czwartek, 24 listopada 2016

Zdrada (serial Chuck) cz. V

Wzięła na ręce najmłodszą córkę, a Chuck złapał za dłonie pozostałe pociechy i opuścili lotnisko. Jechali w milczeniu. Nagle Sarah zaczęła się obawiać, że to wybieg Szron i zostanie aresztowana. Nie chciała martwić męża. Nie miała zamiaru uciekać. Mogła tylko liczyć, iż  ją zabiją bez zbędnych tortur.
                Kiedy dojechali pod swój dom, zobaczyli dwójkę przyjaciół i matkę mężczyzny. Miny agentów były zawstydzone. John rozmasowywał sobie guza. Wystąpił w ich stronę.
                - Chcę cię przeprosić Walker. Byliśmy partnerami i powinienem ci zaufać. Widziałem też, jak przeżywałaś jego porwanie. Torturowałaś człowieka, aby dowiedzieć się gdzie jest... Nie raz dla niego ryzykowałaś życie i karierę...
                Był skrępowany. Nie lubił przyznawać się do błędów i mówić o swoich uczuciach. Wiedział, że tym razem musi się na to zdobyć.
                - Prze...
                Te słowa nie chciały  przejść mu przez gardło. Skrzywił się i zaczął od nowa.
                - Przepraszam.
                Sarah to rozbawiło, ale śmiała się tylko w duchu, tak jak Chuck. Nie gniewała się na niego. Chronił jej ukochanego, nawet jeśli przed nią samą. Pojechał nawet do Polski, aby przekonać się o jej śmierci. Zastanawiała się, czy czuł dużą ulgę, patrząc na jej grób. Podeszła do niego i poklepała po ramieniu, mimo ze tego nie lubi.
                - Wszystko w porządku. Miałeś dowody.
                Szybko ucałowała go w policzek.
                - Dziękuję za ochronę Chucka.
                Następnie to samo uczyniła w stosunku do Grimesa i Mary. Weszli do budynku. Rozsiedli się w salonie, gdzie trochę porozmawiali. Ustalili, że państwo Bartowski wrócą do kraju i będą wiedli normalne życie. Postanowili, że nie wrócą do CIA. Mężczyzna zastanawiał się, jak szybko znajdzie nową pracę. Jego małżonka namawiała, aby powrócił do Buy More.
                Następnego dnia normalnie udali się do swoich miejsc pracy. Postanowili od razy porozmawiać z pracodawcami. Kiedy Chuck zdradził szefowi, że przenosi się do  Stanów Zjednoczonych, ten postanowił przenieść go do siedziby firmy w USA, co go uszczęśliwiło. Na strat miał zapewnioną pracę.  Jeśli zostawi dom  w nienaruszonym stanie, to otrzyma nowy.
                Sarah miała gorzej. Szef ochrony na lotnisku nie dał jej dość do słowa, tylko dał wypowiedzenie i referencje. Zwolniono ją, ponieważ dziesięć minut przed końcem zmiany wybiegła z pracy, bo zauważyła dawnego wroga. Podczas przeszukania natknęła się na kartkę z ich adresem. To dzięki temu zdążyła uratować męża. Nie żałowała.
                Wróciła do domu i przygotowała kolację w towarzystwie dawnych przyjaciół i teściowej. Świetnie się bawili. Nawet John uśmiechał się. Z żalem następnego dnia żegnali się z nimi. Po miesiącu opuścili Wyspy Brytyjskie.  Na lotnisku czekała Ellie z rodziną, Grimes i Casey. Przywitali się ze wszystkimi. Eleanor podeszła do szwagierki i uścisnęła ją z całych sił
                - Przepraszam. Zawsze byłaś miła i taka dobra, a ja uwierzyłam  Morganowi...
                Targało nią ogromne poczucie winy, a przy tym była zażenowana.
                - Postaram ci się to wynagrodzić. Mama wszystko mi wyjaśniła, że było to oszustwo....
                - Chciałaś chronić brata i za to cię szanuję.
                Zapanowała niezręczna cisza. Od razu pojechali do nowego miejsca zamieszkania, które zostało urządzone przez Woodcomb. Byli zachwyceni nowym i ciepły gniazdkiem  Na kominku stały ich wspólne zdjęcia. Ma honorowym  miejscu stała ślubna fotografia. Objęli się czule. Świat przestał mieć dla nich znaczenie. Byli tylko oni.
                Eleanor spoglądała na nich i od razu dostrzegła ich ogromną miłość. Przed jej zniknięciem widziała to samo. Złościła się na siebie. Przecież oni zawsze byli zgraną parą.  Przypomniała sobie powrót matki z wyprawy do syna. Siedziała w salonie i przeglądała akta medyczne jednego ze swoich pacjentów, gdy weszła Mary. Matka zaskoczyła ją i zerwała się ze swojego miejsca.
                - Mamo? Dlaczego nie zadzwoniłaś, że dzisiaj przylatujesz?
                - Nie było potrzeby
                Starsza z kobiet uścisnęła córkę.
                - Co u Chucka i Amandy?
                - Dobrze. Przenoszą się z powrotem do USA
                Ucieszyła się. Wolała mieć brata przy sobie, ale nie spodziewała się tego, co miała się dowiedzieć.
                - Jest jeszcze coś.
                Ton głosu Szron był poważny. Lekarka zaczęła się denerwować.
                - Coś się stało??
                - Chodzi o Amandę.
                - Nic jej nie jest?
                 Bartowski stanęła naprzeciwko córki i położyła rękę na jej ramieniu.
                - Okazało się, że nasze podejrzenia w stosunku do Sarah okazały się fałszywe. Facet, który powiadomił nas o jej przestępczych poczynaniach, przedstawiając dowody, sfabrykował je, aby się zemścić. Jakieś stare porachunki. Nigdy nie skrzywdziła Chucka.
                - O nie...
                Eleanor zrozumiała swój błąd i krzywdę, jaką wyrządziła bratu. Swoimi podejrzeniami i oskarżeniami zniszczyli mu szansę na życie z jedyną kobietą, którą kochał. Często zastanawiała się, czy jest szczęśliwy u boku małżonki, której nie kochał. Obawiała się, że u boku żony nie zazna tego co z byłą narzeczoną. Wiedziała, iż Amanda nigdy nie zastąpi Sarah. Nagle zaczęło coś jej nie pasować.
                - Ale co to a wspólnego z Amandą?
                Starsza z pań uśmiechnęła się.
                - Jest sprytną kobietą. Kocha Chucka i nie potrafi bez niego żyć.
                - A on kocha Sarah - odparła ze smutkiem Woodcomb. - Ale ona nie żyje.
                - Amanda i Sarah  to jedna osoba.
                Ellie była w szoku. Nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała.
                - Jak?
                - Miłość zwyciężyła. Wiedziała, jak wykorzystać  sytuację.
                Wyszła, zostawiając córkę z wiadomością. Chciała, aby sobie wszystko przemyślała. Ta zrozumiała, iż popełniła błąd i postanowiła zrobić wszystko, aby go naprawić. Zastanawiało ją, jak udało się jej upozorować śmierć. kiedy brat poprosił o urządzenie nowego domu, włożyła w to całe serce.
                Tydzień po powrocie państwo Bartowski odwiedzili ją. Usiedli przy kawie. Oboje denerwowali się, tak jak ona. Czuli się niezręcznie. Cała sytuacja wpłynęła na relacje rodzeństwa. Osłabiła je, ale mężczyzna miał nadzieję na ich odbudowanie. Pierwsza odezwała się Sarah.
                - Wszystko jest nie takie, na jakie wygląda i chcemy to wyjaśnić.
                - Wiem, że nie skrzywdziłaś Chucka...
                Blondynka spojrzała jej głęboko w oczy.
                - Nie raz to zrobiłam, ale nie specjalnie.
                Zszokowało to brunetkę. Przerażenie zaczęło malować się na jej twarzy.
                - Byłam agentką CIA. Chuck dostał wiadomość od Bryce'a, zawierająca tajne informacje,  która nas sprowadziła i rozpoczął współpracę z naszą agencją i Narodową Agencją Bezpieczeństwa. ja i Casey mieliśmy go ochraniać. Dlatego zamieszkał po sąsiedzku, a ja zostałam jego dziewczyną.  Na początku nasz związek był tylko przykrywką.
                - Dlaczego?
                - W wiadomości Bryce przesłał mi dane z tajnego komputera - wtrącił się Chuck. - Z intersektu. Jak wspomniała Sarah zawierał wszystkie ważne informacje, a Bryce go zniszczył. I to wszystko znalazło się w mojej głowie. To uratowało mi życie. Inaczej zabiliby mnie...
                Zaszokowało to Eleanor. Wciągnęła powietrze do płuc. Zaczęła denerwować się jeszcze bardziej.
                - Chociaż to dziwne. Byłem w szoku, kiedy po raz pierwszy podeszła do mnie. Była cudowna. Stawała w mojej obronie, kiedy  uznawała to za słuszne. Casey to twardy człowiek. Lepiej z nim nie zadzierać. Nawet nie wiesz do czego jest zdolny. Lepiej go nie dotykać, jeśli nie chcesz stracić części ciała. Szczerze mówiąc z Sarah jest podobnie, ale jest empatyczna, a on nie. Kiedy po raz pierwszy zerwaliśmy, to dlatego, że zamarzyła mi się prawdziwa dziewczyna.
                Szybko wyrzucał z siebie informacje, a Ellie próbowała go zrozumieć. Do tego potrzebowała dużego skupienia.
                - Zacząłem  spotykać się z dziewczyną od kanapek, ale nie udało się. Jej były chłopak coś przemycał i musiałem ją wykorzystać, aby pozyskać informacje i zbliżyć się do niego. Prawie od początku byłem zakochany w Sarah, ale ona stwierdziła, że nic nigdy między nami nie będzie, ale czas nam dopomógł, jak i różne niebezpieczne sytuacje.  Po długim czasie zostaliśmy prawdziwą parą.  Ona mnie kocha nie zależnie czy mam intersekt, czy nie.  Jak znikałem i zawalałem prywatne sprawy, to byłem z nimi na misjach...
                - Stop - przerwała mu siostra.  - Do kiedy byłeś szpiegiem?
                - Odszedłem po ucieczce Sarah i jej powrocie jako Amanda.
                Nie wiedziała, co powiedzieć. Po kilku minutach spytała. Przełknęła gulę.
                - Więc jak wygląda historia Sarah i jej zniknięcia?
                Chuck zerknął na małżonkę, nie wiedząc, co powiedzieć. Ta spokojnie przemówiła do szwagierki. Pogodziła się z całą sytuacją i mogła o tym mówić.
                - Miałam zdradzić kraj i pracować dla Rosjan. Mieli zlecić mi zabicie intersekta, czyli twojego brata. Znaleziono dowody przeciwko mnie i Casey chcąc się dowiedzieć, gdzie jestem. Zadzwonił do Morgana, a ten do mnie odgrażając się. Zrozumiałam, że  muszę uciec, aby ratować życie. Szpiega, którego złapie się na zdradzie albo zabija się na miejscu, albo po długich i bolesnych torturach. Nie miałam czasu na wyjaśnienia, ponieważ wiedziałam, że Casey jedzie po mnie... Bałam się, że Chuck uwierzył w te brednie...
                Głos się jej łamał.
                - Strasznie bałam się. Mieli mocne dowody... Przemierzałam Europę, aż trafiłam do Polski, gdzie uratowałam dziecko z Wisły, co przypłaciłam chorobą płuc.  Namówiłam lekarza i  pomógł mi upozorować moją śmierć. Ciągle tęskniłam za Chuckiem...
                Spojrzała czule na męża.
                - Postanowiłam zaryzykować i spotkać się z nim. Zmieniłam wygląd i zaczepiłam go w Buy More. Widziałam, że mnie poznał. Patrzyliśmy przez chwilę na siebie. Dzień wcześniej kupiłam laptopa i udawałam, że mam kłopoty z antywirusem. Zostawiłam numer. Długo czekałam, aż zadzwoni. I tak zrobił to Morgan.
                Mężczyzna zaczął wiercić się na krześle nerwowo.
                - Nie chciałem zbudzać podejrzeń. Od tamtej pory chodziliśmy na randkę, będąc pod obserwacją CIA i Casey'a...
                Złapał żonę za rękę i mocno ścisnął.
                - Spędziliśmy tylko jedną wspólną noc.  Wiesz, po tym jak zajęliśmy się małą księżniczką. Wtedy zdarzył się cud. Pojawiło się wymarzone dziecko. Do tego mogliśmy być razem bez podejrzeń. Staliśmy się szczęśliwą rodziną.  Propozycja wyjazdu dała nam spokojne życie i brak strachu. Tego potrzebowaliśmy.
                Eleanor wzruszyła się, słysząc historię małżonków. Z drugiej strony była zła na brata za okłamywanie i szpiegowania. Nie mogła też uwierzyć w komputer w jego głowie. Miała mętlik w głowie. Sarah wstała i podeszła do szwagierki i przykucając, dotknęła jej prawej dłoni i spojrzała w jej przerażone oczy.
                - Wiem, że  to wszystko jest dziwne. Próbujesz go cały czas chronić. Mimo tego, że jest dorosły, ciągle czujesz się za niego odpowiedzialny. To wszystko przez jego naiwność i prostotę. Na studiach zawalił się jego świat. Został wyrzucony z uczelni przez intrygę przyjaciela i utratę swojej pierwszej miłości. Załamał się i potrzebował twojej pomocy. Gdyby nie ty, to źle z nim by było. Byłaś dla niego oparciem. Nie podobała ci się jgo praca. Wiedziałaś, że stać go na więcej, tym bardziej po uzyskaniu dyplomu. Uważałaś, że marnuje się... Nie zdawałaś sobie sprawy, że od kiedy spotyka się ze mną, pracuje dla rządowych agencji. Kiedy myślałaś, że jest ze mną i spędzamy czas tylko we dwójkę, on się narażał, aby ratować kraj, a czasem świat dzięki swoim wizjom. Juz dawno nie jest niewinny. Nauczył się kłamać i oszukiwać... No dobrze, w niewielkim stopniu. Mimo to wszystko pozostał sobą mimo rzeczy, które widział i w których uczestniczył. Nie raz rozbrajał przestępców i bomby, musiał ratować nas z opresji, był więziony... To dobry człowiek, pakujący się bez przerwy w kłopoty. I między innymi za to go kocham. Za jego prostotę i oddanie.
                Ellie była przerażona i nie wiedziała, co ma o tym wszystkich sądzić. Spojrzała na brata i po raz pierwszy dostrzegła w nim odpowiedzialnego i dojrzałego mężczyznę. Dziecko, które w nim zawsze widziała zniknęło. Była z niego dumna. Uśmiechnęła się. Łzy wzruszenia napłynęły jej do oczu.
                Sarah poczuła się niezręcznie obserwując rodzeństwo i wtrącając się w ich relacje. Chciała, aby sami porozumieli się. Nie raz widziała, ile wysiłku i bólu kosztowało go okłamywanie siostry.
                Eleanor Woodcomb sporo czasu zajęło zrozumienie poprzedniej pracy Charlesa Bartowski, który odpowiadał na jej pytania i pokazywał możliwości intersektu.  Z czasem oswoiła się ze wszystkim i cieszyła się, że zrezygnował z takiego życia oraz, ze Sarah jest u jego boku.  Podczas wizyt z przyjemnością ich obserwowała.
                Sarah i Chuck Bartowski odnowili kontakt z przyjaciółmi i rodziną mężczyzny. Żyli spokojnie i szczęśliwie, wychowując swoje pociechy i spędzając czas z bliskimi. Cieszyli się też sobą i swoją obecność. Czasem była agentka zastanawiała się, jak udawało się jej mężowi w nią wierzyć.   Miał dla niej tylko jedną odpowiedź.
                - To miłość.  Kochamy się i wiem, ze nie mogłabyś mnie zdradzić. Pamiętasz naszą pierwszą szczerą rozmowę na plaży? Poprosiłaś mnie o  tylko o zaufanie.
                Lata mijały, a oni byli razem. Tworzyli udaną i zgraną parę, umiejącą dogadać się w każdej sytuacji, chociaż nie zawsze obywało się bez kłótni. Nigdy nie wspomnieli swoim dzieciom o swoim szpiegowskim życiu. Wiedli spokojny byt.

                Sarah zmarła spokojnie  w swoim łóżku mając osiemdziesiąt lat, przeżywając cudowne chwile. Chuck po jej odejściu nie mógł znaleźć sobie miejsca. Cały czas  chodził posępny i nic już go nie cieszyło. Odizolował się od świata i wszystkich najbliższych. Zmarł pół roku później.

poniedziałek, 14 listopada 2016

Sherlock Holmes i ja




Fragment serialu produkcji Granada "Przygody Sherlocka Holmesa" odcinek 2 sezonu 1 "Tańczące sylwetki"



Serial produkcji angielskogv - polskiej " Sherlock Holmes i doktor Watson" 1 odcinek 1 sezonu


Wszystko zaczęło się od mojej pasji w pierwszej klasie gimnazjum. Bibliotekarka dała mi książkę Arthura Conan Doyle'a "Przygody Sherlocka Holmesa". Przeczytałam ją w jeden dzień. Czytałam do późnych godzin. Następnego dnia był 1 listopada. Przyjechał wujek z rodziną. Kuzyn nocował ze mną i z moją siostrą nie dali mi czytać, tylko rzucali różne rzeczy. Kiedy wreszcie zasnęli, ja skończyłam swoją lekturę. Stałam się fanką Detektywa z Baker Street. Przejrzałam wszystkie książki, jakie były w szkolnej bibliotece. Wtedy tez trafiłam na serial Granada. Zaczęłam go oglądać z zamiłowaniem. Musiałam wyjechać do szpitala rehabilitacyjnego  dla dzieci w Ameryce. Chodziłam tam do szkoły, ale przyszły ferie zimowe i między zabiegami mimo krótkich zajęć nudziło mi się. Wtedy to napisałam swoje pierwsze opowiadanie. Jego głównymi bohaterami byli Holmes i Watson. Stało się to moją obsesją w każdej wolnej chwili oraz na lekcjach pisałam opowiadania, albo układałam je sobie w głowie. Zaczęła oglądać też inne seriale i filmy z ulubionym bohaterem. Nie wszystkie przypadły mi do gustu. Tak jak "Sherlock Holmes" z 2009, gdzie główną rolę grał Robert Downey Jr.  Za to polubiłam współczesne oblicze z serialu BBC "Sherlock" Sprawiało mi to dużo przyjemności. Starałam się wczuć w rolę detektywa, jak i doktora. Nawet nie pamiętam kiedy wpadłam na połączenie filmu "Piramida Srachu" o młodzieńczych latach Holmesa i Watsona, oraz opowiadań Doyle'a. To właśnie nakierowało mnie na stworzenie opowiadania, które pojawiło się pod tytułem "Zdarzenia z życia Elizabeth Watson". To pierwsze opowiadanie na blogu. To zamiłowanie do tej postaci do dziś mi nie przeszło. Mam sporą kolekcję fajek, a do tego księgę z prawie wszystkimi opowiadaniami. Chciałabym zobaczyć Wodospad Reichenbach w Szwajcarii, gdzie zginął wielki detektyw, oraz dom znajdujący się pod adresem Baker Street 221B, Londyn, Anglia, gdzie mieszkał. To dzięki niemu dzisiaj piszę. Już nie pamiętam dlaczego zaczęła tworzyć opowiadania akurat o Sherlocku Holmesie. Ale jest od lat częścią mnie i mam nadzieję, że to się nie zmieni. Czasem w głowie tworzę kolejne historie o jego córeczce. Zastanawiam się nad stworzeniem opowiadania łączące serial "Elementary" i "Sherlocka". Mogłaby to być ciekawa sprawa. Jedynie od tamtego czasu styl mi się poprawił i przybyło mi innych bohaterów. 













Ja i moja największa
pasja


poniedziałek, 7 listopada 2016

Zdrada (serial Chuck) cz. IV

                Pewnego dnia otrzymał wiadomość o śmierci byłej współpracownicy. Od razu postanowił to sprawdzić. Siedemnaście godzin później znalazł się w Krakowie, gdzie została pochowana zdrajczyni i była dziewczyna Bartowskiego. Odnalazł jej mogiłę usypaną z ziemi i drewnianym krzyżem na niewielkim cmentarzu.
                Gdzieś w głębi poczuł ukłucie smutku. Nie chciał dopuścić do siebie tych uczuć. Po mimo wszystko w głębi serca zachował sympatię dla kobiety. Dlatego to, o co została oskarżona, tak go zabolało. Łza zbierała się pod powiekami, ale robił wszystko, aby jej nie uronić. Musiał być twardy. Od razu zadzwonił do przyjaciela. Obudził go. Słyszał, jak ziewa.
                - Baaartoowski.
                - Hej Chuck. Mam dla ciebie wiadomość.
                - Jaką?
                Intersekt od razu rozbudził się. John nie wiedział, jak mu przekazać to, co widzi. Zdawał sobie sprawę, że Chuck nadal coś czuł do zmarłej.
                - Sarah Walker nie żyje.
                Mężczyzna wzdrygnął się i jęknął.
                - Sarah...
                Poczuł strach, który go sparaliżował.
                - Kiedy?
                - Zmarła siedem tygodni po ucieczce.
                Cicho westchnął. Spojrzał w stronę drzwi, w których stanęła Amanda. Mógł się uspokoić i słuchać rozmówcy.
                - Jest pochowana w Europie Wschodniej. Jeśli to cię pocieszy, jej grób jest zadbany.
                Kiedy Casey to mówił, ktoś podszedł i zaczął sprzątać mogiłę, a następnie zapalił znicza i  położył kwiaty. Pułkownik przez chwilę przyglądał się siwemu mężczyźnie. Zbliżył się do niego i spytał.
                - Przepraszam, ale czy znał pan Sarah Walker?
                Tamten przyjrzał się obcokrajowcowi z zainteresowaniem.
                - Tak. Uratowała mojego syna.
                John był zaskoczony.
                - Uratowała pańskiego syna?
                - Wyciągnęła go z Wisły. Wskoczyła, jak tylko wpadł do rzeki... Przypłaciła to zapaleniem oskrzeli, które przerodziło się w zapalenie płuc. Zmarła po dwóch tygodniach. Pochowaliśmy ją tutaj, a niedługo postawimy jej nagrobek... Nigdy nie zapomnę, co dla nas nie zrobiła.
                Pułkownik był w szoku. Nie mógł uwierzyć, że tak dobrze wyszkolony szpieg, który planował zabicie narzeczonego, ratuje topiące się dziecko. Rozmyślał nad tym, kompletnie zapominając o trwającym połączeniu Chuck wszystko słyszał i był dumny z małżonki. Kiedy usiadła obok niego, uścisnął mocno.
                 Pewnego dnia Bartowski poleciał do Krakowa, aby złożyć kwiaty na grobie, gdzie niby Sarah spoczywała. Dla zachowania pozoru. Udawał zrozpaczonego, ale nie bardzo mu to wychodziło. Casey jego dziwne zachowanie przypisał wiadomości o śmierci Walker. Nie rozmawiali na ten temat. Uszanował jego prywatność. Nie umiałby mu pomóc, a nie chciał bardziej go zdołować. 
                Pewnego dnia Chuck siedział w Buy More, zadzwoniła Amanda,, aby powiadomić go, że zaczęła rodzić. Jak szalony mknął samochodem do szpitala. Był przerażony, ale z drugiej strony cieszył się.  Wpadł do sali porodowej. Cały czas stał przy żonie i wspierał ją, a ona go przeklinała. Po trzech godzinach wydała na świat  zdrowego, ważącego 3.9 kilogramów chłopca. Nadali mu imię Thomas na cześć człowieka, który upozorował śmierć kobiety w Polsce Tomasza Niedźwiedzkiego.
                Trzy miesiące później Bartowski pojechał podpisać umowę i urządzić im gniazdko. Dostali skromny domek z ogródkiem na spokojnej, angielskiej wsi. Zadbał o wszystko, co było potrzebne dla jego królowej i ich pociechy. Wyposażył wszystkie pomieszczenia.  Brakowało tylko drobiazgów, takich jak wszelakie ozdoby, wazony i inne bibeloty. Pozostawił to dla ukochanej.
                Amanda i Thomas dołączyli do niego. Kobieta w urzędzie zmieniła imię na Sarah, powracając do swojego dawnego. Od tamtej pory nazywała się Sarah Bartowski, co spodobało się jej mężowi. Wreszcie mogli być ze sobą bez strachu. Szybko zaaklimatyzowali się w nowym miejscu.
                Mijały lata. Na świat przyszła jeszcze dwójka dzieci Mary i John. Co jakiś czas odwiedzali ich najbliższy, albo oni lecieli do Stanów Zjednoczonych. Wtedy Chuck zwracał się do niej Amanda, a ona zakładała perukę. Udało się im wszystkich oszukać. Nikt nie domyślił się prawdy.
                Po dziesięciu latach nadal tworzyli szczęśliwą rodzinę. Chuck mimo obaw przyjaciół wobec Sarah nadal żył i nie miał zamiaru zostać zabity przez nią. Każdy dzień traktowali, jako wyjątkowy i niepowtarzalny. Nie martwili się przyszłością, tylko cieszyli teraźniejszością. Żyli w sielance, która miała zostać zaburzona lada dzień.
                Ktoś zawiadomił Beckman, że agentka Walker jednak żyje i planowała zabójstwo Bartowskiego na jego ślubie. Z niewiadomych powodów odpuściła i odczekała parę lat i podobno znowu szykowała się do ataku. Generał dała zielone światło na działania Cesey'a i Grimesa w Anglii.  Powiadomiono brytyjski wywiad, który obiecał pomóc. Jeden z nich był coś winny Dianie. Nie mieli zamiaru ostrzec  zainteresowanego, ponieważ wiedzieli, że nie uwierzy.
                Włamali się do jego domu i założyli kamery i podsłuch. Miejscowi szpiedzy zastanawiali się, dlaczego zależy im na cywilu zamieszkałym w ich kraju, a ci nie chcieli tego zdradzić. Chcieli tak chronić Chucka. Woleli, aby nikt nie dowiedział się o intersekcie.  Razem siedzieli i obserwowali małżeństwo. Pierwszego dnia nie zauważyli nic dziwnego po za nieobecnością Amandy. Nie spędziła też nocy we własnym łóżku, co ich zaniepokoiło.
                Informatyk nie przejmował się tym. Dzieciom obiecał, że wieczorem zobaczą mamę. Po południu przywiózł pociechy. Weszli do budynku i usadowili się w kuchni. Byli rozbawieni. Mężczyzna wyjął  składniki, przyrządził ciasto i zaczął smażyć pankejki. Morgan i John przyzwyczaili się do tego widoku. Chociaż kiedyś nie wyobrażali sobie takiej scenki. Po chwili zwrócił się do małych towarzyszy swojego "przestępstwa"
                - Ale ani słowa mamie. Nie będzie zadowolona, że jecie takie rzeczy na obiad.
                Dzieci przytaknęły i oblizały się. Po chwili zaczęły pokazywać sobie głupie winy. Rozczuliło to ich ojca. Przez chwilę przyglądał się im z ogromną miłością, co wzruszyło  tych w Vanie, nawet największego wśród nich twardziela. Uśmiechał się, patrząc na Thomasa, Mary i Johna. Nie zdawał sobie sprawy, że jest pod obserwacją przyjaciół i swojego dawnego wroga, który ukrywał się w pobliżu. Słyszał o sytuacji z jego partnerką  i postanowił ją wykorzystać.
                Zakradł się po cichu do tylnych drzwi, wyciągnął  broń i wszedł. Nie przeszkadzali mu mali świadkowie.  Szybko przyłożył lufę do potylicy swojej ofiary. 
                - Pewnie Walker ucieszyłoby twoje ciało bez życia. Nie tylko ją. Masz wielu wrogów.  Pożegnaj się z życiem.  Szkoda, że twoja agentka nie dożyła tej chwili, a te brzdące będą to widzieć...
                Grimes i Casey chcieli rzucić się Bartowskiegmu na ratunek, ale Anglicy powstrzymywali ich. Morderca Bradley Taylor uśmiechał się szyderczo. Nagle stal dotknęła jego głowy i usłyszał dźwięk odbezpieczanej broni. Nikt nie zauważył pojawienia się szczupłej blondynki w czarnym przylegającym kombinezonie. Mimo swojego średniego wieku, wyglądała cudownie w seksownym wdzianku. Serce Chucka biło szybciej z podniecenia.
                - Niech dzieci wyjdą.
                Przekonał ich, aby poszły pobawić się do swojego pokoju, a dorośli skończą swoją grę. Kobieta zwróciła się do Bradley'a.
                - Nie przesadzaj. Wolę sama go zabić, a nie pozwolić na to takiej szumowinie, jak ty.
                Cała trójka stała w napięciu. Nikt nie wiedział, jak to się skończy. Morgan i John wyrwali się towarzyszom i ruszyli przyjacielowi na ratunek. Rozległy się strzały.  Zamarli na ułamek sekundy, a potem przyspieszyli. Wbiegli przez kuchenne drzwi. Zobaczyli Taylora leżącego na podłodze i przytrzymywanego lewym kolanem przez Sarah. Chuck stał przerażony przy lodówce, w którą były wbite dwie kule. Szybko wymierzyli w kobietę.
                - Nie ruszaj się Walker? - krzyknął Casey . - Rzuć broń.
                Bartowski nie miał zamiaru pozwolić skrzywdzić żony. Uruchomił intersekt i za pomocą Kung fu powalił przyjaciół. Zaczął trząść się ze strachu na nimi.
                - Przepraszam chłopaki.
                - Chuck - krzyknęła Sarah, która też była zdenerwowana ich pojawieniem się. - Przynieś linę z piwnicy.
                Odetchnęła z ulgą po wyjściu męża. Bała się, że mogli ją zastrzelić i to na jego oczach. Zdawała sobie sprawę, że po tym  znienawidziłby ich, a nie chciałaby tego. Wzięła głęboki wdech, aby się uspokoić i zapanować nad nerwami. Kiedy  małżonek wrócił związali napastnika i zostawili go na podłodze. Przeciągnęli całą trójkę do salonu. Ustawili krzesła naprzeciwko siebie.  Na nich posadzili przyjaciół, skrępowali ich mocno i przeszukali.
                Znaleźli noże, małe pistolety, zestaw do włamań, krótkofalówki, długopisy, dokumenty i inne drobiazgi. Brytyjscy szpiedzy ruszyli z odsieczą, ale też zostali powaleni i związani. Czekali na  przebudzenie się dobrych znajomych. Denerwowali się. Sarah postanowiła uspokoić ukochanego. Złapała go czule za rękę.
                - Wszystko będzie dobrze.
                - Jak? - krzyknął. - Oficjalnie nie żyjesz , jesteś zdrajcą i chcesz mnie zabić. nikt nie wierzy w twoją niewinność.  Czego chcesz więcej?... Ach. Ściga cię najlepszy zabójca NSA. Chce cię zabić i nic nie zmusi go do zmienienia zdania. 
                Wybiegł z salonu. Postał chwilę przy schodach, gdy ochłoną, poszedł zobaczyć co porabiają pociechy. Zgadzała się z nim. Nie chciała narażać męża i dzieci. Postanowiła opuścić rodzinę. Udała się do sypialni, wyjęła torbę i zaczęła się pakować. Była rozżalona, że musi porzucić najbliższych, ale nie widziała innego rozwiązania, aby ich chronić. Nie usłyszała, kiedy na progu stanął Chuck. Był zaskoczony.
                - Co robisz?
                Odwróciła się i spojrzała na niego. W oczach szkliły się łzy.
                - Nie chcę cię narażać. Odchodzę.
                Nie chciał tego. Bez niej w jego sercu panowała pustka. Te miesiące, kiedy jej nie było, stracił ochotę na życie. Nie miał zamiaru jej puścić. Podszedł do niej i objął. Przytulił ją z całej siły. Wyszeptał jej do ucha.
                - Nie możesz...
                Przerwała mu, powstrzymując łzy.
                - Mogę. Dla waszego dobra.
                - Już za późno. Widzieli cię tutaj..
                - Myślą, że przyszłam cię zabić.
                - Ale to ja ich obezwładniłem... Mam dość kłamstw. Wyjedziemy razem, ale po rozmowie z nimi. Przeniesiemy się do innego kraju. Nie mogę cię stracić. Kocham cię.
                Nie wyobrażał sobie życia bez niej i to właśnie widziała w jego oczach. Złamała się. Nie mogła go porzucić. Uzależniła się od niego, a on od niej. Słuchała go
                - Wszystko będzie dobrze.
                Zamyśliła się. Jego pomysł był dobry, ale musiała trochę go zmodyfikować. Przecież mogli próbować ją aresztować. Nagła ucieczka z dziećmi mogła być niebezpieczna. Sam miał większą szansę uciec za pomocą intersektu. Gdyby była obok i została złapana, zrobiłby wszystko, aby ją uwolnić.
                - Zabiorę dzieci i spotkamy się na lotnisku, a ty sam porozmawiaj z chłopakami. Kupię nam bilety. Będzie tak łatwiej nam zniknąć. Tylko nie skrzywdź ich.
                - Jesteś genialna.
                Zabrała się do pakowania jego rzeczy, a on pobiegł do pokoju pociech i spakował najpotrzebniejsze rzeczy całej trójki. Spakowali wszystkie walizki do Vana . Matka z dziećmi odjechała z piskiem opon. Chuck machał im przez chwilę, a potem udał się do salonu. Usiadł na kanapie i czekał z niecierpliwością. Zaczął się martwić, że za mocno im przyłożył.
                Kiedy Casey odzyskał przytomność, poczuł ostry ból głowy. Nie wiedział, co się stało. Pamiętał, że mierzyli z Morganem do byłej współpracowniczki, a potem czarna dziura. Nagle zdał sobie sprawę z własnego położenia. Lina wrzynała mu się w nadgarstki i kostki. Na przeciwko siebie ujrzał swojego zięcia Grimesa. Zaklną. Nie zauważył, że ktoś podszedł.
                - Cholera.
                Nie wiedział, kto ich powalił. Spojrzał w bok i spostrzegł  brytyjski wywiad i Taylora związanych na podłodze. Pomyślał, że była agenta CSI musiała mieć wspólnika. Zaczął martwić się o Chucka. Nagle dostrzegł zdenerwowanego przyjaciela, któremu głos drżał.
                - Nie chciałem tak mocno was ogłuszyć.
                Wściekł się.
                - Ty...
                Próbował się uwolnić, ale więzy były mocne. Wycedził przez zaciśnięte zęby.
                - My ratujemy życie, a ty...
                - Zwolnij - przerwał mu informatyk. - To nie tak. Nadal nie wierzę w winę Sarah. Ona nie mogła zdradzić kraju i mnie. Gdyby mnie nie kochała, nie poświęciłaby się, aby złapać Volkoffa i uratować moją matkę...
                Zaczął się irytować
                - Nie brnęłaby przez Tajlandię, by mnie uratować i nie pomogłaby mi wrócić i nie stracić pamięci.  Nie uratowałaby mnie dzisiaj...
                John burknął pod nosem. Nie miał zamiaru słuchać tej bajeczki. Wtedy ocknął się Grimes.
                - Gdzie ja jestem?
                Bolała go głowa i nie widział ostro. Po chwili wszystko sobie przypomniał. Spytał ze zdenerwowaniem teścia.
                - Gdzie Chuck?
                Dopiero po chwili dostrzegł przyjaciela.
                - Chuck? Nic ci nie jest?
                - Nie.
                - Gdzie Sarah?
                - Uciekła?
                - A dzieci?
                - Bezpieczne.
                - Uwolnisz nas?
                Bartowski spojrzał na niego ze smutkiem.
                - Nie mogę.
                Intersekt odsunął się od wściekłego Casey'a i stanął tak, aby oboje po przekręceniu głowy, mogli spokojnie go widzieć. Uśmiechnął się sztucznie.
                - Nie mogę, bo ruszycie za Sarah. A ona mnie kocha i nie chce mnie skrzywdzić.
                John parsknął z naiwności przyjaciela. Ten nie zrażał się i zwrócił się do niego.
                - Wiesz, że jeśli chodzi o kłamanie, to jestem słaby...
                Przytaknął, przypominając sobie plątanie się mężczyzny w różnych sytuacjach, prawie zawalając całą akcję, chociaż udawało mu się być dobry w te klocki.
                - Chcę wam powiedzieć, że ktoś was okłamuję was od ponad dziesięciu lat. Sarah, jak wiecie żyje, ale nie poluje na mnie, tylko jest ze mną.
                - O czym ty gadasz? - spytał zdezorientowany Morgan.
                - Amanda, moja cudowna żona, to tak naprawdę Sarah
                - Co? - obaj szpiedzy byli zaskoczeni. Johnowi nawet by to nie przeszło przez myśl. W głębi gratulował  mu oszustwa na ogromną skalę.
                - Tak - odparł dumnie Bartowski. - Mieliśmy być ze sobą parę lat, a później się pobrać, aby nikt niczego nie podejrzewał. Wszystko zmieniło się, gdy okazało się, że jest w ciąży. Dzień przed ślubem dostałem propozycję pracy tutaj. Była to dla nas szansa. mogłem przestać bać się, że ktoś ją rozpozna i zginie, albo co gorsza będzie...
                Chuckowi głos się łamał.
                - Będzie torturowana przez CSI i NSA. Nie mogłem do tego dopuścić...
                - Idiota.
                - Wcale nie. Nie chciała się zgodzić na wyjazd. Wiedziała jak jestem przywiązany do Ellie, ale ona jest dla mnie najważniejsza i wolałem przenieść się tutaj. Miała wiele okazji, aby mnie po cichu zabić, a potem udawać zrozpaczoną wdowę. Nigdy tego nie zrobiła.
                - A dzieci są z nią? - spytał John, unosząc brew. Rozpoczął grę.
                -Tak. A co?
                - To już ich nie zobaczysz. Zniknie z nimi.
                - Czeka na...
                Bartowski urwał, rozumiejąc, co chciał osiągnąć Casey. Zdenerwował się na niego i siebie, że powiedział, gdzie jest jego żona. Zaczął nerwowo krążyć
                - Co to, to  nie. Nie zdradzę. Nie zdradzę ci, gdzie się umówiliśmy. Nie pozwolę ci jej skrzywdzić.  Jeśli chcecie dalej ją ścigać, to wasza sprawa, ale ja wam nie...
                John słuchał wywodu byłego współpracownika i próbował rozwiązał węzły. Miał szczęście i udało mu się. Rzucił się na mężczyznę i powalił go na podłogę. Chuck przeraził się. Wydawało się, że zostanie pokonany, ale uruchomił interekt. Dość szybko pokonał pułkownika i pozbawił go przytomności. Brytyjscy szpiedzy już jakiś czas wcześniej ocknęli się, ale nie mogli zrzucić krępujących więzów. Bartowski uśmiechnął się  do nich przyjaźnie.
                - Nie chcę was skrzywdzić. Ratuję tylko swoją rodzinę.
                Spojrzał na Morgna.
                - Przeproś Casey'a. Nie chciałem tego. nie chciałem go skrzywdzić. Zależy mi na dołączeniu do rodziny...
                Wtedy weszła Mary Bartowski, co zaskoczyło obu panów.
                - Mamo? Co tutaj robisz?
                Spojrzała na niego przyjaźnie i czule.
                - Do niedawna chcę, a raczej chciałam cię chronić. Teraz wiem, że to nie ma sensu.
                Morgan i Chuck doznali szoku.
                - Co tak się patrzycie? Kochanie?
                - Nie chcesz złapać Sarah?
                - Przyleciałam z powodu pewnej informacji, ale to co zobaczyłam, było niezwykłe...
                Była poruszona.
                - Niedawno opuściła dom w towarzystwie trójki dzieci, moich wnuków. Ciągnęły ją z powrotem. Przykucnęła naprzeciwko nich i zaczęła tłumaczyć, że tata dołączy do nich na lotnisku. Była przy tym delikatna. Kiedy kierowała wzrok na dom, widziałam strach. Maluchy nazywały ją mamą Wtedy zrozumiałam, że szybki ślub to nie w twoim stylu i Amanda to Sarah. Ich zachowanie w stosunku do dzieci jest takie same... Gratulacje Chuck. Udało się wam ukryć przed nami. Mimo dowodów przeciwko narzeczonej, zaufałeś jej i zrobiłeś wszystko, aby była szczęśliwa. Dobrze na tym wyszedłeś. Wiedziesz prawdziwe, rodzinne życie. Z dala od szpiegowania i CIA.
                Podeszła do syna , złapała  go za ramiona i spojrzała mu głęboko w oczy.
                - Właśnie w Stanach udowodniono, że Sarah Walker jest niewinna. Może wrócić do domu i pracy.
                Chuck uśmiechnął się od ucha do ucha.  Był przeszczęśliwy. Ucałował rodzicielkę i wybiegł z domu, wsiadając do swojego małego, służbowego samochodu. Ruszył z piskiem opon. Grimes spytał.
                - To prawda? Sarah jest niewinna?
                Przytaknęła.
                - Wyszło to zaraz po waszym wyjeździe i to przez przypadek. Sprawca zamieszania to były agent, pragnący zemsty na Walker.  Od razu, jak tylko się dowiedziałam, ruszyłam was powstrzymać. Na szczęście zdążyła, zanim zniknęli na zawsze.
                Na jej twarzy nie było widać żadnych emocji, ale w głębi cieszyła się, że udało się zapobiec ucieczce jej syna, synowej i wnucząt. Bardzo ich kochała i nie chciała stracić kontaktu z nimi. Żałowała, kiedy przenieśli się do Wielkiej Brytanii. Miała nadzieję na nadrobienie straconych lat.
                Chuck nigdy tak szybko nie jechał.  Denerwował się.  Kiedy dojechał, znalazł punkt sprzedaży biletów. Jego żona stała tam tyłem do niego. Podbiegł do niej i objął z zaskoczenia. W pierwszej chwili kobieta nie wiedziała, co się dzieje. Złapała "napastnika" i przerzuciła go przez prawy bark. Kiedy zobaczyła ukochanego, przeraziła się.
                - Chuck? Nic ci nie jest?
                Przyklęknęła przy nim, zakładając blond loczek za ucho. Podniósł głowę i spojrzał jej głęboko w oczy. Nie myślał logicznie, kiedy w nich się zatapiał.
                - Chuck? Przepraszam kochanie.
                - Jak ty ładnie wyglądasz?
                Przestraszyła się, że zbyt mocno się uderzył i doznał wstrząśnienia mózgu.
                - Coś cię boli?
                - Nie.
                Otrząsnął się i wstał. Był radosny.
                - Mama przywiozła dobre wiadomości.
                - Jakie?
                Jeszcze raz ją objął, ale tym razem, nie zostając powalony.
                - Zostałaś oczyszczona i już nikt cię nie ściga. Chłopaki przyjechali przed tym i dlatego nic nie wiedzieli.
                Wyrwała się z jego objęć. Nie dowierzała.
                - Naprawdę?
                - Tak twierdzi, a ja jej wierzę.
                Rzuciła się w jego ramiona i uścisnęła go z całych sił, prawie go dusząc. Na szczęście  w porę go puściła. Ucieszyła się. Ku swojego zaskoczeniu stęskniła się za Ellie, Johnem i Morganem. Dzieci przyglądały się im uważnie. Thomas spytał.
                - Co się dzieje?
                - Wszystko dobrze - odparła, nachylając się nad nimi. - Przyleciała wasza babcia, więc nigdzie dziś nie

                Wzięła na ręce najmłodszą córkę, a Chuck złapał za dłonie pozostałe pociechy i opuścili lotnisko. Jechali w milczeniu. Nagle Sarah zaczęła się obawiać, że to wybieg Szron i zostanie aresztowana. Nie chciała martwić męża. Nie miała zamiaru uciekać. Mogła tylko liczyć, iż  ją zabiją bez zbędnych tortur. 

piątek, 28 października 2016

Studia i ja

Studiuję dziennikarstwo. Jeden z moich wykładowców zlecił nam prowadzenie bloga.  Nie chcę zakładać następnego więc wykorzystam tego. Do nowego roku, albo do pięciu postów będę tworzyła cykl wywodu na temat, jak zaczęła się moja przygoda z pisaniem opowiadań. Pokażę wam, dlaczego  zaczęłam pisać, a potem umieszczą je w internecie. Rozważałam różne tematy. Nie wiedziałam, o czym ma to być. Po zastanowieniu wybrałam swoją historię.  Cykl nosi tytuł " Moje wyznanie" . Na początku będzie nazwa przewodnia posta, a potem "[...] i ja". Mam nadzieję, że dobrze zostanie to przyjęte. 
                                          
źródło: www.tapeciarnia.pl/250540_ksiazka_czerwona_roza_wazon_gesie_pioro

czwartek, 27 października 2016

Zdrada (serial Chuck) cz. III

Któregoś dnia Chuck przyprowadził Amandę do mieszkania siostry. Ellie zadzwoniła do niego, aby zajął się Clarą.  Byli wtedy razem i od razu pojechali. Kiedy weszli do budynku, wyskoczyła na nich zdenerwowana  lekarka.
                - Chuck? Clara śpi, a ja muszę spieszyć się do szpitala. Był wypadek. Devon już pojechał, a do mamy nie mogę się dodzwonić. W lodówce masz mleko...
                Spostrzegła towarzyszkę mężczyzny. Była uradowana, widząc go z nową towarzyszką. Miała nadzieję, że otrząsnął się po Sarah. Wyciągnęła w jej kierunku rękę.
                - Oh. Ellie, siostra Chucka.
                Miller uścisnęła ją.
                - Amanda.
                Eleonor uśmiechnęła się.
                - Przykro mi, że przerwałam wam randkę, ale muszę wyjść.
                Rzuciła bratu spojrzenie, pytające, dlaczego nie powiedział jej o swojej nowej dziewczynie. Musiała wychodzić, ale postanowiła później z nim porozmawiać. W pośpiechu opuściła mieszkanie, łapiąc klucze od samochodu. Amanda nachyliła się nad kołyską.
                - Hej...
                - Clara - przerwał jej chłopak i pokazał, iż ktoś może ich podsłuchiwać.  Kiwnęła głową na znak zrozumienia.
                - Jest śliczna.
                Dziecko przebudziło się i rozpłakało. Wzięła dziecko na ręce i zaczęła ją kołysać, śpiewając kołysankę.  Mała uspokoiła się i znowu zapadła w sen.
                Patrzył na nią z miłością i uwielbieniem. Znowu zaczęła mu się marzyć ich dzieci. Wyglądała słodko z maleństwem w ramionach. To nie była Sarah Walker początki ich znajomości, agentka, mogąca z łatwością zabić i kłamać. Przed nim stała czuła i delikatna kobieta. Musiał zrobić, aby z nią być. W jego głowie zrodził się plan, aby zostać z kobietą swoich marzeń.                
                Sarah była przerażona, ale też się jej podobało.  Zastanawiała się, czy Chuck nadal chciałby być ojcem. Spojrzała na niego i nie musiała pytać. Wszystko mogła wyczytać z jego twarzy. Za to go kochała. Za jego niezdarność, nie lubienie zabijania, wiarę w ludzi, prostolinijność, oddanie przyjaciołom i rodzinie.           
                Wiedziała, że rok temu wystarczyłoby jedno jego słowo i odeszłaby z CIA.  Później została uznana za zdrajcę i nie mogła być przy nim. Najlepszy zabójca NSA John Casey ją ścigał. Zdawała sobie sprawę, iż wystarczy wiadomość, gdzie jest i ruszyłby za nią. Drgnęła. Pracowała z nim i zdawała sobie sprawę, jak dobry jest. Obawiała się spotkania z nim. Albo ona zginie, albo będzie musiała go zabić. Charles zobaczył zmianę jej nastroju.
                - Stało się coś?
                Otrząsnęła się z ponurych myśli.
                - Nie. Myślę o przyszłości.
                Podszedł do niej od tyłu i przytulił się. Czuł jej ciało, co go uspokoiło. Pomyślał, że wszystko może być dobrze. Widział ich, jako szczęśliwą rodzinę. Godziny mijały szybko. Karmili, usypiali i bawili się z małą.  Czuli się swobodnie, tylko uważali, aby nie używać jej prawdziwego imienia.
                Państwo Woodcomb wrócili koło drugiej w nocy.  Amanda pożegnała się z nimi i chciała wyjść. Nie chcieli jej puścić samej o tak późnej         porze. Uznali, że powinna zostać na noc. Chuck zabrał dziewczynę do swojego pokoju i dał jedną ze swoich koszulek. Kiedy wróciła z łazienki, owinięta w prześcieradło, odebrało mu dech.
                Dawno nie widział Sarah w pełnej okazałości. Ta zrzuciła opasający ją materiał. Przełknął ślinę. Oboje byli podnieceni. Chuck przejął inicjatywę. Podszedł do ukochanej i poprowadził ją do łóżka. Posadził ją na jego brzegu i zaczął całować Amandę po całym ciele.
                Jęczała z podniecenia i wiła się pod dotykiem "narzeczonego". Opadła na pościel i rozkoszowała się chwilą przyjemności. Nie mogła się doczekać, kiedy Chuck wejdzie w nią. Ten               świetnie się bawił, składając pocałunki coraz niżej. Miała dość czekania.
                Odepchnęła od siebie kochanka, aby szybko wstać i przewrócić go na łóżko i sprawnie rozebrać z delikatnością i czułością. Następnie usiadła na nim okrakiem i zaczęła go ujeżdżać. Doszli niemal jednocześnie. Opadła wyczerpana na poduszkę. Wtulili się w siebie. Byli sobie wierni przez ten cały czas, co spotęgowało doznania. Szybko zasnęli po igraszkach.
                Półtora miesiąca później Sarah obudziło złe samopoczucie i mdłości. Było tak codziennie.  Prawie nic nie mogła zjeść. Po pewnym czasie wybrała się do lekarza. Z gabinetu wyszła blada jak śnieg i cała się trzęsła. Nie wiedziała, co dalej zrobić. Była przerażona.  Wszystko działo się tak szybko. Została uznana za zdrajczynię, bała się, że Chuck uwierzy w jej winę, próby skontaktowania się z nim, spotkania i randki.
                Usiadła na ławeczce przed budynkiem i rozpłakała się. Nie czuła się na to gotowa. Na dziecko, które będzie potrzebowało poświęcenia. Obawiała się, że nie będzie dobrą matką, albo zostanie z nim rozdzielona. Nie zwracała uwagi na otoczenie. Zły spływały po jej policzkach. Słońce padało na nią i je szybko suszyły.
                Nagle zerwała się i postanowiła powiedzieć ukochanemu o maleństwie.  Ogarnęła ją miłość do jeszcze nienarodzonego pędraka. Uśmiechnęła się.  Pojechała do mieszkania Ellie. Charles był w pracy, a młoda matka usypiała Clarę. Wróciła wieczorem i poprosiła Bartowskiego o rozmowę. Od razu zauważył, że jest zdenerwowana., więc przeszli do jego pokoju, aby spokojnie porozmawiać.  Jej nastrój udzielał  się jemu.
                - Co się dzieje?
                - Będziemy mieli dziecko.
                Mężczyzna stanął jak kamienny posąg. Na jego twarzy zaczął się szerzyć się charakterystyczny dla niego sposób i głupkowaty uśmiech. Nie mógł uwierzyć.
                - Naprawdę?
                Kiwnęła głową. Był najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Złapał kobietę w swoje ramiona i przytulił ją najmocniej, jak tylko mógł. Nagle w jej oczach dostrzegł odrobinę strachu.
                - Co się stało?
                - Nie miałam prawdziwej rodziny. Boję się, że będę złą matką.
                Dawna Sarah Walker nie zdobyłby się na wypowiedzenie swoich obaw. Zmieniła się dzięki Chuckowi Bartowskiemu. Była bardziej narażona na atak i posiadała słabość, ale była szczęśliwa.  Charles podszedł i pocieszająco przytulił ją.
                - Będziesz cudowną matką. Nie będzie lepszej. A jak ci pomogę...
                Całej rozmowie przysłuchiwał się Casey korzystając z podsłuchów umieszczonych  w całym mieszkaniu, gdzie przebywał cel obserwacji. Cieszyła go reakcja Charlesa na wiadomość. dziewczyny. Sam żałował, że nie widział dorastania córki.  Miał nadzieję, że Amanda wyleczy go z nieszczęśliwej miłości.
                 Następnego dnia przyszli rodzice powiadomili rodzinę mężczyzny. Elizabeth i Mary obawiali się o Chucka.  Zdawały sobie sprawę, że nie wyrzucił  byłej narzeczonej z serca i tylko skrzywdzi nową wybrankę. Wolałyby uchronić ich przed popełnieniem błędu.  Z drugiej strony bały się odezwać, aby nie odcięli.
                Amanda i Charles  postanowili się pobrać przed narodzinami  pociechy.  Data została wyznaczona od razu. Mieli dwa miesiące na przygotowanie.  Eleonor próbowała przekonać ich, aby zaczekali ze ślubem. Bała się, że zmarnuje sobie życie u boku niewłaściwej kobiety.
                               Chuck Bartowski alias Charles Carmichael opuścił szeregi CIA. Zabrał się do pracy i napisał program usprawniający działanie sieci. Wysłał go do wielu firm i to nie tylko w kraju z ofertą kupna. Liczył na szynką odpowiedź, ale nikt nie odezwał się. To zniechęciło go do dalszej pracy.
                Nadszedł wielki dzień.  Narzeczeni postanowili razem świętować ostatnią noc wolności.  Całą spędzili w służbowym samochodzie mężczyzny i na wspominkach wspólnych misji.  Chuck wiedział, że nie mają żadnych podsłuchów. Uważnie sprawdził cały pojazd. Mogli przestać udawać  i być sobą. Jeździli po mieście.  Cieszyli się swoją obecnością i maleństwem.
                Bartowski dostał telefon. Brytyjska firma była zainteresowana współpracą z nim. Oferowali wysoką pensję i duży dom ma angielskiej wsi. Uznał to za zrządzenie losu. W USA nie mógł żyć spokojnie z ukochaną.  Szybko wpadł na genialny pomysł. Obiecał zastanowić się nad propozycją.  Z podekscytowaniem wyjaśnił wszystko Sarze.
                Chciał przenieść się do Anglii, aby wieść wspólne i szczęśliwe życie.  To mogła być dla nich jedyna szansa, aby nie obawiać, że ktoś skrzywdzi jego królową i uwolnić od CIA.  Kiedy przedstawił pomysł Amandzie, zaprotestowała. Nie chciała, aby przez nią tracił kontakt z rodziną i przyjaciółmi. 
                Wolałaby sama opuścić kraj, aby go chronić.  Wiedziała, że jest emocjonalnie związany z najbliższymi i źle zniesie rozłąkę. Ten naciskał, tłumacząc, że bez niej będzie tylko maszyną. Czuł potrzebę bycia blisko maleństwa i jego matki.  Nad ranem wrócili do siebie, aby przygotować się do ceremonii.
                Amanda Miler dla relaksu wzięła krótki i gorący prysznic. Zasiadła przed toaletką w samym szlafroku i nałożyła delikatny makijaż. Serce biło jej mocniej. Była zestresowana, ale starała się nad tym panować.  Uczesała swoje brązowe włosy w kok.  Przeglądała się w lustrze. Dotknęła jednego z kosmyków. Brakowało jej blond włosów.
                Chciała przez chwilę przytaknąć mężczyźnie i wyjechać za granicę, aby znowu być sobą. Kobietą, w której zakochał się ciapowaty technik z Buy More. Źle się czuła w obcej skórze. Nie raz zmieniała tożsamość, ale to było coś innego. Dla bliskich ukochanego była zupełnie obca. Wszyscy z niepewnością na nią spoglądali. Byli nieufni. Rozumiała to.
                 Ich "mały chłopiec" został skrzywdzony. Czuła się dziwnie, słuchając szeptów wokół i wiedząc, że rozmawiając o niej i to niepochlebnie. Do tego nie potrafiła ich przekonać do siebie. Brakowało jej życzliwości i przyjaznego nastawienia Eleonor. 
                Łzy zaczęły zbierać się pod jej powiekami. Starała się zapanować nad nimi. Nie tak wyobrażała sobie swój ślub. Jako mała dziewczynka wyobrażała sobie ten dzień. Wokół niej szczęśliwi bliscy. Rodzice byli przy niej. Wszystko było nie tak. 
                Spojrzała na zdjęcie narzeczonego przyklejone u góry po lewej stronie lustra i rozpromieniła się. Wszystko przestało mieć znaczenie, tylko on. Kochała go i  chciała spędzić z nim resztę życia i tylko to się liczyło. Postanowiła być szczęśliwa.
                Wpięła we włosy delikatny welon sięgający do ramion.  Dopiero wtedy włożyła delikatną suknię na koronkowych ramiączkach, które opierały się na barkach i dekoltem w literę V.  Była delikatna, zwiewna i elegancka,  wykonana z organzy. W linii tali rozszerzała się ku dołowi. Pogładziła materiał. Wyglądała lekko i zwiewnie, a do tego elegancko.
                Była zdenerwowana. Przespacerowała się po pokoju. Miały spełnić sie jej skryte marzenia, które dopuściła do głosu po poznaniu narzeczonego. Pogładziła się po zaokrąglonym brzuszku. Kochała maleństwo i nie mogła się doczekać wzięcia go w ramiona. Uśmiechnęła się  do swoich myśli. Była gotowa na nowy etap swojego życia. Żałowała tylko, że nie było nikogo z jej bliskich. Brak gości ze swojej strony wyjaśniła śmiercią rodziców i kłótnią o spadek z rodzeństwem.
                Przyszła Ellie, jej druhna, która za nią nie przepadała. Rozumiała ją. Jej szwagierka obawiała się, że ciąża była powodem ślubu, a oni się nie kochają. Gdyby tylko znała prawdę, rzuciłaby się na nią i pewnie zabiła w napadzie szału i w obronie brata. Lekarka pomogła poprawić jej suknię i ruszyły do kościoła.   
                Na Chucka czekał Morgan, który był wściekły za niestawienie się na kawalerskim. Przypomniał mu imprezę Devona i jakie miał z tego powodu kłopoty.  Zjedli razem śniadanie. Ostatni raz jako kawalerowie. Składało się z płatków i naleśników. Śmiali się przy wspominaniu czasu, który razem spędzili. Nagle wszedł Casey. Nawet nie zapukał. Był sztywny, tak jak zawsze. Zwrócił się do pana młodego.
                - Dom i kościół są obstawione. Walker nie przeciśnie się.
                To zaskoczyło Chucka. Nie wiedział, co planuje przyjaciel.
                - Po co to?
                John srogo spojrzał na niego.
                - Żenisz się z inną, a to miał być wasz dzień. To chyba oczywiste, że będzie chciała cię dzisiaj dopaść.
                - Ale..
                - Bez dyskusji.
                Kiedy Bartowski ubierał się, uśmiechając pod nosem. Nikt nie zdawał sobie sprawy, że Sarah przybędzie na ceremonię jako panna młoda. Miał nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze. Kiedy wyszedł z sypialni, zobaczył, jak chłopaki wkładali słuchawki do uszu. Byli drużbami, a przy okazji mieli zamiar go strzec. Cieszył się, że na razie ma ich po swojej stronie.
                Uroczystość w kościele była wzruszająca. Młodzi patrzyli sobie głęboko w oczy i przysięgali sobie miłość aż do śmierci. Chuck nie mógł oderwać wzroku od swojej żony, a ona od niego. Ellie, Mary i Morganowi zaczęły spływać łzy. Jedynie Casey był niewzruszony.
                Goście świetnie bawili się na przyjęciu weselnym państwa Bartowski na placu przed jego mieszkaniem.  Młodzi zatańczyli kilka tańców, a resztę wieczoru przesiedzieli w gronie najbliższych. Kiedy znaleźli się w sypialni mężczyzna zwrócił się do żony. Chciał przekazać jej podjętą decyzję. Dla ich dobra, chociaż obawiał się jej reakcji.
                -Chcę wyjechać z tobą jak najdalej stąd i żyć normalnie. Wiem, że nie zabijesz mnie.
                - A twoja siostra? Matka? Morgan i Casey?
                Kochał rodzinę i przyjaciół, ale to ona była jego światem. Jego serce biło dla Sarah Walker Bartowski. Wiedział, że niezależnie co się zdarzy, nie będzie żałował. Spojrzał jej głęboko w oczy.
                - Chcę być z tobą. Tutaj będę się martwił o ciebie, że cię złapią i zamknął.
                - Albo zlikwidują...
                Dopiero po chwili dotarło do niej, co powiedziała. Szybko zreflektowała się, widząc przerażenie męża. Podeszła na przeciwko niego i położyła dłoń na jego policzku w czułym geście
                - To nic. Nic mi nie będzie.
                Przytuliła się do niego. Czuła jak Chuck drży na myśl, iż coś może się jej stać. Zaczęła zastanawiać się nad ucieczką. Inaczej nie mogła tego nazwać. Musiała zniknąć z pola widzenia CIA, aby uniknąć oskarżenia o zdradę. To nie do końca było to w jej stylu. Była rozdarta. Nic ją nie trzymało w Stanach, w przeciwności do jej małżonka.  Odsunęła się od niego i spojrzała głęboko w oczy i zobaczyła, że właśnie tego pragnie. To zaważyło na decyzji.
                - Jedziemy.
                Dopiero wtedy zdała sobie sprawę jaki sukces osiągnął mężczyzna.  Nachyliła się  i pocałowała go namiętnie. Kiedy oderwała się, spojrzała na niego figlarnie. Zbliżyła usta do ucha, aby wyszeptać uwodzicielsko. Pokiwała głową.            - Gratulacje.
                Chuck dał tył w krok. Zrobiło mu się gorąco, a do tego zmieszał się. Nie wiedział, o czym mówi.
                - Czego?
                Uśmiechnęła się do niego. Była rozbawiona. Jego zachowanie wcale ją nie dziwiło.
                - Przecież ktoś kupił twój program.
                Przytaknął.
                - To prawda.
                - I chce cię w zespole. Koniec z Buy More oraz koniec pewnego etapu w twoim życiu. Odniosłeś sukces.
                Szeroki uśmiech. Typowy dla niego i głupkowaty.  Postanowił iść w ślady żony. Teraz to on postanowił jej coś wyszeptać zalotnie.
                - Zgadzam się. Ale stało się coś cudowniejszego. Kobieta z moich snów jest moją żoną pani Bartowski.
                Czasem zastanawiał się, czy to nie sen. Taka cudowna kobieta wybrać sobie idiotę. Złapał ją za rękę i zaprowadził do łóżka, na którym ją posadził. Wieczór dał się Anandzie we znaki Zaczął masować jej spięty kark. Lubiła jak to robił. Szybko rozluźniła się. Miała spuchnięte kostki. Przyklęknął przy niej. Z namaszczeniem zdjął lewy, biały balerin z delikatną wstążeczką i zaczął masować jej stopę, a następnie obrzęknięte miejsce.
                Powtórzył to z prawą nogą. To pozwoliło się jej poczuć jak nowonarodzona i pełna sił. Maleństwo kopnęło. Lubiła to uczucie. Wstał  i usiadł obok żony. Położył rękę na jej zaokrąglonym brzuchu, a drugą objął.
                - Też nie możemy się ciebie doczekać kwiatuszku. Nawet nie wiesz, jaką przysługę nam oddałaś.
                Spojrzała na niego ze zdumieniem.
                - Dziewczynka? Skąd przyszło ci to do głowy.
                - Tak podejrzewam. 
                Pokręciła głową. Za to uwielbiała Chucka.  Zgadzała się z jego stwierdzeniem. Od kiedy zaczęli spotykać się na nowo, nie wiedzieli, jak zacząć się widywać bez podejrzeń. Jedna namiętna noc i mała istotka dały szansę na wspólne życie bez zbędnych pytań. Dla rodziny i przyjaciół  byli razem ze względu na dziecko.
                O dziwo Mary pochwalała według niej dojrzałą decyzję syna. Według niej miłość mogła przyjść z czasem, albo on nadal będzie kochał swoją byłą narzeczoną, ale nie okaże to swojej żonie. Nikt z nią się nie zgadzał. Nie zwracała na nich uwagi. Mała nadzieję, że  Chuck wreszcie będzie wolny.
                Świeżo poślubione małżeństwo wyjechało na tydzień nad morze. Spali do późna i chodzili na spacery brzegiem oceanu. Cieszyli się sobą. Wreszcie byli zupełnie sami.  Casey im odpuścił i trzymał się na odległość. Zero kamer, zero podsłuchu. Chuck zadzwonił do przedstawiciela brytyjskiej firmy i przyjął ich ofertę. Miał przybyć dopiero po narodzinach dziecka. Dostał ogromną sumę pieniędzy za swój program.
                Po powrocie postanowili powiadomić wszystkich o wyjeździe. Ellie była dumna z brata. Wreszcie miał pożegnać sklep i zająć się czymś na jego poziomie. To było to, co dla niego chciała. Z drugiej strony bała się czy tam będą szczęśliwi. Mary  ucieszyła się. Jak najdalej od CIA to będzie wiódł lepsze życie. Morgan bał się rozstania z przyjacielem. Miał przestać go widywać. Nie był jeszcze na to gotowy, ale  nie zatrzymywał go. Za to przypominał, że to on umówił go z Amandą.
                 John bał się ataku ze strony Walker rozwścieczonej na wiadomość o ślubie byłego narzeczonego. W Wielkiej Brytanii straci nad nim jakąkolwiek możliwość ochrony i musiał się z tym pogodzić. Charles był dorosły i dorosły. Póki nie szukał Sarah, mógł robić, co żywnie mu się podobało. To mu się nie podobało, ale miał związane ręce. Miał nadzieję, że to tej pory złapie kobietę i zagrożenie minie.

                Pewnego dnia otrzymał wiadomość o śmierci byłej współpracownicy. Od razu postanowił to sprawdzić. Siedemnaście godzin później znalazł się w Krakowie. gdzie została pochowana zdrajczyni i była dziewczyna Bartowskiego. Odnalazł jej mogiłę usypaną z ziemi i drewnianym krzyżem na niewielkim cmentarzu.