest matura. Piszę od 4 do 8 maja. Potem ustne i Wos.
W piątek zakończyłam liceum. Przyznaję się, że w ostatnim okresie było ciężko. Bardzo przepraszam i obiecuję spiąć się po maturze. Jest mi przykro, że nie daję rady. Stres niepozwala mi się skupić na przepisywaniu. Przepraszam.
czwartek, 30 kwietnia 2015
piątek, 3 kwietnia 2015
Dziesięcioletnia nieobecność cz. IV
Pobiegł po sukienkę, a po chwili
powrócił. Kobieta poszła się przebrać. Po dziesięciu minutach wszedł Max.
-
Russ? Już wstałeś?
-
Tak. Amy jeszcze nie ma. Nie uwierzysz co się wydarzyło.
-
Zaczynam się bać.
-
To nic złego.
Do
salonu powróciła pani Moris. Starszy mężczyzna krzyknął z radości.
-
Tempi.
Przytulił
córkę do serca. Płakał. Był szczęśliwy, widząc utracone dziecko
-
To naprawdę ty kochanie?
-
Tak, wiem, że ciężko uwierzyć.
Była
niepewna. Nie wiedziała, jak ma się zachować. Max pogłaskał ją po twarzy.
-
Najważniejsze, że żyjesz... Nie do wiary.
-
Co ma z tym wspólnego wiara?
Keenan
uśmiechnął się.
-
Nic kochanie, tylko się tak mówi. Wyglądasz pięknie
-
Dziękuję. Jadę do FBI. Szykują przyjęcie na cześć Parkera.
Mężczyzna
otarł łzy. Starał się zapanować nad emocjami. Przypomniał sobie spotkanie z
Parkerem.
-
To miły młodzieniec. Przypomina ojca. Zawiozę cię.
-
Nie ma mowy. W tym stanie nie możesz prowadzić.
Wypuścił
ją z objęć.
-
Ale ja tak- odparł Russ. - Idziemy. Tylko napiszę kartkę dla Amy.
-
Tylko nie wspominaj o mnie.
-
Dobrze siostra.
Złapał
leżącą w
korytarzu kartkę, a ojciec przyniósł długopis. Napisał kilka słów i
zostawił wiadomość na stoliczku. Na kartce widniało jedno zdanie " Muszę
coś załatwić, niedługo wrócę. Russ."
Kobiety
stały w szoku. Amy próbowała zrozumieć, to co usłyszała. Gdy zdała sobie sprawę kim była kobieta,
wszystko zrozumiała. Wyjaśniła przyjaciółce, że to siostra jej męża, która była
uznana za zmarłą. Wiedziała, że
Temperance będzie potrzebowała pomocy i wsparcia. Ale po nocce była zbyt zmęczona, aby wszystko
analizować. Poszła do sypialni i legła na posłaniu. Po chwili zaczęła chrapać.
W
samochodzie Brennana. Jechali w milczeniu. Mężczyźni co chwilę spoglądali na
Tempi. Obawiali się, że zniknie. Nie wiedzieli o czym powinni rozmawiać.
Uśmiech nie schodził z ich twarzy. W ciągu kilkunastu minut Max odmłodniał o co
najmniej dziesięć lat. Podjechali pod
budynek Federalnego Biura Śledczego w Waszyngtonie. Ciszę przerwał dźwięk
telefonu Caroline. Szybko go odebrała.
-
Hej Bones. Gdzie jesteś?
-
Pod FBI. A wy?
-
Zaraz dojedziemy. Będziemy szli do gabinetu Sweetsa.
Nie stawaj przy drzwiach.
-
Posiedzę w aucie z ojcem i Russem.
-
Znajdziemy cię.
-
Czekam kochanie.
Keenan
zrobił wielkie oczy. Jego mała córeczka, która bała się zaangażować, czule się do kogoś zwraca.
-
Z kim rozmawiałaś?
-
Z Boothem. Jesteśmy małżeństwem.
Ta
wiadomość ucieszyła mężczyznę. Gdy poznał Seeley'a pragnął, aby to on został mężem jego małej
Tempi. Widział jak on dba o swoją partnerkę. Westchnął.
-
Nareszcie. Chętnie się z nim przywitam.
Kobieta
zaczęła opowiadać o małżonku i dzieciach. Nagle zbliżyło się pięć osób. Moris
zapukał w okno po stronie żony. Max wyszedł i wyściskał zięcia. Jest mu wdzięczny, za wszystko co zrobił dla
Temperance.
-
Dziękuję ci za to, co dałeś mojej córce.
Nie
potrafił powstrzymać łez.
-
Już dobrze. Miło cię widzieć. Przepraszam, ale musimy iść. Według Angeli jest
jeszcze trochę pracy. A musimy wpaść do dyrektora.
Caroline
(Temperance Brennan) wysiadła z
auta i razem z mężem weszli do budynku. Idąc korytarzami, nie rozglądali
się. Nie chcieli zwracać na siebie uwagi.
Szybko dostali się do gabinetu Cullena. W środku zastali agenta
specjalnego Forena. Od razu dyrektor zwrócił się do mnie.
-
Agencie Booth, doktor Brennan. Miło was widzieć. Agent Foren o wszystkim mi
opowiedział. Od razu wiedziałem, że to
wy byliście na przyjęciu. Nie mogłeś usiedzieć na miejscu?
-
Nie dyrektorze. Nie chciałem ryzykować, że nas rozpozna. A byliśmy tam,
ponieważ miałem zadanie do wykonania.
-
Wiem. Wasz bankier zjawił się na
komendzie i do wszystkiego się przyznał. Przeraziło go aresztowanie na
przyjęciu. Dobra robota. Odzyskasz odznakę. Tylko zostaniesz wysłany na
dwutygodniowy kurs. Bez sprzeciwu. Chcecie coś dodać?
-
Tak- odparł Jack Moris ( Seeley Booth). - Chcę panu zakomunikować, że jesteśmy
małżeństwem i mamy dwójkę dzieci.
Mężczyzna
uśmiechnął się.
-
Gratulacje. Dopełnijcie wszystkich
formalności i widzę was na dawnych stanowiskach. A teraz zmykajcie, ponieważ na
kogoś czekam.
-
Parkera?
Skinął głową, a para opuściła gabinet,
ściskając rękę dyrektorowi . Od razu skierowali się do gabinetu psychologa.
Nagle zobaczyli panią prokurator. Było za późno, aby uciec. Mieli nadzieje, że kobieta nie pozna
ich. Gdy minęła ich, odetchnęli z
ulgą. Caroline Julien nagle odwróciła
się i stanęła jak słup. Szli przed siebie, gdy usłyszeli ostry głos.
-Agencie
Booth. Proszę zatrzymać się i wszystko wytłumaczyć. Radzę nie uciekać.
Prócz
nich zatrzymało się jeszcze trzech agentów. Państwo Moris podeszli do pani
prokurator. Mężczyzna zaczął się wytłumaczyć.
-Mieliśmy
później wpaść do ciebie Caroline.
Przybyliśmy służbowo do Waszyngtonu i mieliśmy nadzieję, że nikt nas nie
rozpozna. Ale wczoraj natknęliśmy się na
Hodginsów, oraz państwa Vaziri. Bones
zdecydowała, że wracamy. A musieliśmy zniknąć z powodu tamtej mafii. Nie
chcieliśmy narażać naszych rodzin i przyjaciół. Zrozum to.
Kobieta
uśmiechnęła się i uścisnęła ich,
-
Witajcie w domu. Ale nie odpuszczę ci tego oszustwa słodziuteńki.
Udała
się do Cullena, a oni do Sweetsa. Zapukali i weszli do jego gabinetu. Lancy i Jack
pompowali balony. Wendel i Clark wieszali konfetti. Cam, oraz Angela szykowały
kieliszki i kroiły ciasto. Artystka pomachała im i zaczęła się śmiać, a patolog
uśmiechnęła się. Etymolog spojrzał na żonę, a następnie na przybyłych i
zachichotał. Wendell i Clark zostawili
konfetti i patrzyli na państwa Moris. Zapadła cisza. Sweetsa zastanowił spokój,
który nagle zapanował w jego gabinecie i rozejrzał się. Gdy dostrzegł
"martwych" przyjaciół, zbladł. Myślał, że ma halucynacje, choć wolałby,
aby byli żywi. Jako psycholog nie wierzył w powroty zmarłych z grobu. Bał się
odezwać, aby nie rozpłynęli się w powietrzu. Ciszę przerwał Moris.
-
Nie patrzcie na nas, jak wół na malowane cielę.
-
Jaki wół? Jakie cielę? - spytała jego żona.
-
Tak się mówi Bones.
-
Te twoje powiedzonka są głupie,
-
To sen - spyta Lancy.
-
Nie Sweets.
-
Ale jak?
-
Cullen nas ukrył.
Zabrakło
mu powietrza. Moris i Cam wyprowadzili psychologa.
Clark i Wendell patrzyli na siebie.
- Czy to naprawdę pani?- spytał Edison.
- Tak. Przeżyłam napaść razem z Boothem i zmieniliśmy
nazwisko. W czym mogę pomóc?
Angela, która była podekscytowana powrotem duetu, oraz
dzisiejszym przyjęciem, nie mogła ustać w miejscu. Była radosna, ale
rozstawiała wszystkich po kątach. Wszyscy podporządkowywali się jej.
- Siadaj słodziutka. Wszystkim się zajmiemy. Do roboty
chłopcy.
Dawni asystenci Brennan ruszyli do pracy bez jednego słowa. Nie chcieli narażać się
artystce. Nawet jej mąż nie odezwał się
słowem.
W tym samym czasie w socjalnym. Lancy siedział na krześle, był blady jak
ściana. Moris podał mu szklankę wody.
- Pij Sweets. Jesteś blady. Szkoda, że nie mamy whisky.
- Booth- skarciła go Caroline. - Jesteśmy w instytucji państwowej.
Psycholog wyszeptał cichutko.
- Ty nie żyjesz.
Zdanie Lancy'ego
wywołało uśmiech na twarzy Morisa.
- A on się dziwi, że nigdy nie lubiliśmy przychodzić na
sesję.
Położył rękę na ramieniu mężczyzny.
- Spójrz na mnie Sweets. Po co miałbym cię nawiedzać jako
duch?
- Aby zemścić się za terapię? Albo książkę, czy moje
gadanie?
Uśmiechnął się.
- Jestem katolikiem, oraz umiem przebaczać. A tak w
ogóle, czy wyglądam ja duch?
- Troszeczkę - odparła Caroline. - Też jesteś blady. Ale
Brennan wygląda jeszcze gorzej. Jest
biała jak ściana. Jej oczy są
podkrążone, oraz sine. Do tego to sama skóra i kości. Ale się jej nie dziwię. A
ty weź się w garść- zwróciła się do Lancy'ego. - Oni naprawdę żyją.
- Żyją?
-Tak. Wracają, przynajmniej tak twierdzi Brennan.
- Skoro tak powiedziała, to tak jest - odparł Moris. -
Wszystko ci wyjaśnię później, ale teraz potrzebuje twojej pomocy. Pewnie Arastoo
niedługo przyprowadzi dzieci.
- Za parę minut - odparła patolog. - Uprzedzę cię Sweets.
Tak, oni mają dzieci i są małżeństwem.
To było za dużo jak
dla doktorka. Był bliski panice. Cam, która była przezorna i przyniosła leki
uspokajające, podała mu dwie tabletki i kazała połknąć.
- To na uspokojenie. Mam tego więcej. A ty Booth przestań sie denerwować. Parker
ucieszy się.
Psycholog połknął tabletki i uściskał dawno niewidzianego
przyjaciela.
- Nawet nie wiesz, jak się cieszę. I przepraszam, że dwa dni przed waszą
śmier...
Nie potrafił dokończyć zdania. Nadal rozpamiętywał
kłótnię sprzed dziesięciu lat. Przez ten czas żałował ostrych słów, wypowiedzianych pod
adresem partnerów. Gdy zginęli, zanim ich przeprosił, był wściekły na siebie.
To doprowadziło do jego załamania psychicznego. Wiedział, że to onnie miał
racji. Udało mu się powrócić do normalności dopiero po kilku miesiącach. Teraz
odczuł, że może naprawić swój błąd. Ale jeszcze nie czuł się na sile na rozmowę
na ten temat. Ale wydobył jeszcze jedno
zdanie.
- Jesteś wspaniałym agentem i przyjacielem
Jack Moris ( Seeley Booth) poklepał go po plecach
przyjaźnie.
- Nie ma o czym mówić. Wracajmy do ciebie. Muszę
sprawdzić co z Bones.
Detektyw ruszył na przedzie. Lancy spytał kobietę.
- Co jest doktor Brennan?
Camille spojrzała smutno na niego.
- Dzisiaj nie myśl o tym. Przez to nie mogłam przez to
spać. Hodgins też. Nie próbuj podpytywać Angeli, ponieważ nic nie wie. Niewiele
pamięta z wczorajszego przyjęcia. Spiła
się. Dzisiaj myślała, że wszystko jej
się przyśniło. Gdy dowiedziała się, że to nie był sen i oni żyją, to płakała przez godzinę. Jak wiesz, Hanibal nie żyje. Więc mamy
potrójne święto.
- Zgadzam się.
Parker będzie przeszczęśliwy.
Jego ukochany ojciec wrócił.
-Wpadli do gabinetu. Lancy wyściskał Caroline Moris (
Temperance Brennan). Następnie pobiegł
pod gabinet dyrektora. Po jakimś czasie od Cullena wyszedł Parker. Lancy podszedł uśmiechnięty do młodzieńca i
zaczął mu gratulować.
- Ojciec byłby z ciebie dumny. Gratulacje młodszy agencie
Booth.
- Dziękuję doktorze Sweets.
- Miałeś omijać oficjalny zwrot. Chodź, usiądziemy sobie
u mnie i pogadamy.
- Tylko nie terapia - jękną młodzieniec. Lancy uśmiechnął
się.
- Jesteś podobny do ojca.
- Wszyscy tak mówią... Oddałbym wszystko za jeszcze jeden
dzień z tatą.
- Wiem.
Przeszli
do gabinetu doktorka. Gdy weszli, młodzieniec zobaczył wszystkich przyjaciół.
Po środku stał jego ojciec, w towarzystwie Bones
niedziela, 1 marca 2015
Dziecięcioletnia nieobecność cz. III
Moris uśmiechał się, po chwili
wtrącił się.
-
Lepiej nie rozmawiajcie tutaj. Nie mamy wyjścia. Musicie o nas zapomnieć.
Caroline
serce się ścisnęło. Wiedziała, że mąż tęskni za synem. A ona tęskniła za ojcem i Russem, chodź
wypierała się tego. Tęskniła też do przyjaciół. Spojrzała na Angelę i spokojnie
powiedziała.
-
Wracamy do Waszyngtonu. A jutro
zobaczymy się z Parkerem. A teraz jedźmy do dzieci.
-
Macie dzieci? - spytała Camile
- Tak. Dziewczynkę Christine i chłopca Hanka.
-
Super - odparła szczęśliwa Angela.
Patrzyli
po sobie i rozmawiali. Artystka stała z boku, ponieważ wino szumiało jej w
głowie. Postanowili puścić przyjęcie. Entomolog odrazu odjechał z żoną. Arastoo
był zaskoczony, gdy żona wyjaśniła mu sytuację z Temperance i Seeleyem, ale
ukrył swoje zmieszanie. Detektyw i aktorka oddali sprzęt policjantom i nie
zamieniajac słowa powrócili do przyjaciół.
Za
kierownicą samochodu pani patolog usiadł detektyw. Poruszali się po pustej
drodze. Nagle pojawił się radiowóz, który wjechał w nich. Z niego wysiadł
Hanibal. Moris kazał wszystkim uciekać. Caroline nie chciała opuścić męża.
Arastoo i Camile złapali ją pod ramiona. Detektyw postanowił odciągnąć
mordercę. Wyciągnął broń, Greg zrobił to
samo. Mierzyli się wzrokiem. Wystrzelili jednocześnie.
Kula
trafiła tylko w Hanibala, który upadł i wyzionął ducha. Jack wezwał posiłki i
po godzinie zaroiło się od FBI. Nagle odezwała się jego komórka. Dzwoniła
Caroline.
-
Bones? Wszystko w porządku?
-
Tak. Trafiłam Do domu Russa. Nie wypuści mnie do rana. A co z resztą?
Nie
wiedział, co odpowiedzieć, gdy zobaczył państwa Waziri idących przez pole.
-
Nic im nie jest. Są tutaj. Do zobaczenia jutro.
Przyjaciele
podeszli do niego. Byli zdenerwowani
-
Zgubiliśmy twoją żonę - powiedziała Cam.
-
Trafiła do Russa. Ale zbieg okoliczności.
Gdy
Temperance Brennan alias Caroline Moris w pewnym momencie ucieczki wyrwała się
przyjaciołom i chciała wrócić do męża. Biegła ile sił w nogach w przeciwnym
kierunku. Po dwudziestu minutach biegu zauważyła parę domków. Zapukała do pierwszego,
ale nikt jej nie otworzył.
Podbiegła
do drugiego i zaczęła walić. Po chwili upadła zemdlona na progu. Po pięciu
minutach drzwi otworzył Russ Brennan. Przeraziła go leżąca na jego progu
kobieta w czerwonej i podartej sukni. Sprawdził funkcje życiowe. Nie wiedział
co zrobić. Przyniósł szklankę wody i ją oblał. Caroline ocknęła się i zerwała
na nogi, a mężczyzna spytał.
-
Wszystko w porządku?
-
Nie. Nasz samochód zastał zaatakowany.
-
Tempi? Ale jak?
Uradowana
kobieta, w wybawcy poznała brata
-
Russ? To ty? Ale mam szczęście. Booth został na drodze, aby walczyć z
Hanibalem...
-
Nie wierzę.
-
To ja.
Przycisną ja do siebie. Nie mógł uwierzyć, że
siostra żyje.
-
Ale przecież umarłaś.
-
Żyję. Nie miałam wyjścia. Musieliśmy zniknąć... Chodziło o wasze
bezpieczeństwo.
Oboje
zaczęli płakać. Po chwili kobieta otrząsnęła się.
-
Muszę zadzwonić do Bootha.
-
Powiedz mu że cię nie puszczę.
-
Ale jutro muszę być w FBI.
-
To zostajesz na noc. Nie dyskutuj siostra.
Uśmiechnęli
się. Zadzwoniła do męża, a brat ją obserwował. Gdy skończyła rozmowę, weszli do
środka.
-
Greg Hanibal nie żyje.
-Hura.
Spojrzała
na niego srogo. Zdjęła płaszcz i przeszli do salonu.
-
Wracacie do Waszyngtonu?
-
Tak. Pewnie kupimy jakiś domek, albo na razie wynajmiemy.
Nie
wrócili uwagi, że ktoś śpi na kanapie, a raczej przebudził się i słucha.
-Kocham
cię.
-
Ja też cię kocham.
-
Marco
-Polo
-
Uciekałam przed mordercą.
-
Całe szczęście, że nic wam się nie stało.
Zachwiała
się, a Russ ją złapał.
-
Napijesz się czegoś? Dobrze się czujesz?
-
Tak. Tylko w głowie mi się kręci. Jestem zmęczona.
-
Dziś śpisz ze mną. Amy niema, a muszę
cię mieć na oku.
-
Jak możesz mnie mieć na oku? Przecież to nie logiczne.
Uśmiechnął
się.
-Booth,
gdzie jesteś?
-A
co od niego chcesz?
Kobieta
nie wiedziała, czego chce brat. Była lekko zdezorientowana.
-Nic.
Chcesz się wykąpać?
-
Nie. Jest już po północy. Nie chcę nikogo obudzić.
-
Tym się nie przejmuj. Dziewczynki mają mocny sen. A mały Kyle śpi u kolegi po
sąsiedzku. Zaprowadzę cię do łazienki.
-
Ale musisz pożyczyć mi jakiś t-shirt.
-
Dam ci nocną koszulę Amy.
Zaprowadził
siostrę do łazienki i zaniósł jej najpotrzebniejsze rzeczy. Zszedł do kuchni i
zaparzył herbatę ziołową. Cieszył się, ze Temperance żyje i przez przypadek
znalazła się w jego domu. Nadal nie mógł sobie wybaczyć, że po zniknięciu
rodziców porzucił ją. Podał jej kubek, gdy zeszła, a potem uścisnął ją.
-
Nawet nie wiesz jak się cieszę, że żyjesz i trafiłaś przez przypadek do mojego
domu...
-
Już dobrze. A gdzie...
-
Jest na turnieju kręgli. Jutro wraca. Chodźmy spać. O nie, zapomniałem o
koleżance Amy, która śpi tutaj w salonie.
Poszli na górę i położyli się spać.
Rankiem Amy Brennan wróciła do domu.
Przyjaciółka opowiedziała jej o wydarzeniach, które miały miejsce nad ranem. Postanowiły skryć się za kotarą i podsłuchiwać.
Kobieta zrobiła się zazdrosna o męża.
Po
dziesięciu minutach zszedł Russ. Usiadł w salonie i czytał " Kości
zagłady". Gdyby nie siostra śpiąca obok, myślałby że to wszystko było
snem. Nagle rozległ się szybki tupot. Po chwili zjawiła się Caroline. Miała
podkrążone oczy i wyglądała na spanikowaną. Biegała po całym pomieszczeniu.
Złapała torebkę i wyciągnęła z niej buteleczkę z lekami. i wysypała dwie
tabletki. Wyjęła manierkę i wzięła tabletki. Russ zdenerwował się.
-
Nie popijaj ich alkoholem.
- To woda.
Ledwo
stała na nogach. Złapał ją i posadził na kanapie.
-
Co się dzieje Tempi?
-
Nic. To tylko osłabienie.
-
Nie kłam. Znam cię. Mnie nie okłamiesz. O co chodzi?
-Ale
obiecaj, że znowu nie znikniesz. Albo, że nie będziesz panikował.
-
Zaczynam się denerwować.
Moris
opadła na fotel ze zmęczenia, a brat stanął na przeciwko niej.
-
Mam raka. Jestem po pierwszej chemioterapii. Będę miała jeszcze jedną chemię. Ale lekarz nie daje mi wielkich szans. 30%
procent szans na wyzdrowienie.
-
Boże- mężczyzna przejął się. - I byłaś z tym sama?
-
Booth jest cały czas przy mnie. Stara się być przy mnie silny, ale nie wie, że
zauważyłam jego łzy. Daje mi siłę.
-
Teraz będziesz miała i nas. Masz dla kogo żyć.
-
Wiem. Mam dwójkę dzieci.
Russ
zaczął płakać, a siostra objęła go. Po dziesięciu minutach uspokoił się. musiał
być silny. Spytał.
-
Jak mają na imię?
-
Christine i Hank.
Rozczuliło
go, że siostrzenica ma na imię, tak jak ich matka. Kobieta przypomniała sobie o ważnym spotkaniu.
-
Parker... Muszę jechać do FBI. Wezwiesz mi taksówkę?
-
Nie ma mowy. Sam cię odwiozę.
Przyjrzał
się uważnie jej zniszczonej sukience.
-
Nie masz innej sukni?
-
W hotelu. Przecież byłam na przyjęciu.
-
A teraz?
Spojrzała
ze zdenerwowaniem na zegarek.
-
Parker odbiera dzisiaj odznakę. To syn Bootha... Nie zdążę pojechać do hotelu.
-
Ale iść tak też nie możesz. Rozumiem, że teraz należysz do jego rodziny, a on
do naszej. Nie puszczę cię w takim
stanie.
Zamyślił
się, po chwili krzyknął.
-Mam. Twoja mała czarna wisi w pokoju ojca. Zabrał
ją z mieszkania córki. To ostania rzecz którą miała dzień przed śmiercią.
-
No proszę. mogę ją pożyczyć?
-Jasne.
Niedawno Amy ją wyprała. Ojciec wściekł się na nią. Ale się tym nie przejmuj.
Już się pogodzili. Zaraz ją przyniosę.
Temperance
była mu wdzięczna, ale nie chciała go mieszać w swoje problemy.
-Russ?
-
Tak?
-
Nie chcę się wam narzucać. Nie przejmujcie się moją chorobą.
-
Nie zostawimy cię Tempi. I zawiozę cię na przyjęcie.
-
Wezwę taksówkę.
-
Nie mam mowy. A teraz idź się przebrać.
Pobiegł po sukienkę, a po chwili
powrócił. Kobieta poszła się przebrać. Po dziesięciu minutach wszedł Max
poniedziałek, 16 lutego 2015
Śmierć
Przepraszam, że wstawiam coś innego, ale to nagła inspiracja,
Aby napisać te opowiadanie zainspirowało mnie promo 15
odcinka, 7 sezonu Castle'a. Dziś premiera tego odcinka, nie mogę się doczekać, gdy go zobaczę.
Śmierć
Wbiegł do opuszczonego budynku.
Biegł ile sił w nogach. Chciał jak najszybciej uwolnić Beckett. Nie zachowywał
żadnej ostrożności. Jego myśli zajmowała ukochana kobieta, uprowadzona przez
Niemann i Taysona. Czemu nie przewidział takiego obrotu sprawy? Czemu nie
nalegał, aby z nią pojechać? Biegł ile miał tchu.
Wyłamał zamek kopnięciem i wpadł
do pustej sali, gdzie na środku stało
krzesło. Do niego była przywiązana kobieta ze spuszczoną głową. Wszystko
świadczyło, że się spóźnił. Że kobieta nie żyje. Krzyknął: " Becket,
nie".
Podbiegł do
niej i dłońmi dotknął jej policzków.
Płakał z rozpaczy i przepraszał zmarłą Kate, że nie zdążył jej uratować z rąk
dwójki drani. Czuł się winny. Pocałował ją w policzek i przycisnął do piersi.
Nie chciał jej zostawić.
Gdy dotarli tam chłopcy, widok
ich przeraził. Bezwładne ciało Beckett,
zwisające z ramion Castle'a. Byli wściekli na siebie, świat, Taysona,
Niemann. Byli też zrozpaczeni. Była dla nich jak siostra. Postanowili
wsadzić dwójkę bezwzględnych morderców do więzienia.
Życie Castle'a zmieniło się w
koszmar. Nie potrafił normalnie funkcjonować. Jedynie myślał o zabiciu Kelly i
Jerry'ego. Nie odzywał się do Alexis i Marthy.
Zamknął biuro detektywistyczne. Chłopcy nie mogli do niego dotrzeć.
Pół roku od śmierci ukochanej
dopadł panią doktor i 3XK i zabił ich. Trafił na dwadzieścia lat do więzienia.
Rodzina i przyjaciele postanowili go spierać. Nie mieli zamiaru odwracać się od
niego, choć potępiali jego zachowanie.
niedziela, 15 lutego 2015
Dziesięcioletnia nieobecność cz. II
- Czy ja oszalałam?
-Jeśli
widziałaś Bootha, to oszalałem razem z tobą.
Była
zdenerwowana, nie wiedziała co się dzieje. Entomolog był w szoku.
-
Czyżby to była prawda? - spytała.
Ruszyli
biegiem za policjantem. Trzymali się parę metrów za nim. Hanibal oddalał się. Był moment, iż zadawało
się, że ucieknie. Nagle w Grega wjechał
wózek z czystymi talerzami, przewracając mężczyznę. Dobiegł do niego Moris i skuł go.
-
Jesteś aresztowany za wielokrotne morderstwa, poczynione na zlecenie rodziny
Wilter. Masz prawo zachować milczenie.
Wszystko co powiesz, może zostać wykorzystane przeciwko tobie. Masz prawo do
adwokata. Jeśli cię na niego nie stać, zostanie ci przydzielony z urzędu...
Gdy
detektyw skończył, spojrzał na sprawcę zamieszania, czyli na swoją żonę, która
ciężko oddychała po biegu. Zgięła się w
pół. Jej dolna część sukni była
rozdarta.
-
Wszystko w porządku?
-
Tak. tylko trochę kręci mi się w głowie.
Zatroskany
policjant objął małżonkę, podsunął krzesło i posadził ją na nim.
-
Miałaś się nie przemęczać.
-
Nic mi nie będzie...
-Bones-
krzyknął. - Musisz uważać na siebie.
-
Nie mów co mam robić - krzyknęła. - Sama sobie świetnie radzę.
-
Ale już nie jesteś sama.
Nagle
agent zamilkł. Jego wzrok padł na dawnych przyjaciół. Zaklną.
-
Cholera.
Caroline
spytała.
-
Co się dzieje?
Złapał
żonę za ramiona i skierował ją w stronę bladych przyjaciół. Spojrzała na nich. Jej naukowe podejście do
życia mówiło, że nie mają prawa ich pamiętać.
Za to intuicja jej męża mówiła na odwrót. Widział tęsknotę w oczach
naukowców. Camile podbiegła i uścisnęła mężczyznę. Wyszeptała cicho.
-
Booth.
Była zdenerwowana, ale i szczęśliwa. Cieszyła
się, widząc Seeley'a i Temperance. Łzy zaczęły jej płynąć po policzku. Moris
uśmiechnął się do niej.
-
Cam. Już dobrze.
-
To naprawdę ty?... Przecież nie...
-
To ja. Miło cię widzieć. Wyglądasz przepięknie.
-
Cały Booth. Starasz się być dżentelmenem w każdej sytuacji... Chyba
zwariowałam... Ścigałeś go?
-
Nie. Jestem tutaj na przyjęciu. Ale nie mogłem odpuścić Hanibalowi. Nadal wam zagraża, chodź teraz jest skuty.
Greg
postanowił rzucić się na detektywa. Na szczęście Caroline go obserwowała,
złapała wazę i rozbiła ją na głowie mordercy.
-
Nic mu nie będzie. Przynajmniej będzie chwila spokoju.
Dopiero
teraz Hodgins ruszył się i uścisnął Caroline i Jacka. Po chwili spytał.
-
Teraz wrócicie do Waszyngtonu?
-
Nie - odparł policjant.
-
Dlaczego?
-
Zbyt wiele czasu minęło od naszego odejścia.
-
Wszyscy się ucieszą...
Mężczyzna
był zdenerwowany i smutny
-
Tylko, że w każdej chwili może stać się...
Camile
postanowiła mu przerwać.
-
Ale każdy oddałby wszystko, za jeszcze jeden dzień z wami. A do tego Parker
jutro odbiera odznakę. Twój syn zostanie młodszym agentem. Idzie w twoje ślady.
Przemyśl to, a ja wezwę FBI.
Wyszła
z sali. Pani Moris postanowiła zdradzić swoją tajemnicę.
-Nie
możemy wrócić. W każdej chwili mogę umrzeć.
-
Co pani mówi?- oburzył się Hodgins.
-Mam
raka.
Była
jak zwykle bezpośrednia, co spotęgowało przekaz. To wyznanie wstrząsnęło
entomologiem . Gdy Camile wróciła, zobaczyła, że wszystkich zatkało. Spytała.
-Co
się stało?
Nikt
nie odezwał się. Po chwili Hodgins jej odpowiedział.
-
Doktor B. ma raka.
-
Co?... To nie możliwe.
Przeraziła
się.
-
Taka jest prawda - odparła spokojnie Caroline. - Kiedy przyjedzie ktoś z FBI?
Doktor
Vazirii nie odezwała się, nadal była w szoku. Dopiero, gdy kobieta powtórzyła
pytanie, odpowiedziała.
-
Agent, który współpracuje z nami będzie tutaj za dwadzieścia minut.
-
To dobrze. Zajrzę do Angeli. Spiła się i teraz śpi. Wcześniej weszła na scenę i zaczęła
przemawiać. Mówiła o serialu.
-
Zapomniałem o niej- odparł entomolog. - Gdzie jest?
-
Zostań tutaj. Muszę sobie z nią porozmawiać.
Caroline
wyszła z sali. Patolog zwróciła się do swojego byłego chłopaka ( Morisa ).
-
Jak ona się czuje?
-
Dobrze. Stara się żyć normalnie. Ale
ciężko jej. A co u was? Wszyscy pracujecie razem?
-
Tak, chodź Angela dwa razy odchodziła. A Parker nie może się doczekać chwili,
kiedy dostanie odznakę. Musisz jutro być. Szykujemy przyjęcie
Zaczęli
sie spierać, przestali gdy przyjechał agent Foren. Camile go przedstawiła.
-
To agent specjalny Eric Foren...
-
Jestem detektyw Moris - przywitał się policjant i wskazał na ogłuszonego mężczyznę.
- Tam leży Gregory Hanibal, poszukiwany
morderca. Nie wiem co tu robił.
-
Dlaczego pan się wtrąca? On jest niebezpieczny Było trzeba powiadomić nas, a
nie działać na własną rękę.
-
Nie myślałem. Chciałem go tylko złapać. Miałem z nim już do czynienia.
-
Ale to niebezpieczny człowiek.
-
Pracuję w policji.
Już agent miał się odezwać, gdy
weszła Moris.
-Co
tu się dzieje?
-
Nic kochanie - odparł jej mąż. - Agentowi nie spodobało się nasze zachowanie. A
jak Angela?
-
Nie śpi. Płakała, więc nie weszłam do środka. Stałam w drzwiach i obserwowałam
ją. -A to ten agent?- wskazała na mężczyznę, z którym przed chwilą kłócił się
jej małżonek.
-Tak
- odparł Hodgins. Agent specjalny Eric Foren, współpracuje z nami. A raczej my pracujemy
dla niego.
-
Spokój Hodgins- odparła ostro Cam.
Eric
zdenerwował się.
-
Przestańcie. Nie lubicie mnie. Teraz jestem w pracy, więc daruj sobie doktorku.
Wy jesteście od badania zwłok i próbek, a ja od reszty.
Nagle wpadła wściekła Angela. Wykrzyczała
mężczyźnie prosto w twarz.
-
Nigdy nie dorównasz Boothowi. To najlepszy agent. I on wiedział jak nas
traktować, nauczył się tego. To wspaniały człowiek. A ty? Jesteś bezczelny, nie
próbujesz nas zrozumieć. A on to dobry
człowiek. Stawał w obronie innych, dla
niego liczyło się, aby sprawca odpowiedział za zbrodnie. Zawsze dążył do
prawdy, nie interesowały go koneksje, tylko złapanie sprawcy. Nie ważne kim był przestępca, ważne aby
odpowiedział za swoje czyny.
-
Angela - odparł z uśmiechem Jack Moris.
-
Booth?
Spojrzała
na niego z zaskoczeniem. Do końca nie wiedziała, co się dzieje.
-
Sporo wypiłam, skoro cię widzę.
-
Hodgins nie jest pijany, a mnie widzi. Zostaw w spokoju agenta Forena.
-
On nie traktuje nas poważnie. Jest
gorszy od ciebie z początków naszej znajomości.
Już
wolałabym pracować ze Sweetsem i jego gatkami psychologicznymi. Z kimkolwiek.
Cam
stała przy Caroline i obserwowała całą scenę. Entomolog objął żonę, mówiąc
-
Oni mogą wrócić. Złapali Hanibala. Oni
żyją.
-
Przecież...
-
Wiem, ale to oni.
Artystka
wyściskała aktorkę i detektywa, następnie
zemdlała. Jej mąż uklękną przy niej i ocucił ją. Pomógł wstać małżonce i
uśmiechnął się.
-Wszystko
dobrze kochanie?
-
Tak. Jak to możliwe?
-
Pewnie to sprawka Cullena.
Moris
uśmiechał się, po chwili wtrącił się.
-
Lepiej nie rozmawiajcie tutaj. Nie mamy wyjścia. Musicie o nas zapomnieć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)