wtorek, 13 września 2016

Zdrada (serial Chuck) cz. II

Chuck próbował się zbuntować, ale spojrzenie przyjaciela spowodowało dreszcz strachu, który przeszedł po jego ciele. Nawet przez głowę nie przeszło mu, aby użyć  Intersektu i Kung Fu. Jechali w milczeniu. Przed mieszkaniem, na dziedzińcu czekała na niego siostra. Jej mina zdradzała złość i zatroskanie. Podbiegła do niego i przytuliła go z całych sił.
                - Dlaczego nie powiedziałeś, że Sarah odeszła od ciebie i że znęcała się nad tobą?
                Był w szoku, gdy to usłyszał. Z mieszkania Woodcombów wyłonił się Grimes. Komputerowiec za plecami Ellie, bezgłośnie spytał, o co chodzi i że ma przechlapane. Kobieta była nieświadoma tego.
                - Wróć do nas. Jak za dawnych lat.
                Martwiła się o młodszego braciszka. Pamiętała, co sie z nim działo po zerwaniu z Jill i po wyrzuceniu ze Stanford.  Potrzebował prawie pięciu lat, aby się pozbierać i znaleźć, jak sie wydawało cudowną dziewczynę Sarah Walker.  Żałowała, że wcześniej nie przejrzała tej wiedźmy. Chciała zrobić wszystko, aby pomóc mu się otrząsnąć, tak jak przed laty.
                - Chodź. Przygotuję ci coś do jedzenia.
                Nie opierał się. Nie miał sił na kłótnię.  Dał się jej zaprowadzić, jak mały chłopiec.  Nie mógł otrząsnąć się.  W głowie ciągle miał wiele myśli. Nie zwracał uwagi na to, co wokół niego się działo. Siedział w salonie i nikogo nie słuchał. Patrzył się w pustkę i zastanawiał, czy ukochana jest bezpieczna.
                Minęły dwa miesiące. Charles czuł się osaczony. Nigdzie nie mógł się ruszyć bez obstawy. Nie widział je, ale czuł ich obecność. Kiedy próbował opuścić miasto, albo ustalono, że zdjął nadajnik agenci usypiali go za pomocą pistoletów ze środkiem usypiającym i odstawiali go do pracy, albo mieszkania Eleonor.
                Morgan i John w każdej wolnej chwili obserwowali go. Ewentualnie spędzali z nim czas. Czuli się za niego odpowiedzialni i nie mieli zamiaru dopuścić do jego śmierci. Młoda matka, a starsza siostra nieszczęśnika stała się nadopiekuńcza wraz z ich rodzicielką. Robili co mogli, ale to na niewiele się zdawało.
                To wszystko go drażniło. Zamykał się w swoim pokoju i z utęsknieniem myślał o najwspanialszej kobiecie na świecie. Nie mógł się doczekać, aż to szaleństwo się skończy i Sarah powróci. Bał się o nią. Mogła być wszędzie i walczyć o przetrwanie.
                Znał ją dobrze i wiedział, że  umie walczyć i wie jak przeżyć.  Nie raz widział, jak pokonuje wrogów. Znała zasady ucieczki, umiała posługiwać się bronią, znała sztuki walki. Jeśli na czymś jej zależało, to nie poddawała się.  Przypomniał sobie, jak przywaliła tamtemu przestępcy w więzieniu, kiedy wyciągali człowieka Volkoffa. Próbował zabić czas grając w strzelanki i zajadając się Cheetosami. Załamywał się, ale nie przestawał wierzyć w ukochaną.
                Brał udział w akcjach z nową agentką Hope Donwell. Nie poznała tajemnicy, ani  prawdziwej tożsamości Carmichaela. Cała trójka postanowiła jej nie ufać. Chcieli ją sprawdzić. Jego towarzyszom zależało, aby nie powtórzyła się historia z Walker. Za to był na nich wściekły. Kobietę traktował z obojętnością i jawną niechęcią.
                Ellie miała dość jego załamania i odizolowania się od świata.  Martwiła się o niego. Poradziła się psychoterapeuty, wspominając iż dziewczyna znęcała się nad nim. Dowiedziała się, że  nie powinna na niego podnosić głosu i przemawiać spokojnie. Zapukała do drzwi pokoju Charlesa i pukając zapytała.
                - Chuck? Przyjdziesz do nas?
                - Nie.
                Westchnęła.
                -Nie możesz zamykać się w pokoju. Wiem, że zostałeś zraniony... Wyjdź do nas.
                Zirytował się. Nie mógł uwierzyć, że tak szybko skreśliła Sarah i uwierzyła w kłamstwa. Krzyknął do niej.
                - Nic nie wiesz i niczego nie rozumiesz. Nic nie jest takie, jakie się wydaje.
                - Ale...
                - Nie.
                Zdawała sobie sprawę, że nic nie wskóra, więc odeszła zrezygnowana.  W salonie siedziała Mary.
                - I co?
                - Bez skutku.
                Usiadła obok niej zmarnowana. Nie wiedziała, jak ma z ni  postępować. Nie chciała na niego wściekać, ponieważ wiedziała, że to nie jego wina, tylko wiedźmy, która wyssała z niego energię. Załamywała ręce.
                - Najpierw Jill, a teraz Sarah. Nie wiem, co z nim zrobić. Kompletnie zamknął się. Dlaczego nie zauważyła, że ona znęca się nad Chuckiem. Często niebywało go w domu, ale myślałam, że to z powodu zakochania się.
                - Ja też niczego nie zauważyłam. Myślałam, że dla niego była wspaniałą kobietą. Troszczyła się o niego. Miałam wrażenie, że była gotowa zaryzykować życiem dla niego.
Mary nie chciała mówić, że była światkiem takich sytuacji, ponieważ nie chciała zdradzić przed córką jego drugiego życia. Życia szpiega.
                - Co mam zrobić?
                Poczuła ukłucie w sercu. Wiedziała, że jest wszystkiemu winna. Tego też, że  Ellie musiała zajmować się młodszym bratem. Wszystko było na głowie dziewczyny, a następnie młodej mężatki i matki. Wzięła wnuczkę na ręce. Była na siebie zła za porzucenie rodziny i wieloletnią nieobecność w ich życiu.
                - Masz najcudowniejszą matkę na świecie. Jest też najcudowniejszą siostrą.
                - Mamo - odezwała się z udawanym oburzeniem Ellie. - Ty też byłaś dobrą matką.
                - Ale odeszłam...
                - I wróciłaś. Jesteś dobrą babcią.... Zostaniesz z małą?
                - Oczywiście
                Ledwie kobieta wyszła, a była szpieg Szron otrzymała wezwanie do Zamku od dobrze znanego pułkownika w sprawie Walker.  Zapukała do syna
                - Masz zająć się Clarą. Mam ważne spotkanie. To rozkaz.
                Miała nadzieję, że to poskutkuje. Ukryła się za zasłoną w salonie, gdzie w kołysce smacznie spała malutka pociecha.  Po pięciu minutach Chuck opuścił pokój i zajrzał do siostrzenicy. Nie pozwoliłby jej skrzywdzić. Mógł być obojętny na świat, ale nie miał zamiaru, aby coś się stało córce siostry.
                Wpatrywał się w nią, kiedy Mary opuszczała mieszkanie z i ulgą. Miała nadzieję, że to poskutkuje. Mogła odmówić, ale wpadła na pomysł, iż dziecko pomoże  otrząsnąć się jej synowi. Zdawała sobie sprawę, że  Clara rozczuli go i przywróci do świata. Była słodka, a to musiało rozczulić największego twardziela.
                Chuck zajął sie małą. Wyobrażał sobie, jak  cudownie byłoby trzymać maleństwo jego i Sarah. Miał nadzieję, że wszystko się wyjaśnił i nadejdzie taki dzień, kiedy będą mieli swoją pociechę. Dopiero po jakimś czasie zdał sobie sprawę, że tak matka wybawiła go z kryjówki. Uśmiechnął się do dziewczynki. Był wobec niej troskliwy. Mary Bartowski wygrała.
                Kiedy Eleonor wróciła do domu, była zaskoczona widząc brata śpiewającego kołysankę jej córeczce. Był przy tym delikatny. Zaparło jej dech w piersiach. Stała w progu i z przyjemnością patrzyła na dwójkę bliskich. Czuła radość w sercu. Miała nadzieję, że wszystko może wrócić do normy.  Była z niego dumna. Podeszła i uścisnęła go.
                Mijały kolejne miesiące. Powoli zaczął powracać do rzeczywistości. Spędzał wieczory na wygłupach i grach z najlepszym przyjacielem Morganem. Zasiadał do posiłków wraz z rodziną, zajmował się Clarą. Nie miał zamiaru rozmawiać z nikim o narzeczonej. Chodził posępny. Nie umiał pozbierać się po całej historii. Próbował uciec agentom, ale ci nadal byli czujni i łapali go. Potem musiał wysłuchiwać kazania Johna.
                Minęło sześć miesięcy od ucieczki Sarah Walker.  Siedział na swoim stanowisku i zajmował się oprogramowaniem, kiedy usłyszał  dzwonek. Podniósł głowę i zobaczył brunetkę o jasnoniebieskich oczach. Tak znajomych i pięknych. Poczuł ogromność radość i ulgę. Był szczęśliwy, widząc kobietę.
                - Kupiłam wczoraj tutaj laptopa i mam problem z zainstalowaniem antywirusa.
                Zdjęła z ramienia torbę i wyciągnęła z niej urządzenie i włączyła je. Uśmiechnął się do niej i patrzył na nią. Nie mógł oderwać oczu od cudownej kobiety.
                - Mój laptop.
                - Oczywiście.
                Szybko pomógł zainstalować program, chociaż wolał ją dotknął, aby przekonać się, że to sen. Klientka  uśmiechnęła się figlarnie. Kiedy skończył. Zatrzasnęła notebooka i położyła wizytówkę.
                - Dziękuję. Jesteś słodki. Chcę ci się odwdzięczyć. Zapraszam na kawę. Zadzwoń.
                Nie dała mu dojść do słowa, tylko odeszła. Nawet nie zauważył, kiedy podszedł do niego Grimes.
                - Ale laska. Co tutaj robiła?
                - Nie umiała zainstalować antywirusa. Zostawiła mi swój numer.           
                Morgan zauważył, jakie wrażenie kobieta zrobiła na jego przyjacielu.
                - Ale masz szczęście. Ładna. Powinieneś się z nią umówić.
                Przyjrzał sie wizytówce, zapamiętał numer i wyrzucił ją demonstracyjnie do śmietnika. Oponował z całych sił, aby Morgan niczego nie domyślił się. Nie chciał narazić brunetki na niebezpieczeństwo. Dał by się zabić, aby ona była bezpieczna. Udawał obojętność na jej wdzięki.
                Robił to przez dwa tygodnie. Szło mu nawet gładko. Nawet John obserwujący całą sytuację niczego się nie domyślał. Był z siebie dumny. Pewnego dnia, gdy mieli w sklepie mały ruch Grimes przyniósł mu zgniecioną kartkę.
                - Musisz zadzwonić, a nie tracić takiej okazji na kolejną super laskę.
                Trzymał ją na wysokości oczu i głupkowato uśmiechał się.
                - Nie marnuj szansy. Pokarz Sarah, że straciła nad tobą kontrolę.
                - Nie.
                Bartowski w duchu śmiał się z całej sytuacji, ale starał się zachować powagę i udawał złość.
                - Umówiłem cię z nią najlepszej restauracji w mieście na siódmą.  Tylko się nie spóźnij.
                Przewrócił oczami.
                - Ale nie chcę iść.
                - Nie wystaw jej.
                - Kogo?
                Koło nich zmaterializował się Casey.
                - Umówiłem Chucka z gorącą laską.
                Był podjarany randką kumpla.
                Sprzedawca spojrzał na przełożonego srogo. Ten przestraszył się, ale nie miał zamiaru tego pokazać.
                - Spokojnie. Nikt inny, prócz Alex mnie nie interesuje. Ale Chuck nie może tak długo rozpaczać, jak po Jill. Może jakaś dziewczyna pomoże mu, jak wcześniej Sarah.
                - Nie chcę - krzyknął Bartowski.
                - Idziesz. To rozkaz. Mam dość twojego użalania.
                Udał poddanie się
                - Dobrze. Ale jeśli  nie będziesz podsłuchiwał. Będę się krępował.  Dajcie mi prywatność, której od dawna nie mam przez was.
                - Dobrze.
                Nie uwierzył mu. Przygotował  się do randki. Wystroił się. Założył spodnie jeansowe i najlepszą koszulę. Denerwował się. Dziesięć minut przed spotkaniem wysłał dziewczynie wiadomość z innym adresem. Prosił, aby przyjechała do jego ulubionej chińskiej restauracji. Miało to trochę uniemożliwić nikomu podsłuchu, przynajmniej na początku spotkania.
                Kiedy przyszedł, Amanda Miller, kobieta mająca problem z zainstalowaniem antywirusa czekała na niego. Poczuł falę miłości i radości na jej widok. Nie wytrzymał. Podbiegł do niej i wziął ją w ramiona, a twarz schował w jej włosach. Jego serce biło szybciej. Cieszył się z tego spotkania oraz, że nic jej nie jest. Odetchnął z ulgą. Bał się, iż ona zbyt ryzykuje przychodząc na spotkanie. Szepcze z miłością.
                - Sarah.
                Uśmiechnęła się nią. Cieszyła się na jego widok, tak jak on. Bała się, że uwierzył w całą historię. Budynek mógł być obstawiony i wszyscy czekają na nią. Nie mogła bez niego wytrzymać i musiała zaryzykować. Wyszeptała mu do ucha.
                - Kocham cię. Chcę, aby...
                Zamknął jej usta namiętnym i pełnym tęsknoty pocałunkiem. Kiedy oderwali się od siebie, wyszeptał.
                - Wiem. Chciałem cię odnaleźć, ale Casey i CIA mnie pilnuje. Pewnie zaraz tutaj będą, aby mieć na mnie oko.
                Odskoczyli od siebie, patrząc na siebie. Byli spięci i spragnieni dotyku innego ciała, ale musieli trzymać się na dystans. Usiedli na przeciwko siebie i zaczęli opowiadać o sobie. Starali się zachowywać, jak na pierwszej rance. Charles opowiedział jej o swojej "byłej" narzeczonej. Oboje wyglądali sztucznie, co nadawało wszystkiemu autentyczności.
                Nie wiedzieli, że mieli szczęście i John był nieobecny. Dostawiał wiadomość o Walker opuszczającej Stany Zjednoczone i udawała się do Wschodniej Europy. Była to zmyłka         zorganizowana, aby być bezpiecznym i móc spotkać się z ukochanym.
                Po zjedzeniu krewetek i zupy postanowili jeszcze się spotkać. Musieli tylko pamiętać o zachowywaniu  pozorów początku znajomości. Agenci nie weszli do środka, aby nie spłoszyć towarzyszki Bartowskiego, a rozglądali się za swoją byłą koleżanką.
                Amanda i Chuck spotykali się raz w tygodniu i to pod kontrolą Casey'a, który niczego się nie domyślał. Rzadko patrzyli sobie w oczy, a jak to robili, to powstrzymywali się od miłosnych spojrzeń. Czasem udało się im wymknąć kilka razy do magazynu w jego miejscu pracy i całować się z ogromną pasją i tęsknotą.
                Przedstawił dziewczynę Morganowi. Ten starał się być nieufny i ostrożny wobec nowej wybranki przyjaciela. Chciał upewnić się, że nie spotka go więcej krzywda.  Kobieta była wobec niego miła. Ten nie rozpoznał jej, co cieszyło Miller

poniedziałek, 5 września 2016

Zdrada (serial Chuck) cz. I

Ostrzeżenie:
To opowiadanie odnosi się do serialu Chuck. Jeśli go nie oglądałeś dowiedz się coś o nim. Czytasz na własne ryzyko. Nie wszystko jest zgodne z fabułą. Jest sporo mojego wyobrażenia.

Ani różnica poglądów, ani różnica wieku,
nic w ogóle nie może być powodem zerwania wielkiej miłości.
Nic, prócz jej braku
Maria Dąbrowska

Być zakochanym to być szalonym
przy zdrowych zmysłach.
Owidiusz
Najsmutniejsze w zdradzie jest to, że nigdy nie pochodzi od wrogów, a od osób, które darzymy największym zaufaniem



ŹRÓDŁO: http://www.xdpedia.com/8710/najsmutniejsze_w_zdradzie_jest_to_ze.html


Bohaterowie:
 Charles Chuck Bartowski -  agent CIA, posiadający w głowie komputer Intersekt, gdzie znajdowały się ważne informacje CIA i Narodowej Agencji Bezpieczeństwa (NSA), informacje, oraz umiejętności w nim zapisane objawiały się wizjami. Wykorzystuje zapisane tam umiejętności.  Przyjaźni się  Morganem Grimesem, Johnem Casey'em, narzeczony Sarah Walker, brat Ellie Woodcomb, szwagier Devona Woodcomba.

Znalezione obrazy dla zapytania CHUCK BARTOWSKI
Znalezione obrazy dla zapytania CHUCK BARTOWSKI


Sarah Walker - agentka CIA, narzeczona Chucka Bartowskiego, zaprzyjaźniła się z Ellie Woodcomb, Morganem Grimesem, oraz Johnem Casey'em.  Ellie stała się dla niej siostrą. Na początku z Johnem mieli tylko chronić Intersekt, ale zakochała się w nim. Długo walczyła ze swoim uczuciem, zanim zostali parą.
Znalezione obrazy dla zapytania sarah walker
Znalezione obrazy dla zapytania sarah walker
Ellie Bartowski Woodcomb - lekarka neurologii, żona kardiologa Devona Woodcomba, siostra Chucka. Zaprzyjaźniła się z dziewczyną brata Sarah. Polubiła sąsiada Casey'a. Była naopiekuńcza wobec swojego młodszego braciszka, nie wie o jego podwójnym życiu.
Znalezione obrazy dla zapytania ellie bartowski woodcomb
Znalezione obrazy dla zapytania ellie bartowski woodcomb
John Casey - pułkownik w Narodowej Agencji Bezpieczeństwa. Na początku miał zabić Chucka, a następnie go chronić wraz z Sarah. Zaczął pracować w Buy More, aby mieć oko na podopiecznego. Z czasem zaprzyjaźnił się z nim. We trójkę biorą udział w misjach. Ma córkę Alex, która poślubiła Grimesa.
Znalezione obrazy dla zapytania john casey
Znalezione obrazy dla zapytania john casey buy more
Morgan Grimes - przyjaciel Chucka, przez dłuższy czas nie wiedział o jego podwójnym życiu, Kierownik Buy More w Burbank, gdzie znajduje się  baza NSA i CIA, zwana Zamkiem. Czasem współpracuje z agentami. Jest mało inteligentny. Poślubił córkę Casey'a, Alex
Znalezione obrazy dla zapytania morgan grimes
Znalezione obrazy dla zapytania morgan grimes
Mary Bartowski - matka Charlesa i Elleonor, która ich porzuciła. Była szpiegiem o pseudonimie Szron. Chuck odnalazł ją u Volkoffa i zrobił wszystko, aby mogła wrócić do rodziny. Przy pomocy przyjaciół, a najbardziej Sarah udało mu się. Przez wiele lat uznawana za zdrajcę.
Znalezione obrazy dla zapytania mary bartowskiZnalezione obrazy dla zapytania mary bartowski

Devon Woodcomb- mąż Ellie, zięć Mary i szwagier Chucka, zwany Kapitanem Czadem
Znalezione obrazy dla zapytania kapitan czad devon woodcomb
Znalezione obrazy dla zapytania devon woodcomb


Sarach, Charles i Morgan mieszkają razem, obok wokół wspólnego placu z fontanną znajdują się mieszkania Casey'a  oraz Ellie i Devona.


Zdrada
                Charles Chuck Bartowski siedział w swojej sypialni i rozmyślał. Duchem był nieobecny.  Poprzedniego wieczoru jego przyjaciel i współpracownik John Casey powiadomił go, iż jego narzeczona i współpracowniczka Sarah Walker zdradziła kraj. Do tego od nowego pracodawcy  otrzymała zlecenie, aby go zabić. Nie mógł w to uwierzyć.
                Całą noc analizował zachowanie ukochanej w ostatnich dniach. Była taka jak zawsze. Pełna energii i czuła, chociaż przerażona wizją ślubu. Nauczył się rozpoznawać jej emocje, a niczego niepokojącego nie zauważył.  Nie dostrzegł zmiany w jej zachowaniu.
                Przymknął oczy  i zobaczył Sarah z początku ich znajomości, kiedy na plaży w Malibu prosiła go o zaufanie. Jak źle wychodził na jego braku. Zawsze mógł na nią liczyć. Kiedy jego ojciec został uprowadzony przez Fulcrum, a Beckman postanowiła go pozbawić wolności, zaryzykowała i uratowała go z pułapki i ruszyła z nim na ratunek Orionowi. Wziął do ręki zdjęcie narzeczonej.
                - Ufam ci kochanie. Rozumiem dlaczego uciekłaś. Mam nadzieję, że cię nie złapią.
                Nagle rozległo się pukanie do pokoju. Była to zmartwiona Ellie, jego starsza siostra.
                - Chuck? Wszystko w porządku?
                - Tak. Zaraz zejdę.
                - Jesteś spóźniony. John i Morgan wydzwaniali po kilka razy. Podobno masz wyłączony telefon.
                Spojrzał na swoją komórkę, leżącą na łóżku. Sprawdził ją.
                -Rozładowana.
                Zaklną. Wstał i wyjrzał przez okno. Nie potrzebował komputera w głowie, aby wiedzieć, że jest obserwowany Udał się do łazienki i wziął szybki prysznic. Kiedy zszedł na dół, Ellie podała mu zapakowane kanapki,
                - Morgan kazał ci natychmiast przyjechać do sklepu. Co się stało?
                Nie miał ochoty  wymyślać kłamstwa, a nie mógł zdradzić jej prawdy.
                - Nic się nie stało. Wszystko jest w porządku.
                Nie uwierzyła mu. Zbyt dobrze go znała i wiedziała, kiedy nie był z nią szczery.  Widziała jego podkrążone oczy, roztrzepane włosy. Do tego jego przybycie do jej mieszkania w środku nocy.
                - Nie chcesz mówić, to nie mów. Tylko zjedz coś.
                Podszedł bliżej do niej. Było mu głupio, widząc złość siostry.
                - To tylko kłopoty z Sarah. Później ci wyjaśnię. Teraz spieszę się do pracy. I tak dostanie mi się od Morgana. Zapomniałem o naszym wczorajszym wieczorze gier, a teraz spóźnię się sklepu.
                Ucałował ją w policzek i wybiegł. Wiedział, że nie uniknie dalszej rozmowy, ponieważ kobieta była na macierzyńskim.  Gnał ulicami swoim służbowym samochodem. Zdawał sobie sprawę, że miał ogon. Nie miał zamiaru zwracać na niego uwagi.
                Kiedy dojechał, odczekał chwilę i zobaczył czarnego SUV-a. Wywołało to wizję. Pojazd należał do CIA. Wszedł do sklepu. Myślał, że pozostanie niezauważony po wejściu do Buy More. Pierwszy zauważył go przerażony jego najlepszy przyjaciel. Podbieg do niego i położył ręce na jego ramionach i przyglądał się mu uważnie. Odetchnął z ulgą.
                - Chuck? Nic ci nie jest?
                -  W porządku. Gdzie Casey?
                - W Zamku. Zmienili hasła. Wpuszczę cię...
                Chciał powiedzieć coś jeszcze, ale nie wiedział co. Odprowadził go do drzwi i otworzył mu je. Chuck zszedł do podziemi, gdzie John siedział i oglądał nagrania. Przez chwilę obserwował go.
                - Hej Casey.
                Pułkownik poderwał się. Warknął.
                - Bartowski.
                - Gdzie byłeś?
                - W domu...
                W jego głosie słychać było oburzenie.
                - Ale o tym to wiesz. CIA cały czas ma mnie na oko. Słuchaj, możemy porozmawiać?
                - Rozumiem, że nie możesz uwierzyć. Agenci są wyszkleni do kłamania...
                Nie mógł słuchać obojętnego tonu mężczyzny, który go drażnił nie odrywając oczu od monitora.
                - Ale zSarah mnie nie kocha. I ty o tym wiesz. nie mogła zdradzić. Przeżyła zdradę Bryce'a, chociaż później okazała się udawana.
                - Też tego się spodziewałem, ale  zdrady zawsze się zdarzają. Nawet między ludźmi sobie bliskimi.
                - Sarah nie jest taka. Kochamy się.
                - Posłuchaj. Mnie też jest ciężko to zrozumieć. Zaufaliśmy jej. Mogę być na siebie zły, że niczego nie zauważyłem.
                -Ona nie zdradziła...
                Krzyknął na niego.
                - Uciekła, ponieważ wiedziała, że ją złapiecie i zamknięcie, albo poddacie go torturom, albo zlikwidujecie.
                John spojrzał na Chucka. Jego mina mówiła, że z tym ostatnim trafił. Zbladł.
                - Nie... Chcesz ją zabić.
                - Mam rozkaz.
                Bartowski był coraz bardziej wściekły.
                - Mówisz o tym bez uczuć, a to twoja przyjaciółka. To samo czułeś, gdy miałeś mnie zlikwidować?
                Kąciki ust pułkownika  drgnęły.
                - Doświadczenie uczy, że w tej branży nie można nikomu ufać. Idź do pracy. Nie ruszaj nawet się na krok.
                Chuck opuścił zamek, wiedząc, że nie przekona go do swoich racji. Usiadł przy swoim stanowisku, ale duchem był nieobecny. Przypomniał sobie pierwsze spotkanie z narzeczoną. Miała problem z komórką. Wiedział, że to był pretekst, aby zbliżyć się do celu. Zostawiła mu wizytówkę.
                Była cudowna. Kiedy znowu przybyła, dała do zrozumienia, że czekała na telefon od niego. Pierwsza randka skończyła się ucieczką przed Casey'em. To wszystko za sprawą komputera w jego głowie, który został przesłany przez Larkina. Musiał ją odnaleźć, ale bez informowania Morgana i Casey'a. Wiedział, że próbowaliby go powstrzymać.
                W tym samym czasie John oderwał oczy od ekranu. Po mimo wszystko polubił Bartowskiego i miał zamiar chronić go za wszelką cenę. Zdawał sobie sprawę, że popełnił ogromny błąd ufając Sarah Walker. Stał się miękki pracując z Intersektem. Sam nie zauważył, kiedy to się stało.
                Myślał, że kobieta naprawdę kocha ich podopiecznego. Mylił się. Cieszył się, że prawda wyszła na jaw zanim wykonała swoje zadanie. Nie darowałby jej tego zabójstwa. Dorwałby ją za wszelką cenę, a następnie torturował dniami i nocami. Zabiłby ją bardzo powoli. Nie mógł zrozumieć, dlaczego niczego nie zauważył. Westchnął.
                Od jakiegoś czasu szukano kreta SWZ FR (Służba Wywiadu Zagranicznego Federacji Rosyjskiej). Nikt nie wiedział kto jest wtyczką. NSA ( Narodowa Agencja Bezpieczeństwa) przechwyciła zaszyfrowaną wiadomość. Po jej rozszyfrowaniu generał Beckman skontaktowała się z nim i przekazała, że agentem współpracującym z Rosjanami była Sarah Walker i dostała zadanie zlikwidowania Intersektu znanego jako Charles Bartowski.  
                 Zarządzono zwiększenie ochrony, oraz sprawdzenie miejsca zamieszkania agentki Walker. Osobiście brał udział w przeszukaniu mieszkania kobiety, jej chłopaka i przyjaciela. Wszystko rozpruto w jej sypialni oraz w salonie. Znaleziono urządzenie do porozumiewania się z Rosjanami i przechwyconą wiadomość, buteleczkę z niewykrywalną trucizną. Był w szoku. Nigdy nie podejrzewałby ją o zdradę, a tym bardziej o próbę zabicia Chucka. Za każdym razem chroniła go.
                Był pewien, że nic nie znajdą. Nagle zdał sobie sprawę, że narzeczeni mogą być razem, a buteleczka nie była pewna. Wyciągnął telefon i zadzwonił do Chucka, ale ten nie odbierał. Następnie wybrał numer do Morgana.
                - Tu Grimes, kierownik Buy More. Słucham?
                Warknął do słuchawki.
                - Gdzie Bartowski?
                - Nie wiem
                Zirytował się.
                - Słuchaj uważnie. Tu chodzi o życie Bartowskiego. Walker chce go zabić.
                - To niemożliwe.
                - Grimes - Jego głos stawał się coraz bardziej srogi.
                -Je romantyczną kolację z Sarah w restauracji, gdzie chciał się jej oświadczyć.
                Ruszył pędem w skazane miejsce. Miał nadzieję, że zdąży, zanim dojdzie do nieszczęścia. Kiedy dotarł w pobliże restauracji, wyskoczył ze swojego auta i wyciągnął broń za paska . W drzwiach dostrzegł sylwetkę zdenerwowanego przyjaciela, który niczego nie rozumiał. Jego spojrzenie żądało wyjaśnień. John odetchnął z ulgą, ale nie okazał tego. Spytał srogim tonem.
                - Gdzie  Walker?
                Intersekt nie mógł zebrać myśli. Wskazywał różne kierunki.
                - Wybiegła po odebraniu telefonu.... Powiedziała tylko, że mnie kocha i że musi wyjechać i pocałowała mnie... Czułem w nim desperację...  Casey, co się dzieje? Kolejna misja? Teraz? Beze mnie?
                Pułkownik pokiwał przecząco głową. Nie był pewien, jak powiedzieć mu o tym, co zrobiła jego narzeczona. Postanowił być bezpośredni, tak jak zawsze.
                - Nie. Zdradziła kraj i ma cię zabić.
                Rozejrzał się. Podniósł wargę do góry w charakterystyczny dla siebie sposób.
                - Dziwię się, że jeszcze żyjesz.
                Chuckowi szczęka opadła. Nie uwierzył.
                - To ma być żart?
                - Nie. mamy dowody jej zdrady.
                John podszedł do niego i poklepał go po plecach pocieszająco.
                - Przykro mi. Lepiej jej nie szukaj.
                - To niemożliwe - wyszeptał Chuck.  - Nie Sarah. Niedawno się zaręczyliśmy.
                Zdał sobie sprawę, że gdyby nie telefon, to zostałaby złapana.
                - Posłuchaj Bartowski. Znaleźliśmy dowody przeciwko niej Osobiście brałem udział w przeszukaniu waszego mieszkania. Do tego ktoś ją teraz ostrzegł.
                - To ja - podbiegł do nich przerażony Grimes. Ciężko oddychał. - Próbowałem skontaktować się z Chuckiem... Nie odbierał, więc zadzwoniłem do Sarah i wykrzyczałem jej, że o wszystkim wiemy i aby skrzywdziła się Chucka i jedziesz po nią.
                Casey zdenerwował się.
                - Idiota.
                Bartowski nie miał ochoty ich słuchać. Nie wiedział, co myśleć. Wsiadł do samochodu i ruszył przed siebie. Gnał bez celu i próbował sobie wszystko poukładać. Jego ukochana nie mogła chcieć go zabić. Nie raz poświęcała się dla niego. Kiedy przygotowano dla niego pułapkę, aby go odizolować, powiedziała mu o tym i z nim uciekła. Była to zdrada, a i tak to dla niego zrobiła. A ostatnio udała się do Volkoff Industries, aby doprowadzić do złapania jej szefa i jego matka mogła wrócić do rodziny.
                Po dwóch godzinach zajechał w okolice swojego miejsca zamieszkania. Zamiast udać się do siebie, przez okno dostał się do swojej dawnej sypialni w lokum Ellie Bartowski Woodcomb i jej męża Devona. Kobieta właśnie ułożyła swoją córeczkę do snu po karmieniu, kiedy usłyszała hałas.
                Obudziła męża, który chciał zignorować  całą sytuację myśląc, iż żonie się przesłyszało ze zmęczenia. Uległ jej i wziął pierwszy lepszy przedmiot. Po cichu zbliżył się do sypialni szwagra. Bez szmeru otworzył drzwi, szybko zap alając światło. Był w szoku, kiedy zobaczył załamanego Chucka, siedzącego na łóżku. Odetchnął z ulgą.
                - Stary. Ale mnie nastraszyłeś. Co tutaj robisz?
                Komputerowiec spojrzał na niego.
                - Nie mów Ellie.
                Jego głos był pozbawiony emocji. Devon wrócił do żony. Powiedział jej, kim jest nocny gość. Chciała do niego iść, ale powstrzymał ją. Poprosił, aby dała mu czas i rankiem spróbowała na spokojnie z nim porozmawiać.  Następnie zadzwonił do Morgana, który wszystko mu opowiedział. Postanowił następnego dnia porozmawiać ze szwagrem i go pocieszyć.
                 Casey i Grimes  śledzili go za pomocą nadajnika w zegarku. Jechali cały czas za nim na wypadek gdyby postanowił zrobić coś głupiego.  Po telefonie Woodcomba rozsiedli się w mieszkaniu Johna i zastanawiali się co dalej. Postanowili chronić go za wszelką cenę przed byłą narzeczoną.
                NSA i CIA zdecydowało się przyznać  Bartowskiemu ochronę, ale taką, która nie zakłuci mu codziennego trybu życia. Nie chcieli go zdemaskować. Zdawali sobie sprawę, że ukrycie go będzie głupim pomysłem. Walker była dobra i mogłaby dostać się do bunkra, a na wolnej przestrzeni będzie miał większe szanse na przeżycie. Obawiali się też jego reakcji na zamknięcie. Mógł wykorzystać swoje umiejętności, aby zniknąć, a tak mieli nad nim kontrolę.
                Chuck był pogrążony we własnych myślach przez dobrą godzinę. Na szczęście jeśli ktoś się zjawił na jego stanowisku Jeff i Lester radzili sobie sami. Nagle otrząsnął się. Zdał sobie sprawę, że musi zgubić agentów. Zabrał swoje rzeczy i opuścił sklep, krzycząc do Morgana.
                - Dzisiaj już mnie nie będzie.
                Czuł nową energię. Odzyskał chęć do życia.  Pojechał do swojego mieszkania. Spakował najpotrzebniejsze rzeczy. Musiał tylko zgubić swoich "opiekunów". Sam niewiele mógł zrobić, ale musiał spróbować. Bał się, ale tylko jedno się liczyło. Chciał odnaleźć się Sarah i jej pomóc. Kochali się i powinni być razem.
                Pojechał na dworzec z niewielkim plecakiem. Ogon cały czas był za nim. Wskoczył do odjeżdżającego pociągu. Miał nadzieję, że jego straż nie zdążyła i uciekł im. Nie miał pieniędzy, ale sprzęt tak. Miał duży problem. Potrzebował pomocy.
                Wyskoczył na jednej ze stacji, gdy pociąg już ruszał. Odnalazł automat.  W kieszeni miał drobne. Zastanawiał się, kogo mógł poprosić o pomoc. Przyszła mu tylko jedna osoba. Zadzwonił do domu. Zgodnie z  oczekiwaniem odebrał szwagier.
                - Doktor Woodcomb.
                - Czad? Potrzebuję twojej pomocy
                - Chuck? Stało się coś?
                Lekarz był zaskoczony. Morgan wydzwaniał kilkanaście razy i i pytali się , czy nic nie wie.  John zadzwonił tylko raz, ale jego głos był dziwny. Jakby było w nim trochę strachu.
                - Potrzebuję...
                Nie dokończył. Ktoś złapał go za rękę. Za nim stał Casey. Zapomniał o nadajniku w zegarku. Zaklął pod nosem.
                - Cholera.
                Wiedział, że przed nim nie ucieknie. John złapał go za kurtkę i zaczął ciągnąć go w kierunku samochodu. Był wściekły, co było słychać, ale wcale nie podniósł głosu.
                - Myślałeś, że uciekniesz Bartowski? Próbuję uratować ci skórę, a ty uciekasz.
                - Sarah...
                - Ze mną będziesz bezpieczny. Wracasz do siostry.
                - Nie...

                Chuck próbował się zbuntować, ale spojrzenie przyjaciela spowodowało dreszcz strachu, który przeszedł po jego ciele. Nawet przez głowę nie przeszło mu, aby użyć  Intersektu i Kung Fu. Jechali w milczeniu. Przed mieszkaniem, na dziedzińcu czekała na niego siostra. Jej mina zdradzała złość i zatroskanie. Podbiegła do niego i przytuliła go z całych sił.

piątek, 26 sierpnia 2016

Sekret gdańskiej starówki

To opowiadanie napisałam na zaliczenie zajęć na studia. Teraz umieszczam je tutaj. Trochę mi nie wyszło, ale nie jest dramatycznie.



Sekret gdańskiej starówki
            Wczoraj Jacek pojechał do Gdańska. Postanowił odwiedzić dawno niewidzianą dziewczynę Kasię, która była całym jego światem. Umówili się pod Neptunem. Po dotarciu pociągiem na dworzec, wysiadł cały w skowronkach. Postanowił kupić podarunek pani swojego serca.
            Kupił Kasi kwiaty i książkę. W wesołym nastroju ruszył na gdańską Starówkę.  Zatrzymał się na chwilę przy Kościele Mariackim. Wszedł na chwilę, aby się pomodlić i podziękować za swoje szczęście. Obiecał sobie, że w nim się pobiorą.
            Kiedy przybył na umówione miejsce, ona już czekała. Podbiegł do niej i objął  swoimi silnymi ramionami. Na jej śnieżnobiałym policzku złożył delikatny pocałunek. Trzymał swój najcenniejszy skarb, czyli miłość. Zarumieniła się i odwzajemniła całusa.
            Kiedy ją wypuścił, wręczył podarki. Twarz dziewczyny rozpromieniła się. Była zachwycona tomem "Przygód Sherlocka Holmesa" oraz czerwonymi różami. Uśmiechnęła się do niego czule.
            - Dziękuję Jacku.
            - Wszystko dla mojej królowej.
            Złapał jej dłoń i udali się na spacer wzdłuż nabrzeża. Nie zwracali uwagi na innych ludzi. Dla siebie istnieli tylko oni. Stanęli pod Żurawiem.
            - To tutaj się poznaliśmy - odparł czule. - Pamiętam jakby to było wczoraj, a było to pięć lat temu.
            Przymknął powieki i przywołał wspomnienia. Wybrał się na rodzinną wycieczkę do Gdańska. Chciał znowu ujrzeć jeden z symboli tego miasta, ale nikt inny nie miał na to ochoty. Zostawił ich przy ratuszu i pędem pobiegł w stronę Żurawia.
            Kiedy był pod nim, wpadł na blondwłosą piękność. Dziewczyna była na niego zła. Przeprosił ją i zaprosił na kawę.  Wysłał SMS-a do rodziców, że szybko nie wróci. Spędzili dwie godziny na cudownej rozmowie w jednej z pobliskich kawiarenek.  Dowiedział się, że jest gdańszczanką.
            Kiedy miała już odchodzić, zapisał jej swój adres, prosząc o list. Długo korespondowali ze sobą, zanim znowu się spotkali. Byli w sobie szaleńczo zakochani i postanowili zostać parą na odległość.
            Byli już ze sobą trzy piękne lata. Nie chciał dłużej czekać. Otrząsnął się i uklęknął przed nią na jedno kolano. Wyjął z marynarki pierścionek i zapytał zdenerwowanym głosem.
            - Uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?
            Kasia była wzruszona i odpowiedziała jednym, ale tyle znaczącym słowem.
            - Tak.
            Jacek wziął jej prawą dłoń i wsunął na jej palec drobny pierścionek z brylantem. Następnie wstał, wziął ukochaną w ramiona i zaczął  się z nią kręcić. Nie potrafili wyrazić tego, co czują.  Jedynie co wiedzieli - to, że się kochają.
            Chociaż dziewczyna miała sekret. Nie znosiła samotności, dlatego miała drugiego adoratora w swoim mieście. Tamtego nie darzyła takim uczuciem, co swojego świeżo upieczonego narzeczonego, ale miała dość związku na odległość. Postanowiła zerwać z Hubertem, jak tylko się spotkają.
            Wrócili w okolice fontanny i znaleźli wolną ławkę. Jacek wyciągnął aparat i zaczął robić zdjęcia. Oddalił się od swojej wybranki. Kasia zaczęła czytać książkę, a kwiaty położyła obok siebie.
            Niedaleko w restauracji wraz z najbliższymi siedział Hubert. Kiedy zobaczył swoją dziewczynę z czerwonymi różami, był w szoku. Zerwał się i podbiegł do niej.
            - Kasia. Co tutaj robisz? Nie powinnaś być na wykładach?
            Zdenerwowała się. Bała się, że chłopak mógł wszystko zepsuć.
            - Idź stąd. Zostaw mnie.
            Stawał się coraz bardziej zły. Złapał ją za lewy nadgarstek i zaczął krzyczeć.
            - Nigdzie nie pójdę, póki nie dowiem się, o co tutaj chodzi.
            Gdy Jacek zobaczył, co się dzieje, podbiegł do ukochanej i uderzył napastnika prawym sierpowym w twarz.
            - Zostaw moją narzeczoną.
            Hubert zatoczył się i upadł. Z jego nosa trysnęła krew. W oczach Kasi zobaczył nieme błaganie. Wszyscy ludzie skierowali swoje spojrzenia na nich. Wyciągnął chusteczkę z kieszeni i przyłożył do nosa.
            Podbiegł do nich ojciec Huberta i podniósł syna. Przechylił mu głowę w dół i zaczekał, aż krew przestała płynąć. Nic nie rozumiał z tego, co miało miejsce. Młodzieniec zwrócił się do niego.
            - Pomyliłem się. Chodźmy stąd.
            Jego głos wyprany był z emocji.  Jego serce pękło, gdy usłyszał, jak tamten powiedział o Kasi. Poczuł chęć zemsty. Nie miał zamiaru odpuszczać jej zdrady. Zdał sobie sprawę, że był tylko jej zabawką. Płonął z wściekłości.
            Kiedy ojciec patrzył na parę, od której odeszli, skręcił bok i ukrył się za stoiskiem z pamiątkami. Obserwował zakochanych. Cieszyło go to, że jest początek maja, a do tego chłodny dzień. Dzięki temu nie było wielu ludzi.  Szedł kilkadziesiąt metrów za nimi.
            Gniew narastał, kiedy obserwował ich czułe gesty. Nie rozumiał, dlaczego mu to zrobiła. Był pewien, że razem było im dobrze. Kiedy obserwowani weszli do ratusza, zaczął zastanawiać się co dalej. Pragnął ich krwi. Nie mógł znieść Kasi u boku innego. Śledził ich, aż do Kościoła Mariackiego.
            Mieszkali w pobliżu siebie i był na każde jej zawołanie. Nieraz  jako dzieci przychodzili bawić się na starówkę. Po latach był przeszczęśliwy, kiedy zostali parą. Zastanawiał się, dlaczego niczego nie zauważył. Dlaczego dał się oszukiwać? Ponieważ był zakochany. Ona była całym jego światem.
            Narzeczeni stanęli przed  głównym ołtarzem. Patrzyli sobie głęboko w oczy i rozkoszowali się chwilą. Jacek wyobraził sobie swoją wybrankę w białej sukni i bukietem jej ulubionych bzów.
            - Chciałbym tutaj przysiąc ci miłość.
            Zza filara spoglądał na nich Hubert. Wściekłość górowała w jego sercu. Wybiegł, złapał krzyż stojący przy ołtarzu i uderzył zaskoczonego rywala z całej siły w tył głowy. Dziewczyna krzyknęła z przerażenia i zaczęła uciekać.
            Ruszył za nią, nie miał zamiaru pozwolić jej uciec. Szybko dopadł ją i uderzył w głowę. Następnie tłukł bez opanowania. Zemsta była słodka. Ta suka miała zapłacić za jego złamane serce. Krew obryzgała go. Był z siebie dumny.
            - Kochałem ciebie, a ty mnie zdradziłaś.
            Uśmiechnął się złowrogo i opuścił budynek. Na nic nie zwracał uwagi. Nawet na bliskość posterunku policji. Jeden z przechodniów zawiadomił stróżów prawa, którzy zatrzymali Huberta. Nie stawiał oporu. Nic go nie obchodziło. Stracił to, co najcenniejsze. Niedługo potem  odnaleziono ciała.

            Wczoraj Jacek pojechał  do Gdańska i znalazł się w kostnicy z narzeczoną Katarzyną, która go zdradziła, a jej kochanek trafił za kratki. Nie tak miał się skończyć tamten dzień. A wszystko przez jedną kobietę, która postanowiła spotykać się z dwoma mężczyznami. 

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Gdzie jesteś Patrick (Mentalista) cz. IV Zakończenie

Odezwała się  komórka Kimballa. Dzwonił załamany Wayne.
         - Hej Cho. Jesteśmy pod CBI.          
         Przeprosił towarzystwo, opuścił budynek, a następnie teren. Przy chodniku parkował samochód Rigsby'ch. Podszedł i wyjaśnił, co się stało. Byli zaskoczeni. Wayne'a zamurowało, a Grace uroniła łzę radości. Cieszyli się z takiego obrotu sprawy. Chcieli zobaczyć się z Patrickiem, ale zostali poproszeni, aby poczekali w mieszkaniu Lisbon.
         Po przesłuchaniu Patrick Jane został wypuszczony i uznany za ofiarę. Pojechał odebrać dzieci z żłobka i szkoły. Dostał od małżonki pisemne upoważnienie. Bał się, że jego małe szczęście nie będzie chciało do niego podejść, ponieważ go długo nie było.
         Teresa postanowiła pożyczyć mu swój samochód. Zeszli na parking, a on uśmiechnął się na widok dobrze znanego modelu Citroena z 1971 roku.
         - Podobno pięć lat stał w garażu. Był polakierowany na nowo.
         Wziął od niej kluczyki i z przyjemnością wsiadł do pojazdu. Chciał otworzyć schowek, ale nie mógł.  Prowadząc, miał wrażenie, że zna pracę silnika. Rozkoszował się jazdą. Otworzył okno i cieszył  się zimnym powietrzem. Dużo czasu spędził w zamknięciu i zapomniał jakie to przyjemne.
         Najpierw pojechał po córkę. Opiekunka nie chciała oddać dziecka w jego ręce, ponieważ nie miał żadnego dokumentu. Telefonu też nie miał. Kobieta zadzwoniła do matki i uzyskaniu od niej zgody, przyprowadziła dziewczynkę. Kate po zobaczeniu go, zaczęła się uważnie mu przyglądać.
         Przykucnął i uśmiechnął się wesoło, jak to zawsze robił. Dzieliło ich dwadzieścia metrów. Rozumiał, że nie rozpoznała go i miał nadzieję, że nie rozpłacze się.
         - Hej kochanie - odezwał się czule. - Jak minął ci dzień?
         Twarz oprócz zarostu przypominała tą ojca z fotografii. Głos od razu rozpoznała, ponieważ pamiętała jak ją zabawiał i kładł spać. Ruszyła do niego biegiem, wyciągając ufnie rączki.
         - Tatuś.
         Wpadła w jego ramiona. Mężczyzna przycisnął ją do piersi i nie chciał puścić. Zaczął szlochać. Cieszył się, że trzyma ją.
         - Stęskniłem się kochanie. Nie zostawię was już nigdy.
         Wstał i wziął ją na ręce i ruszył do wyjścia. Pojechali do szkoły, gdzie uczył się jego syn. Tutaj nie miał problemu. Pokazał tylko upoważnienie i nauczycielka zawołała chłopca. Gdy ten przyszedł i zobaczył dawno niewidzianego ojca, przyspieszył i z impetem wpadł na niego. Patrick przykucnął  gdy malec wtulił się w niego z ogromną siłą, przewrócili się.
         - Tatuś.
         Leżeli i śmieli się. Ich księżniczka położyła się koło nich i śmiała się razem z nim. kiedy wstali, chłopak znowu wtulił się w ramiona ojca.
         - Gdzie byłeś?
         - Myślami przy was.
         Nic więcej nie powiedział. Pojechali do mieszkania, gdzie czekali państwo Rigsby. Przywitali się radośnie. Wayne nie krył zadowolenia, że wiadomość o nieszczęściu okazała się fałszywa. Usiedli w salonie i siedzieli przez chwilę rozmawiając,  jakby nic się nie wydarzyło. Dzieci nie chciały odejść od niego na krok.
         Teresa wróciła do swojego gniazdka w towarzystwie Dennisa, i Kimballa. Po wejściu do saloniku zobaczyli Patricka, oglądającego coś w telewizji, a dzieci spały na jego kolanach. Doprowadził się do porządku.W trzyczęściowym  jasnoszarym garniturze i delikatnie błękitną koszulą był. Uśmiechnęła się W tamtej chwili mogła przyznać, że odzyskała ukochanego. Spytała.
         - Skąd to masz?
         - Znalazłem w twojej sypialni. Rigsby nabijał się z mojego poprzedniego  stroju. Jak dzień?
         - od kiedy cię zobaczyłam świetny.
         Podeszła i usiadła obok niego, jak za dawnych czasów. Oparła głowę o jego ramię. Słowa nie były w stanie opisać jej szczęścia.
         - Gdzie są?
         - Pojechali wziąć jedzenie na wynos. Maluchy nie doczekały się, tylko zasnęły.
         W jego głosie było słychać czułość.
         - Christine poznała mnie... Razem z Terry'm nie odstępują mnie na krok. Nawet do łazienki, aby się ogolić i umyć, musiałem zatrzasnąć  drzwi pod ich nosem.
         Abbott i Cho usiedli na krzesłach i obserwowali całą scenę z ulgą. Po powrocie przyjaciół, którzy przynieśli kolację, sytuacja rozluźniła się. Obudzono pociechy, aby się posiliły.  Mali rozrabiacy zaczęli szaleć po pokojach, ganiając się, przynosząc sztuczce i naczynia. Starali się zachowywać, jakby Jane nie zniknął na dwa lata, chociaż było to trudne. Nagle Kimball spytał.
         - Wrócicie do FBI? Jeden agent właśnie odchodzi z zespołu. A nawet Jane przyda się.
         - Wiedziałem, że nie radzicie sobie beze mnie.
         Teresa spojrzała na niego srogo, a po chwili odpowiedziała.
         - Tu go nie przyjmą, a chętnie wrócę do FBI. Tylko potrzebuję czasu, aby wszystko pozamykać.
         Minął miesiąc. Teresa, Patrick, Kate i Terry wrócili do Teksasu. Państwo Jane znowu dołączyli do zespołu agenta Cho. Wszystko powoli powracało do normy. Chociaż Teresa i Terry przebudzali się w nocy i sprawdzali, czy Patrick śpi na swoim miejscu. Jeśli kobieta długo miała go po za swoim zasięgiem, a nie dawał znaku życia, zaczynała się denerwować.
         Ale nie tylko oni mieli na Jane'a oko. Przyjaciele również go kontrolowali. Bali się, że znowu może zniknąć bez śladu. Nie winili go za te dwa lata, ale woleli być czujni. Miał ich dość. Wolałby, aby gniewali się na niego, niż okazywali przesadną troskę. Irytowało go, że nic nie może zrobić bez kontroli.
         Pewnego dnia postanowił włamać się do schowka samochodu, którego kupiła Teresa, a później oddała go mężowi. W środku znalazł wiele nic nieznaczących świstków i prawo jazdy. Dokument był wystawiony na Patricka Jane'a. Był to jego dawny pojazd. Kiedy wrócił do domu, jego żona  gotowała obiad. Podszedł do niej i nonszalancko odezwał się.
         - Szyba od strony kierowcy była wymieniona.
         Była zaskoczona. Zaufała sprzedającemu, a ten nie wspomniał o zniszczeniu okna. Zbyt jej zależało na pojeździe, będącym kopią tego , którym jeździł Patrick.
         - Widać to? Nie zauważyłam.
         Uśmiechnął się figlarnie.
         - Nie. Sam ją wybiłem. Gdy upozorowałem swoje porwanie przez Lorelei Martins.
         - To twój samochód?
         Pokazał jej znalezione prawo jazdy. Śmiali się z tego. Następnego dnia pojechali do biura. Jane zajrzał do biura szefa zespołu.
         - Hej Cho. Zgadnij co Teresa kupiła.
         Kimball spojrzał na niego, spodziewając się wszystkiego, a ten z rozradowaniem dodał.
         - Mój samochód z czasów CBI.
         - Zrobiła to jeszcze w Kalifornii - agent nie wiedział, o co chodzi. - Już dawno zauważyłem, że przypomina twój.
         -To jest mój samochód. Zostawiłem w nim prawko. Ciekawy zbieg okoliczności.
         Uśmiechnął się do agenta i ruszył na swoją kanapę.  Położył się i przymknął oczy, kładąc ręce na piersi. Rozmyślał nad aktualną sprawą. Próbował poukładać nieskładające się w całość elementy układanki. Dwóch agentów z zespołu Cho, nieznających go, przyglądali się mu uważnie. Nie rozumieli, co tam robi. Uważali go za bezużytecznego, ale szybko im pokazał, co potrafi.
         Mijały miesiące, wszystko powoli powracało do normalności. Na początku zostawiali Patricka w biurze. Jeśli już z nimi  jechał,  był niespuszczany z oczu. Nie mógł się sam poruszać, a tym bardziej organizować swoich  akcji. 
         Im bardziej próbowali go ograniczyć, tym bardziej wymykał się spod ich pieczy i doprowadzając ich do szału. Z czasem zaczęli powoli odpuszczać i powoli dawali mu coraz większą swobodę, co ułatwiło im pracę.
         Jane od początku nie dawał się zamknąć, tylko był sobą. Chociaż zdarzało mu się budzić w nocy z przerażeniem. Nie chciał się przyznać Teresie do tego, ale szybko zorientowała się, że coś jest nie tak.  Odbyli długą rozmowę Wypowiedzieli swoje obawy.
          Patrick bał się, że to wszystko to tylko sen i nadal siedzi w swojej celi. Teresa miała obawy, iż znowu zniknie i nie wróci już, a ona nie będzie wiedzieć, co się z nim stało.  Starali się juz nie ukrywać tego, co czują.  Lubili zasypiać w swoich ramionach, mocno wtuleni w siebie. Wtedy czuli się najbezpieczniej.
         Pół roku po powrocie odbyło się przyjęcie na terenie państwa Jane z okazji ich rocznicy ślubu. Zjechali się bracia kobiety i ich przyjaciele. Wszyscy bawili się do późnych godzin nocnych.  tylko dzieci szybko poszły spać w dawno już nieużywanym samochodzie kempingowym. Dorośli tańczyli przy tych samych piosenkach, co podczas wesela.
         Jane nie mógł sobie darować i pokazał kilka swoich ulubionych sztuczek Wręczono im dużą liczbę prezentów. Sam podarował małżonce kucyka, odnosząc się do tego, którego kupił jej przed laty. Rigsby, Van Pelt i Cho pamiętali tamte urodziny byłej szefowej i jej zaskoczenie. Nie wiedzieli tylko, co się stało z podarunkiem. Otrzymał od niej srebrny, kieszonkowy zegarek z grawerunkiem " jesteś moim całym światem Patricku Jane - Teresa"
         Po przelaniu morza alkoholu  wszyscy goście krzyczeli gorzko.  Małżonkowie spojrzeli po sobie i postanowili spełnić ich prośbę. Patrick złapał ukochaną w tali i przyciągnął do siebie. Następnie przechylił ją do ziemi, a  na jej ustach złożył namiętny pocałunek. Wreszcie odetchnęli z ulgą. Przeszłość zostawili za sobą i zaczęli myśleć o przyszłości.
         Kilka dni później państwo Jane stali się płatnymi mordercami, państwem Montgomary. Odgrywali swoje role, jak najlepiej. Kobieta pracy pod przykrywką uczyła się od najlepszego, czyli Patricka. Podczas tej misji zaufała mu i pozwoliła prowadzić grę według jego zasad.
         Oczywiście nie odbyło się bez komplikacji. Na szczęście udało się im złapać zleceniodawcę morderstwa szefa biura FBI w Austin. Upozorowali jego śmierć, a następnie spotkali się z osobą, która im to zleciła i aresztowali ją. Kiedy późnym wieczorem siedzieli w biurze wraz z Kimballem, przypominali dawne dzieje.
         - Kiedy strzelałeś Patrick, przypomniały mi się czasy w CBI. Ile razy pozorowaliśmy zabójstwo?
         Blondyn uśmiechnął się w dla siebie charakterystyczny sposób.
         - Było tego parę razy. Raz zastrzeliłem psychiatrę, która przeprowadzała na mnie eksperyment naukowy. Złapaliśmy dzięki temu mordercę jej byłego męża .Był jeszcze mój szwagier Danny, który mnie zastrzelił.  Wtedy żona zabiła niewiernego męża i przez przypadek wrobiła Danny'ego
         - A ten wciągnął ciebie - wtrąciła Teresa. - Rozmawiałeś z nią, kiedy wściekły on wpadł. Czuł się zdradzony i strzelił do ciebie. Wtedy się przyznała.
         - A ten  futbolista zamiast, którego zginął jego asystent? Aby złapać osobę, która chciała go zabić. Namówiłem cię, aby utrzymać, że on nie żyje...
         Jane popijał swoją ulubioną herbatę. Wszyscy byli rozluźnieni. Odezwał się milczący do tamtej pory Cho.
         -  Jeszcze zabicie Lisbon i Rigsy'ego. Zastrzelił cię w gabinecie, zabranie ciała i zabicie Rigsby'ego, który rzucił ci się na ratunek. Przykład kiedy twoja sztuczka nie powiodła się. Może gdyby agentka Darcy nie wtrąciła się, może udałoby się złapać Red Johna...
         Zapadła krępująca cisza. Kimball i Teresa spojrzeli na Patricka, aby zobaczyć jego reakcję na wspomnienie McAllistera. Ten skupił się na delektowaniu gorącym napojem. Przerwał milczenie.
         - Był jeszcze stary mafios, którego syn został zabity. Chorował poważnie. Spiłem go i włożyłem mu piłkę od skłosza pod pachę. Nie można było wyczuć tętna. W szpitalu poprosiliśmy lekarza, aby powiadomił rodzinę o jego śmierci, ale nie chciał tego zrobić. Co było do przewidzenia.  Więc udawaliśmy, że to usłyszeliśmy od lekarza i przekazaliśmy im tą straszną wiadomość. Oczywiście Tereso plan ci się nie podobał, ale wreszcie  uległaś. Jak zawsze....
         Przewróciła oczami. Była przyzwyczajona do takiego zachowania męża, ale nadal nie pochwala jego metod.
                - Widzicie, że wasze próby trzymania mnie  na uboczu nie ma sensu. Dalej działam jak dawniej. Jestem dobry w tym, co robię. Potrzebujecie mnie.
          Pokiwali głową.  Nie raz słyszeli podobne teksty.
         - Lepiej pracuje się, jeśli nikt nie obserwuje mnie i nie pilnuje na każdym kroku.
         Cho westchnął. Zgadzał się z przyjacielem. Zdał sobie sprawę, że muszą mu odpuścić i pozwolić działać jak za dawnych czasów, mimo częstego pakowania się w kłopoty.
         - Zgadzam się
         Nagle przypomniał sobie coś.  Poczuł skrępowanie. Nie lubił mówić o czymś, co dotyczyło jego
         - Nie zdążyłem ci podziękować za ostrzeżenie przed Robertsem.
         Patrick zdawał sobie sprawę z odczuć Kimballa i porzucił formułkę grzecznościową.
         - Tak jak Vega, nie był skłonny zaakceptować sposobu prowadzenia śledztw  przez nasz zespół, a raczej moje poczynania. Postanowił podkopać twój autorytet. Donosił o wszystkich potknięciach i błędach. Raz przyuważyłem, jak wściekły opuszczał gabinet dyrektora. Z niechęcią patrzył na nas, a na ciebie z wściekłością. Zazdrościł ci posady. Tego dnia miał złowieszczy uśmiech i nadgarstek obwinięty bandażem, który ukrywał. Chciał oskarżyć cię o uszkodzenie ciała.
         - Na szczęście udało się pokrzyżować jego plany. I to dzięki tobie. Dziękuję.
         - Jesteśmy przyjaciółmi.
         Ostatnie słowo ciężko przeszło mu przez gardło. Teresa i Patrick uśmiechają się do siebie, dobrze znając przyjaciela. Wiedzieli, że nie mogą się odezwać, aby go nie speszyć. Nie często Cho otwierał się i nie chcieli mu przeszkadzać.       
         Państwo Jane wrócili do domu, gdzie czekały stęsknione dzieci, których nie widzieli od kilku dni. Uścisnęli  je i ułożyli do snu. Następnie usiedli po drugiej stronie stawu. Patrzyli na swój mały domek, albo gwiazdy. Przytulali się do siebie Cieszyli się chwilą spokoju.
         - Niektórzy byli sceptyczni, ale udało nam się.
         Spojrzał na nią czule. Zastanawiał się, jak taka cudowna kobieta go pokochała i zdecydowała się być z nim, beznadziejnym i rozbitym facecie. Jego głos zaczą drżeć, kiedy zwrócił się
         - Nie dziwię się im. Byliśmy dziwną parą Ty trzymałaś się znanych ścieżek i działałaś zgodnie z prawem. Do tego ułożona. Ja chaotyczny, szalony, pakujący się i innych w kłopoty, działający po swojemu i niemogący pogodzić się z przeszłością. Jesteśmy jak ogień i woda. Nawet nie wiesz,  jakim jesteś dla mnie szczęściem. Nie zasłużyłem na ciebie.
         Słysząc to, wzruszyła się.  Ni wyobrażała sobie życia bez niego. Dlatego tak naprawdę przyjęła pracę w FBI.
         - Kocham cię i to tylko się liczy.
         - Ja też cię kocham.
         Jeszcze mocniej przycisnęła głowę do jego klatki piersiowej.
         - Wiesz, że ta starsza kobieta siedząca obok mnie w samolocie powiedziała, że wszystkie kobiety zzieleniały z zazdrości. Nieczęsto się zdarza, aby ktoś zatrzymał samolot, aby zdążyć wyznać uczucia, zanim ukochana zniknie na zawsze i poślubi innego.
         Była wzruszona, chociaż wtedy była na niego wściekła, a potem zdecydowała się zostać i spróbować być z nim.
         - Chciałem, abyś wiedziała, że cię kocham. Nawet nie wiesz, co czułem, gdy powiedziałaś, e jest za późno...
         Zaczął głaskać jej włosy, przekonując się, że to nie jest tylko sen i Teresa siedzi obok. Wspomnienie tamtej nocy nadal tkwiło w nim głęboko, ponieważ wtedy wszystko się zmieniło.  Chociaż na początku był załamany i nadal to odczuwał, gdy wspominał słowa żony.
         - Siedząc w tamtym pokoju, nie interesowało mnie co się ze mną stanie. Moje szczęście odleciało. Wraz z tobą.  Byłem przeszczęśliwy, gdy okazało się, że jednak zostałaś. Niewiele mogłem i mogę ci dać.
         Oderwała się od niego z zaskoczeniem i spojrzała mu głęboko w oczy.
         - Wiele. Swoje serce. Dlaczego nie próbowałeś wcześniej mnie zatrzymać?
         - Nie wierzyłem, że wyjedziesz. Byłem pewny, że zostaniesz. Dopiero Cho uświadomił mnie, że się mylę, mówiąc kiedy wylatujesz.
         Roześmiała się.
         - Był jedynym niezorientowanym w naszej miłości. Był przekonany, że jesteśmy dla siebie jak brat i siostra.
         Uśmiechnął się.
         - Kiedy porwano Van Pelt, siedzieliśmy z chłopakami w barze. Rigsby stwierdził, że razem z Van Pelt byli przekonani, że będziemy razem. Cho był tym zdziwiony. Kiedy ja czekałem na mordercę, a ty jechałaś, albo byłaś na lotnisku Abbott po naszej kłótni przedstawił jak ma się sytuacja między nami.
         Spojrzeli sobie głęboko w oczy. W ich sercach płoną żar miłości.  Teresa zbliżyła się do Patricka i zaczęła go namiętnie całować go. Rękoma oplotła jego szyję, a on przyciągnął ją jeszcze bliżej. Kochali się tak, jak na początku związku. Ich uczucie nie gasło. Jedno gotowe poświęcić się dla drugiego.
         Teresa nie żałowała, że wysiadła z samolotu i została z ukochanym.  Byli dla siebie stworzeni. Dwuletnia rozłąka i jego ucieczka za wszelką cenę, aby wrócić do rodziny pokazywała słuszność podjętej przed kilku laty decyzji.
         Dał jej tak wiele. Swoje niegdyś złamane serce, miłość i oddanie. W zamian otrzymał to samo. Tworzyli razem szczęśliwą rodzinę, doświadczoną przez los. Od tamtej pory wiedzieli, że przetrwają wszystko. Czego może więcej chcieć szczęśliwa kobieta?
         Patrick był we właściwym miejscu. Siedział obok ukochanej. W pobliskim domu spały jego dwie pociechy, dla których był gotowy na wszystko. Patrzył w niebo i wyobrażał sobie, jak będą tak siedzieć jako staruszkowie i wspominać dawne dzieje oraz bawić wnuki. To było to, co pragnął. Zestarzeć się u boku Teresy

Koniec