sobota, 11 listopada 2017

Jack Moris (Bones/ Kości) cz. II

Jack wzdrygnął się. Ogarną strach, że poznali jego tajemnicę.  Musiał zachować kamienną twarz, chociaż to mógł usłyszeć wyrok na siebie. Wilter spojrzał na niego pobłażliwie, jak ojciec na syna. Uśmiechnął się czule.  
- Wiem, że to cię przeraża. Mnie też. 
Był wściekły. Nie lubił uprzejmości Flynna. 
- Najgorzej, że jest z otoczenia narzeczonego mojej córki... 
- Co? - wyrwało się byłemu agentowi. 
- Wszystko wskazuje, że Luisa Donald jest kretem.  A jeśli to prawda, to zaufany posłaniec Dona, jej mąż Tom... 
Zatkało g. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z małego szczegółu. Według niego Lancy Sweets alias Tom Donald nie nadawał się na tajniaka.  Bał się o przyjaciela. 
- Na razie będziemy ich obserwować. Dlatego sprowadzimy ich tutaj. Liczę, że będziecie ich obserwować i uważać o czym rozmawiacie. Coś chcecie dodać? 
Ze swojego miejsca podniosła się prawa ręka do wykonywania wyroków, średniego wzrostu, barczysty mężczyzna. 
- Najlepiej spróbować namierzyć tych, kogo mogli zwerbować. 
Moris postanowił zaryzykować. 
- To, że Lusia jest szpiegiem, nie oznacza, że jej mąż o tym wie. Może przez przypadek coś jej zdradzić. 
To był desperacka próba ratunku dawnego przyjaciela.  Wszyscy spojrzeli na niego.   
- Wiem, że ciężko ci uwierzyć, że ktoś mógł dostać się do naszej rodziny, aby nas zniszczyć. Jesteś lojalny... 
Najchętniej zabiłby go, ale musiał udawać oddanie. 
- Jesteś dobry w tym, co robisz, ale lekko naiwny i dlatego jesteś tutaj.  Uważaj na niego. Masz na sumieniu nie jednego agenta i możesz dostać karę śmierci. Dodam, że też mam ich sporo na sumieniu. Nawet nie pamiętam ich nazwisk. 
Zacisnął pięści, starając nie okazać wściekłości. Po zakończonym spotkaniu udał się do swojego pokoju.  Walnął pięścią w ścianę. Usiadł na łóżku, aby się uspokoić i pomyśleć logicznie. Postanowił obserwować ich i w razie czego ochronić, niezależnie ile to by go kosztowało.   
Luisa i Tom Donald niczego nieświadomi wprowadzili się do domku dla służby. Spędzali dużo czasu w posiadłości, gdzie przy nich nie omawiano najważniejszych działań. Nikt nie wspomniał McGee'mu o całej akcji, ponieważ podejrzewali go o współpracę z wymiarem sprawiedliwości.  
Małżonków trzymano z daleka od Rose Wilter, siostry Jenny, Jerzego i Franka, która nie pochwalała działań rodziny. Była im oddana i nie miała zamiaru ich wydawać. Woleliby, aby nie próbowali jej przekonać do obrócenia się przeciwko bliskim.  Jej zdrada zabolałaby jej ojca, który ją uwielbiał.  
Pewnego dnia Jack wrócił domu i zauważył grupkę mafiosów siedzących na kanapie w salonie przed telewizorem. Spojrzał na ekran i doznał lekkiego szoku. Oglądali serial "Kości".  Nie mógł uwierzyć, iż przestępcy oglądali coś poświęcone osobom strzegącym prawa i łapiących tych złych.  Nagle jeden z nich stwierdził z rozżaleniem w głosie. 
- Poprzednia aktorka była lepsza. Bardziej realna. Przy niej można by uwierzyć, że taka antropolog istnieje. 
Jego kolega odezwał się, śmiejąc. 
- Na szczęście nie ma takiej antropolog jak Bones albo agenta jak Booth. 
Chciałby zobaczyć ich minę, kiedy dowiedzą się, że serial opowiada o prawdziwych ludziach. Spojrzał na psychologa, który siedział ze spuszczoną głową. Miał wrażenie, iż w jego postawie widzi poczucie winy. Jego prawie niezawodne przeczucie mówiło jedno. Chodziło o któregoś z bohaterów, czyli jednego z naukowców. Mógł przed przystąpieniem do zadania z kimś się pokłócić, ale nie wiedział z kim konkretnie.  
Mijały dni. Często z daleka obserwował państwa Donald. Zauważył, że dawny przyjaciel niczym się nie zdradzał. Wczuł się w swoją rolę i nikt nie powinien mieć wobec niego żadnych podejrzeń. Tym go zaskoczył. Wszystko psuła jego młodsza towarzyszka, która była sztywna. Ciągle czuła się niezręcznie i chciała uciekać stamtąd jak najszybciej. Nie potrafiła się odnaleźć. Miała też postawę agentki, której nie potrafiła się pozbyć. Musiał ostrzec Lancy'ego. 
Szukał dogodnej okazji na rozmowę bez świadków i możliwości podsłuchania. Denerwował się, że nie zdąży tego zrobić przed ich zdemaskowaniem. Trafiła się tydzień później. Miał przewieźć dużą sumę do Nowego Jorku. Postanowił zabrać ze sobą Toma. Don był wściekły, iż to nie on jedzie. Zabranie jego zaufanego człowieka, pozwoliło przełknąć tą gorzką pigułkę.  
Wilter nie był zachwycony obecnością Donalda, ale przekonał go do tego, aby upewnić się, co do lojalności mężczyzny. Tom i Jack w pierwszą stronę nie rozmawiali ze sobą, a prowadził człowiek McGee'go. Trzymali się na dystans. Przekazali całą sumę na ręce Franka i ruszyli w drogę powrotną. Za to z powrotem drugi zasiadł za kierownicą. Nagle zatrzymali się na drodze z dala od zabudowań. Ostrym tonem zwrócił się do towarzysza. 
- Wysiadaj 
Mężczyzna był zaskoczony. 
- Dlaczego? 
- Wysiadaj. 
Przeraził się, ale opuścił samochód. Wolał nie pokazywać strachu. Podejrzewał, że najlepszą opcją to zostawienie na poboczu, a najgorsza to kulka w łeb. Trzymał nerwy na wodzy.  Moris wyłączył silnik, pociągnął go kawałek dalej. Podszedł najbliżej, jak mógł i nachylił się nad jego uchem. 
- Jesteś podejrzewany o bycie z FBI. Zdradza cię twoja towarzyszka. Albo wycofacie się, albo jesteście czyści. Postaw swoją żonę do pionu, bo inaczej stracicie życie. Radzę raczej wam wyjechać i to za granicę. 
Odsunął się, a serce biło mu szybciej. Z niecierpliwością czekał na reakcję dawnego przyjaciela. Toma zamurowało. Nie wiedział, jak się zachować. Czy zagrać w otwarte karty, czy iść w zaparte.  W oczach mężczyzny widział, coś znajomego. Przeczucie mówiło mu, że w głębi jest innym człowiekiem. Ciekawość zwyciężyła. 
- Dlaczego to robisz? 
Jack odwrócił się gwałtownie od niego, aby nie zauważył targającymi nim emocjami. Najchętniej potrząsnąłby psychologiem i osobiście wsadziłby go do samolotu. Na szczęście zaczął gładko kłamać. 
- Jeszcze nie tak dawno sam byłem agentem, a teraz jestem zdrajcą. Zdradziłem rodzinę, przyjaciół. Caroline została sama. Jeśli masz rodzinę, nie chcę, aby zostali sami... Nie chcę zabijać więcej kolegów... 
Sam mógłby uwierzyć w swoje kłamstwo. Poczuł tęsknotę za najbliższymi. Musiał wżąć się w garść. Wsiadł do pojazdu i czekał na towarzysza. Szybko ruszyli w drogę. Miał ogromną ochotę przyznać się przed nim, ale nie mógł. Dla jego i własnego dobra. Czas miał pokazać, czy podjął słuszną decyzję.  Więcej już nie rozmawiali, tylko zerkali na siebie niepewnie. 
Lancy po znalezieniu się w Waszyngtonie, umówił spotkanie z łącznikiem.  Spotkanie odbyło się w wesołym miasteczku. Powiadomił go o niebezpieczeństwie zdemaskowania, zapewniając gotowość do dalszego działania. Dostał polecenie kontynuowania zadania. Ucieszyło to go. Chciał dokonać aresztowania mafii. Robił to dla zamordowanych przyjaciół doktor Temperance Brennan i Seeleya Bootha. 
Po śmierci dynamicznego miał ogromne poczucie winy. Dwa dni przed tragedią ostatni raz ich widział.  Rozmowa między nimi była bardzo burzliwa, raczej można to nazwać ostrą kłótnią.  Opuścili wściekli jego gabinet. Kiedy zdał sobie sprawę, że nie miał racji, i tym razem przesadził było za późno. Użył zbyt ostrych słów i dał ponieść się emocją. Nie żyli i nie mógł z nimi o tym porozmawiać. 
Załamał się. Przytłaczało go to i nie umiał sobie z tym poradzić. Wściekał się na siebie, że nie zdążył przeprosić dynamicznego duo. Przez pierwsze miesiące zaniedbał swoje obowiązki i chodził zamyślony. Oddalał się od wszystkich i z nikim nie potrafił się porozumieć. Czuł się podle. Pewnego dnia zniknął bez śladu, jego telefon milczał, a drzwi mieszkania nikt nie otwierał.  Był przekonany, iż  nikt tego nie zauważy. 
Mylił się. Zezulce widzieli jego dziwne zachowanie i zrzucili je za żałobę. Sami też nie potrafili poradzić sobie z utratą przyjaciół. Z tych dwóch powodów zaglądali do jego gabinetu. Gadali o swoich uczuciach, a on siedział znudzony i zirytowany. Nie zrażali się, ponieważ na początku znajomości, narzucali mu się. Traktowali to, jak próbę utrzymania kontaktu. 
Mieli do niego służbowe pytanie. Kiedy przez cały dzień nikt nie mógł się z nim skontaktować, zaczęli się denerwować. Najbardziej martwił ich wyłączona komórka, a dyrektor potwierdził, że Sweets nie brał urlopu.  Pojechali do jego mieszkania i dobijali się, ale bez skutku.  Nie wiedzieli, co robić. Hodgins przyznał się do umienia otwierania drzwi za pomocą wytrycha. Spytał która z pań ma wsuwki. Vaziri westchnęła i wyjęła dwie z włosów podając mu je. 
- Nie chcę tego widzieć. 
Odwróciła się plecami i zakryła oczy prawą dłonią. Kennan stanęła kawałek dalej, podnosząc ręce do góry w geście bezradności. 
- No dobrze, ale nie widzę tego. Bo inaczej musiałabym was i siebie aresztować za włamanie. 
Do siebie powiedziała, kiwając głową 
- Kiedyś wpakują się w kłopoty 
  Jack rozpromienił się, był zachwycony.  Uśmiechnął się szeroko i zabrał do pracy. Skupiał się na zadaniu. Jego żona, Arastoo, Wendell przyglądali mu się z zapartym tchem. Po ustąpieniu zamka wypuścili powietrze i wpadli do zaniedbanego mieszkania.  
Lancy'ego znaleźli leżącego na kanapie w salonie. Wyglądał na wczorajszego. Na sobie miał tylko bokserki i podkoszulkę, włosy w nieładzie, a na twarzy dwudniowy zarost. Wyglądał jak siedem nieszczęść.  Caroline zwróciła się do niego ostrym i władczym tonem. 
- Co tutaj robisz? Powinieneś być w pracy.  
- Po co? 
Wszyscy byli zmartwieni, ale pozwolili mówić najstarszej osobie z całego towarzystwa.  
-Weź się w garść. Taki z ciebie psycholog?...  
Nie reagował na jej słowa, ale to kobiety nie zraziło.  
- Masz pomagać innym, a nie umiesz pomóc sobie? 
- Zrobiłem coś strasznego. 
- Nie odrobiłeś pracy domowej? Nie pomogłeś wskazać sprawcy? Znowu rozmawiałeś nieletnią bez jej opiekuna?  
-Nie... 
Sweets usiadł na kanapie i zaczął spoglądać na podłogę. Brakowało mu odwagi, aby spojrzeć na zebranych. Wiedział, że zdenerwują się, jak poznają jego sekret. 
- Pokłóciłem się z doktor Brennan i agentem Boothem. Trochę mnie poniosło i powiedziałem dużo ostrych, niepotrzebnych słów. 
Głos mu drżał. W nim dało się usłyszeć wściekłość, ból oraz żal. 
- Trochę czasu zajęło mi zrozumienie mojego błędu. Przesadziłem.  Wyszli wściekli.   
Cam podeszła do niego i spytała. 
- Żałujesz tego?  
Spojrzał na nią. 
-Nawet pani nie wie jak... Zginęli w przeświadczeniu, że ich współpraca ma się skończyć...  
Angela podeszła szybko do niego i spoliczkowała. W miejscu uderzenia pojawił się czerwony ślad ręki artystki.  
- Zasłużyłem. 
Kobieta widząc jego żałosną postać oraz swoje dzieło trochę uspokoiła się.  Pozostali obserwowali ich. Też byli wściekli na niego. Dynamiczne duo byli najlepsi w łapaniu przestępców. Po aresztowaniu przez Botha ojca Brennan zostali wysłani na terapię do Sweetsa. Nie potrzebowali tego, bo mimo kłótni dalej ścigali złych i potrafili się porozumieć. Byli najlepsi. Nikt nie powinien ich próbować rozdzielać, Tym bardziej ten dzieciak. Artystka zwróciła się do niego.  
- Zgadzam się.  Chociaż twoje poczucie winy powoduje rozgrzeszenie 
- Potrzebujemy cię - wtrąciła się Vaziri. – Nie dogadujemy się z agentami. Do tego potrzebna nam opinia w sprawie morderstwa. Podejrzewamy... 
Wzięła głęboki wdech, aby się uspokoić. Ciężko było pracować bez zmarłych przyjaciół. Każda o nich myśl powodowała ogromny smutek.  
-Wiem, że minęło już parę miesięcy od ich śmierci. Nie mamy żadnych dowodów przeciwko mafii. Na razie nie możemy udowodnić, że Wilter kazał ich zabić...Przydałaby się nam pomoc agentów, ale ci nie chcą nas słuchać.  Nie rozumieją, jak ważna jest nasza praca w schwytaniu przestępców. Patrzą na nas z góry. 
- Bo agenci nie zostali ustawieni do pionu przez Brennan -wtrąciła się artystka. – Tak jak Booth.  
-Angela – krzyknęła Cam. 
- Przecież tak było.  
Patolog zignorowała jej ostatnie słowa. Nie wiedziała tego, ponieważ dołączyła do nich później. Wtedy już Seeley nawiązał z nimi nić porozumienia. Wróciła do przerwanego wątku. 
- Mamy dowody poszlakowe przeciw mafii, ale adwokaci Flynna Wiltera obalają je. Tak jak te zebrane przez Brennan i Bootha... Musimy coś zrobić, a bez ciebie to się nie uda... 
Łzy popłynęły po jej policzku. Nie miała już chęci, aby o tym mówić. Nie miała ochoty przychodzić do laboratorium. Musiała znaleźć na to siły. Mordercy ich przyjaciół nadal byli na wolności i chciała doprowadzić ich przed ławę przysięgłych. Tak samo funkcjonowała reszta.  
Kiedy Seeley wyjechał do Iraku, a Temperance na wykopaliska na rok ich zespół rozpadł się. Teraz zemsta ich napędzała. Wiedzieli, że droga do niej może być długa, ale nie chcieli się poddawać. Rodzina, nawet ta bez więzi krwi była dla nich najważniejsza. Dlatego próbowali ratować jednego z nich. 
- Rozumiem. 
- Będziemy czekać na ciebie. 
Zostawili go samego, obawiając się, czy otrząśnie się i opuści mieszkanie.  Widok ich wszystkich, dał Sweetsowi do myślenia. Przypomniał sobie o innych i zrozumiał jaki był samolubny. Następnego dnia skruszony zjawił się w biurze. Dostał słowne upomnienie od dyrektora, który był wściekły. Nazwał to szczeniackim wybrykiem.  Nie tłumaczył się, wiedząc, że nic go nie usprawiedliwia. 
Pojechał do instytutu Jeffersona, gdzie na zezulców krzyczała pani prokurator. Wolałby nie pokazywać się kobiecie. Odczekał, aż skończy i używając swojej karty, wszedł na platformę, udając swobodę. Tak naprawdę denerwował się. 
- Może mogę pomóc? 
Caroline obrzuciła go srogim spojrzeniem. 
- Najwyższa pora. Bierz się do roboty dzieciaku. 
Najpierw przeszedł się i wszystkich przeprosił. Jack nawet pocieszycielsko go poklepał, a Angela uścisnęła. Camille i Caroline potraktowały go szorstko, a reszta przyjęła to spokojnie. Następnie wziął akta i zaszył się w gabinecie antropologa Wendella Braya. Zdawał sobie sprawę, że jest beznadziejnym psychologiem, skoro nie wiedział, jak poradzić sobie ze swoimi problemami. Zezulce i prokurator pomogli mu uporać się z załamaniem, a on znowu wysłuchiwał ich bez irytacji i znudzenia. 
Trzy lata później poślubił swoją ukochaną i byłą narzeczoną Daisy Wick, a po roku zostali rodzicami syna Seeleya Lancelota Sweetsa. Wiedli szczęśliwe życie. Kiedy natrafiła się okazja, aby doprowadzić do oskarżenia mordercy dynamicznego duo, tylko przez chwilę się wahał. Po powiadomieniu żony  o swoich planach, zgłosił się do dyrektora.  Zapewnił go, że Daisy nie ma nic przeciwko. Nagiął prawdę. Bała się, że coś mu się stanie, a do tego nie chciała, aby zostawiał ją samą z małym dzieckiem. Po burzliwej dyskusji zgodziła się. 
Szef niechętnie wyraził na jego udział w zadaniu, ale rozumiał pobudki. Do tego żadnemu innemu chętnemu nie ufał. Podejrzewał posiadanie kreta. Sweets już pół roku pracował pod przykrywką. W pewnym momencie zdawało mu się, że jest blisko doprowadzenia rozbicia grupy przestępczej.  Nagle wszyscy zdyscyplinowali się do niego i jego partnerki. Jedynie udało mu się zbliżyć do przyszłego zięcia Wiltera.   
Ten kiedyś opowiedział o morderstwie, które według niego było idealne. Dowiedział się, jak zaplanowano śmierć dynamicznego dua. Ledwo udało mu się zachować spokój i nie okazać swojej wściekłości. Słuchał, jak Don opowiada o podrzuceniu ciała, wybraniu potencjalnej trasy partnerów i wynajęciu zdesperowanego kierowcy.  Wspomniał o tym, że szef przyglądał się całej akcji z niewielkiej odległości, tak zalazło mu dynamiczne duo.  
Otrząsnął się ze wspomnień. Udał się ze swoją dziewczyną na randkę. Przed kolacją udali się do Mauzoleum Abrahama Lincolna.  Kiedy stali przed pomnikiem prezydenta, ostrymi słowami upomniał kobietę, zdradzając że są bliscy zdemaskowania. Nie widziała swojej winy. Według jej jest świetna w odgrywaniu swojej roli i nie miała sobie nic do zarzucenia.  
Ogarnęła go wściekłość. Kazał się jej podporządkować i zachowywać się bardziej naturalnie. Była od niego młodsza, ale nie miała do niego szacunku, ponieważ był psychologiem. Uważała, że jest od niego o wiele lepsza. Pracowała w terenie, a on większość czasu spędzał w swoim gabinecie. Zgadzała się z nim, aby nie porzucać zadania. 
Zacisnął zęby, aby na nie nakrzyczeć na nią. Nie wybaczył sobie puszczenia nerwów przy najlepszych partnerach w FBI. Miał nadzieję, że wszystko skończy się dobrze i mimo nieudolności partnerki, nic się nie stanie. Chciał doprowadzić całą akcję do końca. Nie wiedział, że zmierzają ku zagładzie.  
Po powrocie z randki zastanowił się nad jeszcze jedną kwestią. Dlaczego Moris go ostrzegł przed niebezpieczeństwem. Słyszał, że był agentem FBI, który przeszedł na drugą stronę.  Zabił kilku agentów. Zaczął podejrzewać, że jego ostrzeżenie to tak naprawdę próba ich zdemaskowania. Postanowił pozostać nieufny wobec mężczyzny i zachowywać się tak, jakby jego słowa były żartem.  
Tydzień później udało mu się dostać do tajnych plików i przekazać je łącznikowi. Dał też nieliczne nagrania. Trudno było nosić podsłuch, ponieważ nie można przewidzieć sytuacji, kiedy wszystkich sprawdzano. Dużo pomógł zwerbowany przez nich zaufany człowiek Wiltera. Cieszył się, że to koniec i wreszcie wróci do rodziny. 
Po powrocie ze spotkania do siedziby mafii został zaprowadzony przez Dona do ogrodu. Widok przed nim go przeraził. Ludzie Wiltera od brudnej roboty podtrzymywali Luisę. Jej twarz była opuchnięta i pokryta siniakami, a wargi spierzchnięte. Miała oczy czerwone od płaczu, a jej lewa ręka nienaturalnie wygięta, co najprawdopodobniej wskazywało na złamanie. Kolana były obwiązane jeszcze niedawno białe, przesiąknięte krwią.  
Domyślił się, że zostały przestrzelone. Wiedział, że to koniec. Cieszył się, że dopełnił obietnicę złożoną na grobie zmarłych. Odpowiedzialni za ich śmierć trafią przed sąd. Żałował, że nie doczeka tego i przyczynił się do śmierci młodej agentki. Wiedział, że już jest martwa. Pomyślał o Daisy i ich synu. Więcej ich nie zobaczy. Bał się, czy sobie poradzą. Wściekała się na siebie. Miał cały wrócić do domu. Do rodziny. Obiecał to żonie. Złamał ją. 
Zdawał sobie sprawę, że przyjaciele nie odpuszczą. Doprowadzą całą sprawę do końca. Mógł jedynie mieć nadzieję, że nic złego ich nie spotka. Nie mieli pojęcia nad czym pracuje. Oficjalnie dyrektor na polecenie z góry wysłał go do innego biura, aby przeprowadzić badania psychologiczne pewnego zespołu. Wybiliby mu z głowy pomysł z pracą pod przykrywką. Zastanowił się, co powiedzą, kiedy trafi na stół w Instytucie Jeffersona.  







wtorek, 17 października 2017

Jack Moris (Bones/ Kości) cz. I

Bohaterowie:
 Jack Moris -  agent FBI, który oficjalnie przeszedł na drugą stronę i przyłączył się do mafii Flynna
                Wiltera. Tak naprawdę działał bez wsparcia, a o jego zadaniu wiedziało tylko kilku agentów i
                w razie aresztowania mieli się go wyprzeć.
Caroline Moris - Żona Jacka, wtajemniczona przez męża, ale nie utrzymuje z nim kontaktu, aby nie
                narażać siebie i dzieci Christine i Hanka.
Flynn Wilter - szef mafii, urzęduje w Waszyngtonie
Frank Wilter - syn Flynna, zarządza grupą w Nowym Jorku
Jerzy Wilter - syn Flynna, zarządza grupą w Los Angeles
Jenny Wilter - córka Flynna, szykuje się do przejęcia władzy po ojcu
Rose Wilter - córka Flynna, jest niechętna interesom rodziny, ale pozostaje wierna rodzinie
Don McGee - narzeczony Jenny i prawa ręka Flynna w interesach
Lancy Sweets alias Tom Donald-  zaufany goniec Dona, a tak naprawdę psycholog FBI z biura w
                Waszyngtonie.
Amanda Shanon alias Luisa Donald - agentka FBI z Waszyngtonu i partnerka Sweetsa w zadaniu,
                odgrywała rolę jego młodej żony.
Parker Booth - syn zmarłego agenta specjalnego Seeleya zamordowanego wraz z partnerką przez
                mafię Wiltera, młodszy agent, który postanowił iść w ślady ojca
Caroline Keenan z domu Julian - prokurator w Waszyngtonie, dobrze znała naukowców z Jeffersona,
                psychologa i Parkera, żona Maxa Kennana ojca zmarłej doktor Brennan zabitej przez mafię     Wiltera
Sam Cullen - dyrektor biura FBI w Waszyngtonie
Camille Cam Vaziri z domu Saroyan - szefowa laboratorium w Instytucie Jeffersona, przyjaciółka swoich pracowników,
                Parkera, Sweetsa i zamordowanych Brennan i Bootha, żona byłego asystenta Brennan, a
                teraz antropologa Arastoo Vaziri
Angela Hodgins z domu Montenegro - artystka i specjalistka od rekonstrukcji i komputerów  w laboratorium w Instytucie
                Jeffersona, przyjaciółka wszystkich w laboraotrium, Parkera, Sweetsa, oraz zamordowanych
                Brennan i Bootha, żona Jacka Hodginsa
Jack Hodgins - specjalista od robaków, ziemi, szlamu, zarodków i tym podobnych w Instytucie
                Jeffersona, mąż Angelii, przyjaciel wszystkich w laboratorium, Sweeetsa i Parkera oraz              zamordowanych Brennan i Bootha.
Max Keenan - ojciec Brennan, były przestępca, mąż prokurator Caroline
Temperance Brennan Bones - antropolog sądowa, partnerka Bootha, zabita na zlecenie Wiltera,
                pisarka, przyjaciółka ludzi z laboratorium, Sweetsa, lubiła syna Seeley'a, córka Maxa
Seeley Booth - agent specjalny FBI, partner Bones, zabity na zlecenie Wiltera, przyjaciel ludzi z
                laboratorium, Sweetsa, ojciec Parkera




               






                Agent Federalnego Biura Śledczego (FBI) z oddziału w Los Angeles Jack Moris, wcześniej detektyw policyjny brał udział w tajnym zadaniu.  Musiał porzucić rodzinę i narazić ją na hańbę. Zdradził kolegów i przyłączył się do mafii, która rządziła w Waszyngtonie, Nowym Jorku i Los Angeles. Jej szef zarządzał nią ze stolicy kraju i swojego imperium. W dwóch pozostałych miastach reprezentowali go jego synowie, podlegający ojcu.
                Wszystko zaczęło się prawie piętnaście lat wstecz. Flynn Wilter prowadził nielegalne interesy w Waszyngtonie. Między innymi rozprowadzał narkotyki, zbierał haracz, posiadał panienki i kilku płatnych morderców. Posiadał firmę transportową i kilka restauracji, które były przykrywką. Rozwijał swoje interesy przez lata i powiększył liczbę swoich opryszków.
                Mafią z nim na czele stali się po czterech latach działalności. Wszyscy w okolicy się ich bali, włącznie z policją. Ludzie stali się lojalni wobec niego i byli gotowi iść dla niego i za niego do więzienia, a nawet na śmierć. Wtedy to na ich trop wpadło FBI, ale wymykali się z każdej zastawionej pułapki, czy prowokacji. Nie ważne, jak się starano, byli nietykalni.
                Najbliżej doprowadzenia Wiltera i jego piesków było dynamiczne duo, które badało zabójstwo jego żony doktor Temperance Brennan i agent specjalny Seeley Booth.  Byli uważani za najlepszych. Mieli na koncie największą liczbę rozwiązanych spraw. Dążyli do prawdy za wszelką cenę i przy tej sprawie nie miało być inaczej. Po dwóch miesiącach od rozpoczęcia śledztwa zginęli jadąc na kolejne miejsce zbrodni. To nie był wypadek.
                 Jechali jedną z ulic na obrzeżach miasta, kiedy w bok wjechała rozpędzona, skradziona ciężarówka. Sprawca został poważnie ranny. Wylądował na wózku inwalidzkim. Twierdził, że nie chciał nikogo skrzywdzić, tylko przeholował z prędkością. Przyjaciele ustalili, że prawda jest inna. Znaleźli powiązanie mężczyzny z mafiosem, ale nie mogli udowodnić, że Wilter zlecił zabójstwo. Przyrzekli sobie doprowadzić głównego winowajcę przed sąd. Nikt już nie był tak blisko rozbicia tej grupy przestępczej.
                Osiem lat po założeniu mafii Flynn pozwolił opuścić rodzinne gniazdo swoim dwóm synom. Jerzy i Frank zabrali najbliższych współpracowników i podbili nowe rynki. Pierwszy w Los Angeles, a drugi w Nowym Jorku. Pozostali wierni i oddani ojcu. To on zarządzał za ich pomocą w trzech miastach.  Do przejęcia władzy w stolicy szykowała się jego ukochana córeczka Jenny, jej narzeczony oraz jego prawa ręka Don McGee.
                Od jakiegoś czasu wszystko zaczynało powoli pękać w strukturach. Coraz częściej pojawiała się nieufność sięgająca nawet najwyższych szczebli i to postanowiło wykorzystać FBI. Chciano ich skłócić, a najbardziej zależało im na ludziach ze stolicy imperium, aby sprawnie ich rozbić. Moris musiał przeniknąć jak najgłębiej i doprowadzić do skłócenia synów z ojcem.
                Sam zgłosił się do tego zadania. Wiedział, że jego żona Caroline da sobie radę sama z dziećmi.  Do niedawna jeszcze odgrywała rolę doktor Temperance Brennan z serialu "Kości", ale zamieniono ją na młodszą aktorkę.. W tym samym czasie studiowała antropologię sądową. Zdobyła doktorat i po utracie roli, rozpoczęła pracę w laboratorium.
                Jego zadanie było tajne. Mimo zakazu szefa, zdradził jej, że wszystko, co się wydarzy będzie mistyfikacją. Wiedział, że jeśli zniknie i pojawią się wobec niego zarzuty za wszelką cenę będzie próbowała go odnaleźć i oczyścić. Zbyt dobrze go znała, aby uwierzyć w jego zdradę i dołączenie do Wiltera.  Nie chciał też ranić ją, odchodząc bez słowa. Była bardzo wrażliwą kobietą i to mogło tylko spowodować ogromne rany na psychiczne.
                Zaczął przyjmować łapówki od mafii i wyciągał ich opryszków z drobnych problemów. Pewnego dnia podczas nalotu na jeden z klubów nocnych niby przypadkiem aresztował Jerzego, który już o nim słyszał. Przestępca zaoferował mu dużą sumę pieniędzy dla jego dzieci oraz ochronę rodziny przed wszelkimi zagrożeniami. W jego tonie było słychać groźbę, że jeśli nie przyjmie propozycji, to coś złego spotka jego bliskich.
                Nie miał wyjścia. Młody Wilter nie trafił na posterunek i zyskał agenta pracującego dla niego. Jack dostarczał informacje o nalotach i akcjach przeprowadzanych przeciwko jego nowej rodzinie. Po dwóch tygodniach prób lojalności, dostał zadanie zabicia agenta specjalnego Thomasa Oldmana. Miał tylko jedną możliwość.
                Skontaktował się ze swoją ofiarą i zaplanowali upozorowanie jego śmierci.  Tym zadaniem miał spalić za sobą wszystkie mosty. W razie aresztowania jego dyrektor miał się go wyprzeć. Tylko wraz z nim cztery osoby plus Oldman wiedzieli o całej akcji. Dla reszty miał stać się zdrajcą. Będzie musiał liczyć się z długimi miesiącami wśród przestępców, albo spędzeniem reszty życia w więzieniu.
                Moris i Oldman kilka dni po rozmowie poszli na kręgle. Oboje byli zdenerwowani, więc gra im nie szła. Nikt od dawna na kręgielni nie miał tak słabych wyników. Opuścili miejsce koło dwudziestej. Jack zauważył coś w ciemnym zaułku i skierowali tam swoje kroki. Wyciągnął ukryty za paskiem pistolet, strzelił towarzyszowi w plecy. Usłyszał jęk, który wydobył się z ust Thomasa.  Poczuł żal i strach. Odwrócił się na pięcie i odszedł.
                Za nimi podążał człowiek Jerzego. Słyszał strzały i po wyjściu agenta, podszedł do niego i pogratulował wykonanej roboty.  Całą noc zastanawiał się, czy wszystko potoczy się po jego myśli i nie zostanie złapany, kiedy trafią na jego ślad. Miał nadzieję, że kamizelka zadziałała i nic nie jest Oldmanowi.  Spał na kanapie, aby nie przeszkadzać żonie.
                Następnego ranka ogarnął się i pojechał do biura, wcześniej całując żonę i dzieci.  Nie wiedział, czy jeszcze ich zobaczy.  Kiedy wszedł na swoje piętro, zobaczył poruszenie wśród agentów. Usłyszał o śmierci kolegi i udawał zaskoczenie i niedowierzanie.  Wspomniał, że widzieli się wczorajszego wieczoru i rozstali się pod kręgielnią. Kłamanie szło mu gładko. Wieczorem przeszedł inicjację, złożył przysięgę lojalności i dołączył do mafijnej rodziny.
                Stał się nerwowy i uważny. Okazało się, że miał rację, że wszystko może się posypać. Nagle znaleziono dowody przeciwko niemu w sprawie zabójstwa Thomasa. Musiał uciekać. Ukrył się w domu jednego z członków grupy przestępczej. Był spalony, a w Los Angeles groziło mu niebezpieczeństwo. Jerzy za zgodą ojca, wysłał go do Waszyngtonu w specjalnie przygotowanej ciężarówce.  Ucieczka utwierdziła jego niewtajemniczonych kolegów, iż zastrzelił kolegę.
                Pani Moris została gruntownie przesłuchana. Uparcie twierdziła, że nie wie, gdzie jest jej mąż. Nie wierzyli w ani jedno jej słowo, według nich małżonkowie utrzymywali ze sobą kontakt. Założono podsłuch w jej domu, pracy i na telefonach.  Dyskretnie ją obserwowali. Buntowała się przeciwko oskarżeniom męża i trzymała jego stronę. Nikt nie zwracał uwagi na jej skargi. Pozostało jej czekać na rozwój sytuacji i ufać ukochanemu.
                Jack po przyjeździe do stolicy znalazł się wysoko w hierarchii, dzięki stawiennictwu Jerzego. Spodobał się Flynnowi i Jenny, co rozwścieczyło Dona.  Bał się o swoją pozycję w mafii i postanowił spróbować pozbyć się intruza. Spróbował coś na niego znaleźć, ale bez skutku. Szukał niebezpieczeństwa w niewłaściwym miejscu. Jeden z jego najlepszych ludzi został aresztowany i nakłoniony do współpracy z FBI. Pomógł założyć podsłuch w głównej siedzibie.
                Moris w ciągu sześciu tygodni wysłał trzy osoby na dno rzeki z betonowymi butami, cztery zabrał do lasu, abye wykopały sobie groby i zostały zastrzelone. Pięć ciał ukrył w świeżym betonie, a jedne na cmentarzu w starym grobowcu. Razem trzynaście ofiar. Stał się też alfonsem dziewczyn pracujących na ulicy.   
                Pewnego dnia na niewielkim cmentarzu zebrali się tłumnie pracownicy laboratorium z Instytutu Jeffersona, prokurator, Max Brennan z rodziną oraz Parker Booth z matką. Była to dziesiąta rocznica śmierci dynamicznego duo. Niektórzy czuli się winni śmierci przyjaciół. Nie odciągnęli zmarłych do niebezpiecznego śledztwa, tylko pomagali im.  Jak co roku, przysięgali doprowadzić sprawców przed oblicze sprawiedliwości. Byli coraz bardziej zdeterminowani, tym bardziej, że dwudziestoletni syn Seeley'a wstąpił w szeregi Federalnego Biura Śledczego.
                 Nie zdawali sobie sprawy, że mafiosi dyskretnie ich obserwowali. Jack i Don skrywali się niedaleko i przyglądali się zrozpaczonym ludziom. Nowy wiedząc ile lat minęło od tragedii, zaskoczyła ich liczebność, tym bardziej słysząc, że to byli wszyscy bliscy. Patrzył na ich łzy i jak część z nich trzyma się pocieszająco na ręce. Zrozumiał, iż zmarli mimo upływu dziesięciu lat, nadal mieli dużo miejsca w sercach zebranych. Wzruszyło to go i ledwo powstrzymywał emocje. Zostawili żałobników samych.
                Po powrocie do swojego pokoju, pozwolił sobie na przemyślenia. Tęsknił za swoją żoną i dziećmi. Zastanawiał się, co u nich. Najchętniej zadzwoniłby, ale nie mógł tego zrobić, aby nie narazić na kłopoty z FBI oraz mógłby zostać namierzony.  Zakończenie misji sukcesem, przyniosłoby ulgę tym zgromadzonym przed dwoma nagrobkami. Starał się wczuć w ich emocje. To dało mu nowe siły do pracy.
                Już od jakiegoś czasu przebywał w Waszyngtonie, a nie znał wszystkich płotek. Pewnego dnia doznał ogromnego szoku. Kiedy pilnował prostytutek, do jednej z dziewczyn podszedł doktor Lancy Sweets, psycholog FBI. W pierwszej chwili go nie poznał. Zazwyczaj miał nienaganny wygląd, jak przystało na pracownika rządowego.  Nie przypominał siebie. Był ubrany w stare wytarte jeansy, T-shirt z logo metalowego zespołu.  Jego czupryna była mocno skrócona, a na jego twarzy widniał kilkutygodniowy zarost.
                Musiał przyglądać mu się przez dłuższą chwilę, aby go rozpoznać. Obserwował go podczas całej rozmowy, zastanawiając się, po co przyszedł.  Dziewczyna podeszła do niego, więc musiał zamienić z nim parę słów. Nie obawiał się rozpoznania, ponieważ widzieli się wiele lat temu, ale i tak postanowił uważać na niego.  Jeden fałszywy ruch, a wszystko mogło posypać się.  Pewnie wysiadł z pojazdu i podszedł do niego.
                - Która ci się podoba?
                Psycholog zaczerwienił się.
                - Nie przyszedłem na panienki... Szef przysłał mnie po ciebie. Mam cię odwieźć , a Don cię zastąpi.
                Z pobliskiego auta wysiadł przyszły zięć Wiltera.
                - Tej Jake. Nie martw się. Tom to mój zaufany goniec.
                Zwrócił się do posłańca.
                - Przyprowadź mój samochód.
                Nie był zachwycony, iż ojciec jego narzeczonej kazał go przywieźć. Wewnątrz kipiał ze wściekłości, ale jego twarz pozostała kamienna. Nie chciał okazać przeciwnikowi, co o nim myśli. Uśmiechnął się sztucznie. Obserwował uważnie twarz mężczyzny, czekając na panikę w oczach, która mogłaby go zdradzić.
                Moris wzdrygnął się słysząc, że przybyły pracuje dla mafii. Pomyślał, iż pomylił się, ponieważ Lancy nie dołączyłby do grupy przestępczej.  Był na to zbyt dobroduszny, uczciwy oraz oddany przyjaciołom, którzy z rąk Wiltera i jego ludzi. Posłuchał polecenia, ponieważ odmowa mogłaby być źle odebrana. Dwójka mężczyzn wsiadła do srebrnego dodge'a.
                Jack obserwował Toma, prowadzącego samochód. Zauważał znajome zachowania u niego i coraz bardziej przekonywał się, iż jednak obok niego siedzi Sweets. Rozpoznał go po ruchach i minach. Zrozumiał dlaczego nie widział go na cmentarzu.  Nie podobało mu się, że stanął po drugiej stronie. Z wściekłości zacisnął pięści. Po chwili otrząsnął się.
                W przeszłości dobrze go znał i zrozumiał prawdę.  Sweets pracował pod przykrywką, tak jak on.  Miał nadzieję, że psycholog wie co robi i nie wpakuje się w kłopoty. Kiedyś dobrze się znali. Odważyłby się nazwać go przyjacielem, ale nie przed nim nie przyznał by się Postanowił robić wszystko, aby nie dać się rozpoznać i chronić młodszego mężczyznę. Dla jego dobra.
                Został odprowadzony do samych drzwi gabinetu. Tom zauważył jego zamyślenie i zastanawiał się, o czym on myślał. Widywał go z daleka i był zaintrygowany jego osobą. Wydawał się nie pasować do miejsca. Coś mu nie pasowało i postanowił dowiedzieć się coś. To mogło być pomocne w jego śledztwie. Uważał, iż mógłby nakłonić go do zmiany strony i współpracy. Trzeba było pozostać ostrożnym.
                Zostawił go przed drzwiami. Moris  przeszedł przez nie i zobaczył kilkoro zaufanych ludzi Wiltera.  Zauważył szefa, będący fanem Ojca Chrzestnego, siedział w dużym, wygodnym fotelu.  Podszedł do niego i ucałował go w sygnet, klękając. Następnie zajął swoje miejsce przy stole. Flynn od razu przeszedł do rzeczy.
                - Zebrałem was tutaj, ponieważ mamy kreta z FBI...
                Jack wzdrygnął się. Ogarną strach, że poznali jego tajemnicę.  Musiał zachować kamienną twarz, chociaż to mógł usłyszeć wyrok na siebie. Wilter spojrzał na niego pobłażliwie, jak ojciec na syna. Uśmiechnął się czule. 

poniedziałek, 2 października 2017

Biblioteczna rodzina cz. IV

Otrząsnęła się ze wspomnień. Mąż nadal ją czule obejmował, a reszta nadal przeglądała księgę o bogach nordyckich. Nagle Cassandra zainteresowała się chrześniaczką.  Podeszła do dziewczynki i usiadła obok niej.  Prawą rękę położyła na swoim zaokrąglonym brzuchu. Był to piąty miesiąc. Dobrze znosiła ciążę.  Jenkins zerknął na nie z lekkim uśmiechem. Panowie też oderwali od pracy i dołączyli do dziecka.
                Ucieszony Flynn puścił ukochaną, zjechał na barierce i przyłączył się do bawiących. Długo je trzeba było czekać na to, aby Eve zeszła na dół. Najdłużej opierał się urokowi dziecka najstarszy z całej gromady Jenkins. Charlene podeszła do niego z wyciągniętymi rączkami w jego kierunku. Przytuliła się do jego lewej nogi. Spojrzała w górę i zrobiła oczy kota.
                - Plosze
                To wystarczyło. Westchnął, odrywając dziecko od swojej nogi.  Przykucnął.
                - No dobrze. Co robimy?
                - Helbatka.
                Zawsze wiedziała, jak go rozczulić.
                - To ja zaparzę, a wy przygotujcie miejsce.
                Udał się do niewielkiej kuchni, gdzie nastawił wodę. Nie wiedział, kiedy ten szkrab skradł jego serce. Wyjął niewielkie gliniane filiżanki i dzbanek. Nie lubił tego, jak porcelowanego, który mógł  zostać stłuczony. Westchnął. Zaparzając ulubiony napój, przypomniał sobie dzień, kiey usłyszał radosną nowinę.
                Pułkownik od kilku dni źle się czuła. Dużo czasu spędzała w łazience. Podejrzewał, że się czymś struła podczas misji, albo pan Carsen za to odpowiadał.  Zawsze z dużą rezerwą podchodził do jego umiejętności kulinarnych. Parzył ziółka dla kobiety. Jej mąż stanął na wysokości zadania. Podtrzymywał włosy, poił ją aby nie odwodniła się, czy robił wszystko, co chciała. Ciągle namawiał ją do wizyty u lekarza.
                Był zaniepokojony jej stanem zdrowia. Wreszcie nie wytrzymał i przy pomocy przyjaciół i tylnych drzwi podstępem zbawił ją do szpitala. Przeszli przez magiczny portal pod pretekstem misji. Tak się spieszyli, iż nie zdążyła zobaczyć, co pisało w Księdze Wycinków. Po zobaczeniu szpitalnego korytarza, domyśliła się, że to była pułapka. Flynn złapał ją pod ramię i zaczął ciągnąć w stronę dyżurki. Zwrócił się do trójki przyjaciół.
                - Wracajcie do Aneksu.
                - Ale... - próbowała zaprotestować Cassandra.
                - Bardziej przydacie się tam. Nic jej nie będzie.
                Wszyscy wiedzieli o jego strachu. Drżał o zdrowie ukochanej. Przeszli z powrotem. Tam czekał na nich zdenerwowany opiekun. Czekali z niecierpliwością na powrót małżonków. Jenkins zaparzył herbatę i przyniósł ciasteczka. Martwił się i aby uspokoić się, przeglądał stare dokumenty. Praca pomagała mu oderwać złe myśli. Irytowało go krążenie rudowłosej kobiety po całym pomieszczeniu. Panowie oglądali jakiś zabawne filmiki, który zazwyczaj śmieszyłby ich, ale nie tym razem.
                Drzwi rozbłysły i weszli Carsenowie. Flynn wyglądał na przeszczęśliwego, a na jego twarzy gościł szeroki uśmiech. Za to Eve była blada, jak ściana. Mąż podtrzymywał ją delikatnie. Wszyscy spojrzeli na nich. Zastanawiali się nad różnymi reakcjami małżonków. Cillian była niecierpliwa i zwróciła się do nich, podchodząc do kobiety.
                - No i?
                Carsen nie zwrócił uwagi na Bibliotekarkę, tylko spojrzał na żonę.
                - Może usiądziesz? Pewnie jesteś zm...
                Rozdrażniło to ją. Krzyknęła na niego.
                - Nic mi nie jest. Zostaw mnie w spokoju.
                Wybiegła z Aneksu. Byli w szoku. Stone podszedł do Flynna i poklepał pocieszycielsko.
                - No stary. Masz przechlapane. Co jej zrobiłeś?
                Ten stał z opadniętą szczęką, nie rozumiejąc co się dzieje. Chciał za nią ruszyć, ale opiekun pokazał mu, aby został. Sam poszedł na poszukiwania Strażniczki. Z pomocą zjawił się Excalibur. Pokazał mu, gdzie ukrywa się kobieta, a było to przy fontannie młodości. Siedziała na jej skraju. Po cichu podszedł do niej i zobaczył, że płacze.
                - Wszystko w porządku pułkowniku?
                Poderwała się na dźwięk na jego głosu. Złapała się za serce.
                - Jenkins. Przestraszyłeś mnie.
                Skłonił głową.
                -  Przepraszam. To nie było moim zamiarem.
                - Czego chcesz?
                Nie zraził się jej ostrym tonem Podszedł jeszcze bliżej. Stanął na przeciwko niej.
                - Chciałbym się dowiedzieć, co panią trapi. Co powiedział lekarz?
                - Nic...
                Spojrzał w jej oczy. Martwił się o Strażniczkę.
                - Nie uda się pani mnie okłamać pułkowniku. Czy chodzi o podstęp pana Carsena? Wyniki są złe?
                Poczuła się bezradnie. Usiadła z powrotem, a po jej policzkach popłynęły łzy. Baird, która była twarda i patrzyła niebezpieczeństwu w twarz płakała przed nim.
                -  Nie wiem, co robić... Co myśleć.
                Przysiadł przy niej i położył rękę na jej barku
                - Nie zapominaj pułkowniku, że nie jesteś sama. Jesteśmy rodziną, Poradzimy sobie ze wszystkim.
                Spojrzała na niego.
                - Ale ja nie wiem, czy sobie poradzę... Z kolejnym życiem zależnym ode mnie. Małą, bezbronną kruszynką.
                Zabrał swoją rękę. Doznał szoku. Nie tego się spodziewał, chociaż to było logiczne. Nie umiał określić swoich uczuć.  
                - Nie będę umiała się nim zająć. Większość życia spędziłam walcząc, czy w wojsku, czy tutaj... Nie wiem, czy będę umiała być delikatna...
                Ukryła twarz w dłoniach.
                - Ogarnęłaś naszą czwórkę...
                Z cienia wyłonił się Flynn. Nie posłuchał starszego mężczyzny i udał się za nim. Podszedł do żony i ukucnął przed nią. Złapał ją za ręce i odsłonił jej zapłakaną twarz. Ścisną je mocniej. Eve w tamtej chwili była najpiękniejszą kobietą. Jedną ręką zgarnął jej blond włosy z oczu i założył za ucho.
                - Nawet piątkę...
                Zerknął na opiekuna.
                - A to przecież nie lada wyzwanie. Trzech niedoświadczonych Bibliotekarzy o różnych charakterów i nie chcący razem pracować. Jeden stary, uparty, uroczy i działający bez planu oraz odporny na próby nauczenia.  Jest jeszcze nieśmiertelny, który nie ucieszył się na nasze towarzystwo.
                Wpatrywał się w jej podpuchnięte oczy.
                - Ja też się boję. Prowadzimy niebezpieczne życie. Często możemy zginąć, ale tobie nie przeszkodziło nas uczyć i zbliżyć się do siebie... Dlaczego kazałaś Cassandrze pracować ze Stonem? Aby zaczęli sobie ufać i Stone zapomniał o jej zdradzie. I udało ci się. Ezekiel trochę spoważniał, a Cassandra nabrała pewności siebie. A ja... Żyję... Gdybyś nie nakazała im znaleźć innego sposobu, ich szare komórki na nic by nie wykombinowały...
                Jenkins nadal nie mógł wyjść z szoku. Nie rozumiał ciepła, które pojawiło się w okolicy serca. Musiał pomóc Bibliotekarzowi. Tym bardziej, że miał słabość do kobiety. Lubił ją i szanował. Przybliżył się do mężczyzny.
                - Pan Carsen ma rację A do tego nauczyłaś go pracy w zespole. Czasem nawet planuje działanie.
                - Wolę zostawić to jej.
                Spoglądała na nich i olśniło ją. Pod jej sercem rosło nowe życie. Dziecko jej i Flynna. Owoc ich miłości. Nie rozmawiała z mężem, czy chcą mieć potomstwo. O oczach ukochanego widziała radość, jakby miał przed sobą skomplikowaną zagadkę. Zalała ją fala miłości do nienarodzonej pociechy. Położyła dłonie na brzuchu, rozpromieniając się.
                - Przepraszam kochanie. Mamusia martwiła się.
                Zerknęła na ukochanego.
                - Chcę podzielić się nowiną z resztą.
                Pomógł jej wstać i wszyscy udali się do Aneksu, gdzie trójka Bibliotekarzy denerwowała się. Mężczyźni próbowali uspokoić rudą kobietę. Kiedy zobaczyła przyjaciół, podbiegła do Eve, której nie dała dojść do słowa.
                - Wszystko w porządku?
                Mąż objął Baird w pasie u przyciągnął ją do siebie. Uśmiechnął się do wszystkich szeroko.
                - Tylko nasza rodzina się powiększy o jeszcze jedną osobę.
                Nie zrozumieli aluzji. Patrzyli na siebie, a to na nich. Carsen z dumą w głosie oznajmił nowinę.
                - Zostaniemy rodzinami.
                Cillian rzuciła się na szyję przyszłej mamie. Piszczała z radości.
                - Tak się cieszę.
                Chłopaków zamurowało. Wiedzieli, że małżonkowie uprawiali sex, ale o tym nie rozmawiali. Ezekiel na początku próbował z tego żartować, ale Eve szybko to ucięła. Jones podszedł i poklepał przyszłego ojca.
                - No proszę. Więc świetnie bawicie się w wolne noce.
                Baird zaczerwieniła się.
                - Jones
                Jej ton był ostry.  Wiedział, że lepiej odpuścić sobie takie żarty. Wszyscy złożyli im gratulacje. Dobrze przyjęli nowinę, a jej strach i niepokój zniknęły. Mogła zacząć cieszyć się przyszłym macierzyństwem.  Przez pewien czas jeszcze pracowała, chociaż w chwilach starcia, bójki, potyczki wszyscy ją chronili. W największym niebezpieczeństwie Cassandra odciągała ją na bok, dzwoniła do opiekuna i odsyłała ją do Aneksu.
                W wolnych chwilach organizowała im treningi, aby mieć pewność, że poradzą sobie bez niej.  Po zrobieniu pierwszego USG Flynn i przyjaciele zgromadzili się nad pierwszym zdjęciem pociechy. Przy urządzaniu pokoju dziecinnego każdy brał w tym udział. Panie wybierały kolory ścian, a panowie malowali i składali zakupy. W ostatnich miesiącach ciąży jej niepokój i zarządzanie misjami z Aneksu doprowadzało ją do szału. Kilka razy dostało się Bibliotekarzom i opiekunowi.
                Charlene skradła serca wszystkich.  Poza rodzicami wokół palca owinęła sobie Jenkinsa, od kiedy zobaczył ją po raz pierwszy. Kiedy tylko było trzeba, zostawał z dzieckiem, chociaż rodzice ciągle go sprawdzali. Eve wróciła do swoich obowiązków po pół roku od urodzenia córki, ale ciągle była pod telefonem. Wystarczyło, że Jenkins dzwonił, a już bała się o małą księżniczkę.
                Opiekun oderwał się od wspomnień i zaparzył herbatę. Wrócił do towarzystwa z parującym czajnikiem i filiżankami. Usłyszał hałas od strony tylnych drzwi i zobaczył Ezekiela z pudełkiem ciastek, którymi zajadała się Baird w stanie błogosławionym, a teraz robiła to ciężarna Jones. Postawił na kocu tacę i rozlał ciepłego, swojego ulubionego napoju i podał każdemu.             
                Zaczęli bawić się lalkami ubranymi w stroje uszyte przez jej mamę. Każda z nich była jednym z nich. Opowiadali jej bajki o księżniczkach, rycerzach, umieszczając siebie, jako bohaterów.  Smoki i inne potwory kupowali jej. Mimo, że ich opowieści były łagodne, to uwielbiali to. Żyli w magicznym miejscu i przeżywali wiele niebezpieczeństw, co ich zbliżyło. Tak samo, jak spędzanie czasu z Charline.
                Cassandra dotknęła swojego zaokrąglonego brzuszka. Miała nadzieję, iż jej dziecko będzie też kochane przez wszystkich. Była rozpromieniona. Jej maleństwo kopnęło.  Ezekiel od razu zobaczył ból na twarzy żony, który na chwilę zagościł na jej twarzy. Domyślił sie jego przyczyny.  Dziewczynka wyprzedziła go i podeszła do cioci.
                - Mogę się przytulic?
                Rudowłosa kiwnęła głową, a dziewczynka przycisnęła głowę do jej brzucha.
                - Rusa
                Kobieta pogładziła jej włosy.
                - Tak. Cieszy się tak, jak ja.
                Pozostali patrzyli na nich z czułością. Pierwszy po ciastko sięgnął Stone. Nie czuł się niezręcznie w towarzystwie szczęśliwych małżonków. Raczej ich miłość dawała mu radość po trudniejszych zadaniach. Czuł się szczęśliwy w towarzystwie w swojej magicznej rodzinie.

Koniec