wtorek, 17 października 2017

Jack Moris (Bones/ Kości) cz. I

Bohaterowie:
 Jack Moris -  agent FBI, który oficjalnie przeszedł na drugą stronę i przyłączył się do mafii Flynna
                Wiltera. Tak naprawdę działał bez wsparcia, a o jego zadaniu wiedziało tylko kilku agentów i
                w razie aresztowania mieli się go wyprzeć.
Caroline Moris - Żona Jacka, wtajemniczona przez męża, ale nie utrzymuje z nim kontaktu, aby nie
                narażać siebie i dzieci Christine i Hanka.
Flynn Wilter - szef mafii, urzęduje w Waszyngtonie
Frank Wilter - syn Flynna, zarządza grupą w Nowym Jorku
Jerzy Wilter - syn Flynna, zarządza grupą w Los Angeles
Jenny Wilter - córka Flynna, szykuje się do przejęcia władzy po ojcu
Rose Wilter - córka Flynna, jest niechętna interesom rodziny, ale pozostaje wierna rodzinie
Don McGee - narzeczony Jenny i prawa ręka Flynna w interesach
Lancy Sweets alias Tom Donald-  zaufany goniec Dona, a tak naprawdę psycholog FBI z biura w
                Waszyngtonie.
Amanda Shanon alias Luisa Donald - agentka FBI z Waszyngtonu i partnerka Sweetsa w zadaniu,
                odgrywała rolę jego młodej żony.
Parker Booth - syn zmarłego agenta specjalnego Seeleya zamordowanego wraz z partnerką przez
                mafię Wiltera, młodszy agent, który postanowił iść w ślady ojca
Caroline Keenan z domu Julian - prokurator w Waszyngtonie, dobrze znała naukowców z Jeffersona,
                psychologa i Parkera, żona Maxa Kennana ojca zmarłej doktor Brennan zabitej przez mafię     Wiltera
Sam Cullen - dyrektor biura FBI w Waszyngtonie
Camille Cam Vaziri z domu Saroyan - szefowa laboratorium w Instytucie Jeffersona, przyjaciółka swoich pracowników,
                Parkera, Sweetsa i zamordowanych Brennan i Bootha, żona byłego asystenta Brennan, a
                teraz antropologa Arastoo Vaziri
Angela Hodgins z domu Montenegro - artystka i specjalistka od rekonstrukcji i komputerów  w laboratorium w Instytucie
                Jeffersona, przyjaciółka wszystkich w laboraotrium, Parkera, Sweetsa, oraz zamordowanych
                Brennan i Bootha, żona Jacka Hodginsa
Jack Hodgins - specjalista od robaków, ziemi, szlamu, zarodków i tym podobnych w Instytucie
                Jeffersona, mąż Angelii, przyjaciel wszystkich w laboratorium, Sweeetsa i Parkera oraz              zamordowanych Brennan i Bootha.
Max Keenan - ojciec Brennan, były przestępca, mąż prokurator Caroline
Temperance Brennan Bones - antropolog sądowa, partnerka Bootha, zabita na zlecenie Wiltera,
                pisarka, przyjaciółka ludzi z laboratorium, Sweetsa, lubiła syna Seeley'a, córka Maxa
Seeley Booth - agent specjalny FBI, partner Bones, zabity na zlecenie Wiltera, przyjaciel ludzi z
                laboratorium, Sweetsa, ojciec Parkera




               






                Agent Federalnego Biura Śledczego (FBI) z oddziału w Los Angeles Jack Moris, wcześniej detektyw policyjny brał udział w tajnym zadaniu.  Musiał porzucić rodzinę i narazić ją na hańbę. Zdradził kolegów i przyłączył się do mafii, która rządziła w Waszyngtonie, Nowym Jorku i Los Angeles. Jej szef zarządzał nią ze stolicy kraju i swojego imperium. W dwóch pozostałych miastach reprezentowali go jego synowie, podlegający ojcu.
                Wszystko zaczęło się prawie piętnaście lat wstecz. Flynn Wilter prowadził nielegalne interesy w Waszyngtonie. Między innymi rozprowadzał narkotyki, zbierał haracz, posiadał panienki i kilku płatnych morderców. Posiadał firmę transportową i kilka restauracji, które były przykrywką. Rozwijał swoje interesy przez lata i powiększył liczbę swoich opryszków.
                Mafią z nim na czele stali się po czterech latach działalności. Wszyscy w okolicy się ich bali, włącznie z policją. Ludzie stali się lojalni wobec niego i byli gotowi iść dla niego i za niego do więzienia, a nawet na śmierć. Wtedy to na ich trop wpadło FBI, ale wymykali się z każdej zastawionej pułapki, czy prowokacji. Nie ważne, jak się starano, byli nietykalni.
                Najbliżej doprowadzenia Wiltera i jego piesków było dynamiczne duo, które badało zabójstwo jego żony doktor Temperance Brennan i agent specjalny Seeley Booth.  Byli uważani za najlepszych. Mieli na koncie największą liczbę rozwiązanych spraw. Dążyli do prawdy za wszelką cenę i przy tej sprawie nie miało być inaczej. Po dwóch miesiącach od rozpoczęcia śledztwa zginęli jadąc na kolejne miejsce zbrodni. To nie był wypadek.
                 Jechali jedną z ulic na obrzeżach miasta, kiedy w bok wjechała rozpędzona, skradziona ciężarówka. Sprawca został poważnie ranny. Wylądował na wózku inwalidzkim. Twierdził, że nie chciał nikogo skrzywdzić, tylko przeholował z prędkością. Przyjaciele ustalili, że prawda jest inna. Znaleźli powiązanie mężczyzny z mafiosem, ale nie mogli udowodnić, że Wilter zlecił zabójstwo. Przyrzekli sobie doprowadzić głównego winowajcę przed sąd. Nikt już nie był tak blisko rozbicia tej grupy przestępczej.
                Osiem lat po założeniu mafii Flynn pozwolił opuścić rodzinne gniazdo swoim dwóm synom. Jerzy i Frank zabrali najbliższych współpracowników i podbili nowe rynki. Pierwszy w Los Angeles, a drugi w Nowym Jorku. Pozostali wierni i oddani ojcu. To on zarządzał za ich pomocą w trzech miastach.  Do przejęcia władzy w stolicy szykowała się jego ukochana córeczka Jenny, jej narzeczony oraz jego prawa ręka Don McGee.
                Od jakiegoś czasu wszystko zaczynało powoli pękać w strukturach. Coraz częściej pojawiała się nieufność sięgająca nawet najwyższych szczebli i to postanowiło wykorzystać FBI. Chciano ich skłócić, a najbardziej zależało im na ludziach ze stolicy imperium, aby sprawnie ich rozbić. Moris musiał przeniknąć jak najgłębiej i doprowadzić do skłócenia synów z ojcem.
                Sam zgłosił się do tego zadania. Wiedział, że jego żona Caroline da sobie radę sama z dziećmi.  Do niedawna jeszcze odgrywała rolę doktor Temperance Brennan z serialu "Kości", ale zamieniono ją na młodszą aktorkę.. W tym samym czasie studiowała antropologię sądową. Zdobyła doktorat i po utracie roli, rozpoczęła pracę w laboratorium.
                Jego zadanie było tajne. Mimo zakazu szefa, zdradził jej, że wszystko, co się wydarzy będzie mistyfikacją. Wiedział, że jeśli zniknie i pojawią się wobec niego zarzuty za wszelką cenę będzie próbowała go odnaleźć i oczyścić. Zbyt dobrze go znała, aby uwierzyć w jego zdradę i dołączenie do Wiltera.  Nie chciał też ranić ją, odchodząc bez słowa. Była bardzo wrażliwą kobietą i to mogło tylko spowodować ogromne rany na psychiczne.
                Zaczął przyjmować łapówki od mafii i wyciągał ich opryszków z drobnych problemów. Pewnego dnia podczas nalotu na jeden z klubów nocnych niby przypadkiem aresztował Jerzego, który już o nim słyszał. Przestępca zaoferował mu dużą sumę pieniędzy dla jego dzieci oraz ochronę rodziny przed wszelkimi zagrożeniami. W jego tonie było słychać groźbę, że jeśli nie przyjmie propozycji, to coś złego spotka jego bliskich.
                Nie miał wyjścia. Młody Wilter nie trafił na posterunek i zyskał agenta pracującego dla niego. Jack dostarczał informacje o nalotach i akcjach przeprowadzanych przeciwko jego nowej rodzinie. Po dwóch tygodniach prób lojalności, dostał zadanie zabicia agenta specjalnego Thomasa Oldmana. Miał tylko jedną możliwość.
                Skontaktował się ze swoją ofiarą i zaplanowali upozorowanie jego śmierci.  Tym zadaniem miał spalić za sobą wszystkie mosty. W razie aresztowania jego dyrektor miał się go wyprzeć. Tylko wraz z nim cztery osoby plus Oldman wiedzieli o całej akcji. Dla reszty miał stać się zdrajcą. Będzie musiał liczyć się z długimi miesiącami wśród przestępców, albo spędzeniem reszty życia w więzieniu.
                Moris i Oldman kilka dni po rozmowie poszli na kręgle. Oboje byli zdenerwowani, więc gra im nie szła. Nikt od dawna na kręgielni nie miał tak słabych wyników. Opuścili miejsce koło dwudziestej. Jack zauważył coś w ciemnym zaułku i skierowali tam swoje kroki. Wyciągnął ukryty za paskiem pistolet, strzelił towarzyszowi w plecy. Usłyszał jęk, który wydobył się z ust Thomasa.  Poczuł żal i strach. Odwrócił się na pięcie i odszedł.
                Za nimi podążał człowiek Jerzego. Słyszał strzały i po wyjściu agenta, podszedł do niego i pogratulował wykonanej roboty.  Całą noc zastanawiał się, czy wszystko potoczy się po jego myśli i nie zostanie złapany, kiedy trafią na jego ślad. Miał nadzieję, że kamizelka zadziałała i nic nie jest Oldmanowi.  Spał na kanapie, aby nie przeszkadzać żonie.
                Następnego ranka ogarnął się i pojechał do biura, wcześniej całując żonę i dzieci.  Nie wiedział, czy jeszcze ich zobaczy.  Kiedy wszedł na swoje piętro, zobaczył poruszenie wśród agentów. Usłyszał o śmierci kolegi i udawał zaskoczenie i niedowierzanie.  Wspomniał, że widzieli się wczorajszego wieczoru i rozstali się pod kręgielnią. Kłamanie szło mu gładko. Wieczorem przeszedł inicjację, złożył przysięgę lojalności i dołączył do mafijnej rodziny.
                Stał się nerwowy i uważny. Okazało się, że miał rację, że wszystko może się posypać. Nagle znaleziono dowody przeciwko niemu w sprawie zabójstwa Thomasa. Musiał uciekać. Ukrył się w domu jednego z członków grupy przestępczej. Był spalony, a w Los Angeles groziło mu niebezpieczeństwo. Jerzy za zgodą ojca, wysłał go do Waszyngtonu w specjalnie przygotowanej ciężarówce.  Ucieczka utwierdziła jego niewtajemniczonych kolegów, iż zastrzelił kolegę.
                Pani Moris została gruntownie przesłuchana. Uparcie twierdziła, że nie wie, gdzie jest jej mąż. Nie wierzyli w ani jedno jej słowo, według nich małżonkowie utrzymywali ze sobą kontakt. Założono podsłuch w jej domu, pracy i na telefonach.  Dyskretnie ją obserwowali. Buntowała się przeciwko oskarżeniom męża i trzymała jego stronę. Nikt nie zwracał uwagi na jej skargi. Pozostało jej czekać na rozwój sytuacji i ufać ukochanemu.
                Jack po przyjeździe do stolicy znalazł się wysoko w hierarchii, dzięki stawiennictwu Jerzego. Spodobał się Flynnowi i Jenny, co rozwścieczyło Dona.  Bał się o swoją pozycję w mafii i postanowił spróbować pozbyć się intruza. Spróbował coś na niego znaleźć, ale bez skutku. Szukał niebezpieczeństwa w niewłaściwym miejscu. Jeden z jego najlepszych ludzi został aresztowany i nakłoniony do współpracy z FBI. Pomógł założyć podsłuch w głównej siedzibie.
                Moris w ciągu sześciu tygodni wysłał trzy osoby na dno rzeki z betonowymi butami, cztery zabrał do lasu, abye wykopały sobie groby i zostały zastrzelone. Pięć ciał ukrył w świeżym betonie, a jedne na cmentarzu w starym grobowcu. Razem trzynaście ofiar. Stał się też alfonsem dziewczyn pracujących na ulicy.   
                Pewnego dnia na niewielkim cmentarzu zebrali się tłumnie pracownicy laboratorium z Instytutu Jeffersona, prokurator, Max Brennan z rodziną oraz Parker Booth z matką. Była to dziesiąta rocznica śmierci dynamicznego duo. Niektórzy czuli się winni śmierci przyjaciół. Nie odciągnęli zmarłych do niebezpiecznego śledztwa, tylko pomagali im.  Jak co roku, przysięgali doprowadzić sprawców przed oblicze sprawiedliwości. Byli coraz bardziej zdeterminowani, tym bardziej, że dwudziestoletni syn Seeley'a wstąpił w szeregi Federalnego Biura Śledczego.
                 Nie zdawali sobie sprawy, że mafiosi dyskretnie ich obserwowali. Jack i Don skrywali się niedaleko i przyglądali się zrozpaczonym ludziom. Nowy wiedząc ile lat minęło od tragedii, zaskoczyła ich liczebność, tym bardziej słysząc, że to byli wszyscy bliscy. Patrzył na ich łzy i jak część z nich trzyma się pocieszająco na ręce. Zrozumiał, iż zmarli mimo upływu dziesięciu lat, nadal mieli dużo miejsca w sercach zebranych. Wzruszyło to go i ledwo powstrzymywał emocje. Zostawili żałobników samych.
                Po powrocie do swojego pokoju, pozwolił sobie na przemyślenia. Tęsknił za swoją żoną i dziećmi. Zastanawiał się, co u nich. Najchętniej zadzwoniłby, ale nie mógł tego zrobić, aby nie narazić na kłopoty z FBI oraz mógłby zostać namierzony.  Zakończenie misji sukcesem, przyniosłoby ulgę tym zgromadzonym przed dwoma nagrobkami. Starał się wczuć w ich emocje. To dało mu nowe siły do pracy.
                Już od jakiegoś czasu przebywał w Waszyngtonie, a nie znał wszystkich płotek. Pewnego dnia doznał ogromnego szoku. Kiedy pilnował prostytutek, do jednej z dziewczyn podszedł doktor Lancy Sweets, psycholog FBI. W pierwszej chwili go nie poznał. Zazwyczaj miał nienaganny wygląd, jak przystało na pracownika rządowego.  Nie przypominał siebie. Był ubrany w stare wytarte jeansy, T-shirt z logo metalowego zespołu.  Jego czupryna była mocno skrócona, a na jego twarzy widniał kilkutygodniowy zarost.
                Musiał przyglądać mu się przez dłuższą chwilę, aby go rozpoznać. Obserwował go podczas całej rozmowy, zastanawiając się, po co przyszedł.  Dziewczyna podeszła do niego, więc musiał zamienić z nim parę słów. Nie obawiał się rozpoznania, ponieważ widzieli się wiele lat temu, ale i tak postanowił uważać na niego.  Jeden fałszywy ruch, a wszystko mogło posypać się.  Pewnie wysiadł z pojazdu i podszedł do niego.
                - Która ci się podoba?
                Psycholog zaczerwienił się.
                - Nie przyszedłem na panienki... Szef przysłał mnie po ciebie. Mam cię odwieźć , a Don cię zastąpi.
                Z pobliskiego auta wysiadł przyszły zięć Wiltera.
                - Tej Jake. Nie martw się. Tom to mój zaufany goniec.
                Zwrócił się do posłańca.
                - Przyprowadź mój samochód.
                Nie był zachwycony, iż ojciec jego narzeczonej kazał go przywieźć. Wewnątrz kipiał ze wściekłości, ale jego twarz pozostała kamienna. Nie chciał okazać przeciwnikowi, co o nim myśli. Uśmiechnął się sztucznie. Obserwował uważnie twarz mężczyzny, czekając na panikę w oczach, która mogłaby go zdradzić.
                Moris wzdrygnął się słysząc, że przybyły pracuje dla mafii. Pomyślał, iż pomylił się, ponieważ Lancy nie dołączyłby do grupy przestępczej.  Był na to zbyt dobroduszny, uczciwy oraz oddany przyjaciołom, którzy z rąk Wiltera i jego ludzi. Posłuchał polecenia, ponieważ odmowa mogłaby być źle odebrana. Dwójka mężczyzn wsiadła do srebrnego dodge'a.
                Jack obserwował Toma, prowadzącego samochód. Zauważał znajome zachowania u niego i coraz bardziej przekonywał się, iż jednak obok niego siedzi Sweets. Rozpoznał go po ruchach i minach. Zrozumiał dlaczego nie widział go na cmentarzu.  Nie podobało mu się, że stanął po drugiej stronie. Z wściekłości zacisnął pięści. Po chwili otrząsnął się.
                W przeszłości dobrze go znał i zrozumiał prawdę.  Sweets pracował pod przykrywką, tak jak on.  Miał nadzieję, że psycholog wie co robi i nie wpakuje się w kłopoty. Kiedyś dobrze się znali. Odważyłby się nazwać go przyjacielem, ale nie przed nim nie przyznał by się Postanowił robić wszystko, aby nie dać się rozpoznać i chronić młodszego mężczyznę. Dla jego dobra.
                Został odprowadzony do samych drzwi gabinetu. Tom zauważył jego zamyślenie i zastanawiał się, o czym on myślał. Widywał go z daleka i był zaintrygowany jego osobą. Wydawał się nie pasować do miejsca. Coś mu nie pasowało i postanowił dowiedzieć się coś. To mogło być pomocne w jego śledztwie. Uważał, iż mógłby nakłonić go do zmiany strony i współpracy. Trzeba było pozostać ostrożnym.
                Zostawił go przed drzwiami. Moris  przeszedł przez nie i zobaczył kilkoro zaufanych ludzi Wiltera.  Zauważył szefa, będący fanem Ojca Chrzestnego, siedział w dużym, wygodnym fotelu.  Podszedł do niego i ucałował go w sygnet, klękając. Następnie zajął swoje miejsce przy stole. Flynn od razu przeszedł do rzeczy.
                - Zebrałem was tutaj, ponieważ mamy kreta z FBI...
                Jack wzdrygnął się. Ogarną strach, że poznali jego tajemnicę.  Musiał zachować kamienną twarz, chociaż to mógł usłyszeć wyrok na siebie. Wilter spojrzał na niego pobłażliwie, jak ojciec na syna. Uśmiechnął się czule. 

poniedziałek, 2 października 2017

Biblioteczna rodzina cz. IV

Otrząsnęła się ze wspomnień. Mąż nadal ją czule obejmował, a reszta nadal przeglądała księgę o bogach nordyckich. Nagle Cassandra zainteresowała się chrześniaczką.  Podeszła do dziewczynki i usiadła obok niej.  Prawą rękę położyła na swoim zaokrąglonym brzuchu. Był to piąty miesiąc. Dobrze znosiła ciążę.  Jenkins zerknął na nie z lekkim uśmiechem. Panowie też oderwali od pracy i dołączyli do dziecka.
                Ucieszony Flynn puścił ukochaną, zjechał na barierce i przyłączył się do bawiących. Długo je trzeba było czekać na to, aby Eve zeszła na dół. Najdłużej opierał się urokowi dziecka najstarszy z całej gromady Jenkins. Charlene podeszła do niego z wyciągniętymi rączkami w jego kierunku. Przytuliła się do jego lewej nogi. Spojrzała w górę i zrobiła oczy kota.
                - Plosze
                To wystarczyło. Westchnął, odrywając dziecko od swojej nogi.  Przykucnął.
                - No dobrze. Co robimy?
                - Helbatka.
                Zawsze wiedziała, jak go rozczulić.
                - To ja zaparzę, a wy przygotujcie miejsce.
                Udał się do niewielkiej kuchni, gdzie nastawił wodę. Nie wiedział, kiedy ten szkrab skradł jego serce. Wyjął niewielkie gliniane filiżanki i dzbanek. Nie lubił tego, jak porcelowanego, który mógł  zostać stłuczony. Westchnął. Zaparzając ulubiony napój, przypomniał sobie dzień, kiey usłyszał radosną nowinę.
                Pułkownik od kilku dni źle się czuła. Dużo czasu spędzała w łazience. Podejrzewał, że się czymś struła podczas misji, albo pan Carsen za to odpowiadał.  Zawsze z dużą rezerwą podchodził do jego umiejętności kulinarnych. Parzył ziółka dla kobiety. Jej mąż stanął na wysokości zadania. Podtrzymywał włosy, poił ją aby nie odwodniła się, czy robił wszystko, co chciała. Ciągle namawiał ją do wizyty u lekarza.
                Był zaniepokojony jej stanem zdrowia. Wreszcie nie wytrzymał i przy pomocy przyjaciół i tylnych drzwi podstępem zbawił ją do szpitala. Przeszli przez magiczny portal pod pretekstem misji. Tak się spieszyli, iż nie zdążyła zobaczyć, co pisało w Księdze Wycinków. Po zobaczeniu szpitalnego korytarza, domyśliła się, że to była pułapka. Flynn złapał ją pod ramię i zaczął ciągnąć w stronę dyżurki. Zwrócił się do trójki przyjaciół.
                - Wracajcie do Aneksu.
                - Ale... - próbowała zaprotestować Cassandra.
                - Bardziej przydacie się tam. Nic jej nie będzie.
                Wszyscy wiedzieli o jego strachu. Drżał o zdrowie ukochanej. Przeszli z powrotem. Tam czekał na nich zdenerwowany opiekun. Czekali z niecierpliwością na powrót małżonków. Jenkins zaparzył herbatę i przyniósł ciasteczka. Martwił się i aby uspokoić się, przeglądał stare dokumenty. Praca pomagała mu oderwać złe myśli. Irytowało go krążenie rudowłosej kobiety po całym pomieszczeniu. Panowie oglądali jakiś zabawne filmiki, który zazwyczaj śmieszyłby ich, ale nie tym razem.
                Drzwi rozbłysły i weszli Carsenowie. Flynn wyglądał na przeszczęśliwego, a na jego twarzy gościł szeroki uśmiech. Za to Eve była blada, jak ściana. Mąż podtrzymywał ją delikatnie. Wszyscy spojrzeli na nich. Zastanawiali się nad różnymi reakcjami małżonków. Cillian była niecierpliwa i zwróciła się do nich, podchodząc do kobiety.
                - No i?
                Carsen nie zwrócił uwagi na Bibliotekarkę, tylko spojrzał na żonę.
                - Może usiądziesz? Pewnie jesteś zm...
                Rozdrażniło to ją. Krzyknęła na niego.
                - Nic mi nie jest. Zostaw mnie w spokoju.
                Wybiegła z Aneksu. Byli w szoku. Stone podszedł do Flynna i poklepał pocieszycielsko.
                - No stary. Masz przechlapane. Co jej zrobiłeś?
                Ten stał z opadniętą szczęką, nie rozumiejąc co się dzieje. Chciał za nią ruszyć, ale opiekun pokazał mu, aby został. Sam poszedł na poszukiwania Strażniczki. Z pomocą zjawił się Excalibur. Pokazał mu, gdzie ukrywa się kobieta, a było to przy fontannie młodości. Siedziała na jej skraju. Po cichu podszedł do niej i zobaczył, że płacze.
                - Wszystko w porządku pułkowniku?
                Poderwała się na dźwięk na jego głosu. Złapała się za serce.
                - Jenkins. Przestraszyłeś mnie.
                Skłonił głową.
                -  Przepraszam. To nie było moim zamiarem.
                - Czego chcesz?
                Nie zraził się jej ostrym tonem Podszedł jeszcze bliżej. Stanął na przeciwko niej.
                - Chciałbym się dowiedzieć, co panią trapi. Co powiedział lekarz?
                - Nic...
                Spojrzał w jej oczy. Martwił się o Strażniczkę.
                - Nie uda się pani mnie okłamać pułkowniku. Czy chodzi o podstęp pana Carsena? Wyniki są złe?
                Poczuła się bezradnie. Usiadła z powrotem, a po jej policzkach popłynęły łzy. Baird, która była twarda i patrzyła niebezpieczeństwu w twarz płakała przed nim.
                -  Nie wiem, co robić... Co myśleć.
                Przysiadł przy niej i położył rękę na jej barku
                - Nie zapominaj pułkowniku, że nie jesteś sama. Jesteśmy rodziną, Poradzimy sobie ze wszystkim.
                Spojrzała na niego.
                - Ale ja nie wiem, czy sobie poradzę... Z kolejnym życiem zależnym ode mnie. Małą, bezbronną kruszynką.
                Zabrał swoją rękę. Doznał szoku. Nie tego się spodziewał, chociaż to było logiczne. Nie umiał określić swoich uczuć.  
                - Nie będę umiała się nim zająć. Większość życia spędziłam walcząc, czy w wojsku, czy tutaj... Nie wiem, czy będę umiała być delikatna...
                Ukryła twarz w dłoniach.
                - Ogarnęłaś naszą czwórkę...
                Z cienia wyłonił się Flynn. Nie posłuchał starszego mężczyzny i udał się za nim. Podszedł do żony i ukucnął przed nią. Złapał ją za ręce i odsłonił jej zapłakaną twarz. Ścisną je mocniej. Eve w tamtej chwili była najpiękniejszą kobietą. Jedną ręką zgarnął jej blond włosy z oczu i założył za ucho.
                - Nawet piątkę...
                Zerknął na opiekuna.
                - A to przecież nie lada wyzwanie. Trzech niedoświadczonych Bibliotekarzy o różnych charakterów i nie chcący razem pracować. Jeden stary, uparty, uroczy i działający bez planu oraz odporny na próby nauczenia.  Jest jeszcze nieśmiertelny, który nie ucieszył się na nasze towarzystwo.
                Wpatrywał się w jej podpuchnięte oczy.
                - Ja też się boję. Prowadzimy niebezpieczne życie. Często możemy zginąć, ale tobie nie przeszkodziło nas uczyć i zbliżyć się do siebie... Dlaczego kazałaś Cassandrze pracować ze Stonem? Aby zaczęli sobie ufać i Stone zapomniał o jej zdradzie. I udało ci się. Ezekiel trochę spoważniał, a Cassandra nabrała pewności siebie. A ja... Żyję... Gdybyś nie nakazała im znaleźć innego sposobu, ich szare komórki na nic by nie wykombinowały...
                Jenkins nadal nie mógł wyjść z szoku. Nie rozumiał ciepła, które pojawiło się w okolicy serca. Musiał pomóc Bibliotekarzowi. Tym bardziej, że miał słabość do kobiety. Lubił ją i szanował. Przybliżył się do mężczyzny.
                - Pan Carsen ma rację A do tego nauczyłaś go pracy w zespole. Czasem nawet planuje działanie.
                - Wolę zostawić to jej.
                Spoglądała na nich i olśniło ją. Pod jej sercem rosło nowe życie. Dziecko jej i Flynna. Owoc ich miłości. Nie rozmawiała z mężem, czy chcą mieć potomstwo. O oczach ukochanego widziała radość, jakby miał przed sobą skomplikowaną zagadkę. Zalała ją fala miłości do nienarodzonej pociechy. Położyła dłonie na brzuchu, rozpromieniając się.
                - Przepraszam kochanie. Mamusia martwiła się.
                Zerknęła na ukochanego.
                - Chcę podzielić się nowiną z resztą.
                Pomógł jej wstać i wszyscy udali się do Aneksu, gdzie trójka Bibliotekarzy denerwowała się. Mężczyźni próbowali uspokoić rudą kobietę. Kiedy zobaczyła przyjaciół, podbiegła do Eve, której nie dała dojść do słowa.
                - Wszystko w porządku?
                Mąż objął Baird w pasie u przyciągnął ją do siebie. Uśmiechnął się do wszystkich szeroko.
                - Tylko nasza rodzina się powiększy o jeszcze jedną osobę.
                Nie zrozumieli aluzji. Patrzyli na siebie, a to na nich. Carsen z dumą w głosie oznajmił nowinę.
                - Zostaniemy rodzinami.
                Cillian rzuciła się na szyję przyszłej mamie. Piszczała z radości.
                - Tak się cieszę.
                Chłopaków zamurowało. Wiedzieli, że małżonkowie uprawiali sex, ale o tym nie rozmawiali. Ezekiel na początku próbował z tego żartować, ale Eve szybko to ucięła. Jones podszedł i poklepał przyszłego ojca.
                - No proszę. Więc świetnie bawicie się w wolne noce.
                Baird zaczerwieniła się.
                - Jones
                Jej ton był ostry.  Wiedział, że lepiej odpuścić sobie takie żarty. Wszyscy złożyli im gratulacje. Dobrze przyjęli nowinę, a jej strach i niepokój zniknęły. Mogła zacząć cieszyć się przyszłym macierzyństwem.  Przez pewien czas jeszcze pracowała, chociaż w chwilach starcia, bójki, potyczki wszyscy ją chronili. W największym niebezpieczeństwie Cassandra odciągała ją na bok, dzwoniła do opiekuna i odsyłała ją do Aneksu.
                W wolnych chwilach organizowała im treningi, aby mieć pewność, że poradzą sobie bez niej.  Po zrobieniu pierwszego USG Flynn i przyjaciele zgromadzili się nad pierwszym zdjęciem pociechy. Przy urządzaniu pokoju dziecinnego każdy brał w tym udział. Panie wybierały kolory ścian, a panowie malowali i składali zakupy. W ostatnich miesiącach ciąży jej niepokój i zarządzanie misjami z Aneksu doprowadzało ją do szału. Kilka razy dostało się Bibliotekarzom i opiekunowi.
                Charlene skradła serca wszystkich.  Poza rodzicami wokół palca owinęła sobie Jenkinsa, od kiedy zobaczył ją po raz pierwszy. Kiedy tylko było trzeba, zostawał z dzieckiem, chociaż rodzice ciągle go sprawdzali. Eve wróciła do swoich obowiązków po pół roku od urodzenia córki, ale ciągle była pod telefonem. Wystarczyło, że Jenkins dzwonił, a już bała się o małą księżniczkę.
                Opiekun oderwał się od wspomnień i zaparzył herbatę. Wrócił do towarzystwa z parującym czajnikiem i filiżankami. Usłyszał hałas od strony tylnych drzwi i zobaczył Ezekiela z pudełkiem ciastek, którymi zajadała się Baird w stanie błogosławionym, a teraz robiła to ciężarna Jones. Postawił na kocu tacę i rozlał ciepłego, swojego ulubionego napoju i podał każdemu.             
                Zaczęli bawić się lalkami ubranymi w stroje uszyte przez jej mamę. Każda z nich była jednym z nich. Opowiadali jej bajki o księżniczkach, rycerzach, umieszczając siebie, jako bohaterów.  Smoki i inne potwory kupowali jej. Mimo, że ich opowieści były łagodne, to uwielbiali to. Żyli w magicznym miejscu i przeżywali wiele niebezpieczeństw, co ich zbliżyło. Tak samo, jak spędzanie czasu z Charline.
                Cassandra dotknęła swojego zaokrąglonego brzuszka. Miała nadzieję, iż jej dziecko będzie też kochane przez wszystkich. Była rozpromieniona. Jej maleństwo kopnęło.  Ezekiel od razu zobaczył ból na twarzy żony, który na chwilę zagościł na jej twarzy. Domyślił sie jego przyczyny.  Dziewczynka wyprzedziła go i podeszła do cioci.
                - Mogę się przytulic?
                Rudowłosa kiwnęła głową, a dziewczynka przycisnęła głowę do jej brzucha.
                - Rusa
                Kobieta pogładziła jej włosy.
                - Tak. Cieszy się tak, jak ja.
                Pozostali patrzyli na nich z czułością. Pierwszy po ciastko sięgnął Stone. Nie czuł się niezręcznie w towarzystwie szczęśliwych małżonków. Raczej ich miłość dawała mu radość po trudniejszych zadaniach. Czuł się szczęśliwy w towarzystwie w swojej magicznej rodzinie.

Koniec




wtorek, 12 września 2017

Biblioteczna rodzina cz. III

Młodzi małżonkowie powrócili do hotelu, gdzie spędzili jeszcze sześć dni.  Razem w stolicy Francji spędzili ponad dwa tygodnie. Z lotniska odebrali ich wszyscy, a potem pojechali do ich mieszkania. Zjedli razem obiad i Jonesowie opowiedzieli, co widzieli i co robili.  Nie wspominali tylko o figlach łóżkowych, chociaż ostrożnych ze względu na ciążę.
                   Życie toczyło się dalej. Kiedy panował spokój i Bibliotekarze nie byli potrzebni pracowali na miejscu, przeglądając księgi i badając niektóre artefakty. Jednego z takich dni Jonesowie, Stone i Jenkins stali przy stole w Aneksie i przeglądali starą księgę o bogach nordyckich.  Córka Carsenów bawiła się niedaleko na kocu koniem trojańskim i pegazem.  Jej rodzice stali na balkonie i obserwowali scenę  dziejącą się niżej.
                   - Pamiętasz jak staliśmy tutaj po czterystu latach bycia posągiem Eve?
                   - Powiedziałam, abyś nie uciekał...
                   - Teraz jest jedna osoba więcej. Nasza mała księżniczka.
                   Opierali się i obejmowali czule. Głowa pułkownik opierała się o klatkę piersiową męża.
                   - Nadal marzy ci się okrągły stół?
                   Nie odpowiedział, ale na jego twarzy zagościł uśmiech. Była szczęśliwa. Przyznała rację. Jej rodzina składała się z Bibliotekarzy i opiekuna. Ona była Strażniczką i jej zadanie to oddanie życia za nich wszystkich. Była gotowa na takie poświęcenie, ale nie ze względu na swoje stanowisko. Prawna jest inna.  Zależało jej na nich. Bez mrugnięcia wskoczyłaby za nimi w najniebezpieczniejsze miejsce w tym, czy innym wymiarze.
                   Zamknęła oczy i wróciła wspomnieniami do swojego ślubu.  Stała w Aneksie mając na sobie suknię ślubną z atłasową  i marszczoną górą i tiulowa spódnicą o kroju księżniczki. Denerwowała się, że jeszcze nie ma Flynna Była na niego wściekła. Zaczęła się szybko przechadzać po pomieszczeniu. Pozostali siedzieli przy stole ze spuszczonymi głowami.  Strach i złość unosiła się powietrzu. Nie mogli uciec, ponieważ wszystko było gotowe, a Księga milczała. Ezekiel złapał szklaną kulkę i zaczął ją podrzucać. Postanowił zażartować, próbując rozbawić wszystkich.
                   - Pewnie przestraszył się i uciekł.
                   - Jones- krzyknął wściekły Jacob. Miał ochotę walnąć przyjaciela. - Nie słuchaj go Baird. Pewnie jest w drodze, tylko ma małe problemy.
                   Rzucił pogardliwe spojrzenie przyjacielowi. Miał nadzieję, że Carsen zaraz przyjdzie. Gdy nie pojawi się, to rozliczy się z nim. W lustrze pojawili się Charlene i Judson, była Strażniczka, a potem księgowa oraz były Bibliotekarz i zarządzający Biblioteką. Oboje lekko uśmiechali się. Byli dumni ze swojego podopiecznego. Cieszyli się jego szczęściem. Pierwsza zauważyła ich Cassandra. Rozpoznała tylko kobietę. Kiwnęła głową.
                   - Chodźmy sprawdzić, czy na pewno wszystko jest gotowe oraz gdzie jest Cal.
                   Wszyscy oprócz panny młodej ze zdziwieniem spojrzeli na nią, a ona pokazała, na przybyłych. Kiedy zobaczyli parę, zrozumieli intencję rudowłosej. Eve pozostała sama, kiedy uradowana Charlene zwróciła się do niej.
                   - Wyglądasz cudownie pułkownik Baird. Jestem z was taka dumna
                   Mężczyzna był zmieszany.
                   - Też cieszę się waszym szczęściem. Nie spodziewałem się, że Flynn znajdzie swoją drugą połówkę. Nie w tej pracy. Do tej pory był sam, a na początku jego związki trwały krótko...
                   Księgowa szturchnęła go i zwróciła się do panny młodej.
                   - Wiem, że jesteś idealna dla naszego ulubionego Bibliotekarza. Jesteś jego rozumem, ostroją. Jego portem, do którego zawsze może wrócić... Zawsze będzie do ciebie wracał. Życzymy wam wszystkiego dobrego. Wiem, że będziecie szczęśliwi
                   - Przekaż Flynnowi nasze życzenia - powiedział Judson. - Chcemy, aby wiedział, że popieramy jego decyzję.
                   Kąciki warg Eve uniosły się do góry. Była wzruszona.
                   - Dziękuję wam. On uwielbia was i tęskni.
                   - Ma teraz was - stwierdził mężczyzna. -  Nas już nie potrzebuje, chociaż nie chce się do tego przyznać. Byliśmy mu potrzebni do dnia, kiedy wy się pojawicie...
                   Odchrząknął.
                   - Kiedy zobaczyłem cię po raz pierwszy, wiedziałem, że zostaniesz.
                   - Skąd?
                   Pułkownik była zaskoczona.
                   - Po tej tronie lustra wie się wszystko, ale to nie stąd... Wiem też o każdym artefakcie w Bibliotece, tym bardziej, że jestem pierwszym Bibliotekarzem...
                   Zaszokowało to ją, ale nie odezwała się. Od kiedy weszła w świat magii, wiedziała że wszystko jest możliwe.
                   -  Kiedy zatrudniałem Flynna w jednym z zamkniętych pomieszczeń znajdował się zaklęty posąg. Zaklęty Flynn najprawdopodobniej ze Strażniczką.
                   - Byliście mu jak rodzice.
                   - Teraz wy macie trójkę podopiecznych dla których jesteście mentorami i rodzicami.
                   - Dbaj do niego - prosiła Charlene. - Nadal zachowuje się jak rozwydrzone dziecko i próbuje działać sam. Wiem, że będziesz mogła chociaż trochę zmienić... Wyglądasz cudownie.
                   - Dziękuję.
                   Para zniknęła i mogła przyjrzeć się swojej sukni z dekoltem w kształcie serca i szeroką spódnicą. W jej włosach był wpięty delikatny, lekki  i długi aż do ziemi welon. Okalał jej całą sylwetkę. Narzuciła go na ramiona. Serce biło jej szybciej. Nie mogła doczekać się ceremonii. Dla nich Jenkins postarał się o pozwolenie na udzielanie ślubu, oczywiście posługując się dokumentami uzyskanymi dzięki DOSA. Jej narzeczony  jeszcze nie znał miejsca zaślubin. Nagle ktoś zawiesił się na jej szyi.
                   - Tak się cieszę.
                   Była to rozradowana Cillian w zwiewnej łososiowej sukience do kolan, bez ramiączek.  Kiedy dowiedziała się o planach Carsena wobec Baird, z entuzjazmem zabrała się do pomocy. Puściła ją, przyglądając się jej strojowi.  Do Aneksu wszedł Rey, duch Biblioteki. Niósł koronę króla Arthura, jeden z magicznych artefaktów.
                   - Wyglądasz wspaniale Strażniczko.
                   Podszedł i założył na jej głowę koronę, która dodała jej majestatu. Była zaskoczona.
                   - To wasz pierwszy artefakt. Jest też związany z Excaliburem
                   - Dziękuję.
                   Duch uśmiechnął się.
                   - Nie będę życzył wam szczęścia, bo już je macie. Dopełniacie się. Nie zapomnijcie, że cały czas jestem tutaj.
                   Skłonił głowę i odszedł. Opiekun stał w drzwiach i obserwował całą scenę. Był wzruszony. Domniemana zdrada pułkownik nie tylko ze względu na złamania serca Bibliotekarzy. Polubił ją i obdarzył ogromnym zaufaniem, a ona wydała ich. Był gotowy ją zabić i wcale nie za zamknięcie jego w antybibliotekarskiej celi, ale za zranienie uczuć ich wszystkich.  Najbardziej wściekało go, iż niby robiła to dla swoich ludzi i nie zdawała sobie sprawy z błędu.
                   Powinni wiedzieć, że Baird by ich nie zdradziła. Lekki uśmiech pojawił się na jego ustach. Do sali wpadli chłopcy goniący Cala unoszącego się pół metra nad ziemią. Biegali po całym pomieszczeniu ku uciesze pozostałych. Miecz cały czas robił uniki i uciekał przed nimi. Jones trzymał muszkę
                   - No daj spokój stary. Musisz jakoś wyglądać na ślubie przyjaciela. Będziesz elegancki.
                   Stone próbował zajść go od tyłu, ale ten uniósł się w górę. Eve spojrzała na nich ze srogą minął, chociaż bawiło to ją.
                   - Co robicie?
                   - Chcemy zawiązać muszkę Excalibur - stwierdził Jacob. - Ale on nie chce.
                   Roześmiała się.
                   Spojrzeli na nią i zaczęli się jej uważnie przyglądać.
                   - Czy ty... - zaczął były złodziej.
                   - Rey przyniósł mi koronę.
                   - Rey?
                   - Duch Biblioteki bez którego umierała. Ten, który uprowadził Flynna i miał kłopoty z pamięcią.
                   Zapomniała o nieobecności ukochanego. Cal pomarudził, pomarudził i zniżył lot. Pozwolił sobie przywiązać muchę. Panie roześmiały się.
                   - Już czas - odezwał się Jenkins, szykując ramię. Pannę Młodą ogarnął strach i wściekłość.
                   - Gdzie on jest?
                   - Jeszcze ma chwilę pani pułkownik. Nawet jeśli się spóźni to nic się nie stanie.  Tradycja zabrania widzenia się narzeczonych w dniu ślubu. Zapraszam.
                   Złapała dół sukni lewą ręką i lekko podniosła. Podeszła do rycerza i oparła się na jego ramieniu. Zerknęła na chłopaków w garniturach, w których na co dzień nie chodzili. Stone miał na sobie ubranie w kolorze czarnym, krawat w tej samej barwie i niebieską koszulę.  Za to Jones założył granatowy, niebieski krawat i białą koszulę.
                   Jenkins za to zawsze chodził ubrany elegancko. Tego dnia założył czarny garnitur z bladoróżową koszulą i fioletowy  krawat. Na sobie miał niebieską pelerynę. Wyszła z nim i Cassandrą. Chwilę później otworzyły się tylne drzwi i wpadł rozczochrany Flynn Carsen.
                   - Nareszcie - stwierdził zły Jacob. - Podejrzewaliśmy, że uciekłeś.
                   Stanął nonszalancko.
                   - Tylko ratowałem świat. Gdzie frak?
                   Ezekiel zaprowadził go do pracowni Jenkinsa. Był rozbawiony.
                   - Lepiej unikaj jej. Masz piętnaście minut.
                   Zostawił go samego. Carsen nie potrzebował dużo czasu, aby się ubrać. Jego serce opanował strach. Bał się własnej wybranki, a raczej to, co zrobi. Wiedział, że przegiął i jest na niego wściekła za ruszenie na misje i pojawienie się tak późno.  To miał być najszczęśliwszy dzień w jej życiu, a on to zniszczył. Nie zdziwiłby się, gdyby odeszła. Ogarnęło ją poczucie winy.
                   Jones wrócił po wyznaczonym czasie. Podszedł do przyjaciela i poprawił mu muchę. Zauważył, ze pan młody drży. Od razu wiedział dlaczego. Roześmiał się.
                   - Przecież Eve nie porzuci cię przed ołtarzem. Zbyt wiele ci wybaczyła.
                   Klepnął go. Oficjalnie nadal nie lubili siebie, a w rzeczywistości byli przyjaciółmi stali się przyjaciółmi, a nawet rodziną. Tego dnia pełnił rolę drużby.
                   - Gdzie teraz?
                   Ezekiel tylko uniósł wargę.  Przeszli do Aneksu, gdzie pozostali panowie patrzyli się na szczyt schodów. Na szczycie stała druhna z bukietem herbacianych róż. Zeszła powoli i stanęła obok Ezekiela. Chwilę później ukazała się Eve Baird. Z bukietem z czerwonych róż. Flynnowi odebrało mowę na widok ukochanej, miłości swojego życia. Najpiękniejsza kobieta na świecie spływała po schodach. Kochał ją całym sercem
                   Wzruszył się. Wyglądała cudownie i delikatnie.  Schodziła powoli. Doznała szoku. We fraku wyglądał o wiele poważniej niż w najważniejszych chwilach.  Spojrzeli sobie głęboko w oczy i zobaczyli czystą miłość. Skłonił się przed nią i podał jej ramię. Jego uwagę przykuła korona króla Arthura, której nie dostrzegł wcześniej. Nachyliła się do jego.
                   - To pomysł Biblioteki.
                   - Gotowi? - spytał wzruszony Jenkins. Próbował to ukryć.  - Więc czas zdradzić panu Carsenowi miejsce ceremonii.
                   - Gdzie jedziemy? - był niecierpliwy.
                   Baird zachichotała.
                   - Do głównej sali Biblioteki.
                   - Żartujesz? Naprawdę?
                   Nie mógł uwierzyć. Wszyscy przytaknęli. Nie mógł wydobyć ani słowa. Kilka łez spłynęła po jego policzkach.
                   - Ale jak?
                   - Jenkins udzieli nam ślubu.
                   Cal popchnął przyjaciela. Pochód rozpoczął Jenkins, za nim szli państwo młodzi, potem drużbowie, a na końcu Jacob i Excalibur. Narzeczeni ustawili się na końcu czerwonego dywanu, pokrytego białymi płatkami róż.  Celebrant stanął na szczycie kilku schodów. Flynn zwrócił się do ukochanej.
                   - Dziękuję. Nie zasłużyłem.
                   Uśmiechnęła się czule.
                   - To twój dom, nasz dom.
                   Jones i Cillian ustawili się na pierwszym stopniu od dołu. Stone uruchomił gramofon,  z którego wydobył się marsz weselny. Młodzi kroczyli dumni ku wejściu, mijając stojące artefakty i pułki z książkami. Nigdzie indziej nie byliby tacy szczęśliwi. Stanęli  na schodach przed rycerzem. Muzyka ucichała.
                   - Zebraliśmy się tutaj, aby połączyć świętym węzłem małżeńskim Strażniczkę pułkownik Eve Baird i Bibliotekarza Flynna Carsena, których połączyła walka ze złem i wieczna miłość. Ich miłość rozkwitała w najgorszych chwilach, kiedy potrzebowali siebie. Uzupełniacie się nawzajem. Jesteście jednością.  Nie zawsze zgadzacie się, ale umiecie dojść do porozumienia. Jeden jest gotowy poświęcić się dla drugiego.
                   Narzeczeni trzymali się za ręce i patrzyli sobie głęboko w oczy. Jenkins spojrzał na zebranych.
                   - Jeśli ktoś zna przyczynę, dlaczego tych dwoje nie może zawrzeć związku małżeńskiego, niech przemówi teraz, albo zamilknie na wieki.
                   Zapadła cisza.
                   - Wyśmienicie. Wasze pierwsze spotkanie, walka, budowanie zaufania połączyły was na wieki. Biblioteka złączyła was po wsze czasy.  Wiem, że będziecie się szanować i troszczyć się o siebie, ale też wspólnie o pozostałych.  Po tym co przeszliście, nic was nie poróżni i nie rozdzieli.
                   Ezekiel wyciągnął pudełko z obrączkami i podał druhnie. Podeszła do nich i otworzyła je. Państwo łodzi sięgnęli po złote pierścienie ze zdobieniami celtyckimi, a na wewnętrznej stronie grawerem po łacinie, który po przetłumaczeniu brzmiał " Złączeni na wieczność" Ich pomysłodawcą był Carsen, a wykonał je z Jenkinsem. Nie mieli zamiaru przyznać się do wykorzystania Kamienia Filozoficznego. Flynn puścił ręce kobiety, a następnie ujął jej prawą dłoń i zaczął nakładać jej obrączkę.
                   - Powtarzaj za mną. Ja Flynn Carsen biorę ciebie Eve Baird za żonę i ślubuję ci...
                   - Ja Flynn Carsen biorę ciebie Eve Baird za żonę i ślubuję ci...
                   Głos Bibliotekarza drżał z emocji.
                   - Miłość, wierność i uczciwość małżeńską w zdrowiu i chorobie...
                   - Miłość, wierność i uczciwość małżeńską w zdrowiu i chorobie...
                   - Oraz że nie opuszczę cię na wieczność, a nawet po śmierci będę ci oddany.
                   - Oraz że nie opuszczę cię na wieczność, a nawet po śmierci będę ci oddany.
                   Cassandra i Eve otarły łzy.
                   - Będę cię uszczęśliwiał po wsze czasy
                   - Będę cię uszczęśliwiał po wsze czasy
                   Jenkins chciał coś powiedzieć, ale Carsen nie dał mu dojść do słowa.
                   - Będziemy razem stawać do walki ze złem i chronić świat codziennie, a piątek dwa razy.
                   Pułkownik przewróciła oczami. Mogła się tego po niego spodziewać.
                   Rycerz kontynuował.
                   - Niechaj ta obrączka będzie tego symbolem.
                   - Niechaj ta obrączka będzie tego symbolem.
                   Flynn wsunął Eve obrączkę na palec serdeczny,
                   - Tak dopomóżcie mi wszystkie dobre duchy i ty Biblioteko.
                   - Tak dopomóżcie mi wszystkie dobre duchy i ty Biblioteko.
                   Ucałował pierścień. Strażniczka wzięła w swoje ręce jego dłoń i zaczęła wsuwać złote kółko na jego palec serdeczny.  Była najszczęśliwszą kobietą na świecie. Ręce jej trzęsły się.
                   -  Ja Eve Baird biorę ciebie Flynnie Carsen za męża i ślubuję ci...
                   - Ja Eve Baird biorę ciebie Flynnie Carsen za męża i ślubuję ci...
                   - Miłość, wierność i uczciwość małżeńską w zdrowiu i chorobie...
                   -Miłość, wierność i uczciwość małżeńską w zdrowiu i chorobie...
                   Zebrani nie mogli napatrzeć się na małżonków. Słyszeli wzruszenie u ich pułkownik.
                   - Oraz że nie opuszczę cię na wieczność, a nawet po śmierci będę ci oddana.
                   - Oraz że nie opuszczę cię po wieczność, a nawet po śmierci będę ci oddana.
                   Czule spojrzała na ukochanego z czułością.
                   - Będziemy razem stawać do walki ze złem i chronić świat codziennie, a w piątek dwa razy. Chociaż pozwolę ci na samotne eskapady.
                   Wszyscy wybuchli śmiechem. Trwało to niecałe dwie minuty. Szybko z powrotem stali się poważni.
                   - Niechaj ta obrączka będzie tego symbolem
                   - Niechaj ta obrączka będzie tego symbolem.

                   Ucałowała pierścień, dociskając go do końca.  Jej serce biło coraz szybciej. Mała wrażenie, że zaraz wyskoczy z jej klatki piersiowej. Jeszcze nigdy nie była taka podekscytowana. Nigdy też nie rozpływała się pod wzrokiem żadnego mężczyzny.  
Jego piękne oczy przeszywały jej duszę.  To między innymi one powodowały, że było gotowe wiele wybaczyć. Wtedy też przypomniała sobie kłótnię na lotnisko, kiedy wybierali się do Trójkąta Bermudzkiego. Wtedy to podczas akcji dywersyjnej powiedział jej, że zakochał się w niej podczas pierwszego spotkania.
                - Co połączył wspólny los i niebezpieczeństwa oraz wielka szczera miłość udowodniona pocałunkiem prawdziwej miłości, niech nikt nie rozdziela. To najsilniejsza z magii. Miłość taka, jak wasza może wszystko pokonać...
                Para młoda spojrzała sobie głęboko w oczy.
                - O czym przekonaliście po rzuceniu czaru przez Prospero. Pocałunek powołał, że pani odzyskała pamięć, jeśli nawet chwilowo. Nie zapominajcie o tym.
                - Na mocy nadanej mi przez stan Oregon i Bibliotekę ogłaszam was mężem i żoną.
                Zwrócił się do Flynna
                - Bibliotekarzu możesz pocałować pannę młodą.
                Carsen objął małżonkę w pasie, przyciągnął do siebie i przechylił się do podłogi. Na jej miękkich ustach złożył namiętny pocałunek. Wszyscy zaczęli bić brawo, a Excalibur latał wokół pary. Nowożeńcy oderwali się od siebie po kilku minutach. Flynn przyciągnął Eve do siebie i objął w pasie. Przytulali się do siebie, spoglądając na zebranych.  Jenkins uśmiechnął się od ucha do uch. Rzadko okazywał emocje, ale tego dnia nie mógł się powstrzymać. Chyba, że został wyprowadzony z równowagi.
                - Przed wami Eve i Flynn Carsen
                Oklaski stały się jeszcze głośniejsze. Światła zamrugały.  Jones zwrócił się do pana młodego.
                - Biblioteka daje znak, że też się cieszy.
                Świeżo upieczony mąż roześmiał się i podniósł wysoko głowę.
                - Dziękuję przyjacielu.
                Towarzysze wyciągnęli woreczki i obsypali małżonków.
                - Teraz podpiszecie dokumenty.
                Jones i Stone zniknęli, aby powrócić z niewielkim stolikiem, który postawili przed rycerzem. Młodzi zbliżyli się i złożyli swoje podpisy, a zaraz po nich drużbowie. Jacob zwrócił się do nich
                - No to czas na zabawę.
                Państwo Carsen spojrzeli na siebie z zaskoczeniem.
                - A co? - zapytał Ezekiel. - Myśleliście, że zostawimy was bez przyjęcia?
                Zabrali ich do jednej z sal, gdzie stał jeden okrągły stół z białym obrusem i czerwonymi różami i wstążeczkami. Tak samo były przyozdobione krzesła i ściany. Pod jedną ze ścian stał kuchenny wózek z dwupiętrowym, brązowym tortem. Na nim dostrzegli smoki, artefakty, członków zespołów, a na górze stali oni. Byli ubrani w stroje ślubne. Po drugiej stronie stał stół z zimnymi przekąskami.  W kubełku chłodził się szampan.
                Byli zachwyceni i wdzięczni im za niespodziankę. Przyjaciele przygotowali nawet miejsce do tańca. Nie zabrakło gramofonu.  Usiedli razem, a Jones otworzył butelkę i zalał bąbelków i zniósł toast. Bawili się razem przez kilka godzin.  Potem polecieli na Bahamy, gdzie spędzili tylko trzy dni.  Mężczyzna nie potrafił wytrzymać i podczas małej wycieczki wpakowali się w kłopoty. Zdobyli też artefakt.
                Otrząsnęła się ze wspomnień. Mąż nadal ją czule obejmował, a reszta nadal przeglądała księgę o bogach nordyckich.